Plan podróży: Owernia – Saint-Flour

Historyczna stolica górnej Owernii składa się z dwóch części – górna leży na wulkanicznym płaskowyżu Cantal, około 900 m n.p.m., miasto dolne – w dolinie rzeki Ander. W okolicy znajdują się ślady osadnictwa z epoki brązu, w tym także dolmeny. W czasach rzymskich znajdowała się tu kolonia Indiciacum przy szlaku handlowym. Obecna nazwa miasteczka wywodzi się od św. Florusa – biskupa z V w., który ewangelizował okolicę. Miasteczko rozwinęło się wraz z założeniem około roku 1020 miejscowego klasztoru benedyktyńskiego, należącego do kongregacji kluniackiej. Z inicjatywy Odylona wzniesiono wtedy romańską bazylikę. W roku 1317 rezydujący w Awinionie papież Jan XXII dokonał utworzenia diecezji Saint-Flour obejmującej górną Owernię. Powyższe spowodowało wzrost znaczenia miasta – w XIV wieku rozbudowano miejscowe umocnienia.

Saint-Flour (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Saint-Flour_depuis_les_berges_de_L%27Ander.jpg)

Podczas rewolucji francuskiej, poza wypędzeniem miejscowych benedyktynów, doszło do zmiany nazwy miasta poprzez usunięcie z niej świętego patrona. Powrócił do niej za czasów Restauracji. W mieście górnym zachowały się dawne umocnienia i bramy oraz stare zabudowania, w dolnym – gotycki most mnisi. Budowę gotyckiej katedry rozpoczęto pod koniec XIV stulecia po zawaleniu się północnej części romańskiej bazyliki. Została konsekrowana w roku 1466. Trójnawowa i czterowieżowa budowla o długości 65 metrów i wysokości 44 metrów wzniesiona została z ciemnego bazaltu. Fasada jest stosunkowo skromna. Okna witrażowe przedstawiają sceny biblijne oraz z życia św. Florusa. Podczas rewolucji katedra została splądrowana i następnie zamieniona w świątynię bogini Rozumu. Konsekrowano ją ponownie w roku 1802, w połowie XIX stulecia przeprowadzono prace restauracyjne. Rozebrano wtedy dwie boczne wieże.

Saint-Flour miasto górne (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wikiFile: Saint-flour%2C_la_ville_haute.jpg)

Co ciekawe, katedra w Saint-Flour jest najwyżej położoną katedrą w Europie – na wysokości 892 m n.p.m. We wnętrzu warto zwrócić uwagę na znajdującą się z lewej strony prezbiterium drewnianą, czarną figurę Chrystusa z drewna orzechowego, przypuszczalnie z XIII wieku. Wyposażenie kościoła wskutek zniszczeń rewolucji pochodzi głównie z XIX wieku. Polichromie w prezbiterium przedstawiające kapłana odprawiającego Mszę św. za dusze czyśćcowe (po lewej) i piekło (po prawej) przetrwały, bo były zamalowane. Odkryto je dopiero w roku 1851. Z tarasów przy katedrze roztacza się ładna panorama dolnego miasta oraz doliny rzeki Ander.

Widok na miasto górne (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Saint-flour-ville-haute.jpg)

Gotycką kolegiatę Notre-Dame z XIV wieku rewolucjoniści przeznaczyli w XIX wieku na targ zbożowy, została odnowiona dopiero na początku XXI wieku. Gotycki charakter ma również kościół św. Wincentego z XV w. (dawny dominikański), który w latach rewolucji był używany jako miejsce spotkań jakobinów, a potem jako świątynia masońska. Wewnątrz znajdują się odrestaurowane XV-wieczne freski przedstawiające św. Annę.

Kościół Notre-Dame (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Saint-Flour_-_%C3%89glise_Notre-Dame-01.JPG)

Reklamy

Plan podróży: Alzacja – Selestat

Za czasów karolińskich Selestat był królewską rezydencją. W IX wieku, na skale (ok. 750 m n.p.m.) na zachód od miasta powstał benedyktyński klasztor filialny opactwa St. Denis. W połowie XII wieku książę Fryderyk II ze Szwabii postawił na wzniesieniu swój zamek, co wywołało protesty zakonników słane do Ludwika VII francuskiego. Nie wywołały one jednak skutku, albowiem nadchodził szczyt potęgi Hohenstaufów. W roku 1252 syn Fryderyka II i jego imiennik zwany Rudobrodym objął po śmierci stryja Konrada tron cesarski. Zamek stał się zamkiem królewskim i był rozbudowywany. Pozostawał następnie w rękach książąt lotaryńskich, a w wieku XV – także rycerzy rabusiów, co zakończyło się jego zajęciem i spaleniem w roku 1462 przez wojska wystawione m.in. przez Strasburg i Bazyleę. Odbudowany, został ponownie zniszczony podczas wojny trzydziestoletniej przez Szwedów. Na rekonstrukcję czekał aż do 2 połowy XIX wieku, kiedy zabrał się za nią Bodo Ebhardt, znany na terenie Polski z prac przy zamkach Czocha, Grodno, Grodziec czy Niedzica.

Zamek Haut-Koenigsburg (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File: Chateau_Haut_Koenigsbourg.JPG)

Oprócz średniowiecznej wizji Ebhardta jaką jest obecny Haut-Kœnigsbourg w Selestat znajdziemy dwa piękne kościoły. Pierwszy z nich, romański stanowi duchową łączność z odległym Conques, z którym łączy go wezwanie św. Foi. Co ciekawe, kult św. Foi w Selestacie poprzedza ten z południa Francji. Po kościele, który został wzniesiony w 2 połowie XI wieku zachowała się krypta. Obecny kształt – z różowego piaskowca nadano kościołowi podczas rozbudowy w XII stuleciu.

Kościół św. Foi (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Eglise_Sainte-Foy_Selestat.jpg)

Od roku 1615 opiekowali się nim jezuici, pozostawiając po sobie barokowe wyposażenie. Po usunięciu zakonników w roku 1767 rada miejska Selestat planowała kościół zburzyć, na szczęście uratował go ówczesny biskup Strasburga. Podupadły w czasach rewolucji został pod koniec XIX wieku poddany renowacji. Ponownie został uszkodzony podczas walk w dolinie Renu pod koniec roku 1944.

Tympanon portalu kościoła św. Foi (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Sélestat_SteFoy_04.JPG)

Kościół św. Jerzego (dawniej, do XVI wieku kościół Najświętszej Marii Panny) reprezentuje gotyk. Był budowany od roku 1220 aż do początków wieku XV, choć jego historia sięga 2 połowy VIII wieku, kiedy istniał tu pałac cesarski Karola Wielkiego, przy którym wzniesiono baptysterium w formie rotundy. W gotyckiej bryle wyróżnia się XIII-wieczna nawa, fasada zachodnia z początku XIV wieku, nieco późniejsza wieża zachodnia oraz prezbiterium przełomu XIV i XV wieku. W kościele znajdowało się również XV-wieczne lektorium, zniszczone podczas rewolucji francuskiej. Zachowały się natomiast drzwi północnej części transeptu z XV wieku z reliefem przedstawiającym chustę św. Weroniki, jak również zdobione wizerunkami i symbolami, malowane zworniki z XIII i XIV w.

Kościół św. Jerzego (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:EU-FR-AL-67-S%C3%A9lestat_%C3%89glise_Saint-Georges_01.jpg)

Bogatą dekorację zawierają też kapitele kolumn nawy i transeptu (XIII-XV wiek). Portale wejściowe kościoła prezentują różne style – od XIII-wiecznego romańskiego przez XIV- i XV-wieczny gotyk po XIX-wieczny neogotyk. Podobnie wewnątrz, XV-wieczne witraże chóru sąsiadują ze współczesnymi nawy bocznej z 2 połowy XX wieku. W Selestat warto też zwrócić uwagę na barokową dzwonnicę z roku 1618.

Kościół św. Jerzego (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Selestat_Saint-Georges_1.jpg)

Śmierć katedr – M. Proust (II)

ciąg dalszy:

Bez wątpienia jedynie ci, którzy badali sztukę sakralną średniowiecza są w stanie w pełni przeanalizować piękno takiego spektaklu. To piękno powinno być wystarczającym powodem dla Państwa by dążyło do jego zachowania. Z analogicznego powodu Państwo wspiera wykłady w Collège de France, mimo że są przeznaczone dla małej grupy ludzi, a porównane z wskrzeszeniem uroczystej Mszy św. w katedrze wydają się czymś w rodzaju sekcji zwłok; w zestawieniu ze zjawiskiem takiej symfonii, produkcje naszych równo wspieranych teatrów odpowiadają na dość mierne kulturalne zapotrzebowania. Ale dodajmy pospiesznie, że nie tylko dla ludzi, którzy potrafią odczytywać płynnie średniowieczny symbolizm żyjąca katedra, to jest wyrzeźbiona, pomalowana i pełna śpiewu katedra jest największym ze spektakli, albowiem człowiek może czuć muzykę, nie znając podstaw harmonii. Wiadomo mi dobrze, że Ruskin, przedstawiając duchowe przyczyny określonego projektowania kaplic w katedralnych absydach, oświadczył: „Nie będziesz w stanie zachwycać się daną formą architektury jeśli nie solidaryzujesz się z myśleniem, z którego wyrosła”. A jednak, wiemy wszyscy, że nieświadomy człowiek, prosty marzyciel, który wchodzi do katedry, nie podejmując wysiłku jej zrozumienia, mimo to zostaje przytłoczony emocjami i wrażeniem, które być może jest mniej ukierunkowane, a jednak z pewnością nie mniej silne. (….)

