Rewolucyjny Kulturkampf: procesje minione i obecne

Obraz Julesa Bretona – Błogosławieństwo w Artois

Jak podkreśla historyk Paul d’Hollander (Paul d’Hollander: The Church in the Street in Nineteenth-Century France, http://quod.lib.umich.edu/w/wsfh/0642292.0032.011/–church-in-the-street-in-nineteenth-century-france?rgn=main;view=fulltext ) we Francji następująca „forma uobecnienia Kościoła w przestrzeni miejskiej była znacząca w XIX wieku, nawet aż do lat 60-tych XX wieku: procesja religijna.” Zanim przyjrzymy się bliżej owemu odrodzeniu praktyk procesji po latach rewolucji, zauważmy, iż ocena świeckiego profesora historii współczesnej z uniwersytetu w Limoges, pokrywa się z diagnozą opisaną przez znanego francuskiego duchownego 2 połowy XX wieku – abp Marcela Lefebvre, który w „Liście otwartym do zagubionych katolików” tak pisał o powszechnej na drogach Francji tradycji, która zanikła w latach 60-tych XX wieku:

„Czytelnicy, którzy pamiętają lata przedwojenne, z pewnością przypomną sobie żarliwość procesji Bożego Ciała z ich licznymi ołtarzami, pieśniami, kadzielnicami, lśniącą w słońcu monstrancją niesioną przez kapłana pod złocistym baldachimem. Sztandary, kwiaty, dzwonki. (…) Czy słyszę jak ktoś mówi o koniecznej ewolucji i nowym stylu życia? Jednak problemy z ruchem drogowym nie powstrzymują ulicznych demonstracji, zaś demonstrujący nie powstrzymują się przed wyrażaniem ich politycznych opinii czy żądań, słusznych czy nie. (…) Prawie całkowity zanik procesji we Francji nie jest spowodowany brakiem zainteresowania ze strony wiernych. Jest wpisany w nową teorię duszpasterstwa, która jednakże bezustannie wzywa do ‚aktywnego uczestnictwa ludu Bożego’. W roku 1969 proboszcz w departamencie Oise został usunięty przez swojego biskupa, który zakazał organizacji tradycyjnej procesji Bożego Ciała. Procesja mimo to miała miejsce i przyciągnęła dziesięć razy więcej ludzi niż liczba mieszkańców wioski.”

Jednak, wróćmy do początku XIX wieku, kiedy to konkordat zawarty w lipcu Roku Pańskiego 1801 (26 messidora Roku Rewolucji 9) między Stolicą Apostolską a Republiką otworzył ponownie możliwość publicznego kultu religii katolickiej we Francji. Kodeks karny z roku 1810 nakładał sankcje na osoby, które zakłócały kult czy to w kościele czy w innym miejscu używanym do tego celu, choćby tymczasowo. Przepisy zastrzegały też możliwość wprowadzenia ograniczeń ze strony państwa z uwagi na „porządek publiczny”, zaś w roku 1802 – poza konkordatem – dodano ograniczenie z uwagi na istnienie w danej miejscowości świątyń innej religii. Następujący okres konfliktu między Napoleonem, który najechał w roku 1808 ziemie Państwa Papieskiego oraz Piusem VII, który rok później ekskomunikował „cesarza Francuzów” i został przez niego uwięziony, doprowadził w roku 1811 do jednostronnego zerwania przez Napoleona konkordatu, nie sprzyjając rozwojowi kultu katolickiego. Upadek Napoleona i restauracja lat 1814-1830 przywróciła Kościołowi katolickiemu swobody i status głównej religii w państwie. Stan ten skończyła rewolucja lipcowa. W okresie monarchii lipcowej przestali się pojawiać na procesjach urzędnicy – merowie, prefekci, sędziowie, wiara katolicka utraciła status religii państwowej, pojawiały się również coraz częściej próby blokowania czy ataków na procesje przez radykałów. Idąc z flagami republiki i śpiewając rewolucyjne pieśni, stawali oni na drodze procesji, zatrzymując ją, lub organizowali własne „rewolucyjne” procesje. Powodowało to, zwłaszcza na początku lat 30-tych XIX wieku, ograniczanie procesji, zwłaszcza na terenie miast.

Powyższe zmieniło się ponownie za rządów Napoleona III. Ilość procesji się zwiększyła, jak również ich charakter stał się znów bardziej oficjalny, m.in. poprzez udział wspomnianych funkcjonariuszy publicznych, a także uroczysty udział wojska, jak również okazałe dekorowanie ulic. Jak podaje wspomniany już Paul d’Hollander, w Limoges w roku 1784, w okresie sześciomiesięcznym około 100 procesji przemierzyło miasto, podczas, gdy prawie 100 lat później liczba ta wynosiła zaledwie 22 w takim samym okresie czasu, co miało związek m.in. ze zmniejszeniem ilości parafii. Trasy procesji religijnych stały się jednak dłuższe, a uroczystości przyciągały coraz więcej uczestników, między innymi z uwagi na powstające i rozwijające się katolickie szkoły, grupy świeckich, kongregacje czy konfraternie. Jak podaje Paul d’Hollander w roku 1869 procesja w Limoges, na której tradycyjnie niesiono relikwie świętych przyciągnęła 80 tysięcy uczestników.

Opisane wyżej odrodzenie publicznych ceremonii religijnych we Francji spotkało się z krytyką rewolucjonistów, którzy szydzili ze splendoru „chorej religii” (E. Zola) oraz z… kolegów liberałów, którzy w jej uroczystościach uczestniczyli. Pojawiły się oczywiście i dziś liczne głosy protestujące przeciw narzucaniu ateistom czy też masonom konieczności oglądania katolickich procesji przemieszczających się przez ulice miast. Prasa republikańska pisała: „obecnie, skoro wolnomyślicielstwo jest rozpowszechnione w społeczeństwie, istnieje jeden podstawowy obowiązek, który się narzuca: obowiązek szanowania wolności sumienia. Jest słusznym by każda religia była praktykowana za zamkniętymi drzwiami, zaś manifestacje zewnętrzne zostały zakazane aby się nie narzucać sumieniom innych.”

