Plan podróży: Owernia – Orcival / Lac de Guery

Wieś położona w malowniczej dolinie Sioulot była do połowy XIII wieku własnością hrabiów Owernii. W XII wieku na wschód od osady powstał z fundacji jednego z nich romański kościół Notre-Dame. Budowę zakończono w 2 połowie XII wieku. Znalazła się w nim słynąca łaskami figura Maryi z poprzedniego XI-wiecznego kościoła, według legendy – jeden z wizerunków wykonanych przez ewangelistę Łukasza.

Bazylika w Orcival (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:La_basilique_d%27Orcival.JPG)

W latach 1477 i 1490 bazylika ucierpiała od trzęsień ziemi w regionie. W roku 1894 papież Leon XIII podniósł kościół do godności bazyliki mniejszej. Architekturą bazylika przypomina Notre-Dame-du-Port z Clermont, skrzyżowanie transeptu z nawą wieńczy ośmioboczna dzwonnica. W absydzie zachowały się polichromie. W pobliżu Orcival znajduje się także zamek Cordes z XV-XVII w., z ogrodami założonymi pod koniec XVII stulecia.

Madonna z Orcival (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File: VirginChildOrcival.jpg)

Piękna panorama na rejon Orcival oraz wieżyce Roche Sanadoire i Tuillere roztacza się z drogi do Mont-Dore, gdzie na wysokości 1244 m n.p.m. znajduje się jezioro Lac de Guery (9 km na pd. od Orcival). Na pierwszą z wieżyc od drogi z Orcival prowadzi ścieżka turystyczna.

Roches Tuiliere et Sanadoire (źródło i licencja: https://fr.wikipedia.org/wiki/Monts_Dore#/media/File:Roches_tuiliere_et_sanadoire.jpg)

Reklamy

Plan podróży: Owernia – Saint-Saturnin

Święty Saturnin, żyjący w III wieku, był pierwszym biskupem Tuluzy. Według przekazów należał do siedmiu apostołów rozesłanych przez papieża Fabiana na misję na ziemie galijskie po prześladowaniach cesarza Decjusza (należeli do nich m.in. św. Astremoniusz z Clermont, św. Gacjan z Tours czy św. Dionizy z Paryża). Saturnin poniósł w Tuluzie śmierć męczeńską po odmowie złożenia ofiar pogańskim bóstwom – przywiązano go do byka, który włóczył biskupa po ulicach miasta.

Absyda w kościele Notre-Dame w Saint-Saturnin (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Eglise_Notre-Dame_de_Saint-Saturnin_5.JPG)

Pamiątką po apostole Galii są rozsiane po Francji miejscowości noszące jego imię. Jedną z nich jest powstała w średniowieczu wieś w Owernii, na wzniesieniu u podnóży Masywu Centralnego. Zachowały się gotycki zamek z XIII-XV w., romański kościół Notre-Dame z 2 połowy XII wieku (wieżyczka zniszczona podczas wielkiej rewolucji została odbudowana w połowie XIX wieku, dawne mury miejskie i XVI-wieczna fontanna.

XVI-wieczna fontanna we wsi (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File: Saint-Saturnin_%2863%29_fontaine.JPG)

Plan podróży: Alzacja – Selestat

Za czasów karolińskich Selestat był królewską rezydencją. W IX wieku, na skale (ok. 750 m n.p.m.) na zachód od miasta powstał benedyktyński klasztor filialny opactwa St. Denis. W połowie XII wieku książę Fryderyk II ze Szwabii postawił na wzniesieniu swój zamek, co wywołało protesty zakonników słane do Ludwika VII francuskiego. Nie wywołały one jednak skutku, albowiem nadchodził szczyt potęgi Hohenstaufów. W roku 1252 syn Fryderyka II i jego imiennik zwany Rudobrodym objął po śmierci stryja Konrada tron cesarski. Zamek stał się zamkiem królewskim i był rozbudowywany. Pozostawał następnie w rękach książąt lotaryńskich, a w wieku XV – także rycerzy rabusiów, co zakończyło się jego zajęciem i spaleniem w roku 1462 przez wojska wystawione m.in. przez Strasburg i Bazyleę. Odbudowany, został ponownie zniszczony podczas wojny trzydziestoletniej przez Szwedów. Na rekonstrukcję czekał aż do 2 połowy XIX wieku, kiedy zabrał się za nią Bodo Ebhardt, znany na terenie Polski z prac przy zamkach Czocha, Grodno, Grodziec czy Niedzica.

Zamek Haut-Koenigsburg (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File: Chateau_Haut_Koenigsbourg.JPG)

Oprócz średniowiecznej wizji Ebhardta jaką jest obecny Haut-Kœnigsbourg w Selestat znajdziemy dwa piękne kościoły. Pierwszy z nich, romański stanowi duchową łączność z odległym Conques, z którym łączy go wezwanie św. Foi. Co ciekawe, kult św. Foi w Selestacie poprzedza ten z południa Francji. Po kościele, który został wzniesiony w 2 połowie XI wieku zachowała się krypta. Obecny kształt – z różowego piaskowca nadano kościołowi podczas rozbudowy w XII stuleciu.

Kościół św. Foi (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Eglise_Sainte-Foy_Selestat.jpg)

Od roku 1615 opiekowali się nim jezuici, pozostawiając po sobie barokowe wyposażenie. Po usunięciu zakonników w roku 1767 rada miejska Selestat planowała kościół zburzyć, na szczęście uratował go ówczesny biskup Strasburga. Podupadły w czasach rewolucji został pod koniec XIX wieku poddany renowacji. Ponownie został uszkodzony podczas walk w dolinie Renu pod koniec roku 1944.

Tympanon portalu kościoła św. Foi (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Sélestat_SteFoy_04.JPG)

Kościół św. Jerzego (dawniej, do XVI wieku kościół Najświętszej Marii Panny) reprezentuje gotyk. Był budowany od roku 1220 aż do początków wieku XV, choć jego historia sięga 2 połowy VIII wieku, kiedy istniał tu pałac cesarski Karola Wielkiego, przy którym wzniesiono baptysterium w formie rotundy. W gotyckiej bryle wyróżnia się XIII-wieczna nawa, fasada zachodnia z początku XIV wieku, nieco późniejsza wieża zachodnia oraz prezbiterium przełomu XIV i XV wieku. W kościele znajdowało się również XV-wieczne lektorium, zniszczone podczas rewolucji francuskiej. Zachowały się natomiast drzwi północnej części transeptu z XV wieku z reliefem przedstawiającym chustę św. Weroniki, jak również zdobione wizerunkami i symbolami, malowane zworniki z XIII i XIV w.