Katedra, która kryje tak wiele świętych, patriarchów, proroków, apostołów, królów, wyznawców i męczenników, że całe pokolenia cisnęły się z błaganiami i w niepokoju przez całą drogę ku portykom wejściowym i drżąc wznosiły budowlę jak przeciągły jęk pod niebem, podczas gdy anioły pochylały się ku nim ze szczytów galerii, które w błękitnym i czerwonym kadzidle wieczoru oraz oślepiającym złocie poranka wydawały się „niebieskimi tarasami” – katedra, w swym ogromie może zapewnić azyl zarówno człowiekowi litery jak i człowiekowi wiary, marzycielowi jak i archeologowi. Ma jedynie znaczenie by pozostała żywa i by Francja nie obudziła się przemieniona w ciągu jednej nocy w wyschnięte wybrzeże, na którym ogromne, rzeźbione muszle wydają się porzucone, pozbawione życia, które dawniej w nich tętniło, niezdolne nawet uchu, które się do nich skłoniło, przynieść dalekich odgłosów z przeszłości, zwykłe kawałki muzealnej kolekcji, same będące lodowymi muzeami.

Jak napisał Andre Hallay kilka lat temu „nie jest za późno by przypomnieć potworny pomysł, który, jak mówią zakiełkował w umysłach paru obywateli Vezelay. Chcieli by kościół w Vezelay został zsekularyzowany. Tak wielką jest głupota, którą inspiruje antyklerykalizm. Zsekularyzowanie bazyliki oznacza zabranie jej resztek duszy. Jak tylko mała lampka, która pali się w trzewiach sanktuarium zgaśnie, Vezelay stanie się jedynie archeologiczną osobliwością. Grobowy odór muzeów będzie tym czym jedynie będzie można tam oddychać.” Rzeczy zachowują swoje piękno i żywotność jedynie poprzez nieustanne wypełnianie zadania, do którego zostały przeznaczone, nawet jeśli przez to powoli umierają. Czy ktokolwiek wierzy, że kopie słynnych rzeźbionych drewnianych stalli z katedry w Amiens w muzeum przekroju rzeźbiarstwa mogą dać wyobrażenie stalli samych w sobie, w ich dostojnej, a jednak nadal funkcjonującej starożytności? Podczas, gdy strażnik muzealny pilnuje byśmy się nie zbliżyli zanadto do ich kopii, bezcenne stalle, tak stare, tak znakomite i tak piękne, dalej wykonują swoje skromne zadanie w katedrze w Amiens – tak jak czynią to od stuleci ku wielkiemu zadowoleniu mieszkańców miasta – podobnie jak artyści, którzy choć stali się sławni, nadal trudnią się jakąś drobną pracą lub dają lekcje. Zadanie to obejmuje znoszenie ciał nawet przed pouczaniem i to właśnie otwarte i pokazujące swą górną stronę, czynią pokornie podczas nabożeństw. Co więcej: wciąż używane drewno tychże stalli powoli uzyskało lub raczej przesączyło ciemną purpurę, przemawiając samym sercem, a, oko, które już wcześniej poddawało się jego urokowi, wywyższa je ponad wszystko inne, nie patrząc nawet na kolory malowideł, które wydają się chropawe i pospolite. Następnie doświadcza się czegoś w rodzaju pijaństwa smakiem w jeszcze bardziej rozpłomienionym ogniu drewna, od soków drzewa spływających przez stulecia. Wyrzeźbione w nim naiwne figury uzyskują od materiału, w którym żyją coś na kształt dwoistej natury. Zaś kolejne pokolenia w różny sposób szlifowały te zrodzone w Amiens owoce, kwiaty, liście i rośliny, które rzeźbiarz z Amiens wyrzeźbił w drewnie z Amiens, wydobywając te cudownie kontrastujące ze sobą tony, w których różnokolorowy liść wyrasta z gałązki

Katedra, gdyby ustawa pana Brianda została uchwalona, zostanie zamknięta i pozbawiona Mszy oraz modlitw nie tylko dla kanoników, którzy odprawiają nabożeństwa w owych stallach, których poręcze, podpórki i balustrada opowiadają o Starym i Nowym Testamencie, nie tylko dla ludzi wypełniających ogromną nawę. Powiedzieliśmy już, że prawie każdy wizerunek w katedrze jest symbolem. A jednak pewne nie są. Te, co stanowią malowane lub rzeźbione wizerunki tych, którzy, płacąc swoje grosze na ozdobienie katedry pragnęli sobie zachować w niej miejsce na wieczność, tak by modli w milczeniu słuchać nabożeństw i bezgłośnie uczestniczyć w modlitwie z poręczy niszy balustrady czy kwatery witrażu, na wieki wieków. Wiemy, że ponieważ woły z Laonu jak chrześcijanie niosły materiały na budowę katedry na wzgórze skąd wyrasta, architekt nagrodził je, umieszczając ich figury u stóp wież. Możecie je zobaczyć do dziś jak, wśród dźwięku dzwonów i poblaskach słońca, wznoszą swoje rogate głowy ponad potężnym świętym łukiem, zwracając je ku widnokręgowi francuskich równin – ich „wewnętrzny sen”. To było najlepsze co można było uczynić dla zwierząt, ludzie otrzymali lepsze miejsce. Znaleźli się w kościele. Zajęli tam swoje miejsce, które pozostało ich także po śmierci, i z którego, podobnie jak za życia, mogą śledzić Boską ofiarę. (…)

O, wy wszyscy z waszych witraży w Chartres, Tours, Bourges, Sens, Auxerre, Troyes, Clermont-Ferrand, Tuluzie, wy ludwisarze, kuśnierze, kramarze, pielgrzymi, robotnicy, płatnerze, tkacze, murarze, rzeźnicy, koszykarze, szewcy, celnicy, wielka milcząca demokracjo, wierni chcący uparcie słuchać nabożeństw, nie zdematerializowani lecz piękniejsi niż za życia, w chwale niebiańskiej, których krwią jest wasze cenne szkło: już nie usłyszycie Mszy, którą zapewniliście sobie, darując większą część waszych pieniędzy na budowę tego kościoła. Jak mówi przysłowie – umarli już nie panują nad żywymi. A pełni lekceważenia żyjący przestają wypełniać życzenia zmarłych. Lecz nich rubinowi ludwisarze oraz różani i srebrni koszykarze wypełnią zasłonę swoich witraży „milczącym protestem”, który zaproponował nam elokwentnie pan Jaures i który prosimy by skierował do uszu naszych reprezentantów. Pozostawiając tych niezliczonych milczących ludzi, przodków wyborców, o których Izba w ogóle się nie troszczy, na ostatek podsumujmy:

Po pierwsze: ochrona najpiękniejszych dzieł francuskiej architektury i rzeźby, które umrą w dniu, w którym przestaną służyć celom kultu, dla których powstały, który jest ich funkcjom, podobnie jak one są jego organami, który je objaśnia, ponieważ jest ich duszą, powoduje, że obowiązkiem rządu jest żądanie by nabożeństwa stale odbywały się w katedrach, podczas gdy ustawa Brianda tworzy upoważnienie do zamiany katedr po kilku latach w dowolne muzea czy sale konferencyjne (w najlepszym wypadku), a nawet jeśli rząd na powyższe się nie zdecyduje, upoważnia duchowieństwo (a z powodu wstrzymania subwencji, zmusza je) do zaprzestania odprawiania w nich nabożeństw jeżeli czynsz okaże się zbyt wysoki.

Po drugie: zachowanie największego historycznego, a jednak żywego przedstawienia artystycznego możliwego do wyobrażenia, na którego rekonstrukcję, jeśli by przestało istnieć, nikt nie zawahałby się wydać milionów, to jest Mszy w katedrze, czyni obowiązkiem rządu wspieranie finansowe Kościoła katolickiego celem utrzymania aktów kultu, które jest daleko ważniejsze dla zabezpieczenia najszlachetniejszej sztuki francuskiej (trzymając się naszej stricte światowej perspektywy) niż konserwatoria, teatry, sale koncertowe, inscenizacje tragedii antycznej w teatrze w Orange, itd., bowiem wszystkie te przedsięwzięcia mają wątpliwe artystyczne założenia i wspierają słabą twórczość (jak porównać Le Jour, L’Aventurière czy Le Gendre de M. Poirier z chórem katedry w Beauvais czy rzeźbami z Reims?), podczas, gdy arcydzieło, którym jest średniowieczna katedra z jej tysiącami namalowanych lub wyrzeźbionych figur, śpiewami, nabożeństwami jest najbardziej szlachetnym ze wszystkich dzieł sztuki na jakie zdobył się geniusz Francji.

Do tej pory w tym artykule wspominaliśmy jedynie katedry, a to w celu przedstawienia najbardziej uderzających konsekwencji ustawy Brianda, najbardziej odpowiedniej by wstrząsnąć umysłem czytelnika. Lecz oczywiście to rozróżnienie między katedrami a innymi kościołami jest dość sztuczne, albowiem wystarczy w dzień uroczysty postawić biskupią katedrę w zwykłym kościele by zmienić go na ten dzień w katedrę. To co powiedziałem o katedrach odnosi się do wszystkich pięknych kościołów we Francji, a jak wiemy jest ich tysiące. Na francuskiej drodze „tak pięknej”, wśród pól sparcety i jabłkowych sadów ciągnących się po obu stronach i przepuszczających ją pośrodku, prawie na każdym kroku ujrzysz iglicę wznoszącą się na burzowym lub spokojnym horyzoncie. W dniach zmiennej pogody przecina ona tęczę, która jak mistyczna aureola odbijająca się w pobliskim niebie ponad kościołem przenosi na obłoki jego bogate, wyraźne kolory witraży. Prawie na każdym kroku widzisz iglicę górującą nad przyziemnymi domkami, jako ideał wznoszący się wśród głosu dzwonów, z którym, jeśli podejdziesz bliżej, miesza się śpiew ptaków.