Krytyka przeciwników procesji wybuchła otwarcie po upadku Napoleona III. Wtedy też bardziej aktywni, sprzyjający rewolucji merowie rozpoczęli wprowadzanie zakazów procesji, pod pozorem zapewniania porządku publicznego. Wykorzystywano do tego pojawiające się prowokacje. D’Hollander pisze o procesji Bożego Ciała w czerwcu 1882 roku, w Perigeux, którą mer zakazał po prowokacji na terenie jednej z parafii. Gdy procesja zatrzymała się przy jednym z ołtarzy, błogosławieństwo przerwali rewolucyjni „muzycy”, grając na operetkową nutę. Wywiązało się zamieszanie i kłótnia między uczestnikami procesji a ich przeciwnikami, którzy wznosili okrzyki „precz z klerykałami, niech żyje Republika!”. Prowokacje rewolucyjne działały jednak determinująco na drugą stronę – procesje stały się okazją do wyrażenia poparcia dla uwięzionego w Watykanie przez rewolucjonistów włoskich, którzy wkroczyli do Rzymu po upadku Napoleona III, papieża Piusa IX. Odzywała się w nich stara tradycja kraju Franków jako „najstarszej córy Kościoła”, która, począwszy od Karola Wielkiego, spieszyła na pomoc, znajdującym się w opresji następcom Piotrowym, a z nią sentyment za monarchią, który objawiał się królewskimi liliami na procesyjnych chorągwiach. Zakazywano też procesji coraz częściej – jak wskazuje d’Hollander – miało to miejsce również w Limoges, gdzie zakazano wzmiankowanej wyżej, tradycyjnej procesji z relikwiami. W roku 1897 ówczesny mer Limoges, będący socjalistą, odpowiedział na petycję w sprawie zniesienia zakazu, iż uczyni to, gdy władze centralne pozwolą socjalistom na marsze pod ich sztandarami. Na zarzuty naruszania porządku publicznego przez procesję, katolicy argumentowali, że konkordat zapewnia im prawo do kultu publicznego i nie oni naruszają porządek publiczny, lecz ci którzy procesjom przeszkadzają, zaś władze powinny przed powyższym chronić. W odpowiedzi władze Trzeciej Republiki zmieniły interpretację postanowień konkordatu. W roku 1879 minister do spraw wewnętrznych i religii Karol Filip Lepère, wspierając merów, którzy zaczęli wprowadzać zakazy procesji, wskazał że zakazy te nie naruszają prawa do publicznego kultu, który katolicy mogą sprawować w swoich świątyniach.

Jak pisze d’Hollander, zintensyfikowanie zakazów procesji miało miejsce w dwóch falach: na początku lat 80-tych XIX wieku, a następnie – w okresie intensywnej, zorganizowanej akcji laicyzacji i likwidacji samodzielności finansowej Kościoła, jaka miała miejsce na początku XX wieku. Podczas tej drugiej fali, nie kłopotano się już uzasadnianiem zakazów procesji porządkiem publicznym, lecz używano wprost retoryki antyklerykalnej. Przykładowo, jak podaje d’Hollander rada miejska w Saint-Denis-les-Murs, w roku 1901 ogłosiła że procesje są „obrazą dla zdrowego rozsądku i rozumu”. Również w innych częściach Francji środowiska wolnomularskie i antyklerykalne organizowały akcje zmierzające do uzyskania od władz lokalnych zakazów katolickich procesji. Jeśli mer odmawiał, „wolnomyśliciele” ogłaszali, że mają takie same prawo do ulicy jak katolicy, zapowiadając prowokacyjne demonstracje na tej samej trasie, którą miała iść procesja, oczywiście w tym samym czasie. Był to oczywiście środek nacisku by mer skłonił się do ich żądań i procesji zakazał, jeśli nie w imię walki z „ciemnotą”, to wspomnianego wyżej „porządku publicznego”. Jeśli nie ustępował, dochodziło do prowokacyjnych pochodów organizowanych przez „wolnomyślicieli” wzdłuż trasy procesji, które kończyły się nierzadko wymianą rękoczynów między obiema stronami. Czasami sprawę rozwiązywano poprzez zezwolenie na antykatolicką manifestację, która mogła iść w określonej odległości za procesją.

Ze strony katolików, z kolei próbowano walczyć z zakazami procesji, nie naruszając ich, na przykład organizując procesję wewnątrz kościoła, lecz błogosławieństwo, przed kościołem, na jego stopniach, przed zgromadzonym tłumem, albo też, przeprowadzając procesję, na gruntach prywatnych, po ich granicy, to jest na publicznym widoku. Organizowano też w formie protestu pochody bez symboli i pieśni religijnych, za to podążające tradycyjną drogą procesji. Występowały również sytuacji otwartego występowania przeciw rewolucyjnym zakazom, co kończyło się zwykle starciami z policją i gorliwie ją wspierającymi antyklerykałami.  W Boże Ciało roku 1903 dochodziło do regularnych zaczepek procesji katolickich przez socjalistów śpiewających Międzynarodówkę.

W roku 1905 doszło do sławetnego „rozdziału Kościoła od państwa” czyli ostatecznego zerwania konkordatu z roku 1801. Działania rządu Francji potępił papież Pius X w encyklice Vehementer nos z roku 1906, tak opisując to, co się wydarzyło:

„(…) Rozmiar krzywdy wyrządzonej Stolicy Apostolskiej przez jednostronne zerwanie konkordatu stał się tym gorszy ze względu na sposób, w jaki państwo dokonało tego aktu. Jest zasadą niebudzącą wątpliwości i powszechnie przestrzeganą przez wszystkie narody, że zerwanie traktatu powinno być wcześniej dokładnie zapowiedziane, w sposób jasny i wyraźny, drugiej stronie przez tą, która zamierza położyć kres ugodzie. Lecz w tym przypadku nie tylko że nie przedstawiono Stolicy Apostolskiej żadnego zawiadomienia tego rodzaju, to ponadto nie dano najmniejszego znaku, który mógłby zapowiadać taki czyn. (…) Prawo rozdziału (…) wyznacza administrację i nadzór nad publicznym kultem nie hierarchicznemu ciału w boski sposób ustanowionemu przez naszego Zbawiciela, lecz stowarzyszeniu ustanowionemu przez świeckich. Stowarzyszeniu temu przyznane zostały specjalne formy i osobowość prawna. Uznaje się je wyłącznie za mające prawa i ponoszące odpowiedzialność w oczach prawa we wszystkich kwestiach odnoszących się do kultu religijnego. To stowarzyszenie zarządza kościołami i nieruchomościami, ma w posiadaniu kościelną własność, rzeczywiście i osobowo, ma do swej dyspozycji (choć tylko tymczasowo) rezydencje biskupów i księży, a także seminaria; jest administratorem kościelnego mienia, kontroluje finanse, odbiera daniny i donacje uczynione na rzecz kultu religijnego. (…) Te stowarzyszenia ds. kultu [religijnego] są zatem tak zależne od władz świeckich, że, rzecz oczywista, władze duchowne nie będą miały nad nimi żadnej mocy. (…) Prawo to przypisało władzy państwa najwyższą jurysdykcję nad tymi stowarzyszeniami i poddało je całej serii postanowień nie zawartych w prawie ogólnym, utrudniając tym samym ich tworzenie i czyniąc jeszcze trudniejszym ich istnienie; tak też po ogłoszeniu wolności kultu publicznego przystąpiono do ograniczania ich działalności poprzez niezliczoną liczbę utrudnień; tak też ograbiło Kościół z wewnętrznych regulacji kościelnych, by funkcje te przyznać państwu (…) Na przekór wszelkiej sprawiedliwości, prawo to odebrało Kościołowi wielką część ofiarowanych mu donacji, które należały doń na mocy zarazem licznych, jak i świętych praw; prawo to zakazało i anulowało wszystkie świątobliwe fundacje poświęcone, z doskonałą legalnością, boskiemu kultowi i wstawiennictwu za zmarłych. Dobra doczesne podarowane przez szczodrobliwych katolików dla utrzymania katolickich szkół i dorobek przeróżnych dzieł miłosierdzia związanych z działalnością religijną został przekazany świeckim stowarzyszeniom, w których byłoby rzeczą próżną szukać najmniejszych śladów religii. W kwestii tej naruszono nie tylko prawa Kościoła, lecz także oficjalną i wyraźną wolę donatorów i testatorów. To także jest dla Nas przedmiotem głębokiego żalu, że prawo, w pogardzie dla wszystkich praw, ogłasza jako własność państwa, departamentów i gmin, kościelne budowle pochodzące jeszcze sprzed czasów konkordatu. To prawda, prawo o rozdziale państwa od Kościoła przyznaje łaskawie, na czas nieokreślony, użytkowanie tych budowli przez stowarzyszenia ds. kultu religijnego, lecz obwarowało to ustępstwo tak licznymi i poważnymi obostrzeniami, że w rzeczywistości to władze publiczne dysponują nimi w zupełności. (…)”