Kościół św. Jerzego (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:EU-FR-AL-67-S%C3%A9lestat_%C3%89glise_Saint-Georges_01.jpg)

Bogatą dekorację zawierają też kapitele kolumn nawy i transeptu (XIII-XV wiek). Portale wejściowe kościoła prezentują różne style – od XIII-wiecznego romańskiego przez XIV- i XV-wieczny gotyk po XIX-wieczny neogotyk. Podobnie wewnątrz, XV-wieczne witraże chóru sąsiadują ze współczesnymi nawy bocznej z 2 połowy XX wieku. W Selestat warto też zwrócić uwagę na barokową dzwonnicę z roku 1618.

Kościół św. Jerzego (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Selestat_Saint-Georges_1.jpg)

Czyści katarzy i nieczysty świat

I.

Do Prowansji, gdzie rozegrały się główne wydarzenia związane z herezją katarską wprawdzie nie dotarliśmy, ale pragnę przypomnieć że pierwsze wzmianki o naukach pokrewnych bogomiłom we Francji pochodzą z obszaru doliny Loary oraz Szampanii – w grudniu roku 1022 król Robert II skazał na śmierć na stosie w Orleanie 13 osób, częściowo duchownych głoszących nową herezję. Heretycy ci odrzucali małżeństwo, chrzest, Komunię, spowiedź, miłość małżeńską, hierarchię kościelną, a także… istnienie Chrystusa jako Boga-człowieka. Stosowali własny obrzęd nałożenia rąk uwalniający z grzechów, wierząc w bezpośrednie umocowanie przez Ducha Świętego. Skazani nie chcieli się wyprzeć powyższych wierzeń i na śmierć, jak zanotowali kronikarze, podążyli ze śmiechem (co nie dziwi zważywszy na prezentowane poglądy, opisane szerzej poniżej), podobnie jak o 122 lata późniejsi perfecti z Montsegur. Tego samego roku 1022 dotyczą wzmianki o osobach głoszących w Tuluzie tajemne nauki. W tymże okresie wystąpienia heretyckie zanotowano w diecezji Arras we Flandrii, gdzie pojawił się Italczyk imieniem Gandulf odrzucający małżeństwo, chrzest i Eucharystię. W roku 1025 miejscowy biskup Gerard z Cambrai doprowadził do dysputy i nawrócenia heretyków bez stosowania środków przymusu.

Niektórzy historycy uważają jednak, że pierwszym znanym bogomiłem na ziemiach Franków jest działający w rejonie Chalons, we wsi Virtus po roku 1000 „prorok” ludowy Leutard, który przypisywał sobie prorocze wizje i władzę od Ducha Świętego. Głosił ikonoklazm, napadając na okoliczne kościoły. Nie zgromadził wielu zwolenników, a przez miejscowego biskupa Gebuina był traktowany jako szaleniec. Po obnażeniu fałszywości swoich nauk, jak zanotował kronikarz Glaber Radolfus, Leutard pozbawił się życia, rzucając do studni. W tym samym Chalons, w latach 40-tych XI wieku problem ludowych herezji przybrał nasilony charakter i został potępiony na synodzie w Reims roku 1049. W heretyckich naukach przewijały się elementy typowe dla bogomilstwa i kataryzmu m.in. swoisty „sakrament” nakładania rąk, odrzucanie małżeństwa czy odmowa zabijania zwierząt. Kościelne władze nadal odpowiadały  dysputami i cierpliwym nawracaniem heretyków, czego wyrazem są ówczesne listy biskupa Liege do odpowiednika z Chalons. Herezja sięgnęła na ziemie cesarstwa – w roku 1051, w Goslarze cesarz Henryk III skazał na śmierć chłopów, którzy odmówili zabicia kurczaków, co było jawnym dowodem ich ukrytych wierzeń. Z kolei odrzucenie człowieczeństwa Chrystusa i jego ukrzyżowanie pojawiało się w naukach Piotra de Bruys oraz jego ucznia Henryka z Lozanny, potępionych już po śmierci tego ostatniego w wyniku ludowego samosądu przez opata kluniackiego Piotra Czcigodnego.

Powyższe ruchy miały charakter lokalny i szybko przygasały. Sytuacja miała się zmienić w połowie następnego tj. XII. stulecia, kiedy to pod wpływem działań Cesarstwa Bizantyjskiego skierowanych przeciw bogomiłom, ruszyli oni na zachód w poszukiwaniu sposobności do głoszenia rewolucyjnych nauk. Nazwa katarzy, z greckiego katharoi (wolni od nieczystości) dla tych heretyków, świadcząca o pochodzeniu z terenu wpływów bizantyjskich, pojawiła się w 2 połowie XII wieku. Na zachodzie tzw. „nowi heretycy” zyskiwali popularność nie tylko w kręgach chłopskich, ale i wśród rycerstwa oraz duchowieństwa. Pojawiali się tam, gdzie już wcześniej herezja padła na podatny grunt. I tak np. w Szampanii „biskup” katarski rezydował w okolicach Chalons, na wzniesieniach na południe od miejscowości Vertus, skąd pochodził opisany wyżej Leutard. Katarzy przenikali nawet do stolic arcybiskupich takich jak Bordeaux, Bourges czy Narbonne. Pojawiali się w Burgundii (m.in. Nevers, Vezelay i Auxerre) i Szampanii (rejon Chalons, Reims, Soissons i Troyes), a także na północy – we Flandrii (ponownie Arras). Oczywiście różni kaznodzieje głosili różne warianty nauk – w szczególności od dualizmu skrajnego do umiarkowanego. Nic dziwnego że nowa fala herezji spowodowała czujność Rzymu. W 2 połowie XII wieku pojawił się w Lyonie ruch ubogich Piotra Waldo, który spotkał się z przychylnym przyjęciem Rzymu (łącznie z osobistym przyjęciem Walda przez papieża Aleksandra), dopóki nie zaczął rościć sobie prawa do głoszenia własnych, różnych od katolickich nauk. Wówczas został potępiony.