Zatem: często możesz potwierdzić, że kościół, ponad który owa iglica się wznosi jest pełen pięknych, ważnych rzeźbionych i malowanych myśli, podobnie jak innych myśli, które ponieważ nie zostały powołane do tak jasnego życia pozostają bardziej niewyraźne – w postaci pięknych architektonicznych linii, które są bardziej niezrozumiałe, a jednak mocniejsze, zdolne zanieść nasz umysł ku górze w swoim podniebnym locie lub zamknąć go całkowicie w jakimś zagięciu. Tam, od uroczych romańskich balustrad lub tajemniczego progu półotwartego gotyckiego portyku, który łączy słońce śpiące w cieniu otaczających, potężnych drzew z oświeconym mrokiem wewnątrz kościoła, idziemy, widząc procesję wychodzącą z wielobarwnego cienia rzucanego przez kamienne drzewa nawy, podążając za nią jak gdyby w krainie przysadzistych kolumn oraz ich kwiecistych i owocujących kapiteli, ścieżkami, o których ktoś mógłby powiedzieć, podobnie jak prorok powiedział o Panu: „wszystkie jego ścieżki są pełne pokoju”. Na koniec, wspomnieliśmy jedynie artystyczny aspekt całości. Nie oznacza to, że ustawa Brianda nie godzi w inne aspekty lub że jesteśmy na nie obojętni. Jednakże, ten właśnie punkt widzenia pragnęliśmy przyjąć. (…)

tłum własne z wersji ang. za: http://rorate-caeli.blogspot.com/2015/01/the-death-of-cathedrals-and-venerable.html, tłumaczenie na jęz. ang. John Pepino PhD

NAWA GŁÓWNA KATEDRY W BOURGES

NAWA GŁÓWNA KATEDRY W BOURGES

Śmierć katedr – M. Proust (I)

Poniżej zamieszczam tłumaczenie obszernych fragmentów artykułu Marcela Prousta zamieszczonego w Le Figaro z 16.08.1904 roku pt. „Śmierć katedr – konsekwencje ustawy Brianda o rozdzieleniu Kościoła i Państwa” to jest głos osoby uważającej się za agnostyka w bliskim temu blogowi temacie:

Załóżmy na moment, że katolicyzm jest od wielu stuleci martwy, zaś tradycja jego kultu zaginęła. Pozostają jedynie nieme i opuszczone katedry, stały się niezrozumiałe, a jednak nadal budzą podziw. Załóżmy następnie, że pewnego dnia uczeni zdołali, na podstawie zachowanych dokumentów, odtworzyć ceremonie, które były w nich kiedyś odprawiane, do których ludzie je zbudowali, które były ich właściwym znaczeniem i życiem, a bez których pozostają jedynie martwą literą. Załóżmy, że artyści, wiedzieni marzeniem przywrócenia na krótko życia tym wielkim, lecz milczącym obecnie naczyniom, zdecydowali się przez godzinę przywrócić tajemnicze przedstawienie, które kiedyś miało tam miejsce pośród śpiewów i zapachów – słowem, że podjęli to co uczyniło stowarzyszenie Félibres w teatrze w Orange, jeśli chodzi o antyczną tragedię.

Czy jakikolwiek rząd, troszczący się choć w minimalnym stopniu o artystyczną przeszłość Francji nie wsparłby hojnie tak wspaniałego przedsięwzięcia? Czy nie uważacie, że odniosłoby ten sam skutek w stosunku do tych katedr, które są prawdopodobnie największym i bez wątpienia najbardziej oryginalnym wyrazem francuskiego geniuszu co wobec rzymskich ruin? Ktoś może wprawdzie przenosić obcą literaturę, obcą muzykę, obce malarstwo i rzeźbę ponad nasze, ale to we Francji gotycka architektura stworzyła pierwsze i najbardziej doskonałe arcydzieła. Wszystkie inne kraje wzorowały się na niej jedynie, nie dorównując pierwowzorowi.

I tak wracam do mojej hipotezy – pojawiają się uczeni, którzy są w stanie odkryć na nowo utracony sens katedr. Rzeźby i witraże odzyskują swoje znaczenie, tajemnicza woń ponownie unosi się w świątyni, odbywa się święty teatr, a katedra znów zaczyna śpiewać. Jeżeli rząd podpisałby się pod tym zmartwychwstaniem miałby więcej racji niż kiedy popiera przedstawienia w teatrach Orange, w Opera-Comique czy operze, albowiem ceremonie katolickie niosą dobro historyczne, społeczne, artystyczne i muzyczne, którego piękno przewyższa wszystko o czym marzyli wszyscy artyści, a do którego, korzystając z naśladownictwa, potrafił jedynie zbliżyć się Wagner w swoim Parsifalu. Tłumy zmierzają do świętego miasta (Amiens, Chartres, Bourges, Laonu, Reims, Rouen, Paryża czy innego – tak wiele mamy wspaniałych katedr!) i raz w roku doświadczają uczucia, którego kiedyś poszukiwały w Bayreuth czy Orange: radowania się dziełem sztuki w miejscu, które zostało dla niego stworzone. A jednak tu, podobnie jak i w Orange, występowaliby jedynie amatorscy dyletanci, w ramach swoich możliwości, nie posiadający w sobie ducha minionych czasów. Artyści, którzy przyszli wykonać pieśni, artyści, którzy grają rolę kapłanów mogli by się nauczyć, mogliby przyswoić ducha tekstów, zaś Ministerstwo Edukacji obsypałoby ich medalami i pochwałami. Jednakże, pomimo tego, każdy pomyślałby „Zaiste! O ile piękniejsze musiały być te uroczystości, gdy kapłani odprawiali liturgię nie po to by dać jakieś wyobrażenie ceremonii wyrobionej widowni, lecz dlatego że wyrażali tę samą wiarę w swoją funkcję, co artyści, którzy wyrzeźbili Sąd Ostateczny na tympanonie zachodniego portyku, lub którzy w absydzie na szkle namalowali żywoty świętych. O ileż bardziej głęboko i prawdziwie wyrazista musiała być cała ceremonia kiedy wszyscy ludzie odpowiadali na głos kapłana, a na odgłos dzwonka upadali na kolana podczas podniesienia, nie jako beznamiętni i stylizowani statyści do historycznej rekonstrukcji, ale dlatego że podobnie jak kapłan, jak rzeźbiarz, wierzyli. Lecz zaiste rzeczy te pozostają wobec nas tak dalekie jak gorliwy entuzjazm Greków w czasie ich przedstawień, a nasze próby odtworzenia nie są w stanie wiernie oddać ich sensu.

Tak właśnie ludzie mówiliby, gdyby katolicka religia już nie istniała, a jakimś uczonym udałoby się odkryć jej obrządki, gdyby artyści próbowali je nam przywrócić. Ale ważne jest to, że religia ta nadal istnieje i nie zmieniła się od wspaniałego stulecia kiedy były budowane katedry. Uświadomienie sobie czym była żyjąca, wspaniale działająca trzynastowieczna katedra nie wymaga od nas czynienia zabiegu takiego jak w teatrze w Orange i zamieniania jej w miejsce dokładnych, a jednak sztucznych rekonstrukcji i retrospektyw. Wystarczy jedynie byśmy do niej poszli o dowolnej godzinie kiedy odprawiana jest liturgia. Tu odtworzenie, psalmodia, śpiew nie są powierzone artystom bez „powołania”. Celebransami są sami kapłani, czyniąc to nie z perspektywy estetycznej, lecz z wiarą – a przez to o ile bardziej estetycznie. Nikt nie mógłby sobie wymarzyć bardziej żywych i bardziej szczerych statystów, albowiem rolę tę pełnią nieświadomie sami wierni.

Ktoś może powiedzieć, że dzięki przetrwaniu tego samego rytu w Kościele katolickim i wiary katolickiej we francuskich sercach, katedry są nie tylko najpiękniejszymi pomnikami naszej sztuki, ale także jedynymi, które nadal żyją pełnią swego życia i pozostały wierne przeznaczeniu, do którego je wzniesiono.

A teraz z powodu zerwania przez rząd francuski rozmów z Rzymem na temat ustawy pana Brianda jej spodziewane przyjęcie jest nieuchronne. Jej postanowienia stanowią, że w ciągu pięciu lat kościoły mogą, i często będą, zamykane. Rząd nie tylko nie będzie gwarantował odprawiania nabożeństw w kościołach, ale będzie również uprawniony do zmiany ich przeznaczenia według swego widzimisię: w muzea, ośrodki konferencyjne czy kasyna. (…)

Dziś każdy socjalista obdarzony smakiem ubolewa nad zniszczeniami jakie poczyniła w naszych katedrach rewolucja: tak wiele rozbitych posągów i witraży! Zaprawdę: gorzej jest zsekularyzować kościół niż go ograbić. Jakkolwiek nie byłby kościół uszkodzony, dopóki odprawiana jest w nim Msza, zachowuje przynajmniej iskrę życia. Kościół zsekularyzowany umiera i choć może być jako zabytek chroniony przed gorszącym użyciem, pozostaje jedynie muzeum. Można odnieść do kościołów to co Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeżeli nie będziecie spożywać Ciała Syna człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6,53). Te tajemnicze a zarazem głębokie słowa stają się wraz z nowym ich użyciem estetycznym i architektonicznym aksjomatem. Jeśli Ofiara Ciała i Krwi Chrystusa, ofiara Mszy świętej, nie będzie już sprawowana w naszych kościołach, nie będą one miały życia w sobie. Katolicka liturgia oraz architektura i rzeźba naszych katedr tworzą całość, albowiem wyrastają z tej samej symboliki. Jest powszechnie wiadome, że nie ma w katedrach rzeźby, nawet drugoplanowej, która nie posiadałaby symbolicznego znaczenia. Jeśli posąg Chrystusa u zachodniego wejścia do katedry w Amiens spoczywa na podstawie z róż, lilii i winorośli, to dlatego że powiedziano: „jestem różą Saronu”, „jestem lilią dolin”, „jestem prawdziwym krzewem winnym”. Jeżeli żmija i bazyliszek, lew i smok są wyrzeźbione pod Jego stopami, to z powodu wersu Psalmu 90: będziesz stąpał po żmijach i bazyliszkach, a lwa i smoka podepczesz. Na lewo, na małej płaskorzeźbie przedstawiony jest człowiek upuszczający miecz na widok zwierzęcia, podczas gdy ptak śpiewa za jego plecami. To dlatego, że „tchórz nie ma nawet odwagi drozda”: zaprawdę celem tego reliefu jest przedstawienie tchórzostwa jako przeciwstawienia męstwa, albowiem umieszczono go pod figurą, która zawsze (przynajmniej we wczesnych założeniach) jest sytuowana po prawicy Chrystusa to jest pod figurą św. Piotra – Apostoła męstwa. I tak dalej, idąc przez tysiące rzeźb zdobiących katedrę.