Inicjatorem zerwania konkordatu i projektu powyższego prawa był Emile Combes, antykatolicki premier Republiki i mason. Jego następca Maurice Rouvier, również mason, który objął funkcję premiera w styczniu roku 1905 doprowadził proces do końca. Artykuł 27 ustawy, który regulował między innymi procesje i bicie w dzwony dozwalał, na kontynuacje tradycji procesji na zasadach ustalonych w roku 1884, to jest, z utrzymaniem możliwości wprowadzenia ich zakazu przez lokalnych merów. Po przetoczeniu się antyklerykalnej fali tradycja procesji Bożego Ciała wciąż trwała, wspierana zwłaszcza w okresie intensywnej działalności Akcji Katolickiej, choć nie ustały też próby jej powstrzymania.

Jak wskazuje Michelle C. Wing w: Notre-Dame on the Move: Catholic Processions and Politics in Post-Liberation France ( http://quod.lib.umich.edu/w/wsfh/0642292.0037.020/–notre-dame-on-the-move-catholic-processions-and-politics?rgn=main;view=fulltext ) także w okresie po II wojnie światowej dochodziło do sytuacji zakazu publicznych wydarzeń religijnych w poszczególnych miejscowościach. 11 marca 1946 trzy tysiące wiernych przy kościele Notre-Dame de Nazareth w Vitry-sur-Seine, na przedmieściach Paryża, uczestniczyło w przejęciu figury Notre-Dame de Boulogne z rąk sił policyjnych, które pojawiły się tam aby uniemożliwić publiczną, tradycyjną procesję. Uformowaną na nowo procesję prowadził były więzień niemieckiego obozu narodowo-socjalistycznego w Dachau, w swoim obozowym uniformie. Policja próbowała zatrzymać ową procesję blokadami, jednak wiernym udało się je ominąć.  Dziesięć osób po stronie katolickiej zostało zatrzymanych, kilku policjantów w starciach odniosło rany. Zaczynała się kolejna już na drodze rewolucji, czwarta republika, a uwidoczniający się wyraźnie w kwestii publicznych procesji niemożliwy do usunięcia konflikt o istnienie wiary w sferze publicznej, wciąż nie ustawał. Jego elementem była wielka peregrynacja figur Notre-Dame de Boulogne – podobna peregrynacji obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej, z którą tak walczono w Polsce. Peregrynacja owa trwała w latach 1943-1948 i była związana z orędziem fatimskim, którego kolejna przepowiednia – wielka wojna zapowiedziana przez czerwień na niebie zdała się spełnić. Francję przemierzały w publicznych procesjach cztery kopie figury, niosąc wezwanie do nawrócenia się, pokuty i powrotu do Boga oraz Kościoła. Uczestniczyli w owych procesjach także urzędnicy przyznający się do religii katolickiej, czasem nawet uroczyście, składając przed figurą Madonny, klucze do miasteczka. Przyłączały się do nich setki i tysiące wiernych, idąc, często boso, i śpiewając tradycyjne pieśni, czy recytując tradycyjne modlitwy, takie jak Różaniec. Jednym słowem, w oczach „wolnomyślicieli” wypełzły w przestrzeń publiczną mroczne upiory zacofania i przeszłości, fundamentalizm i fanatyzm. Rewolucja i jej zdobycze wymagały obrony.

Rozpoczęta na nowo wojna kulturowa zarzucała członkom hierarchii kościelnej sympatyzowanie z reżimem w Vichy czy wręcz faszyzm, na co katolicy odpowiadali, powołując się na swój udział w ruchu oporu oraz na sytuacje, w których Niemcy rozpędzali procesje podczas okupacji. Peregrynacja figur Notre-Dame napotykała, organizowane przez socjalistów, komunistów i wolnomularzy protesty i prowokacje, które przybierały nierzadko pełny przemocy charakter. Jak pisze Michelle C. Wing „w roku 1947, w Lot-et-Garonne na ulicach rozsypano szkło i gwoździe w tych miejscach, przez które mieli przechodzić bosi pielgrzymi. W Chambéry, w dwóch kaplicach – jednej, która tuż przedtem przyjęła Grand Retour oraz kolejnej, która miała przyjąć następnego dnia – wybuchły bomby”. W manifestacjach antykatolickich brali udział socjalistyczni, komunistyczni i „wolnomyślący” urzędnicy, a pochodzący z takich środowisk merowie zakazywali procesji, pod pozorem zachowania „porządku publicznego” i w obronie świeckości republiki. Obawiano się również, że publiczne procesje mogą przekonać wahających się Francuzów i mieć wpływ na wyniki kolejnych wyborów. Media rewolucyjne grzmiały przeciw „maskaradom, które hańbią swoją epokę”, a Marii Pannie przeciwstawiano alegorię republiki – Mariannę we frygijskiej czapce rewolucji. W październiku 1245 prefektura policji w Paryżu zabroniła procesji Grand Retour na terenie miasta. Figura Notre Dame była ładowana do policyjnej furgonetki i przewożona do kolejnego kościoła. Na początku 1946 katolicy podjęli otwarty protest, którego częścią były opisane wyżej wydarzenia 11 marca w Vitry-sur-Seine. Zaledwie trzy dni wcześniej setka policjantów zablokowała grupę kilku tysięcy katolików próbujących sformować procesję w Ivry-sur-Seine. Media katolickie doniosły że wydarzeniom towarzyszyła manifestacja kilkudziesięciu komunistów śpiewających Międzynarodówkę, którą wierni zagłuszyli gromkim, lurdzkim Ave Maria. 9 marca zebrały się już dwie setki komunistów intonujących Międzynarodówkę i podążających za katolikami, próbując ich sprowokować. Komunistyczny mer Ivry twierdził że śpiewano jedynie „niegroźną”  Marsyliankę. 11 marca doszło do starć w Vitry i sąsiednim Thiais. Na lokalnym zgromadzeniu samorządowym w Paryżu socjaliści i komuniści krytykowali Wielką Pielgrzymkę, powołując się nawet na rzekomą przychylność władz niemieckich dla niej podczas okupacji, co miało być dowodem kolaboracji jej organizatorów oraz zarzucając katolikom próbę rozbicia jedności francuskiego ludu.