Największe nagromadzenie zwolenników kataryzmu występowało w Langwedocji, gdzie natrafili na wyjątkowo podatny grunt. Składało się na powyższe kilka powodów. Głównym była przychylność feudałów, którzy niechętnym okiem patrzyli na znaczenie Kościoła, a bardziej chętnym na jego posiadłości. Drugim, wymienianym przez współczesne przekazy – stan duchowieństwa na południu Francji, pasie ziem feudalnych o bardzo luźnej i różnej zależności lennej. Wilhelm z Puylaurens opisywał langwedockich księży jako osoby o niskim morale, nie cieszące się zaufaniem i szacunkiem ludności. Jak wskazywał, księża ci mieli wśród ludności podobne poważanie co żydzi. Bernard z Clairvaux po wizycie w Langwedocji napisał w jednym ze swoich listów z roku 1147: „kościoły są uważane za synagogi, sanktuarium Pańskie już nie jest święte”. Jak wskazuje Louis Israel Newmann, powyższe słowa cysterskiego zakonnika, niezależnie od obrazowego potępienia braku pobożności kryły również drugie dno: „obecność żydów w południowej Francji tworzyła silny impuls do rozwoju myśli liberalnej. Tworzyła liberalny charakter umysłu, który próbował umykać ortodoksyjnym doktrynom i formom i angażować się, często na oślep, w systemy myślowe, które nie posiadały żadnej innej wartości poza nowością”. Ta krytyczna ocena kataryzmu („angażowanie się na oślep”) przez badacza żydowskiego nie dziwi, albowiem, jak zobaczymy, ideologia katarska zawierała silne elementy antyżydowskie. Jak pisze dalej Newmann „uprzywilejowany status prowansalskiego żydostwa nie tylko dał ogólny bodziec do rozwoju herezji, ale również otworzył drzwi do ważnego wkładu żydów i judaizmu w sukcesy różnych heterodoksyjnych ruchów”. Jak się wskazuje, w żadnym kraju chrześcijańskim żydzi Europy nie cieszyli się w 2 połowie XII wieku takimi przywilejami jak w Prowansji. Mieli analogiczne uprawnienia do ziemi co chrześcijanie, mogli piastować publiczne urzędy, synagogi działały w sposób niezakłócony, w Narbonne funkcjonowała znana na cały świat szkoła żydowska. Izydor Loeb w „Kontrowersji religijnej” rozwija powyższy wątek „to właśnie w południowej Francji pojawiły się pierwsze polemiczne traktaty pisane przez Żydów. Langwedocja w wiekach średnich, przynajmniej przez pewien ich okres, była krainą wolności i religijnego fermentu. Chrześcijańskie herezje, które były szybko tłumione na północy znajdowały tam sprzyjający teren i znacznie większą tolerancję.”

Wracając do Newmanna – jak konkluduje „jest ewidentne, że istniało w Langwedocji pośrednie i bezpośrednie powiązanie między Żydami i heretykami.” Dalej, cytując książkę C. Schmidta „Historia i doktryna sekt katarów i albigensów”, Newmann podnosi: „indyferentyzm panów feudalnych posunął się tak daleko, że często otaczali się oni Żydami, którym powierzali urzędy świeckie, lub których zatrudniali jako medyków, przyjmując do grupy zaufanych; Prowansja była pełna także żydowskich poetów i filozofów”. Jak pisze Schmidt, Jan, hrabia Soissons „wróg Kościoła, otaczający się Żydami, faworyzował sektę [katarską], która miała wielu zwolenników w jego dobrach.” Na południu Żydzi znajdowali się pod szczególną opieką w ziemiach wicehrabiów Beziers i Carcassonne, sprzyjających herezji albigenskiej, zwłaszcza za rządów wicehrabiego – Rogera II. Głównym protektorem katarów był jednak Rajmund VI, z rodu Saint-Gilles, wsławionego na I krucjacie, od roku 1194 hrabia Tuluzy, który jako lennik kilku europejskich władców, tak naprawdę nikomu realnie nie podlegał. Gustaw Saige w „Żydach langwedockich” pisze o Rajmundzie VI tak: „kiedy krucjata antyalbigenska została skierowana przeciw panom feudalnym południowej Francji jednym z głównych oskarżeń podnoszonych przeciw Rajmundowi VI i jego wasalom było powierzanie Żydom urzędów publicznych „na pośmiewisko religii [chrześcijańskiej] (…) Uporczywość z jaką kolejne synody podtrzymywały ten zarzut wskazuje na wpływ jaki na herezję albigenską mogły mieć nauki pewnych rabinów ” (kwestia obsadzania żydami urzędów była poruszana na poszczególnych zjazdach, począwszy od roku 1208 aż po ustalenia paryskie roku 1229). Nic dziwnego, że późniejszy biskup Tuy w królestwie Leonu Łukasz wskazywał w swoim traktacie przeciw błędom albigensów o „siejących herezje żydach”, z którymi przywódcy heretyccy utrzymywali bliskie kontakty „w celu zniekształcania wiary chrześcijańskiej”. Jak konkluduje Newmann „kontakty i związki między chrześcijańskimi książętami a ich żydowskimi urzędnikami wprowadzały ten stan umysłu, który zakładał odrzucenie ortodoksji, uprzątnięcie gruzowiska teologii katolickiej. Nie chcąc jednak przyjmować nauk żydowskich, książęta i świeccy zwrócili się ku kataryzmowi, głoszonemu wówczas w ich dobrach.” Takie podejście umożliwiało m.in. znalezienie ideologicznej podstawy do uderzenia w majątki kościelne.