Ceremonie kultowe dzielą ten sam symbolizm. W zachwycającej książce, której chciałbym w końcu oddać należną pochwałę, Emilie Male analizuje pierwszą część obrzędu Wielkiej Soboty, wedle opisu liturgii godzin Wilhelma Durandusa.

„Ranek rozpoczyna się od zgaszenia wszelkich świateł aby zaznaczyć, że Stare Prawo, które wcześniej rozświetlało świat, zostało zniesione. Następnie celebrans rozpala nowy ogień, przedstawienie Nowego Prawa. Roznieca go z krzemienia, aby przypomnieć, że Jezus Chrystus jest, jak powiada święty Paweł, kamieniem węgielnym świata. Teraz biskup i diakon wchodzą do prezbiterium i zatrzymują się przed paschalną świecą. Wilhelm Durandus mówi nam, że świeca kryje w sobie trzy znaczenia. Zanim zostanie zapalona symbolizuje mroczny słup, którzy prowadził Izraelitów za dnia, Stare Prawo oraz ciało Chrystusowe. Zapalona oznacza słup światła, który Izrael widział nocą, Nowe Prawo i chwalebne ciało zmartwychwstałego Chrystusa. Diakon odnosi się do tej potrójnej symboliki, recytując przed paschałem Exultet. Podkreśla szczególnie podobieństwo między świecą a Ciałem Jezusa Chrystusa. Wskazuje, że pszczoła, stworzenie czyste i pożyteczne zarazem, wydała nieskazitelny wosk, podobnie jak Dziewica Maryja wydała na świat Zbawiciela. Aby ukazać zmysłom podobieństwo między świecą i boskim ciałem, wrzuca do świecy pięć ziaren kadzidła, symbolizujących zarówno pięć ran Jezusa Chrystusa, jak i wonności jakie święte niewiasty kupiły by namaścić ciało. Na koniec zapala świecę od nowego ognia i w kościele zapalają się wszystkie światła, przedstawiając Nowe Przymierze dane światu.”

Ktoś może powiedzieć: ale to tylko wyjątkowa uroczystość. Oto interpretacja codziennej ceremonii – Mszy. Zobaczycie, że jest nie mniej symboliczna.

„Ceremonię otwiera głęboki i poważny śpiew Introitu, oznajmiając oczekiwania patriarchów i proroków. Duchowieństwo stanowi chór, chór świętych Starego Przymierza wyczekujących przyjścia Mesjasza, nie widzących Go. Następnie wchodzi biskup, pojawiając się jako żywy obraz Jezusa Chrystusa. Jego wejście symbolizuje nadejście Pana, którego oczekują wszystkie narody. Podczas ważniejszych świąt, siedem świec płonie przed nim, przypominając, jak powiada prorok, siedem darów Ducha Świętego spoczywających na głowie Syna Bożego. Idzie pod triumfalnym baldachimem, którego czterej niosący mogą być przyrównani do czterech Ewangelistów. Dwóch akolitów idzie – jeden po prawej, drugi po lewej przypominając Mojżesza i Eliasza, którzy pojawili się na górze Tabor po obu stronach Chrystusa. Uczą, że Jezusowi przysługiwał autorytet Prawa i proroków.

Biskup siada na tronie w milczeniu. Wydaje się nie brać udziału w pierwszej części ceremonii. Jego zachowanie zawiera naukę – milczenie przypomina ukryte życie Chrystusa w pierwszych latach. Tymczasem subdiakon odczytuje Lekcję na prawo od ołtarza. Mamy tu przelotne spojrzenie na pierwszy akt dramatu naszego Zbawienia. Czytanie Lekcji jest odpowiednikiem kazań św. Jana Chrzciciela na pustyni. Przemawia zanim Zbawiciel zostanie usłyszany, ale wyłącznie do Żydów. Dlatego subdiakon na wzór swego Poprzednika zwraca się ku południowi – kierunkowi Starego Prawa. Po przeczytaniu Lekcji składa pokłon przed biskupem, podobnie jak jego Poprzednik pokłonił się Jezusowi Chrystusowi.

Po Lekcji następuje śpiew Graduału. Odnosi się również do posłannictwa św. Jana Chrzciciela – symbolizuje głoszenie pokuty jakie kierował do Żydów w przededniu nowej ery. Wreszcie celebrans odczytuje Ewangelię. Jest to moment uroczysty albowiem tu rozpoczyna się działalność Mesjasza – po raz pierwszy Jego głos jest słyszany w świecie. Czytanie Ewangelii uosabia Jego nauczanie.

Po Ewangelii następuje wyznanie wiary, podobnie jak wiara jest konsekwencją głoszenia prawdy. Dwanaście artykułów Credo odnosi się do posłania Apostołów.”

Pani Male dodaje, że także „same szaty jakie kapłan ubiera do ołtarza” i naczynia liturgiczne zawierają tak wiele symboli. „Ornat, noszony jako szata wierzchnia, symbolizuje miłość, która jest najważniejszym przykazaniem i najwyższym prawem. Stuła, którą kapłan zawiesza na szyi jest lekkim brzemieniem Pana, a ponieważ jest napisane, że każdy chrześcijanin powinien przyjąć to jarzmo, kapłan całuje stułę kiedy ją zakłada i zdejmuje. Mitra biskupia z dwoma szczytami symbolizuje wiedzę jaką biskup powinien posiadać o obu Przymierzach, dwie wstążki z niej opadające przypominają, że Pismo Święte powinno być interpretowane zgodnie z literą i duchem. Dzwon jest głosem nauczycielskim, zaś drzewo na jakim jest zawieszony – stanowi figurę Krzyża. Jego sznur złożony z trzech splecionych części wskazuje na trzy stopnie rozumienia Pisma to jest historyczne, alegoryczne i moralne. Kiedy ktoś bierze ten sznur w dłonie aby dzwon zabrzmiał, wyraża symbolicznie fundamentalną prawdę, że znajomość Pisma powinna prowadzić do czynów.”

I tak wszystko aż po najmniejszy z gestów kapłana, stułę, którą nosi, tworzy całość symbolizującą Jego z głębokim uczuciem, które nadaje życie całej katedrze i które tworzy, jak to doskonale ujmuje p. Male, geniusz wieków średnich.

Nigdy ludzkim oczom i rozumieniu nie został przedstawiony widok tak przypominający wielkie zwierciadło wiedzy, duszy i dziejów. Ten sam symbolizm wkracza nawet w muzykę, która wypełnia to ogromne naczynie. Siedem tonów gregoriańskich przedstawia siedem cnót i siedem epok świata. Można powiedzieć, że wagnerowska produkcja w Beyreuth nie umywa się do odprawianej w katedrze w Chartres Mszy uroczystej.

 

tłum własne z wersji ang. za: http://rorate-caeli.blogspot.com/2015/01/the-death-of-cathedrals-and-venerable.html, tłumaczenie na jęz. ang. John Pepino PhD

CHÓR KATEDRY W ROUEN

CHÓR KATEDRY W ROUEN

Ojciec chrzestny gotyku

Suger urodził się w roku 1081, w rodzinie rycerskiej i już w dzieciństwie został ofiarowany na służbę Bogu w opactwie św. Dionizego męczennika, pierwszego biskupa Lutecji, późniejszego Paryża. Jako zakonnik bolał nad regresem roli opactwa, który przekładał się na stan miejscowego kościoła i jego wyposażenia. Suger ubolewał również nad upadkiem znaczenia dawniej dumnych królów Franków, którzy, rządząc w epoce karolińskiej odbudowanym cesarstwem zachodnim, w XI wieku władali zaledwie wyspą wokół Paryża – Ille de France, będąc zdanymi na łaskę i niełaskę feudałów – łupieżczych baronów, mając możnych rywali wśród książąt Burgundii, Akwitanii i Normandii – przy czym ci ostatni w roku 1066 stali się władcami Anglii. Gdy Suger w roku 1122, w wieku 41 lat został opatem Saint-Denis postanowił ten stan zmienić, a jego opactwo miało stać się centrum promieniującej na ziemie Franków odnowy. Był to okres, gdy chrześcijańska Europa wydobyła się z mrocznych czasów najazdów barbarzyńców i upadku kościoła, zdobywając się na wspólny wysiłek krucjat celem zatrzymania ekspansji islamu na terenach cesarstwa wschodniego. Mimo rany schizmy wschodniej Kościół rzymski po zamęcie X wieku wraz z renesansem kluniackim i rozszerzeniem na nowe ziemie, w tym Polskę, wzmocnieniem roli papieża, stawał znów w roli siły łączącej i prowadzącej Europę. W wieku XI ziemia frankońska zaczęła pokrywać się białym płaszczem kościołów. Wprowadzone rozejm i pokój Boży przynosiły ulgę i spokój, zaś tłumy pielgrzymów znów wyruszyły na bliższe i dalekie szlaki.

Na jednym z takich szlaków znajdowało się opactwo Saint-Denis, podupadła dawna nekropolia frankońskich monarchów. Pierwszy kościół opacki powstał w Saint-Denis, na miejscu grobu św. Dionizego, za panowania merowińskiego króla Dagoberta, panującego w latach 628-637. Merowiński władca po śmierci tu właśnie spoczął. Za czasów założyciela karolińskiej dynastii Pepina zwanego Krótkim, postawiono nowy kościół, ukończony za jego syna Karola Wielkiego. Po panowaniu Karolingów przyszły jednak mroczne czasy końca IX i początku X wieku, kiedy to ziemie Franków i Paryż znalazły się w zasięgu gniewu pogańskich Normanów. W wieku XI Saint-Denis, pozostając nekropolią zachodniofrankońskich władców, których szczątki dopiero Wielka Rewolucja wyrzuciła z grobowców i wrzuciła do masowych dołów, pozostawało poza wspomnianą wyżej falą wznoszącą sakralnej architektury. W momencie objęcia przez Sugera funkcji opata stan kościoła był zły i wymagał prac naprawczych. Był to wciąż okres monumentalnej architektury romańskiej – w roku 1130 ukończono i konsekrowano nie istniejącą dziś trzecią bazylikę w Cluny. Benedyktyński opat z Saint-Denis wybrał jednak inną drogę. W przebudowywanym przez niego kościele główną rolę miało pełnić światło, podobnie jak w dziełach teologicznych przypisywanych w średniowieczu Dionizemu, w rzeczywistości autorstwa tzw. Pseudo-Dionizego – mnicha z cesarstwa wschodniego, żyjącego pod koniec VI stulecia.