„Wiosna” lat 60-tych i „duch” Soboru Watykańskiego II stłumiły zapał katolików w staraniach o procesje i inne ceremonie religijne w miejscach publicznych. Obecnie, gdzieniegdzie Francuzi podejmują próby odświeżenia dawnej, żywej tradycji, o którą latami walczono z komunistami, socjalistami i masonami. Próby te napotykają atmosferę nieco tylko różniącą się od tej, opisanej wyżej. Nieco, bo do czynnika wojującego antykatolicyzmu doszedł do głosu i rośnie w siłę czynnik islamski. Oto opis z roku 2008, z jednego z blogów internetowych na temat procesji Bożego Ciała zorganizowanej w Paryżu:

Staje się coraz trudniejsze podtrzymywanie tych procesji w Paryżu, gdyż niektórzy ludzie ośmielają się pluć z balkonów na procesję i wylewać wodę oraz inne nieznane płyny… Do tego dużo obelg i wieże stereo pogłośnione do maksimum. Ale procesja przeszła, jest takie arabskie powiedzenie: psy szczekają, lecz karawana idzie dalej czy także: deszcz nie zatrzymuje pielgrzyma.” (http://www.newliturgicalmovement.org/2008/05/corpus-christi-in-saint-eugne-paris.html )

Boże Narodzenie we Francji 2016: Paray-le-Monial

Paray-le-Monial – stare miasteczko kluniackie, potem miejsce pielgrzymkowe związane z objawieniami Małgorzaty Marii Alacoque. Dziś miejsce Kulturkampfu toczonego przez miejscowe NGO zwanego szumnie Francuską Ligą Obrony Praw Człowieka i Obywatela, która wystąpiła w obronie ludu i obywateli Francji oraz ich praw w związku z przemianą miejscowego merostwa w „miejsce kultu” poprzez umieszczenie tamże betlejemskiego żłóbka. Żłóbek został na podstawie orzeczenia sądu wydanego z inicjatywy powyższej instytucji usunięty:
Tu stał żłóbek – źródło http://lesalonbeige.blogs.com/

Sąd w Dijonie, uznając żłóbek za sprzeczny z „zasadą neutralności” światopoglądowej, nakazał również gminie zapłatę kwoty 1000 EUR na rzecz wspomnianej wyżej organizacji stojącej na straży człowieczeństwa i obywatelstwa ludu francuskiego. Merowi Paray-le-Monial, Jeanowi-Markowi Nesme nie pomogło nawet powołanie się na neutralną światopoglądowo umowę o kulturalnej wymianie zawartą z miasteczkiem Betlejem w ziemi judzkiej w roku 2003. Mer zadeklarował że kwotę 1000 EUR wyłoży z własnych pieniędzy. I jeszcze komentarz ze strony christianophobie.fr :

Jest absurdalne że umieszczenie bożonarodzeniowego żłóbka w danym miejscu zamienia je ipso facto w ‚miejsce kultu’! Czy zatem powinniśmy usunąć wszystkie przedstawiające Narodzenie malowidła z naszych publicznych muzeów z tej przyczyny, że obecność owych dzieł może powodować przemianę owych muzeów w miejsca kultu (…) Identyczne żłóbki są sprzedawane z przeznaczeniem zysku na rzecz stowarzyszenia [pomocy] w miejskim muzeum i nikt nie widzi w tym nic zdrożnego”

http://www.christianophobie.fr/breves/scandale-a-paray-monial-creche-quitter-mairie

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Umieszczenie relikwii, relikwiarzy, naczyń liturgicznych, sztuki sakralnej w muzeach zamierzchłej przeszłości jako dzieł sztuki minionej nikomu nie przeszkadza, tak jak, dajmy na to, budowniczym Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, nie przeszkadzali zamknięci w rezerwatach Indianie. Czym innym jest jednak zaistnienie symboli w przestrzeni publicznej związanej z teraźniejszością. Bo jak, już zauważył Konfucjusz, to nie prawa, lecz znaki i symbole rządzą ową przestrzenią. Podchwycili tę jego zasadę rewolucjoniści, czuwając by żadne znaki i symbole minionej cywilizacji nie zakłócały postępów nowoczesności. Choćby tak incydentalne i obecne jedynie przez oznaczony, krótki czas jak betlejemski żłóbek.

A dzisiejszym Francuzom brak choćby werwy tych, którzy w 2 połowie XIX wieku, po okresie triumfów rewolucji, potrafili wprowadzić w przestrzeń publiczną bazylikę Sacre Coeur, lyońską Notre-Dame de Fourvière czy 16-metrową figurę Maryi na wzgórzach Le Puy-en-Velay.

 

Wolność, równość, braterstwo albo śmierć

„Nie ma już Wandei, obywatele republikanie. Umarła pod naszą wolną szablą, wraz ze swoimi kobietami i dziećmi. W myśl rozkazów, jakie mi przekazaliście, zmiażdżyłem te dzieci pod końskim kopytami, wybiłem kobiety, które – przynajmniej te – nie będą już rodzić bandytów. Nie mam sobie do zarzucenia ani jednego wziętego więźnia. Zgładziłem wszystkich” (rewolucyjny generał Westermann do Komitetu Ocalenia Publicznego)

