Informacje praktyczne

Informacje ogólne

Jak wiadomo powszechnie, mieszkańcy Francji uczą się w szkołach języków obcych głównie po to, by potem w tych językach nie rozmawiać. Dlatego na francuskiej ulicy cudzoziemiec spotyka innego cudzoziemca z nadzieją, że będzie mógł od niego uzyskać wreszcie jakieś informacje, co przydarzyło mi się osobiście kilkukrotnie w różnych miastach. Mimo powyższego trendu na ulicach znajdziemy trochę nazw anglojęzycznych w stylu ti- i kofi-szopów. Na opisy atrakcji czy menu w języku angielskim nie ma jednak co liczyć (język polski znajdziemy natomiast jako trzeci obowiązujący na promach kursujących między Francją a Zjednoczonym Królestwem Niemałej Brytanii).

Trzeba przyznać, iż w zabytkowych centrach miast reklamy nie są nachalne, a budynki, nawet te nowe, z żelbetu, udają stylistykę historycznej zabudowy (np. poprzez malunek imitujący drewniany szalunek). W miastach w miarę dobrze rozwiązane są kwestie punktów informacji turystycznej, pod warunkiem oczywiście, że punkt takowy się samemu znajdzie (zlokalizowane są zwykle na placach przy centralnym kościele danego miasta). W punktach można liczyć na konwersację w języku angielskim w stopniu co najmniej łamanym. Nawet jednak, gdy trafi się powyższy, nie liczcie że sprzedając wam bilet do lokalnej transakcji, pięknie na tym bilecie wyfotoszopionej, poinformują was, że atrakcja jest w remoncie, bądź jest częściowo niedostępna, bądź że obok biletu wstępu będziecie musieli zapłacić za parking. Te rzeczy pozostawiane są domyślności turysty.

Opisy atrakcji turystycznych w otrzymywanych folderach są prawie tak dęte jak zdjęcia, które zawierają. Mają charakter reklamowy, mniej informacyjny. Możesz się z nich dowiedzieć całkowicie nowych rzeczy jak to, że w 1 połowie XVI wieku Polska chyliła się ku upadkowi (folder w języku polskim otrzymany w zamku Chambord).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gołąb z ratusza w Saint-Quentin (Pikardia)

Zwykle na dobrym poziomie w miastach funkcjonuje sieć publicznych, darmowych toalet, choć w niektórych można spodziewać się rynienek lub kabin samoczyszczących. Z innych kwestii podstawowych – zazwyczaj we wszelkiego rodzaju obiektach dostępności publicznej od kościołów począwszy, a na targowiskach skończywszy występuje w takich czy innych godzinach przerwa popołudniowa (w kościołach jest to zwykle 12-14, przy czym niektóre są otwarte bez tej przerwy, co najlepiej sprawdzić w Internecie, planując wyjazd).

Z podstawowych francuskich słówek najlepiej sprawdza się słynne „ca va”, zwłaszcza, gdy nauczysz się używać frazę powyższą w takim kontekście jak tubylcy, to jest np. serwując jedną bagietę na trzy osoby, podając rozpuszczoną na słońcu marmoladę czy pokazując gościowi, że może upchnąć swoje rzeczy w ramach zamówionego B&B w szafie pełnej ubrań właściciela. Jednym słowem, gdy dziwnym przypadkiem uderzysz drzwiami jakiegoś Francuza, nie omieszkaj zapytać: „ca va, messieur?” A jeśli nie odpowie „ca va”, potraktuj go jak ordynusa, którym się okazał.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lutnicy w Rouen (Normandia) przy pracy

Wikt i opierunek

Żywność pozytywnie zaskakuje cenami. Sery, zwłaszcza pleśniowe, kozie i owcze, są zazwyczaj tańsze niż w Polsce, a w supermarketach sporo tańsze. Podobnie wino (to „zwykłe” od ok. 1,75-2 EUR za butelkę 0,75 l, szampan – od ok. 18 EUR za butelkę 0,75 l) i niderlandzkie piwo (szczególnie w północnej Francji). Woda mineralna w opakowaniach zbiorczych jest droższa niż w Polsce, ale niewiele, droższe są natomiast warzywa i pieczywo (w piekarni – ok. 1 EUR za chleb 0,4 kg, ok. 0,5 EUR za croissanta). Rekompensatą jest wyczuwalny mniejszy udział wypełniaczy w tychże produktach, zwłaszcza w małych bulanżeriach. Zbliżone ceny do polskich ma pozostały nabiał, w tym jaja. Miejsc, żeby coś smacznie i niedrogo zjeść, w miastach zazwyczaj brak (o czym świadczy fakt, że w przewodnikach międzynarodowych jako miejsca konsumpcji poleca się głównie… pizzerie i piekarnie – bulanżerie oraz patisserie), przy czym ceny gastronomii są wyższe niż np. we Włoszech. Trzeba również uważać na zmienne, w zależności od lokalu, godziny popołudniowej przerwy.