Suger rozpoczął jednak odbudowę opactwa Saint-Denis od jego fundamentu duchowego, czym zyskał sobie pochwałę m.in. Bernarda z Clairvaux, który w liście z roku 1127 tak pisał do Sugera:

„Wielość świętych nabożeństw rozprasza znużenie i gorycz duszy, a powtarzam to ku chwale Bożej, który jest twórcą wszystkiego, lecz nie bez pochwały dla Ciebie jako Jego we wszystkim współpracownika. Zaiste, mógł On uczynić te rzeczy bez Ciebie, ale wolał byś był współuczestnikiem w Jego dziełach, tak abyś mógł mieć także udział w Jego chwale. Zbawiciel kiedyś zganił pewne osoby ponieważ uczyniły z domu modlitwy jaskinię zbójców (Mt XXI.13). Bez wątpienia zatem pochwali tego, kto wykonał dzieło uwolnienia Jego świętego miejsca od psów, bądź ocalenia Jego perły przed świnią, dzięki którego zapałowi i żarliwości pracownia Wulkana stała się miejscem świętych nauk, lub raczej dom Boga Mu przywrócono, w miejsce synagogi Szatana, którą wcześniej był.” (tłum. wł. za: Some Letters of Saint Bernard, Abbot of Clairvaux – letters.pdf)

Architektoniczna przebudowa kościoła Saint-Denis została przez Sugera starannie zaplanowana i przebiegła stosunkowo szybko – w ciągu zaledwie kilku lat. Rozpoczęła się w roku 1137. Czas jej podjęcia nie był przypadkowy – w tym samym roku książę Wilhelm Akwitański powierzył królowi Ludwikowi VI opiekę nad swoją córką i dziedziczką Eleonorą. Ta ostatnia poślubiła syna francuskiego monarchy – Ludwika VII, koronowanego na króla już w roku 1131, panującego samodzielnie od śmierci ojca tj. początku sierpnia roku 1137. Przebudowę Saint-Denis Suger zaczął od dostawienia do nawy nowego przedsionka z zachodnią fasadą, zakończoną do roku 1140. Nad fasadą umieszczono dwie wieże (północną nadwyrężoną po zniszczeniach rewolucji i uderzeniu pioruna rozebrano w XIX wieku, obecnie planuje się jej odbudowę), układ, który stał się typowy dla architektury katedr. W roku 1140 zaczęto prace przy nowym prezbiterium – kamień węgielny położył sam król Ludwik VII. Tu połączono ostre łuki i przecięte żebra sklepień, spotykane już pod koniec XI wieku w architekturze normańskiej, z kolejną nowością – zdobionym szkłem witraży, które w kościołach dawnego cesarstwa karolińskiego zaczęły się pojawiać w 2 połowie XI stulecia.

11 czerwca roku 1144 dokonano uroczystej konsekracji nowego chóru, gdzie spoczęły relikwie świętego patrona. W wydarzeniu obok opata Sugera wzięła udział para królewska – Ludwik VII i Eleonora Akwitańska, licznie zgromadzone duchowieństwo – w tym 18 biskupów oraz pojednanie. Z tej okazji nastąpiło pojednanie hrabiego Blois Tibauda z królem Ludwikiem. Po wspomnianej konsekeracji Suger przystąpił na prośbę współbraci do opisu swojego dzieła (poniższe cytaty http://www.history.vt.edu/Burr/DeAdmin.pdf), jak pisał „bez pożądania czczej chwały ani oczekiwania ziemskiej nagrody” lecz dla zapewnienia „modlitw przyszłych braci za zbawienie własnej duszy” i „wzniecenia w nich żarliwego poświęcenia w celu należytego utrzymywania kościoła Bożego”. Suger opisał poszczególne dobra opactwa i dochody jakie przynosiły, a także konflikty z miejscowymi feudałami, przystępując następnie do relacji z samej budowy:

„Osiągnąwszy wspomniane wzrosty dochodów, zwróciliśmy się ku pamiętnej budowie, aby poprzez owe dzieło mogło zostać złożone dziękczynienie wszechmocnemu Bogu, nasze i naszych następców, mógł zostać wzniesiony dzięki dobremu przykładowi zapał do jego kontynuacji, a także, jeśli to niezbędne, do jego ukończenia. Albowiem nie należy się obawiać ani niedostatku ani sprzeciwu żadnej siły jeśli ktoś bezpiecznie używa własnych zasobów z miłości do świętych męczenników. Dlatego, z natchnienia Bożego, pierwsza praca jaką podjęliśmy nad tym kościołem przebiegała następująco. Ponieważ mury były stare i groziły osłabieniem w niektórych miejscach, zgromadziwszy najlepszych malarzy jakich udało nam się znaleźć w różnych miejscach, z pobożnością dokonaliśmy ich naprawy i godnie udekorowaliśmy w złotych i cennych kolorach. Wykonałem to zadanie z tym większym zadowoleniem, że już jako uczeń, zawsze chciałem je podjąć, gdybym tylko miał ku temu okazję. Jednakże, podczas, gdy powyższe było wykonywane za wielkim kosztem, z powodu nieodpowiednich warunków jakich często doświadczaliśmy podczas uroczystości takich jak dzień świętego Dionizego, odpust i wielu innych okazjach, kiedy ciasnota miejsca zmuszała niewiasty by przeciskały się ku ołtarzowi po głowach mężów jak po chodniku, w wielkim udręczeniu i zamęcie, poruszeni Bożym natchnieniem i zachęceni radą mądrych ludzi, jak również modlitwami wielu braci zakonnych, aby nie wprawiać w niezadowolenie świętych męczenników, podjąłem się powiększenia i poszerzenia szlachetnego klasztornego kościoła poświęconego Bożą ręką, żarliwie modląc się w naszej kapitule i w kościele by Ten, który jest początkiem i końcem, alfą i omegą, połączył dobry koniec z dobrym początkiem z pomocą pewnego środka, oraz by nie wyłączał z budowy świątyni krwią skażonego człowieka, który z całego serca pragnął jej bardziej niż skarbów Konstantynopola. Tak rozpoczęliśmy od dawnego głównego miejsca, zdejmując pewną nadbudowę, którą, jak mówiono, dodał sam Karol Wielki z bardzo godnej przyczyny, albowiem ojciec jego, cesarz Pepin, rozkazał się pochować poza wejściem do kościoła, twarzą do dołu za grzechy swego ojca Karola Młota. Oczywiście, dołożyliśmy wszelkich starań, z zapałem powiększając korpus kościoła, czyniąc trzy wejścia i odrzwia w miejscu jednego, oraz stawiając wysokie, godne wieże (…)

Zatrudniwszy odlewników w brązie i wybranych rzeźbiarzy, wykonaliśmy drzwi główne, na których przedstawiono mękę i zmartwychwstanie lub też wniebowstąpienie Chrystusa, z wielkim kosztem i wydatkiem za ich pracę jak wypadało przy tak godnym portyku. Także po prawej stronie wykonaliśmy drzwi nowe, zaś stare wstawiliśmy po lewej, poniżej mozaiki, którą, wbrew obecnemu zwyczajowi, umieściliśmy w tympanonie. Sprawiliśmy również by wieże i położone wyżej zdobienia fasady stały się bardziej piękne i, stosownie do wymogów, bardziej użyteczne. Nakazaliśmy również by w celu ocalenia od zapomnienia rok konsekracji został utrwalony w wykonanych ze złoconej miedzi literach w następujący sposób:

Na chwałę kościoła, który go karmił i wychował, Suger dążył do zapewnienia tej chwały, dzieląc z tobą, o, męczenniku Dionizy, to co twoje. Błaga on o to by mógł współuczestniczyć w twoich modlitwach w Raju. Konsekrowano w Roku Słowa tysiąc sto czterdziestym.

Ponadto, na drzwiach umieszczono wersy:

Ci co chcą oddać hołd tymże drzwiom, niech zdumieją się nie nad ich złotem i kosztownością, lecz nad sprawnością dzieła. Szlachetne dzieło jest pełne światła, lecz będąc szlachetnie świetliste, dzieło powinno rozjaśniać umysły, pozwalając im dotrzeć przez światło ku prawdziwej światłości, której Chrystus jest prawdziwą bramą. Te złote drzwi wskazują jak jest ona bliska. Otępiały umysł wznosi się ku prawdzie poprzez rzeczy materialne, a na widok światła wstaje z martwoty wcześniejszego zanurzenia.

Na nadprożu napisano:

Przyjmij, o Sędzio surowy, modły twego Sugera, zalicz mnie w miłosierdziu do Twojej trzody.

W tym samym roku, pełni radości z tak świętego i pomyślnego dzieła, pospieszyliśmy by podjąć prace przy górnej części komnaty Boskiego odkupienia, w której wieczna i nieustanna ofiara za nasze zbawienie powinna być składana w tajemnicy bez zakłócania ze strony tłumów. Jak można przeczytać w traktacie o konsekracji tej górnej części, nam, naszym braciom i wiernym sługom, miłosiernie dano łaskę pomyślnego dokończenia tak chwalebnego i sławnego dzieła, Bóg nas wspomagał i zapewnił powodzenie nam i naszym staraniom (…) Że Boska ręka, która dokonała opisanych rzeczy, ochraniała to chwalebne dzieło, widać po tym, że pozwoliła by cała wspaniała budowla – od krypty w dole ku szczytowi sklepień powyżej, urozmaicona podziałem licznych łuków i kolumn, wraz z samym dachem, została ukończona w ciągu trzech lat i trzech miesięcy. Stąd też inskrypcja z wcześniejszej konsekracji z jednym zaledwie wyrazem dodanym opisywała rok zakończenia tej budowy: Konsekrowano w Roku Słowa tysiąc sto czterdziestym czwartym. Do tego opisu postanowiliśmy dodać treść następującą:

Gdy nowa część tylna została połączona z tą frontową, kościół lśni, jaśniejąc w samym środku. Albowiem świetlistym jest to co w sposób światły połączono ze światłem, to co nowe światło przenika. Światłym jest to szlachetne dzieło powiększone w naszych czasach, któremu ja, który byłem Sugerem, przewodziłem w czasie jego ukończenia.