„Niszcz tych bandytów aż do ostatniego, oto twój obowiązek” (Komitet Ocalenia Publicznego do generała Turreau)
„Z przyjemnością odebrałem waszą aprobatę dla środków jakie podjąłem” (generał Turreau w odpowiedzi do Komitetu)
„Zabijaj tych bandytów zamiast palić gospodarstwa, nakaż karać uciekinierów i tchórzy, i zniszcz całkowicie tę straszną Wandeę (…) Uzgodnij z generałem Turreau środki najbardziej pewne, aby zgładzić wszystko w tej bandyckiej rasie” (Komitet Ocalenia Publicznego do reprezentanta ludu p. Dembarere)
„Jeśli moje zamiary będą dobrze wykonane, za dwa tygodnie nie będzie już w Wandei ani domów, ani żywności, ani broni, ani mieszkańców” (generał Turreau do Komitetu Ocalenia Publicznego)
„Trzeba całkowicie oczyścić ziemię wolności od tej przeklętej rasy” (rewolucyjny generał Beaufort)
„Jako łup wojenny zachowywali dla siebie najbardziej dystyngowane kobiety i zakonnice. Obdzierali trupy z ubrań i układali je na wznak (…) Nazywali to ‚ułożeniem do rąbania'”
„Widziałem trupy na poboczu drogi, około setki, zupełnie nagie i poukładane jedne na drugich, porąbane szablami, niemal jak baranie mięso przed nasoleniem”
„Doszlk do tego, że w ciała ofiar wkładali kartusze (ładunki prochowe) i podkładali ogień.”
„Gdy pewien stary i ociemniały ksiądz nie mógł już dalej iść, żołnierz przebił go bagnetem i powiedział do swego kolegi: weź go na szpic. I tak nieśli go aż wydał ostatnie tchnienie.”
„Kazałem zapolować na wszystko wokół mej kwatery i nakazałem, żeby podczas naszego marszu codziennie moi myśliwi dostarczali mi dar z dwudziestu głów bandytów tylko dla mojej przyjemności. Aż dotąd regularnie otrzymywałem ten podarunek, ale ostatnio zaczyna brakować zwierzyny, której pogłowie szybko maleje (…) Ostatnia dwudziestka, jaką mi przedstawiono, została zaskoczona w środku lasu podczas odprawiania ceremonii ku czci tyranów” (rewolucyjny generał Bard)
„Mój przyjacielu, z przyjemnością donoszę ci, że ci bandyci są już likwidowani. Od ośmiu dni przyprowadzają ich tutaj w ilościach nie do policzenia (…) Ponieważ ich rozstrzeliwanie zabiera dużo czasu i zużywa się przy tym proch i kule, przyjęto pomysł, aby powsadzać pewną ich liczbę do starych statków, wypłynąć z nimi na środek rzeki, pół mili od miasta i tam zatopić te statki. Takiej operacji dokonuje się codziennie.”
„Początkowo ofiary topiono w ubraniach, ale później komitet, powodowany tyleż chciwością, ile wyrafinowanym okrucieństwem, zdzierał ubrania z tych, których chciał wydać na pastwę rozmaitych żądz, jakim ulegali jego członkowie. Trzeba wam także opowiedzieć o ‚małżeństwie republikańskim’, które polegało na tym, że przywiązywano do siebie rozebranych do naga młodego mężczyznę i młodą kobietę, wiązano ich pod pachami, i razem topiono.”
„Amey każe rozpalić w piecach i gdy są już dobrze rozpalone, wrzuca tam kobiety i dzieci. Posłaliśmy do niego delegację, odpowiedział nam, że w ten sposób republika chce piec swój chleb”
„Widziano republikańskich żołnierzy, którzy gwałcili kobiety buntowników na stercie przydrożnych kamieni, potem strzelali do ofiar albo mordowali je sztyletami, ledwo wysunęły się z ich ramion; widziano innych żołnierzy niosących na bagnetach albo pikach dzieci przebite przy matczynej piersi razem z matką”
„Widziałem palone żywcem kobiety i mężczyzn. Widziałem 150 żołnierzy gwałcących kobiety, czternasto- i piętnastoletnie dziewczęta, które potem mordowali i przerzucali z bagnetu na bagnet, pozostawiając je obok martwych matek na bruku”
„Dziewczęta, wcześniej zgwałcone, wieszano nagie na gałęziach drzew z rękami związanymi do tyłu. (…) Z jakiegoś wyrafinowanego barbarzyństwa, chyba bezprzykładnego, brzemienne kobiety rozciągano i miażdżono pod prasą do tłoczenia wina. Pewną nieszczęsną kobietę w ciąży rozpruto żywcem (…) Człowieka nazwiskiem Jean Laine (…) spalono żywcem w łóżku, bo będąc ciężko chory, nie mógł uciec. Kobieta nazwiskiem Sanson (…) podzieliła jego los, ale najpierw porąbano ją niemal całą. Krwawiące członki i małe dzieci niesiono triumfalnie na ostrzach bagnetów. Oprawcy schwytali dziewczynę z La Chapelle, którą najpierw zgwałcili, a potem powiesili na dębie głową w dół. Nogi przywiązali do osobnych gałęzi i tak szeroko rozpiętą rozpłatali szablami aż po głowę.”
„Dzieci wyjmowane z kołysek przebijano bagnetami i jeszcze drgające zwłoki niesiono na bagnetach”
„Pewna kobieta, naglona bólami porodowymi, schroniła się w zburzonym domu blisko wioski; żołnierze znaleźli ją, obcięli jej najpierw język, rozpruli brzuch i końcem bagnetu wyciągnęli dziecko. Na ćwierć mili słychać było jęki tej nieszczęsnej kobiety, która jeszcze oddychała, gdy pospieszono jej z pomocą.”
„pionowa deportacja w narodowej wannie”, „wielka szklanica klechy”, „patriotyczny chrzest” (przedstawiciel Republiki w Nantes Jean-Baptiste Carrier o topieniu księży i Wandejczyków w „rewolucyjnej rzece” Loarze)
„Niech więc nie mówią nam o humanizmie wobec tych okrutnych Wandejczyków, wszyscy zostaną wytępieni” (Carrier)
(cytaty z relacji i dokumentów współczesnych za: R. Secher: Ludobójstwo fracusko-francuskie. Wandea – Departament Zemsty, wyd. polskie 2015)

Rewolucja w Rouen – mądrość etapu 2016

W ostatnim tygodniu opinią publiczną wstrząsnęła wieść o zamordowaniu pod Rouen, w Normandii, osiemdziesięciokilkuletniego księdza w kościele, przy ołtarzu, podczas odprawianej Mszy, przez dwójkę muzułmanów. Sprawcy, którzy wg relacji wzywali przy tym imię Allacha i wygłosili jakiś rodzaj okolicznościowego kazania, zadbali zatem o najwyższy stopień dramaturgii. Kolejne wiadomości z Francji przyniosły coś w rodzaju pewnego tragicznego humoru: wedle tych wiadomości parafia owego księdza miała przekazać kilkanaście lat temu grunt pod miejscowy meczet, a kapłan miał brać aktywny udział w tzw. „dialogu międzyreligijnym”. W minioną niedzielę (wczoraj) zadbano o to by owa groteska przeważyła: w katedrze w Rouen ok. 2000 wiernych i miejscowy arcybiskup Lebrun powitało na niedzielnej Mszy św. grupę 100 muzułmanów jako „budowniczych pokoju”. Gest ten, polegający w istocie na urządzeniu z religijnego nabożeństwa wiecu w duchu rewolucyjnego humanizmu, jak skomentował jeden z islamskich gości: „komunii między Francuzami”, wg arcybiskupa Lebruna stanowi odpowiedź na bliżej nieokreślone „barbarzyństwo”. Podobne wydarzenia miały miejsce także w innych kościołach we Francji, w tym, co jest niezwykle symboliczne, w katedrze Saint-Denis, nekropolii francuskich królów, a także w katedrach i kościołach Italii. Na historyczny, nie bójmy się powiedzieć, mord na księdzu nie odpowiedziano nawet zatem plastyczną akcją społeczną”Je suis Charlie”, a raczej odpowiedziano „Je suis Mohammed”. Rozkład resztek dawnej cywilizacji postępuje. Tylko, jak w myśli przewodniej niniejszego bloga, kamienie wołają.