Paradoksalnie, takie podejście oznaczało również koniec dobrych czasów dla prowansalskiego żydostwa, przynajmniej w warstwie życia religijnego. Ojciec Rajmunda VI, jak podaje Newmann, zatrudniał wśród swoich urzędników, Abbę Mari – ojca talmudysty Izaaka. Po jego śmierci wystąpiły jednak działania przeciw żydom. Z kolei Rajmund VI znalazł się z jednej strony pod naciskiem Kościoła by nie powierzał żydom urzędów, z drugiej strony – kataryzm głosił że Bóg Izraela i Starego Testamentu jest Bogiem złym, szatanem. Prawo Mojżeszowe – było zatem dziełem diabła, a katolicy, którzy w polemice z katarami bronili Starego Testamentu, „czyści” uważali za judaizantów. Zgodnie z przekazami Rajmund VI pozwalał sobie w rozmowach na kpiny z „Boga Mojżesza”. Żydów wszakże, jako źródło finansowania, tolerował. Jak pisze Newmann „feudałowie, którzy ochraniali albigensów posiadali żydowskich pożyczkodawców i urzędników”.

II.

O katarskich wierzeniach informacji dostarczają nam pisma wyznawców sekty. Apokryficzny dokument Interrogatio Johanis, zwany też Tajemną Wieczerzą wpadł w Carcassonne w ręce inkwizytorów. Drugi z dokumentów to pismo katarskiego duchownego Jana z Lugio, hierarchy sekty w północnej Italii tzw. Księga dwóch pierwiastków. Katarzy czerpali z antycznego manicheizmu, z którym zmagał się m.in. św. Augustyn z Hippony, uważając że świat został stworzony przez złego demiurga – szatana (przez znaczną część katarów uznawanego za złego Boga, a nie jedynie upadłego anioła), podobnie jak ludzka natura. W rezultacie świat był złem, a można było się z jego okowów wyzwolić jedynie go opuszczając. Katarzy uważali, że Stary Testament poza Psalmami i księgami prorockimi jest objawieniem szatana. Dobry Bóg nie zachowywałby się bowiem tak jak Jahwe wobec ludu żydowskiego. Chrystus nie był wedle nich człowiekiem. Był aniołem, który nie narodził się z Maryi (wydawało się jej, że się urodził). Treść nie odrzuconych ksiąg Starego oraz Nowy Testament należało rozumieć według klucza gnostycznego – mistycznego tj. przykładowo cuda Chrystusa (np. uzdrowienia) nie dotyczyły ciała ludzkiego jako siedliska zła, lecz duszy. Uważano, że Jezus nie zmarł na krzyżu, niszczono krzyże jako znaki katolickie. Eucharystię odrzucano – Chrystus nie mógł przecież ofiarować wiernym swojego ciała. Nie uznawano chrztu dzieci jako osób nie posiadających rozeznania duchowego ani chrztu katolickiego w ogóle – katarzy sprawowali własny swoisty chrzest będący jednocześnie czymś w rodzaju bierzmowania bądź kapłańskiego namaszczenia (consolamentum), nie używając przy tym wody jako skażonej materii. Adepci kataryzmu, w tym dzieci katarów musieli stosować się do ścisłej diety – bez mięsa ptaków, gadów i zwierząt oraz nabiału. Każde złamanie tego postu było uznawane za apostazję i utratę łaski. Ów post miał podłoże religijne – katarzy wierzyli w wędrówkę dusz, w tym wejście przez dusze niedoskonałe w ciała zwierząt. Wędrówkę kończyła śmierć po consolamentum. Ścisły post jaki stosowano dodatkowo ze względów rytualnych i penitencjarnych tzw. endura prowadził nierzadko do śmierci. Uważano że śmierć w wyniku postu prowadzi do zbawienia. Nie uznawano przysiąg i zakazywano ich stosowania – także w formie umów czy innych zobowiązań. Nie uznawano również przysięgi małżeńskiej. Podważano prawo władzy świeckiej jako pochodzącej od złego Boga do wymierzania sprawiedliwości czy prowadzenia wojny, nawet obronnej.

Zły pierwiastek cielesny stworzony przez diabła i jemu przynależny konkurował zatem z duszą, stworzoną przez dobrego Boga. Ów dobry Bóg był jednocześnie bliski późniejszym wyobrażeniom deistów (pominąwszy brak stworzenia przez niego materii) – dystansował się od świata jako domeny szatana, nie ingerując weń. Przy przyjęciu takiego modelu dochodziło do zabójstw rytualnych – aby wiernych jak najszybciej wyzwolić z niewoli ciała. Kwestionowano również stosowanie medycyny jako oddalające moment uwolnienia duszy z ciała. Zakazywano współżycia seksualnego, zaś ciąża była uważana za stan grzeszny i nieczysty. Kobietom odmawiano zbawienia, lecz nęcono je czymś w rodzaju pośmiertnego „transgender” – miały po śmierci wejść w ciała męskie. Z uwagi na rygory wiary katarów consolamentum tj. pełne przyjęcie wiary katarskiej kwalifikujące przejścia z grupy wyznawców (którym zalecano post i wstrzemięźliwość seksualną, ale stosować ich nie musieli) do grupy doskonałych (perfecti) przyjmowano często tuż przed śmiercią. Consolamentum uprawniało do głoszenia wiary katarskiej.

Jak wiele sekt – katarzy wymagali od swoich zwolenników spieniężenia całego majątku, który deponowano u guru – doskonałych. Spore środki pieniężne były wykorzystywane do pozyskiwania wyznawców, np. w Beziers udzielano ludowi pożyczek. Zbawienie i brak odpowiedzialności za wszelkie grzechy na ziemi miało dawać wspomniane consolamentum, stąd być może popularność herezji wśród ludu południowej Francji. Katarzy tworzyli własną organizację kościelną, która posyłała wędrownych kaznodziejów. Kościół katolicki uważano za synagogę szatana z Apokalipsy św. Jana. Zasady wierzeń katarskich zbiegały się z herezją albigenską na południu Francji, stąd też część historyków (np. T. A. Madden) utożsamia te herezje. W roku 1167 w Saint-Felix-de-Caraman odbył się zjazd albigensów i katarów. Kolejny, w roku 1206, w Mirepoix miał za przedmiot pogodzenie rozbieżności w heretyckich doktrynach.

III.