Jednakże, chętni by pójść za mymi sukcesami, albowiem nie pożądałem niczego na tej ziemi jak tylko zwiększenia czci macierzystego kościoła (…) zaangażowaliśmy się w dokończenie dzieła i w zadanie wzniesienia skrzydeł kościelnego transeptu tak by odpowiadały częściom wcześniejszym i późniejszym i łączyły je w jedno. Podczas, gdy to było czynione, wskutek nalegań pewnych ludzi zajęliśmy się pracą nad przednią wieżą (druga była już ukończona), gdy wola Boska, jak ufamy, skierowała nas do innego zadania: starań w celu odnowienia środkowej części kościoła, nazywanej nawą, aby zapewnić jej spójność i zgodność z dwoma uprzednio przebudowanymi częściami (…)”

Suger opisuje również ornamentykę i zdobienia wprowadzone do kościoła, począwszy od złoconej tablicy ołtarzowej: „w tę część, która znajduje się przed jego najświętszym ciałem, szacuje się, że włożyliśmy około czterdzieści dwie marki złota (tj. nieco ponad 10 kg złota), obfite bogactwo cennych kamieni – hiacyntów, rubinów, szafirów szmaragdów i topazów oraz różnorodność pereł, nawet więcej niż oczekiwaliśmy. Zobaczylibyście królów, książęta i wielu możnych, który naśladując nas, ściągali z palców pierścienie i nakazywali by złoto, kamienie szlachetne i cenne perły z pierścieni zostały wbudowane w płytę. Tak samo arcybiskupi i biskupi, składając pierścienie z ich inwestytur na bezpieczne przechowanie, z pobożnością ofiarowali je Bogu i Jego świętym. Tak wielki tłum sprzedawców kamieni z różnych krajów i ludów przepływał obok nas, że kupowaliśmy nie więcej niż spieszno im było sprzedać, wszystkim płacąc. Na tablicy umieszczono napis:

Wielki Dionizy, otwórz bramy Raju,

i ochraniaj Sugera przez Twą świętą obronę.

Spraw ty, który zbudowałeś przez nasze ręce nową komnatę dla siebie,

by nas przyjęto na komnatach niebieskich

i byśmy zasiedli przy niebiańskim stole

w miejsce obecnego.

Bo to co zostało uwidocznione raduje bardziej niż to przez co uwidocznienie nastąpiło.”

Suger cytuje również napisy umieszczone na grobowcach świętych:

„Tu, gdzie niebieskie hufce straż wieczną trzymają,

ludzie niosą błagania, nad groby płacząc głucho,

harmonią głosów wielu klerycy śpiewają,

a modły wciąż pobożnych ku świętych płyną duchom.

Jeśli przyjęte będą, zyskają przebaczenie

u ciał doczesnych świętych, co leżą tu w pokoju,

niech nas zabiorą z sobą, proszących o zbawienie,

w schronieniu tym cudownym, ucieczce z świata znoju.

Tu jest ściganych azyl, pociecha

I mściciel tutaj pomsty poniecha”

W kościele Suger umieścił także złoty krzyż bogato zdobiony perłami i szlachetnymi kamieniami. Jak wspomina, gdy brakowało tych ostatnich, benedyktynów z Saint-Denis poratowali ceniący skromność w swoich kościołach cystersi z Citeaux i jeszcze jednego opactwa. Sprzedali oni Sugerowi po, jak to ocenił, bardzo korzystnej cenie czterystu funtów całą kolekcję kamieni będącą darem hrabiego Teobalda z Blois, który z kolei pozyskał je od brata Stefana – ówczesnego króla Anglii. Jak pisze Suger na krzyż z postacią Jezusa i jego podstawę zdobioną przedstawieniami czterech ewangelistów zużyto około 80 marek, to jest około 20 kilogramów złota. Krucyfiks poświęcił papież – cysters Eugeniusz IV.

Zostawmy kolejne złote ozdoby i szlachetne kamienie, które wylicza Suger, zaznaczającm że zręczność rzemiosła przyćmiła w tym wypadku sam materiał, odwołując się do cytatów z Pisma Świętego oraz deklarując: „zawsze, wyznaję, wydawało mi się właściwe by do sprawowania świętej Eucharystii były używane rzeczy najcenniejsze”.

Przejdźmy do elementów Sugerowego kościoła nie mniej kosztownych niż złoto – barwionego szkła witraży. Jak relacjonuje Suger: „namalowaliśmy także, rękami wielu mistrzów wyszukanych w różnych narodach, wspaniałą różnorodność nowych okien na dole i górze, począwszy od pierwszego w kaplicy absydy przedstawiającego drzewo Jessego aż po to nad głównymi drzwiami wejściowymi. Jedno z nich, prowadząc nas od rzeczy materialnych do niematerialnych, ukazuje apostoła Pawła obracającego młyn i proroków niosących worki do młyna. Towarzyszący mu napis wskazuje:

Poprzez ten młyn, Pawle, uczyniłeś mąkę z otrębów,

ukazałeś ukryte znaczenie Mojżeszowego prawa.

Z tak wielu ziaren wyrabiany jest prawdziwy chleb bez otrębów,

wieczny pokarm ludzi i aniołów.

W tym samym oknie, gdzie zasłona opada z twarzy Mojżesza głosi:

Co Mojżesz ukrywa, odsłania nauka Chrystusowa,

Ci, którzy targają się na Mojżesza odkrywają Prawo.

W tym samym oknie pod arką przymierza:

Z Arki Przymierza wyrasta ołtarz Chrystusowy.

Tam z mocy większego Przymierza, Życie pragnie śmierci.

W tym samym oknie, tam gdzie lew i baranek odpieczętowują księgę:

Ten, który jest Bogiem wielkim, lwem i barankiem otwiera księgę.

Baranek i lew staje się ciałem połączonym z Bogiem.

W innym oknie, gdzie córka faraona znajduje Mojżesza w koszyku:

Mojżesz w koszyku jest tym dziecięciem,

o które Kościół, królewska dziewica troszczy się tak święcie.

W tym samym oknie, gdzie Pan ukazuje się Mojżeszowi w gorejącym krzewie:

Tak jak krzew widziano płonący, lecz nie spalony,

tak ten, kto pełen jest boskiego ognia płonie, lecz się nie spala.

W tym samym oknie, gdzie faraon i jego jeźdźcy zostają pochłonięci przez morze:

To co chrzest czyni ku dobru,

w podobnej formie lecz z innej przyczyny doświadcza wojsko faraona.

W tym samym oknie, gdzie Mojżesz wznosi miedzianego węża:

Tak jak wąż miedziany niszczy wszystkie węże,

tak Chrystus na krzyżu wzniesiony niszczy swoich wrogów.

W tym samym oknie, gdzie Mojżesz otrzymuje Prawo na górze:

Prawo dano Mojżeszowi,

łaska Chrystusa przyszła z pomocą.

Łaska daje życie, litera zabija.”

Jak kontynuuje Suger „ponieważ cudowne rzemiosło oraz koszt szafiru i szkła barwionego czyni te okna bardzo cennymi, zatrudniliśmy mistrza rzemieślnika by się nimi opiekował i je utrzymywał, podobnie jak zatrudniliśmy sprawnego złotnika do złotych i srebrnych zdobień.” Do dziś przetrwała jedynie część okien opata Sugera.

*****

W roku 1147 król Ludwik VII, wyruszając na zorganizowaną na wieść o rzezi w Edessie, 24 grudnia roku 1144, drugą wyprawę krzyżową, w dowód wdzięczności i zaufania powierzył opatowi Sugerowi rolę regenta królestwa. Funkcję opata Saint-Denis Suger piastował aż do śmierci w roku 1155. W roku 1152 małżeństwo Ludwika VII z Eleonorą zostało unieważnione – powodem był brak męskiego potomka. Cena jaką zapłacił Ludwik była wysoka: sytuację wykorzystał Henryk II król Anglii i książę Normandii, który ożenił się z Eleonorą, biorąc wraz z nią Akwitanię. Eleonora dała Henrykowi pięciu synów, w tym Ryszarda Lwie Serce, również Ludwik doczekał się, choć dopiero w roku 1165, po śmierci drugiej żony Konstancji, syna – późniejszego króla Filipa II Augusta.

FASADA ZACHODNIA SAINT-DENIS - SZKIC A. DAUZATSA (koniec XVIII w.)

FASADA ZACHODNIA SAINT-DENIS – SZKIC A. DAUZATSA (koniec XVIII w.)