relacje prasowe m.in.

http://www.lemonde.fr/societe/article/2016/07/31/apres-l-assassinat-du-pere-hamel-forte-affluence-de-catholiques-et-musulmans-a-la-cathedrale-de-rouen_4976741_3224.html

http://www.huffingtonpost.com/entry/muslims-catholic-mass-france_us_579e3c67e4b0e2e15eb63576

Plan podróży: Burgundia – Berze la Ville

Miejscowy klasztor będący przeoratem niedalekiego Cluny został utworzony w 2 połowie XI stulecia przez kluniackiego opata Hugona z Semur. W XVI wieku wzniesiono sąsiedni budynek klasztorny, zwany zamkiem mnichów. W roku 1791 rewolucja wyrzuciła stąd benedyktynów, zaś dawny zespół klasztorny sprzedano i zamieniono na zagrodę i stodołę. Miejscowa kamienna kaplica z 2 połowy XI w., kryta gontem z trzyprzęsłową nawą, zawiera okazałe freski z 1 połowy XII wieku łączące wpływy sztuki bizantyjskiej z ottońską, stanowiące jedną z najlepiej zachowanych pozostałości malarskiej sztuki kluniackiej.

Berze la Ville – widok ogólny (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Chapelle_des_moines_Berz%C3%A9-la-ville.jpg)

W centrum absydy znajduje się Chrystus tronujący w mandorli, w otoczeniu 12 Apostołów. Poniżej przedstawieni zostali dwaj biskupi i diakoni Kościoła – św. Wincenty i św. Wawrzyniec, otaczani szczególną czcią w regionie. Poniżej znajdują się wizerunki sześciu świętych niewiast, w tym św. Agaty i Konsorcji. W jednej ze ślepych arkad umieszczono męczeństwo św. Wawrzyńca oraz śmierć św. Blasa. Kolory malowideł przetrwały dzięki użyciu naturalnych barwników takich jak lapis lazuli i ochra, a także dzięki ich zamalowaniu. Odsłonięto je pod koniec XIX wieku.

Absyda kaplicy w Berze la Ville (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Berz%C3%A9-la-Ville%2C_La_chapelle_aux_Moines_F_019_Be.jpg)

Plan podróży: Perouges

Miasteczko ze średniowieczną zabudową, wzmiankowane w XII w. położone jest na wzgórzu, na pn. wsch. od Lyonu. Jego nazwa przypuszczalnie wiąże się z włoską Perugią. Istniał tu zamek panów d’Anthon – wasali hrabiów Lyonu. Od XIII wieku rozwinęło się tu tkactwo. Położone na pograniczu Królestwa Francji, Sabaudii i Delfinatu miasteczko było przedmiotem granicznych sporów. W roku 1349 król Francji przekazał je Sabaudczykom. W roku 1468 odparło najazd wojsk Delfinatu, w roku 1601 wraz z traktatem lyońskim zostało przyłączone do Francji, co oznaczało jednak równocześnie przesunięcie na ubocze i stopniowy upadek znaczenia.

Jedna z uliczek miasteczka (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Perouge_043.JPG)

Kamienne domy z XIII-XVI wieku, odrestaurowane na początku XX wieku oraz wąskie uliczki posiadają niepowtarzalny charakter. Nierzadko używane były jako plener filmowy. Znajduje się tu powyżej 80 budynków o wartości zabytkowej. W dawnej rezydencji książąt sabaudzkich znajduje się muzeum. Z dawnego zamku zachowała się też przebudowana w XV wieku wieża zegarowa. Obronny charakter ma kościół św. Marii Magdaleny wzniesiony w duchu gotyku na początku XV stulecia. O rewolucji francuskiej przypomina tzw. drzewko wolności, które tu akurat ma postać lipy.

Plac w Perouges (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Perouge_061.JPG)

Plan podróży: Lyon

Lyon, mimo że liczy niecałe 500 tysięcy mieszkańców, jest trzecim co do wielkości, po Paryżu i Marsylii, miastem Francji. Jednakże cała aglomeracja lyońska liczy ponad 2 miliony mieszkańców, co daje jej drugie miejsce Ile-de-France. Początki Lyonu łączą się z ekspansją rzymską w Galii w pierwszym półwieczu przed Chrystusem. W roku 43 p. Chr. grupa rzymskich żołnierzy wyrzuconych z Vienne przez miejscową ludność założyła tu osadę Colonia Copia Felix Munatia Lugdunum, która stopniowo rozwinęła się w stolicę rzymskiej Galii – Lugdunum. Swój rozwój zawdzięczała dogodnemu położeniu nad Rodanem i Saoną, w węźle rzymskich dróg wiodących przez prowincję. Ich budowę nadzorował Oktawian August, który odwiedził Lugdunum trzykrotnie. W Lugdunum przyszli na świat późniejszy cesarz Klaudiusz, który podporządkował Rzymowi Brytanię, oraz zapamiętany z powodu okazałych term – Karakala.

Teatr w Lyonie (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Theatre-et-odeon-de-la-vill.jpg)

Miasto na początku II wieku liczyło około 70 tysięcy mieszkańców. Posiadało forum, świątynie, cyrk i teatry. Największy z nich, rozbudowany za czasów Hadriana, mógł pomieścić ponad 10 tysięcy widzów. Dla rozwijającego się chrześcijaństwa silny ośrodek rzymskiej władzy stanowiło tyleż dogodne, zwłaszcza z uwagi na dużą ilość mieszkańców pochodzenia greckiego, co ryzykowne pole misyjne. Za rządów Marka Aureliusza oraz Septyma Sewera Lyon doczekał się szeregu męczenników, do których należeli m.in. pierwszy biskup miasta Potyn, Blandyna, i Epipodiusz. Głównym miejscem egzekucji był miejscowy amfiteatr. Biskupem Lugdunum po śmierci Potyna został, uznawany za jednego z ojców Kościoła, Ireneusz, autor szeregu dzieł patrystycznych, rozprawiających się m.in. z gnostycyzmem, w tym traktatu „Przeciw herezjom”. Według tradycji, poniósł on śmierć męczeńską na początku III wieku, za panowania Septyma Sewera. Po ostatecznym zakończeniu prześladowań chrześcijańskich Lugdunum stało się stolicą jednej z głównych diecezji galijskich. W V wieku innym sławnym teologiem pochodzącym z miasta stał się Sydoniusz Apolinary.