Co do noclegów – radzę omijać oferty ze śniadaniem w cenie (zwykle 7-10 EUR do ceny za osobę), no chyba że to hotel, który deklaruje obecność co najmniej jajecznicy. Śniadania francuskie (o czym szerzej w innym wpisie) to „bardzo małe co nieco” z dżemem, kawą i bagietą w roli głównej, jeśli nie wyłącznej (no dobrze, w jednym miejscu dostaliśmy extra croissanta, przy czym zaznaczono, że jest to bonus, bo zwykle jedzą je tylko w niedzielę). Na pytanie co podają diabetykom, otrzymaliśmy odpowiedź, że to samo tyle, że bez dżemu. We francuskich B&B możecie również liczyć na masło i jogurt po dacie przydatności do spożycia, a zwrócenie na to uwagi, wzbudza kurtuazyjne zdziwienie gospodarzy. Nie dziwią natomiast bardzo niskie oceny francuskiej oferty noclegowej w porównaniu do np. włoskiej na internetowych portalach „bookingowych„. Negatywne opinie podróżnych okazały się w naszym wypadku 100 % prawdziwe, pozytywne przeszacowane. Podsumowując, najlepszą, najtańszą i najmniej stresową opcją jest wynajęcie domku/apartamentu z aneksem kuchennym na kilka dni w jakiejś dobrej bazie wypadowej w okolicę i catering we własnym zakresie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

„Brasseria” przy katedrze w Chartres (Eule-et-Loir)

Komunikacja

Drogi Francuzi mają dobre, a nawet bardzo dobre, podobnie jak ich oznaczenie. Rozbudowy prowadzi się także na szlakach równoległych do płatnych autostrad, stawiane są kolejne obwodnice wiosek i pasy szybkiego ruchu. Normą jest to co u nas w Polsce jakoś nie daje się wprowadzić, a zatem trzeci pas naprzemiennie obowiązujący dla jednego albo drugiego kierunku ruchu, co pozwala wyprzedzać zawalidrogi bez zbędnego wysiłku i stresu.

Ograniczenia prędkości są rozsądne – na głównych drogach nierzadko 70 km/h przez teren zabudowany, to też aż chce się je zachowywać. Nie zarejestrowaliśmy zwyczaju stawiania tablicy ze znakiem terenu zabudowanego w promieniu kilkuset metrów od każdej chałupy, która przypadkowo znajdzie się w pobliżu drogi, ani zwyczaju pozostawiania znaków „do 40 km/h” po remontach. W ogóle znaków drogowych poza miastami, zwłaszcza tych ostrzegawczych, jest znaczniej mniej niż w Polsce.

Trochę problemu można mieć w centrach zabytkowych miast i osiedli, gdzie ograniczeniu 30 km/h zwykle towarzyszą terenowe przeszkody (progi, ale częściej zwężenia na jeden samochód). Można jednak zostawić samochód na ich obrzeżu, ok. 5-10 minut spaceru od ścisłego centrum, co wiąże się zwykle z bonusem w postaci braku opłat za parkowanie. Co do lokalizacji parkingów i opłat w miastach – dobrze sprawdza się francuska „parkopedia”, przy czym należy uważać, że Francuzi w tłoczniejszych miastach parkują bardzo swobodnie – nieraz na drzwiach lub zderzaku sąsiada (np. w Rouen zaszła potrzeba wczołgania się na miejsce kierowcy przez siedzenie pasażera). Natomiast opowieści o francuskiej policji okazały się przesadzone – przez prawie 2000 km napotkaliśmy dwie przyczajone na kierowców jednostki, nie wykazujące zresztą większej aktywności w machaniu lizakiem.

Absurdalnego wymogu jazdy w biały dzień na światłach we Francji nie ma, co pozwala na oszczędności na paliwie. Francuzi oszczędzają tak, że szanują powyższą wolność także w porze nawalnego deszczu, gdy światła okazałyby się całkiem przydatne – z nakazu zdrowego rozsądku. Kamer i fotoradarów jest dość mało, podobnie jak cudów-wianków w postaci popularnych u nas pasów pod ścieżki rowerowe. W paliwo najtaniej zaopatrywać się na stacjach przy marketach (znanych niestety i u nas tj. Auchan, Intermarche, Leclerc, Carrefour), należy przy tym uważać by nie napełnić baku eko-biopaliwem (z oznaczeniem -E10) oraz mieć na uwadze, że w dzień świąteczny stacje te działają w trybie samoobsługi. Nie liczcie przy tym, że osoba, u której gościcie sama z siebie poinformuje was, że wypada przypadkiem święto. Całe szczęście, że kalendarz rewolucyjny został wycofany i łatwo dni świąteczne we Francji można ustalić przed podróżą. Co do map i planów – korzystaliśmy z darmowych narzędzi offline nav-free (na trasach) i maps-with-me (do lokalizacji obiektów w miejscowościach – jeśli chodzi o Francję b. dokładna mapa, gorzej z lokalizacją gps), które spisywały się bardzo dobrze (udało nam się zgubić drogę tylko raz i to z winy zaniku sygnału – przy betonowych estakadach w Rouen).

"Komunikacja miejska" w Rouen

„Komunikacja miejska” w Rouen

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s