Chartres: katedra

Jeden z pierwszych uniwersytetów w Europie, słynna paryska Sorbona wykształciła się z miejscowej szkoły katedralnej i przez długi czas pozostawała pod protekcją papieży. Mało kto wie, że podobna, słynąca z wysokiego poziomu filozofii i teologii, szkoła katedralna, założona pod koniec X stulecia przez Fulberta, biskupa od roku 1006, istniała również w niedalekim od Paryża Chartres. Rozkwit miasta nią spowodowany przyczynił się do powstania słynnej miejscowej katedry. Stąd też na zachodniej fasadzie kościoła znajdziemy rzeźby starożytnych uczonych – m.in. Arystotelesa, Euklidesa, Ptolemeusza czy Pitagorasa. W szkole w Chartres studiowano takie nauki jak arytmetyka, geometria, muzyka, astronomia, gramatyka, retoryka czy logika. Uważano, że cała przyroda, w tym gwiazdy i inne ciała niebieskie składają się z materii podlegającej określonym prawom. XIII-wiecznemu rozwojowi nauki sprzyjał uniwersalizm chrześcijańskiej Europy, którą, obok wiary, łączył wspólny język – łacina. Sam Fulbert, uczeń Gerberta z Aurillac, późniejszego papieża Sylwestra II ze szkoły katedralnej w Reims, po pożarze w roku 1020 istniejącej katedry karolińskiej podjął budowę nowego romańskiego kościoła, konsekrowanego już po jego śmierci – w roku 1038. Umarł w opinii świętości, zaś Rzym zaaprobował cześć dla jego osoby. Ten kościół do naszych czasów nie przetrwał, jednak zachowano ciągłość, zastępując go obecnym, niżej opisanym, widocznym już z dala, gdy zbliżamy się do miasta. Do Chartres, leżącego w pd. zachodniej części historycznego Ille de France – wyspy królewskiej w morzu posiadłości frankońskich feudałów, dotarliśmy jeszcze podczas względnej pogody. Podziemny płatny parking przy katedrze wydał się najlepszym rozwiązaniem, zwłaszcza że remonty ulic ograniczały poruszanie się po mieście. Od parkingu do katedry jest około 200 metrów, a jej sięgająca ku niebu fasada góruje wysoko nad sąsiednią, przyziemną zabudową.

Katedry wyrosły z typowego dla religii katolickiej spojrzenia, iż nauka i sztuka powinny tworzyć pomost między ludźmi a Bogiem. Architektura stawała się zatem, wraz z geometrią i matematyką – naukami będącymi podstawami, praktycznym wyrazem teologii. Powstały strzeliste, monumentalne symbole Królestwa Bożego oraz porządku stworzonego przez Boga świata. Symbole w znaczeniu oddania rzeczywistości, o której istnieniu architekci i budowniczowie byli przekonani, stanowiące jej ziemski przedsionek. Dziś – w coraz bardziej zsekularyzowanej, a, paradoksalnie, jednocześnie coraz bardziej multikulturowej i multireligijnej Francji, są doskonałym wyrazem ewangelicznego cytatu, że, gdy ludzie zamilkną – kamienie wołać będą. Bo dalej wołają, przemawiając swą wielkością i aspiracjami ludzi minionych epok – innymi niż dzisiejszej konsumpcyjnej post-cywilizacji, która pożera i jest pożerana przez tzw. postęp. Postęp, który sam w sobie, jak należy podzielić pogląd Chestertona, jest pojęciem zgubnym, bo nie dookreślonym, nie precyzującym zbytnio celu w jakim zmierza.

Budowę obecnej katedry w Chartres rozpoczęto po pożarze poprzedniej, okazałej, romańskiej, XI-wiecznej świątyni, w roku 1194, a zakończono (sklepienia prezbiterium) pół wieku później. Brali w niej udział mieszkańcy około 10-tysięcznego wówczas miasta, którzy sami przywozili materiał na budowę z kamieniołomów. Impulsem do budowy była przechowywana w Chartres od IX wieku do dziś (w kaplicy absydy) relikwia – szata przypisywana patronce kościoła Dziewicy Maryi, podarowana przez cesarza Karola Łysego, a wcześniej przez cesarza bizantyjskiego – Karolowi Wielkiemu. Dziś – nieco pozostająca na boku zainteresowania pielgrzymów. To jej katedra zawdzięczała co najmniej od IX stulecia wezwanie Najświętszej Marii Panny (Notre-Dame), zaś miasto Chartres łączone z jarmarkami odpusty na święta Oczyszczenia Najświętszej Marii Panny (tzw. Gromniczna – 2 lutego), Jej Zwiastowania (25 marca), Wniebowzięcia (15 sierpnia) i Narodzenia (8 września). Relikwia, zniesiona do krypty przez dwóch miejscowych kapłanów, ocalała podczas wspomnianego wyżej pożaru, który 10 czerwca Roku Pańskiego 1194 zniszczył większą część nawy i prezbiterium.

Wśród pozostałości starego kościoła podjęto wyzwanie kompletnie nowego rozwiązania, opartego na krzepkich, znacznie grubszych niż w porównywalnych budowlach filarach (np. ponad 2,5-krotnie grubszych niż w katedrze w Soissons). Dlatego w Chartres uderza głównie monumentalność – była to największa katedra owych czasów, a mimo, iż nawa główna jest bardzo wysoka nie ma się takiego wrażenia strzelistości. Podobnie na zewnątrz wrażenie robi grubość przypór, które wydają się mocniejsze niż trzeba, by utrzymać w ryzach całą bryłę. Uwagę przykuwa jednak przede wszystkim zachodnia fasada z wyniosłymi, sięgającymi nieba wieżami. „Lżejsze” formy, bliższe tym z paryskiej Notre-Dame czy Laonu, zastosowano w zwieńczeniach nawy poprzecznej. Istniejące wcześniej, w innych budowlach formy zostały w Chartres zatem twórczo przetworzone i powiększone do gigantycznych rozmiarów.

Fasada zachodnia. Pozostałością ze wspomnianej wcześniej romańskiej świątyni są wieże oraz znaczna część zachodniej fasady, wzniesione z inicjatywy biskupa Geoffreya de Leves, przyjaciela opata Sugera z Saint-Denis. Niższa, 105-metrowa wieża południowo-zachodnia została ukończona w 1 połowie XII wieku, wyższa – 113-metrowa, po pożarze pierwotnej, również XII-wiecznej – w roku 1506, otrzymując następnie zwieńczenie w stylu gotyku płomienistego. Główny zachodniej fasady portal, zwany „królewskim”, zakończono około połowy XII stulecia. Widoczne jest na nim przejście romanizmu w gotyk. Na tympanonie znajduje się Chrystus sądzący żywych i umarłych w otoczeniu m.in. symboli czterech Ewangelistów, ale brak tu grozy i niepokoju z romańskich dzieł w Moissac czy Autun. Eteryczne, smukłe figury z wnęk portalu zrobiły krok do przodu, odrywając się od ściany. Całość stała się wyrazem niebiańskiej harmonii – to Powtórne Przyjście w chwale: et iterum venturus est cum gloria, jak głosi Credo nicejsko-konstantynopolitańskie. Dwudziestu czterech starców z Apokalipsy św. Jana, każdy z dostojeństwem spoczywający na tronie, zajmuje archiwolty portalu. Portale drzwi bocznych fasady opisują z kolei graniczne momenty życia Jezusa na ziemi. Prawy, uszkodzony przez obrazoburczych wandali (poniszczone postaci Dzieciątka Jezus) przedstawia zdarzenia związane z narodzeniem Jezusa Chrystusa: Zwiastowanie, Nawiedzenie, Narodzenie, Pokłon Pasterzy oraz Ofiarowanie w świątyni. Powyżej znajduje się tronująca Madonna z Dzieciątkiem. Grupę adorują umieszczeni we wnękach portalu, wspomniani na wstępie starożytni uczeni, symbolizujący składającą Bogu hołd naukę, przez którą w ludziach wyraża się obraz i podobieństwo wszechwiedzącego Stwórcy. Lewy portal przedstawia Wniebowstąpienie Jezusa w otoczeniu znaków zodiaku i prac miesięcy.

Transept. Portale transeptu pochodzą z okresu po roku 1194, a zatem okresu budowy gotyckiej świątyni. Na około rok 1205 datowany jest środkowy portal północnej części transeptu przedstawiający Tryumf Najświętszej Marii Panny z Chrystusem i Jego ukoronowaną Matką na tympanonie, aniołami i prorokami oraz tzw. Drzewem Jessego (drzewem genealogicznym Maryi) na archiwoltach. Poniżej znajdują się sceny Zaśnięcia Marii i Jej Wniebowzięcia. We wnękach na lewo unoszą się postacie ze Starego Testamentu – Melchizedek, Abraham z synem Izaakiem, Mojżesz z wężem z brązu, prorok Samuel oraz król Dawid, na prawo – prorocy Izaak, Jeremiasz i Symeon, św. Jan Chrzciciel oraz św. Piotr. Na filarze dzielącym drzwi umieszczono figurę św. Anny, której relikwie sprowadzono do Chartres niedługo przed datą powstania portalu. Portal lewy przedstawia Pokłon i Sen Mędrców ze Wschodu ze scenami Narodzenia i Pokłonu Pasterzy poniżej (we wnękach mamy tu z kolei Zwiastowanie i Nawiedzenie św. Elżbiety), portal prawy – Niedolę Joba ze sceną sądu Salomona (we wnękach stoją król Salomon, królowa Szeby i prorocy). Widoczne uszkodzenia rzeźb północnego portyku są śladem aktywności rewolucjonistów z końca XVIII wieku. Na szczęście zniszczenia są niewielkie w porównaniu z innymi francuskimi budowlami sakralnymi, choć katedra  została wówczas pozbawiona ołowianego dachu, który przetopiono na cele wojskowe i była, jako świadectwo ery zabobonu, przeznaczona do wyburzenia. Spalono wówczas starożytną figurę Notre Dame de Sous-Terre, relikwię welonu przedarto, a katedrę sprofanowano, przekształcając w świątynię bogini Rozumu. Centralny portal południowej części transeptu (ok. 1210) zawiera scenę Sądu Ostatecznego. Chrystusowi Sędziemu towarzyszą orędownicy za duszami ludzkimi – Maryja i św. Jan. Poniżej stoi Archanioł Michał z wagą oraz, między skrzydłami drzwi, ponownie postać Jezusa. Wnęki zajmują figury Apostołów. W portalach bocznych towarzyszą im postaci świętych męczenników z pierwszym z nich, św. Szczepanem na tympanonie (lewy portal) oraz wyznawców oraz ojców Kościoła ze scenami z życia św. Mikołaja z Bari oraz św. Marcina z Tours na tympanonie (prawy portal).