Widok na wzgórze Fourviere (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Three_sights_Lyon.JPG)

W roku 461, podczas, gdy pod naporem Hunów i innych ludów, waliło się Cesarstwo Zachodniorzymskie, Lyon stał się stolicą państwa burgundzkiego. W tzw. wiekach ciemnych istotną rolę ośrodków cywilizacyjnych pełniły klasztory. Zakonne zgromadzenia pojawiły się także w Lyonie W VIII wieku Lyon stał się częścią monarchii karolińskiej. W wyniku jej podziału traktatem w Verdun z roku 843 przypadł Lotarowi, a następnie wszedł w skład królestwa Arles i Burgundii. W roku 1078 przyznał miejscowym arcybiskupom tytuł „prymasa Galii”, zachowywany do dziś. W roku 1157 cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego Fryderyk Barbarossa nadał miejscowemu arcybiskupowi tytuł hrabiego Lyonu. W roku 1245 w Lyonie zebrał się sobór powszechny, zwołany przez papieża Innocentego IV, który, po krótkim procesie, zdetronizował Fryderyka II z rzymskiego tronu cesarskiego. Sobór obradował również nad nieprawościami duchownych i wiernych świeckich. Innocenty IV podjął również wówczas decyzję o wysłaniu poselstwa Giovanniego di Piano Caprini do wielkiego chana Mongołów, w którym uczestniczył zakonnik z Wrocławia – Benedykt Polak.

Katedra św. Jana Chrzciciela nocą (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:La_Cath%C3%A9drale_Saint-Jean_de_nuit.JPG)

Drugi sobór lyoński w roku 1274, zwołany przez Grzegorza X podjął próbę unii z patriarchą Konstantynopola, która, z przyczyn głównie politycznych (m.in. niepowodzenie zorganizowania kolejnej krucjaty), nie dała trwałego rezultatu. Doprecyzowano również zasady papieskiego konklawe i zajęto się problemem symonii w Kościele. W roku 1305 w Lyonie miała miejsce papieska koronacja Klemensa V, jedenaście lat później – koronacja Jana XXII. W międzyczasie skończyła się jednak niezależność miasta – w roku 1312 Filip Piękny przyłączył je do królestwa Francji. Mimo przyłączenia do Francji i położenia na jego pograniczach, Lyon rozwijał się, głównie dzięki handlowi z Italią. Równocześnie, wojna stuletnia powodowała słabość polityczną królestwa, co dawało lyończykom dozę niezależności. Skończyła się ona wraz z sukcesami Karola VII w walce ze stroną angielską i traktatem w Arras roku 1435, który oznaczał przywrócenie królewskich porządków. W roku 1436 wybuchł tu bunt przeciw związanemu z tym opodatkowaniu, który zmusił samego monarchę do pojawienia się w mieście, w grudniu tego roku. Skończyło się wyrokami śmierci lub banicji dla głównych uczestników rebelii. Rządy królewskie przynosiły jednak również miastu profity – za panowania Ludwika XI cztery wielkie jarmarki ściągały kupców z całej Europy, głównie wspomnianej już Italii. Zaangażowanie Francji w wojny włoskie powodowało wzrost wymiany na tym kierunku. Handlowano przyprawami i suknem, głównie jedwabiem. W mieście pojawili się również bankierzy florenccy, stało się również ono pod koniec XV wieku ośrodkiem nowego rodzaju usług – drukarskich.

Dawne opactwo Ainay (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Abbaye_Ainay_Lyon.jpg)

2 połowa XVI wieku przyniosła wojny religijne – w roku 1562 miasto zajęli hugenoci, odciskając na nim piętno ikonoklazmu. Stulecia XVII i XVIII to okres rozwoju przemysłu, głównie tkackiego. Podczas rewolucji francuskiej końca XVIII wieku Lyon stał się jednym z ośrodków wsparcia Żyrondy. W roku 1793 miasto zostało oblężone przez wojska rewolucyjne i po 2 miesiącach skapitulowało. Zdobywcy zaprowadzili terror – wykonano egzekucje na ponad 2000 osobach, niszczono również miejskie budynki. Ich rekonstrukcję zarządził później Napoleon Bonaparte. Napoleon, prowadząc ekspansję poprzez prowadzone wojny, wymuszał również na innych dworach europejskich kupowanie lyońskiego jedwabiu. Dalszy okres XIX wieku przyniósł ugruntowanie pozycji Lyonu jako jednego z głównych ośrodków przemysłowych Francji. Pod koniec tego stulecia w Lyonie istniało 310 zakładów włókienniczych bazujących na jedwabiu, zatrudniających łącznie ponad 200 tysięcy pracowników. Podczas II wojny światowej Lyon znalazł się w strefie kontrolowanej bezpośrednio przez III Rzeszę Niemiecką. Miano rzeźnika Lyonu uzyskał wówczas Klaus Barbie, zwalczający przejawy oporu.

Bazylika Notre-Dame (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Lyon-Basilique-de-Fourvi%C3%A8res.jpg)

Bogata przeszłość Lyonu pozostawiła po sobie liczne zabytki. Najbardziej imponującą pozostałością czasów antycznych jest dawny teatr, którego budowę rozpoczęto za czasów Oktawiana Augusta, około 15 roku przed Chrystusem, a który rozbudowano za czasów Hadriana, na początku II wieku. Po przebudowie osiągnął średnicę 108 metrów i pojemność ponad 10 000 osób. Do dziś odbywają się tu wydarzenia kulturalne. Katedra prymasowska św. Jana Chrzciciela stoi na miejscu pierwszego kościoła z czasów św. Potyna i św. Ireneusza, który w VI wieku zastąpiono nowym kościołem. Wznoszenie obecnej budowli rozpoczęto w XII wieku, zakończono dopiero w roku 1476. Wnętrze ma 80 metrów długości, szerokość od 20 (prezbiterium) do ponad 32 metrów (nawa). Po obu stronach ołtarza znajdują się krzyże upamiętniającą tzw. unię lyońską między Kościołem rzymskim a Bizancjum. Uwagę zwraca również XV-wieczna kaplica bourbońska oraz zegar astronomiczny z XIV wieku. Przy katedrze, w romańskim budynku mieści się muzeum – skarbiec katedralny.

Katedra św. Jana Chrzciciela – widok ze wzgórza Fourviere (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:007._Photo_prise_depuis_les_toits_de_la_Basilique_Notre-Dame_de_Fourvi%C3%A8re.JPG)

Bazylika św. Marcina w Ainay zachowuje cechy romańskie. Pierwszy kościół według tradycji powstał tu by upamiętnić chrześcijańskich męczenników z II wieku. Wspomina go kronikarz Grzegorz z Tours. W roku 859 powstało tutaj opactwo benedyktyńskie. Obecny kościół był budowany pod koniec XI wieku. Został konsekrowany w roku 1107 przez papieża Paschalisa, a poświęcono go św. Marcinowi z Tours. Podczas I soboru lyońskiego w roku 1245 uznano pierwszeństwo opactwa Ainay przed ponad 70 opactwami i klasztorami w Burgundii i Prowansji. Posiadało ono rozległe włości ziemskie. Nic dziwnego, że nad majątkiem pieczę zapragnął roztoczyć król, wprowadzając w XVI wieku, prawo komendacji, to jest nominacji miejscowych opatów. Powyższe spowodowało, że godność opata była traktowana jako godność rządcy pokaźnych dóbr, co odbiło się niekorzystnie na życiu duchowym. W roku 1562, podczas jednej z odsłon wojen hugenockich, żołnierze barona des Ardets splądrowali budynki klasztorne oraz sam kościół. Odbudowywano go powoli, choć w roku 1600 król Henryk IV zatrzymał się w opactwie z okazji ślubu z Marią Medyceuszką, który miał miejsce w lyońskiej katedrze. Ostatni zakonnicy opuścili opactwo w roku 1685, a klasztorny kościół stał się parafialnym. Rewolucja zaprowadziła swoje porządki – kościół zmieniono w spichlerz, przez co uległ dewastacji, a dawny pałac opacki zburzono. W roku 1802 kościół ponownie konsekrowano, a w ciągu XIX wieku Francuzi odnowili to co zniszczyli. W roku 1905 papież Pius X nadał kościołowi godność bazyliki.