Na heretycką atmosferę w Langwedocji Rzym odpowiedział początkowo jedynie poprzez wysłanie katolickich kaznodziejów, którzy mieli objaśniać błędy kataryzmu. Organizowano dysputy z katarami – do jednej z nich zaproponowanej przez miejscowego biskupa doszło w roku 1165 w Albi. Wśród publiczności zasiadła żona Rajmunda V Tuluzy – Konstancja oraz wicehrabia Beziers i Carcassonne. Do dysput dochodziło i później w Lombers oraz w roku 1206 w zamku Verfeuil koło Montpellier. W tej ostatniej debacie brali udział papiescy legaci. Pisano traktaty polemiczne – autorem jednego z nich był ówczesny opat Saint-Gilles Ermengaud. Ewangelizację kierowano również do niższych warstw społecznych czemu służyli kaznodzieje wędrowni wysłani w teren. Jednym z posłanych przez Innocentego III zakonników był podróżujący wraz z biskupem Diego z Osmy Dominik Guzman – późniejszy założyciel Zakonu Kaznodziejskiego. Duchowni ci mieli świecić przykładem moralnego i prostego życia, przekonując tym, iż żyją Chrystusową Ewangelią. Jednakże, na początku XIII wieku po stronie katarów stała już, obok Rajmunda, większość langwedockich możnych, zainteresowanych przejęciem dóbr kościelnych. Jedyna polityczna siła, która mogła skłonić hrabiego Tuluzy do uległości – król Francji Filip II August był w tym czasie zaangażowany w konflikt w Normandii z Janem bez Ziemi.

W narastającej, wobec szerzącej się katarskiej propagandy atmosferze wrogości wobec Rzymu, legat papieski Piotr z Castelanau na wieść o spisku na własne życie zdecydował się w roku 1206 opuścił na pół roku Langwedocję. W maju roku 1207 Innocenty III obłożył ziemie Rajmunda interdyktem i ekskomunikował Rajmunda, zatwierdzając decyzję Piotra z Castelnau. Ten zaś ponownie ruszył do Tuluzy by przedstawić warunki zdjęcia kary. Podczas spotkania rozgniewany Rajmund kazał mu opuścić swoje ziemie. Piotr został zabity 14 stycznia 1208 roku w rejonie Arles przez zwolenników Rajmunda. W odpowiedzi papież Innocenty III listem z 10 marca 1208 skierowanym do króla, duchowieństwa i rycerzy Francji ogłosił Rajmunda zabójcą i heretykiem, wzywając do krucjaty przeciw niemu. Odzew wśród Francuzów był spory, co zaniepokoiło Filipa II Augusta, który priorytet dawał własnym politycznym planom na północy Francji. Sam władca w krucjacie nie zamierzał wziąć udziału. Duchowe przywództwo krucjaty objął cysterski zakonnik Arnaud z Citeaux. Natomiast, na wieść o zbierającej się na północy armii krzyżowców Rajmund z Tuluzy postanowił porozumieć się z papieżem, uznając swoją winę w zakresie wspierania heretyków i walki z katolickim duchowieństwem. 18 czerwca roku 1209 odbył publiczną pokutę w Saint-Gilles i uzyskał rozgrzeszenie. Obiecał również przystąpić do krucjaty, która miała skierować się przeciw albigensom, którzy skruchy nie wyrazili. Należał do nich wspomniany wicehrabia Beziers i Carcassonne – Roger, który odmówił poparcia krucjaty. W odpowiedzi krzyżowcy zwrócili się przeciw Beziers. Jego obrońcy urządzili dość niefortunny wypad na przeciwnika, który w jego wyniku podczas wdarł się do miasta, urządzając rzeź. Na wieść o spustoszeniu Beziers pozostałe miasta Rogera poddały się krzyżowcom, ów zaś zamknął się w Carcassonne. Oblężenie tego miasta trwało dwa tygodnie – 15 sierpnia 1209 zdecydował się skapitulować w zamian za oszczędzenie miasta. Zajęte ziemie zostały powierzone w zarząd Szymonowi z Montfort, uczestnikowi krucjaty roku 1202, który odmówił uczestnictwa w finansowanej przez Wenecjan wyprawie przeciw Bizancjum i podążył walczyć do Palestyny. Tymczasem, zadowoleni z sukcesów krzyżowcy albigenscy wrócili do siebie – papież uznał bowiem za spełnienie przysięgi służbę w rozmiarze 40 dni i Szymon został w Carcassonne z niewielkimi siłami. Król Aragonii – Piotr, feudalny zwierzchnik miasta, odmówił przyjęcia jego hołdu. Sytuacja nieco polepszyła się na wiosnę, gdy wraz z żoną Szymona do Carcassonne dotarł nowy oddział krzyżowców, ale i on po odsłużeniu 40 dni wrócił na północ.

Obserwując powyższy, przerywany charakter krucjaty Rajmund, hrabia Tuluzy postanowił zerwać zawarte porozumienie. W roku 1211 z powodu odmowy dotrzymania zobowiązań został ponownie ekskomunikowany, a jego ziemie obłożono interdyktem. Szymon miał za mało sił by bezpośrednio zagrozić Tuluzie – skoncentrował się zatem na zajmowaniu mniejszych miejscowości w pobliżu. Wywołało to poszukiwanie przez Rajmunda środków finansowych – zapożyczył się wówczas u pewnego Żyda Salomona. Jak pisze Newmann (Jewish Influence on Christian Reform Movements) krucjata albigenska „przysłużyła się otwarciu nowych obszarów działalności komercyjnej żydowskich finansistów z Langwedocji”. Owa działalność sprowadzała się przede wszystkim do udzielania pożyczek na sfinansowanie działań wojennych strony albigenskiej (de Montforta finansowali kahorczycy). Rajmund poszukiwał również protekcji politycznej – u wspomnianego króla Aragonii Piotra. Ten przystał na objęcie Tuluzy swoją sferą wpływów. Jako zwycięzca nad muzułmanami pod Las Navas de Tolosa w roku 1212 znalazł się w dogodnej pozycji do wystąpienia do papieża ze skargą na samowolę de Montforta, co wkrótce uczynił. W liście ze stycznia 1213 Innocenty III napomniał Szymona by nie napadał na ziemie chrześcijańskie i nakazał by na zjeździe szlachty i duchowieństwa wysłuchał żądań Piotra. Papież planował kolejną krucjatę przeciw Saracenom, sytuacja w Iberii i Langwedocji wydawała się opanowana, dlatego też zamierzał cofnąć odpust związany z krucjatą albigenską.