Wnętrze. Katedra gotycka w Chartres zachowała się w niemal niezmienionym stanie od jej konsekracji w roku 1260, z udziałem króla Ludwika IX – tak co do architektury, jak i licznych, wspaniałych witraży, choć widoczna jest różnica zwieńczeń okazałych wież zachodniej fasady.  Jej budowa, w tym rozszerzenie się terenów wokół podlegających jurysdykcji kościelnej, na których organizowano targi, nie podobała się hrabiom Blois, którzy tracili w ten sposób dochody z podatków. W roku 1258 doszło nawet do zamieszek wywołanych przez stronników hrabiego, po których kapituła uzyskała królewską zgodę na odgrodzenie terenu wokół katedry i zamykanie bram co noc. Z katedry wzniesionej w czasach karolińskich, po zniszczeniu przez najazd normański w roku 858 pierwotnej świątyni, zachowała się jedynie krypta św. Lubinusa – VI-wiecznego biskupa Chartres. Reszta okazałego wnętrza pochodzi z XIII wieku. Długość katedry wynosi 130 metrów (110 metrów sama nawa), szerokość nawy głównej ok. 14 metrów – najwięcej z katedr francuskich, wysokość sklepienia – 34 metry. Zwracają uwagę różnicę między wapieniem użytym do wykonania fasady oraz ciemniejszym, pośledniejszym kamieniem w środku kościoła. Co ciekawe, w nawie katedry, która nie była konsekrowana, gdyż spali w niej pielgrzymi w dni poprzedzające święta posadzkę wykonano w taki sposób by lekko opadała ku drzwiom zachodnim (różnica poziomów wynosi ok. 80 cm). Dzięki temu łatwo było ją zmywać. Między arkadami oddzielającymi nawę główną od bocznych a clerestorium, które są równej wysokości przebiega stosunkowo niskie triforium. Wnętrze katedry jest stosunkowo ciemne, w porównaniu do innych gotyckich katedr, co przypisuje się oryginalności witraży i zanieczyszczeniu szkła przez wieki od jego zainstalowania. Obecnie trwają jednak budzące kontrowersje prace restauracyjne, mając ponoć przywrócić wygląd z okresu XIII wieku, w tym blado-pomarańczowe dekoracje imitujące cegłę. Już obecnie od mrocznej nawy odcinają się odnowione portale zachodniej fasady oraz prezbiterium z kaplicami ambitu, które zostały oczyszczone i pokryte malunkiem. Ściany obejścia chóru, wraz z okalającą je kompozycją rzeźbiarską przedstawiającą żywot Chrystusa, zaczęto tworzyć w 1 połowie XVI stulecia, zakończono ją na początku XVIII w. Wtedy też wykonano barokowe stalle w środku.

Piękne XIII-wieczne witraże przedstawiają sceny z Nowego Testamentu – np. rozeta zachodniej fasady z ok. roku 1215 Sąd Ostateczny z Chrystusem sędzią otoczonym aniołami i starcami Apokalipsy oraz zmarłymi stającymi na sąd wzywanymi przez aniołów z trąbami, rozeta północna transeptu z ok. roku 1235 poświęcone jest Dziewicy z Dzieciątkiem otoczonej adorującymi aniołami oraz królami Starego Testamentu, okna poniżej przedstawiają Maryję trzymaną przez matkę – św. Annę oraz triumf – Dawida nad Saulem, Mojżesza nad faraonem oraz św. Anny nad synagogą, rozeta południowa – Chrystusa tronującego w otoczeniu starców Apokalipsy z Maryją dzierżącą Dzieciątko Jezus poniżej. W Chartres zachowało się w sumie ok. 150 okien witrażowych, do najciekawszych należą te położone po pd. stronie arkad wokół prezbiterium, w tym Madonna z Dzieciątkiem. W kaplicy na osi kościoła znajduje się opisany wyżej dar cesarzy – wschodniego i odnowionego imperium zachodniego – Welon Najświętszej Marii Panny. Przy północnej części transeptu stoi z kolei XIV-wieczna figura tzw. Czarnej Madonny z Dzieciątkiem na filarze, w ramach ostatnich prac renowacyjnych rzeźbę wyszczyszczono. W krypcie znajduje się kopia zniszczonej podczas rewolucji rzeźby Matki Bożej spod ziemi.

LINKI

KATEDRA W MAPPINGGOTHIC.ORG

PANORAMICZNE ZDJĘCIA  KATEDRY

PANORAMY 360-STOPNI WNĘTRZA KATEDRY

JESZCZE JEDNA STRONA Z PANORAMAMI

ZDJĘCIA I OPISY RZEŹB

GALERIA

Reims: opactwo Saint-Remi

Bazylika. Choć kamień oznaczający miejsce chrztu Chlodwiga znajduje się w katedrze w Reims, pomnik przyjmującego chrzest władcy stoi przy drugiej głównej świątyni królewskiego grodu – bazylice Saint-Remi. Do bazyliki tej francuscy królowie zmierzali w uroczystym orszaku z katedry po koronacji, co potwierdzało sakralny jej charakter. Dziś „trakt królewski”, odpowiednik naszego – między katedrą wawelską a krakowskim rynkiem, biegnie wśród współczesnej brzydkiej zabudowy. W zabudowie tej miejsce dawnych rynsztoków zajęły „nowoczesne”, ale równie woniejące worki z odpadami, a wieczorami ma się takie wrażenie jakby Karolowi Młotowi nie udało się odnieść życiowego sukcesu na polach między Tours a Poitiers. Sama bazylika, a właściwie dawny kościół opacki Saint-Remi, która czeka przy końcu tej drogi upadku królewskości Francji jest jednak całkowitym zaskoczeniem – budynkiem zdecydowanie nie ze współczesnego świata. Po dawnym, okazałym opactwie nie ma, jak to we Francji, wprawdzie śladu – poza pustymi murami dawnego kompleksu, które zajmuje muzeum, kościół jednak zachwyca jako połączenie sztuki romańskiej dominującym w nawie ze wczesnym stylem gotyckim widocznym w prezbiterium.

Historia i architektura. Sanktuarium zostało ufundowane w VI wieku i od początku przechowywało szczątki zmarłego w roku 533, w wieku prawie 100 lat apostoła Franków. Od 1 połowy VIII wieku aż do rewolucji roku 1789 istniało tu opactwo benedyktyńskie. Za czasów karolińskich, w latach 780-945 funkcje miejscowych opatów benedyktyńskich pełnili arcybiskupi Reims. W tymże opactwie Karol Wielki gościł w roku 804 papieża Leona III. W opactwie grzebani byli arcybiskupi Reims oraz królowie – w tym Karloman, brat Karola Wielkiego oraz władcy zachodniofrankijscy z X wieku Ludwik IV i Lotar. Obecny kościół został wzniesiony w 1 połowie XI wieku, za opata Teodoryka, jako sanktuarium z grobem św. Remigiusza, przechowujące również święty olej, którym namaszczano królów Francji. Konsekrował go papież Leon IX w roku 1049. Ze świątyni tej zachowała się nawa (do której dodano potem gotyckie sklepienia), wieże fasady zachodniej i transept. W latach 60-tych XII stulecia dokonano gruntownej przebudowy kościoła – między innymi prezbiterium i fasady zachodniej pośrodku dwóch starszych wież. Również w samej nawie dostawiono nowe kolumny wspierające zmienione na gotyckie sklepienie. Tworzy to wrażenie jakby wewnątrz dawnego romańskiego kościoła zbudowano nowy. Kościół otrzymał wtedy przepiękne obejście prezbiterium dzielone na pojedyncze arkady krużganka, którym odpowiadają dwa łuki galerii i trzy ostrołuki na wyższych kondygnacjach. Zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz, skąd jak widać, składa się ono głównie z trzech poziomów okien, między które umiejętnie wpleciono utrzymujące konstrukcję przypory. Boczne kaplice, rozchodząc się promieniście, lekko przylegają do krużganka. Portal i rozeta południowego transeptu reprezentują z kolei XV-wieczny gotyk „płomienisty”.

Kościół spustoszono podczas „wielkiej” rewolucji, która położyła kres opactwu – zniszczono wtedy m.in. ampułę, w której przechowywano święty olej, którym namaszczano królów Francji, spalono część relikwii św. Remigiusza (część ukrył miejscowy ksiądz), a także XII-wieczne sprzęty i dekoracje. Obecna kompozycja rzeźbiarska poświęcona św. Remigiuszowi pochodzi z okresu XIX wieku. Bazylika ucierpiała nie tylko podczas sławetnej rewolucji, ale również, podobnie jak reimska katedra, od ostrzału artyleryjskiego podczas I wojny światowej, który zniszczył m.in. dach i sklepienia nawy głównej. Restauracja kościoła ciągnęła się przez szereg lat. Wchodząc do środka warto wrzucić 2 EUR do stojącego na lewo od wejścia mechanizmu, co zapewni nam na 10 minut iluminację wnętrza świątyni.

Rejon bazyliki. W sąsiedztwie kościoła stoi dawny kompleks opacki, zbarokizowany po pożarze w XVIII w. Opuszczony w wyniku rewolucji przez zakonników obecnie stanowi muzeum, którego nie zwiedzaliśmy. Przy bazylice znajdziemy też rzeźbę upamiętniającą chrzest Chlodwiga. Parkingi przed bazyliką są dwa – jeden po południowej, drugi po zachodniej stronie. Oba darmowe. W pobliżu bazyliki znajdowało się dawne osiedle rzymskie. Tu też, w miękkich skałach wykuto słynne piwnice szampańskie – największymi z nich (i najdroższymi jeśli chodzi o zwiedzanie) są Pommery ok. 600 metrów na pd. wsch. od kościoła (ok. 30 km korytarzy). Jeżeli chce się je zwiedzić – najlepiej się umówić, albowiem nawet, gdy są miejsca wolne i piszą, że nie trzeba, Francuzi potrafią wcześniej wpuścić grupę niż o oznaczonej godzinie (np. mimo że zwiedzanie trwa ok. 1 h, piwnice są teoretycznie czynne do 19, ostatnia grupa wchodzi o 17.30 nominalnie, a o 17 faktycznie). Nie liczcie też, że ktoś w takiej sytuacji wywiesi kartkę, że ostatnia grupa już weszła.

LINKI

SAINT-REMI W MAPPINGGOTHIC.ORG

PANORAMA WNĘTRZA

GALERIA