Bazylika św. Marcina (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Abbaye_ainay_Lyon.jpg)

Kościół św. Bonawentury ocalał podczas „porządków” miasta za Napoleona III kiedy to powstała ulica Cesarska (obecnie Republikańska). Jak patron wskazuje należał pierwotnie do franciszkanów, czyli kordelierów, jak nazywają ich Francuzi. Sam św. Bonawentura, doktor Kościoła, zwany Doktorem Serafickim, autor wspaniałego traktatu o Trójcy świętej, gdzie uznawał miłość za podstawę relacji między Boskimi Osobami, dla franciszkanów był tym, kim św. Tomasz z Akwinu dla zakonu kaznodziejskiego. Zmarł w Lyonie, podczas soboru, w lutym roku 1274 i tu też odprawiono mu Requiem. Wznoszenie obecnego kościoła zajęło zaledwie dwa lata – od roku 1325 do roku 1227. Kościół pierwotnie otrzymał wezwanie św. Franciszka z Asyżu. W roku 1482 papież Sykstus IV ogłosił Bonawenturę świętym i powiększany wówczas kościół w Lyonie otrzymał jego imię. W roku 1607 przeprowadzono przebudowę chóru. Rewolucja francuska końca XVIII wieku potraktowała kościół podobnie jak bazylikę św. Marcina, zamieniając go w magazyn zbożowy. W roku 1806 został ponownie konsekrowany, a następnie poddany remontowi. Pod koniec XIX wieku przeprowadzono rozbiórkę budynków przylegających do budowli.

Kościół św. Bonawentury (źródło i licencja: https://fr.wikipedia.org/wiki/%C3%89glise_Saint-Bonaventure_de_Lyon#/media/File:P1090039_L%27eglise_Saint_Bonaventure_a_Lyon.JPG)

Patronem kościoła Saint-Nizier jest św. Nicecjusz, biskup Lyonu i patriarcha Kościoła z VI wieku. Kościół powstał w V wieku, na gruzach rzymskiej świątyni Attysa – bóstwa wegetacji, co ciekawe – przedstawianego w czapce frygijskiej, która stała się później symbolem rewolucji francuskiej. Kościół upamiętniał męczeństwo chrześcijan w Lyonie, w roku 177 i stał się miejscem pochówku lyońskich biskupów. Jednym z nich był Nicecjusz, który zmarł w opinii świętości i którego wstawiennictwu przypisywano liczne cuda. W VII wieku opatem był tutaj św. Austregisilus, późniejszy biskup Bourges. W VIII wieku kościół padł ofiarą kampanii wojennych z udziałem Saracenów i wojsk Karola Młota. Odbudowano go w IX wieku. W roku 1253 kościół podpalili ówcześni komuniści – waldensi, oburzeni jego bogatym wystrojem. Gotycką formę kościół otrzymał podczas przebudowy, która, między innymi wskutek wojny stuletniej, trwała od XIV do 2 połowy XVI wieku. Portal wejściowy ma charakter renesansowy. W roku 1562 stał się obiektem napaści hugenotów, którzy zbezcześcili groby biskupów Lyonu. Kolejni rewolucjoniści – ci z końca XVIII wieku kościół zmienili w spichlerz mąki. Planowano zmienić go w galerię, co spotkało się ze sprzeciwem mieszkańców. W XIX wieku kościołowi przywrócono funkcję sakralną i poddano remontowi oraz rozbudowie.

Kościół St-Nizier (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:%C3%89glise_Saint-Nizier%2C_Lyon.jpg)

Kościół św. Pawła, znajduje się w dzielnicy o tej samej nazwie. Pierwszy kościół na tym miejscu powstał w połowie VI wieku, konsekrowany przez ówczesnego biskupa św. Sacerdosa. Po zniszczeniach w roku 732, został odbudowany na początku IX stulecia. W X wieku stał się kościołem cmentarnym. Rozbudowany w XI i XII wieku, otrzymał romańsko-gotycką formę. W roku 1440 wzniesiono dzwonnicę. W roku 1562, podczas ataku kalwinistów na miasto odniósł uszkodzenia. W roku 1793 rewolucjoniści zamienili go w magazyn saletry. Ponownie konsekrowano go w roku 1801. Wymagał remontu, który stopniowo przeprowadzano – w roku 1818 rozebrano grożącą zawaleniem 24-metrową, kamienną iglicę wieży, w roku 1835 otrzymał romańską w formie latarnię, w roku 1877 neogotycki portal, a pod koniec XIX wieku malowidła w prezbiterium. W roku 1982 zrekonstruowano kamienną iglicę wieży.

Przy lyońskiej katedrze (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:De_saint-%C3%89tienne_%C3%A0_Saint-Jean.JPG)

Na wzgórzu nad miastem znajduje się bazylika mniejsza Notre-Dame de Fourvière. Jej budowę przeprowadzono z prywatnych funduszy w latach 1872-1884 w miejscu rzymskiego forum Trajana. Miała być wotum za ocalenie miasta przed morem w roku 1643, przed cholerą w roku 1832 oraz przed Prusakami w roku 1870. Z tej okazji co roku w święto Niepokalanego Poczęcia Matki Boskiej – 8 grudnia w oknach domów lyońskich zapalają się świece. Podobnie jak paryska bazylika Sacre-Coeur na Montmartre budowa lyońskiej Notre-Dame miała być również aktem ekspiacji za dzieła rewolucji francuskiej. Jej styl odwołuje się do sztuki romańskiej i bizantyńskiej – posiada cztery główne wieże oraz dzwonnicę z pozłacaną statuą Maryi na szczycie. Wewnątrz dwupoziomowego sanktuarium znajdziemy zarówno witraże, jak i mozaiki. Przy bazylice znajduje się muzeum sztuki sakralnej.

Wnętrze bazyliki Notre-Dame (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Lyon-Notre-Dame-de-Fourvi%C3%A8res-int%C3%A9rieur.jpg)