Na zjeździe w Lavaur delegaci Piotra zażądali wycofania się Szymona z Comminges, Foix i Bearn oraz zadeklarowali, że Rajmund spełni warunki zwolnienia z nałożonych na niego kar, po czym Szymon powinien mu zwrócić zajęte ziemie. Propozycja alternatywna przewidywała wyruszenie Rajmunda do Hiszpanii lub Lewantu na krucjatę i objęcie rządów przez jego syna. Piotr oferował się jako gwarant układu. Propozycje powyższe zostały odrzucone – uczestnicy zjazdu argumentowali, że panowie trzech miejscowości zajętych przez Szymona popadli w herezję. Piotr odwołał się do Rzymu, ale równie gorliwie w obronie swego stanowiska wystąpiło duchowieństwo Langwedocji. Innocenty dał się przekonać jego argumentom, skarcił Piotra że wprowadził go w błąd co do sytuacji na miejscu, zażądał pokajania się przez panów Comminges, Foix i Bearn oraz porozumienia między Piotrem a de Montfortem dla dobra chrześcijaństwa. Obaj możni nie zamierzali jednak ustępować i 12 września 1213 doszło do bitwy pod Muret, w której mimo przewagi wojska króla Aragonii uległy siłom Szymona de Montfort, a sam zwycięzca spod Las Navas de Tolosa zginął. Oczywiście taki obrót sprawy zaniepokoił Innocentego III, który odmówił zatwierdzenia kolejnych zdobyczy de Montforta, pozostawiając sprawę do rozstrzygnięcia IV Soborowi Laterańskiemu na jesieni roku 1215. Sobór uznał Rajmunda VI z Tuluzy winnym wspierania herezji, pozbawił do ziem, przekazano je jego synowi, jednakże do osiągnięcia przez niego pełnoletniości miał nimi zarządzać arcybiskup Arles. De Montfort uzyskał zatwierdzenie swoich zdobyczy i miał uzyskać inwestyturę z rąk Filipa Augusta. Innocenty III zakończył jednak jednocześnie krucjatę w Langwedocji – zwołując nową, której celem miało być odzyskanie Jerozolimy.

De Montfort, mając do dyspozycji najemników, postanowił rządzić twardą ręką – nakazał zburzenie murów Tuluzy by nie stanowiła zagrożenia. Względny spokój panował przez rok. W roku 1216 Rajmund junior wraz z ojcem podjęli próbę odzyskania utraconych ziem. W maju pojawili pod miasteczkiem Beaucaire, które otworzyło przed nimi bramy, choć garnizon Szymona bronił się w zamku jeszcze trzy miesiące. Rajmund starszy ruszył tymczasem do Tuluzy by wywołać powstanie. Umknął jednak na wieść o wyruszeniu przeciw pozbawionemu umocnień miastu wojsk Szymona. Szymon po walce zajął miasto, zarządzając egzekucje przywódców rebelii oraz nałożenie olbrzymiej kontrybucji – 30 tysięcy marek. Latem roku 1217 Rajmund starszy, który zebrał najemników w Aragonii, przekroczył Pireneje i 13 września zajął Tuluzę, gdzie wkrótce napłynęli przeciwnicy twardych rządów Szymona. Wznoszono pospiesznie prowizoryczne umocnienia. De Montfort wkrótce obległ miasto, ale miał zbyt małe siły by je zdobyć. Mimo potępienia rebelii Rajmunda przez papieża Honoriusza III, Szymon nie otrzymał zdecydowanego wsparcia. Oblężenie wlokło się miesiącami, a 25 czerwca 1218 roku de Montfort zginął podczas jednego ze szturmów trafiony kamieniem z katapulty. Syn Szymona – Amalryk wycofał się z oddziałami do Carcassonne. Rejon Tuluzy dzierżył Rajmund VI. Taka sytuacja utrzymywała się przez kolejne lata, mimo wsparcia krzyżowców przez syna króla Francji – Ludwika. Amalryk próbował uzyskać bezpośrednią opiekę króla Filipa Augusta, lecz ten nie zamierzał angażować się w Langwedocji.

W sierpniu roku 1222 zmarł Rajmund VI, rządy w Langwedocji objął Rajmund VII. Jednak zmianę położenia przyniosła dopiero śmierć w roku 1223 Filipa Augusta. Nowy król – Ludwik VIII, w przeciwieństwie do ojca, znał teren krucjaty albigenskiej z autopsji i postanowił zaangażować tam siły królestwa. W listopadzie roku 1225 zaprosił na synod do Bourges zarówno Amalryka, jak i Rajmunda by przedstawili swoje racje. Rajmund zadeklarował walkę z herezją i posłuszeństwo Kościołowi jeżeli przywrócona mu zostanie całość domeny ojca. Amalryk powoływał się na decyzje laterańskie roku 1215 oraz hołd lenny złożony Filipowi Augustowi. Synod ogłosił Rajmunda poplecznikiem herezji, ekskomunikował go i zarządził przepadek jego ziem. Król Ludwik zaangażował się bezpośrednio w organizację krucjaty. Na wieść o tych przygotowaniach dotychczasowi stronnicy zaczęli opuszczać Rajmunda. W czerwcu roku 1226 Ludwik z armią dotarł pod Awinion. Po trzymiesięcznym oblężeniu, 9 września miasto skapitulowało. Plany dalszej operacji wstrzymała śmierć króla 8 listopada. Jego syn Ludwik miał wówczas 12 lat, więc funkcję regentki objęła królowa Blanka Kastylijska. Rajmund postanowił wykorzystać ten okres oddechu i… wynegocjować jak najlepsze warunki. Układ podpisano ostatecznie w Paryżu 12 kwietnia 1229 roku. Rajmund wyrażał skruchę i jednał się z Kościołem w zamian za co otrzymywał rozgrzeszenie. Zobowiązał się do nie udzielania beneficjów heretykom ani żydom. Największy zysk otrzymywała jednak korona Francji – Rajmund miał zapłacić reparacje wojenne oraz wydać córkę Joannę za brata Ludwika – Alfonsa z Poitiers, który po śmierci Rajmunda miał odziedziczyć Tuluzę i przyległe ziemie.

Zwolennicy katarów wycofali się do górskich twierdz. W miastach Langwedocji rozwijała się działalność kaznodziejska nowoutworzonych zakonów mendykanckich – franciszkanów i dominikanów. Tym ostatnim powierzono funkcje inkwizytorskie. Zabójstwo podczas snu dwóch inkwizytorów – Wilhelma i Szczepana w Avignonet przez katarów z Montsegur w maju roku 1242 nastawiło nieprzychylnie do katarów miejscową ludność oraz skłoniło króla Francji do zorganizowania w maju roku 1243 okazałej wojskowej ekspedycji (ok. 10 tys. żołnierzy) przeciw ostatniej twierdzy katarskiej, pod seneszalem Hugonem des Arcis. Zamku bronił Raymond de Pereille, ostatni z feudałów, który udzielał wsparcia katarom. Oblężenie trwało do marca roku 1244. Po udanej próbie wzniesienia machiny oblężniczej na grzbiecie skalistego wzgórza i zdobyciu barbakanu twierdza wobec braku szans dalszej obrony się poddała. Obrońcom obiecano wolne wyjście za wyjątkiem tych, którzy nie wyrzekną się kataryzmu. 210 „doskonałych” postanowiło wybrać śmierć – sami wznieśli stos, na który wstąpili, wyzwalając się, wedle własnych wierzeń, ze zła ciała. Sam Raymond de Pereille nie zamierzał umierać za wiarę, choć był następnie przesłuchiwany przez Inkwizycję m.in. w sprawie mordu w Avignonet. Wojska króla Francji po zdobyciu zamku zniszczyły jego mury (obecne ruiny pochodzą z XVII w.) Paradoksem historii okazało się to, iż sprzyjająca katarom Prowansja niecały wiek później miała stać się siedzibą papiestwa, które przeniosło się z Rzymu do Awinionu.

Król i dziewica (II)

część pierwsza tu

V. O zmierzchu dnia 29 kwietnia Roku Pańskiego 1429, w piątek Joanna wjechała do otoczonego z trzech stron miasta Orlean ze swoim sztandarem przedstawiającym Chrystusa i lilie. Towarzyszyli jej bękart po księciu Orleanu – Dunois, bracia Joanny Jean i Pierre oraz nieodłączny La Hire. Dziewicę witały tłumy mieszkańców, którzy uważali ją za posłańca rzeczywiście zesłanego przez Boga by ocalić miasto przed Anglikacmi. Orlean był wówczas otoczony z trzech stron siecią okopów i fortyfikacji utworzonych przez Anglików, z wykorzystaniem  istniejących kościołów oraz wież obronnych: począwszy od kościoła Saint-Loup na wschodzie przez Saint-Jean-le-Blanc, wieże Tourelles i dalsze umocnienia aż po Saint-Pouair. Joanna chciała natychmiast rozpocząć ich zdobywanie, lecz Dunois zwlekał, czekając aż reszta wojsk przez Blois dotrze pod Orlean. Pod miastem toczono tymczasem zwyczajowe harce, zaś Joanna posłała listy do dowodzącego Anglikami Johna Talbota z wezwaniem by się wycofał. Anglicy po raz kolejny pokazali, że nie interesują ich cywilizowane zwyczaje wojenne (m.in. pod Agincourt Henryk V kazał wyrżnąć francuskich jeńców) – jednego z posłańców uwięziono, zagrażając że zostanie spalony na stosie. Drugiego odesłano, obrzucając go obelgami, z odpowiedzią by czarownica wracała do swych krów.

Nie zniechęcona Joanna podjęła 30 kwietnia osobistą próbę kontaktu z Anglikami, udając się na wysepkę La Belle Croix przy zniszczonym moście na Loarze, na odległość głosu od trzymanego przez Anglików bastionu Les Tourelles. Wezwała jego dowódcę Wilhelma Glasdale do poddania, na co spotkała się ponownie z ripostą by udała się do swych krów oraz groźbą spalenia na stosie. W pierwszomajową niedzielę obowiązywał rozejm Boży (Treuga Dei) i Dunois wyruszył do Blois by spotkać się z resztą wojska, w którym, pod nieobecność Joanny, upadło morale i rozpoczęły się dezercje. Joanna, której tymczasem przydano eskortę by chroniła ją od rozentuzjazmowanego tłumu orleańczyków, udała się ponownie ku angielskim liniom na rozmowy – ponownie bez rezultatu. 2 maja, pod nieobecność Dunoisa, zaraz po Mszy św. udała się na przegląd umocnień angielskich na zachód od miasta, by powrócić na popołudniowe nieszpory. Dnia 3 maja dostrzeżono z miasta wreszcie przednią straż wojsk zbliżających się od Blois i pod wieczór odbyto uroczystą procesję. Następnego dnia Joanna na czele kilkuset żołnierzy wyruszyła z Orleanu na spotkanie z siłami Dunoisa, wprowadzając je do miasta wraz z zaopatrzeniem – bez ataków ze strony angielskiej. Wkrótce okazało się, iż ta bezczynność wiązała się z faktem, że dowodzący Anglikami Talbot czekał na własne posiłki – pod wodzą Johna Fastolfa.

Joanna nie przejęła się powyższym i czekała na sygnał do ataku. Dunois tymczasem postanowił rozpocząć jeszcze tego samego dnia bez niej, wraz z częścią sił uderzając na fortyfikacje Saint-Loup. Gdy Joanna dowiedziała się o tym, zrugała swego pazia Ludwika de Coutes, że nie powiadomił jej o rozlaniu krwi francuskiej, chwyciła sztandar, wsiadła na konia i runęła ku wschodniej bramie Orleanu. Zobaczyła tam rannych znoszonych z placu boju oraz pozostawione przy drodze trupy. Miała wtedy powiedzieć, że zawsze gdy ogląda rozlaną krew francuską włosy jeżą się jej na głowie. Dotarła na czas. Gdy żołnierze bezskutecznie od prawie trzech godzin próbujący zdobyć Saint-Loup zobaczyli Joannę, ruszyli na wroga, a obrona angielska nagle załamała się. Talbot próbował wysłać jej odsiecz, ale została zatrzymana. Resztka obrońców, w tym niektórzy w strojach duchownych, wycofała się na dzwonnicę kościoła Saint-Loup, a Joanna powstrzymała ich rzeź. Litowała się też nad zabitymi wrogami, zwłaszcza z tego powodu, że nie mogli przed śmiercią się wyspowiadać.

Tego samego dnia zapowiedziała, że w ciągu pięciu następnych dni oblężenie Orleanu zostanie zakończone – właściwie w grę wchodziły trzy dni walki, albowiem 5 maja, w czwartek było święto Wniebowstąpienia Pańskiego i ponownie rozejm Boży, zaś 8 maja wypadała niedziela. Mimo święta Joanna nie próżnowała i przesłała Anglikom pocztą „strzelniczą” jeszcze jedno wezwanie do odstąpienia od miasta. Nie przyniosło ono ponownie skutku i spotkało się wyłącznie z szyderstwami. Tymczasem, dowódcy francuscy zebrali się ponownie bez Joanny, na naradzie – powiadamiając ją jedynie częściowo o podjętych decyzjach. Przyjęty plan przewidywał atak nazajutrz na umocnienia św. Wawrzyńca, który miał odciągnąć Anglików od kierunku południowego i umożliwić właściwy szturm przez Loarę na bastion St. Jean-le-Blanc. Joannie powiedziano  o pierwszej części zamiarów, jednak zorientowała się, że właściwy cel ataku jest inny.

6 maja rano uderzono przez rzekę na umocniony przez Anglików klasztor augustianów, broniący podejścia do bastionu Tourelles oraz wspomniany kościół St. Jean-le-Blanc na brzegu Loary, skąd Anglicy ostrzeliwali Orlean kamiennymi kulami z bombardy. Zaatakowano go z przybrzeżnej łachy przez coś w rodzaju mostu pontonowego – Anglicy, widząc zaciekłość przeciwnika, wycofali się do klasztoru. Ten niespodziewany sukces wywołał… zakłopotanie Francuzów. Dopiero, gdy Joanna i La Hire znaleźli się na południowym brzegu Loary zdołali zachęcić żołnierzy by poszli za ciosem i ścigali Anglików do klasztoru.  Ten po krótkiej walce padł, niedobitki obrońców wycofały się do Les Tourelles, zaś Joanna została z wojskiem na noc pod tym ostatnim bastionem mimo, iż rada wojenna oczekiwała, że wycofają się do miasta. Poprosiła również spowiednika ojca Pasquerela by został przy niej, zapowiadając, że rano poleje się jej krew.

7 maja, podczas trwającego cały dzień od świtu szturmu na umocnienia Tourelles, Joanna odniosła ranę od strzały, która utkwiła jej między szyją a ramieniem. Towarzyszący jej Pasquerel relacjonował później, że niektórzy żołnierze oferowali jej „zamówienie” rany, czemu Joanna sprzeciwiła się, woląc umrzeć niż dokonać czegoś przeciw woli Bożej. Jak później powiedziała – pojawiła się jej św. Katarzyna, która asystowała jej w cierpieniu. Rana Joanny wpłynęła oczywiście na morale Francuzów, których atak załamał się i przed zmierzchem postanowiono odwołać szturm. Joanna zasmucona tą decyzją udała się do pobliskiej winnicy na krótką modlitwę, po czym wróciła ze swoim sztandarem do szeregów, zachęcając żołnierzy do boju. Ci podjęli wezwanie i bez większego oporu zajęli Les Tourelles, zwłaszcza że od północy uderzył na umocnienia angielskie równolegle przez zniszczony most i drewniane kładki oddział pod wodzą joannity ojca Nicholasa de Giresmes. Połączenie między tymi umocnieniami a Tourelles przerwał odważny rybak, który podpalił swoją łódź i doprowadził do pożaru zwodzonego mostu fortu. Resztki załogi, w tym dowódca Wilhelm Glasdale, który wcześniej znieważył Joannę, próbowali wydostać się z warowni, na co Joanna miała wezwać dowódcę by poddał się Królowi Nieba, a ten mimo bluźnierstw okaże mu łaskę. Most się załamał a uciekający Anglicy utonęli w wodach rzeki.

Upadek Les Tourelles, świętowany dzwonami kościołów i uroczystym Te Deum, oznaczał koniec oblężenia Orleanu. Anglicy wycofali się następnego dnia, w niedzielę 8 maja. Przed odwrotem ustawili się w bojowym szyku – było to posunięcie, które miało przypuszczalnie na celu sprowokowanie Francuzów do naruszenia rozejmu Bożego. Joanna zabroniła jednak surowo swoim by ulegli powyższemu, a po godzinie ostatecznie przeciwnik odtrąbił odwrót. Anglików nie ścigano z uwagi na dzień święty, choć, jak zanotowano w kronice miejskiej, były pojedyncze przypadki samowolnych ataków na angielską straż tylną. W ocalałym mieście odprawiono tymczasem procesję dziękczynną. Wyzwolenie od Anglików uważano za cud, co potwierdzali znawcy sztuki wojennej, w tym książę Alencon, oglądający zdobyte umocnienia.

VII. Wieści o zwycięstwie nad Anglikami rozniosły się szybko po Francji. Książę Bretanii Jan V wysłał pod Orlean swojego spowiednika ojca Milbeau, który miał zapytać Joannę czy działa z rozkazu Bożego. Po otrzymaniu odpowiedzi twierdzącej książę postanowił wycofać się z sojuszu z Anglikami. 14 maja wygnany z Paryża teolog Jan Gerson wydał traktat „De Mirabili Victoria Cujusdam Puellae”, wskazujący iż misja Joanny stanowi dzieło Boże. Sojusznicy napływali do obozu Joanny, zbroili się jednak i przeciwnicy – książę Bedford w Normandii zbierał żołnierzy, książę Burgundii, licząc na zwycięstwo Anglików i związane z tym profity, ponownie aktywnie włączał się do sojuszu. Wyzwolenie Orleanu nie wyczerpywało zadania Joanny i nie mogła poprzestać na tym sukcesie. Dnia 9 maja udała się do Loches, gdzie 11 maja spotkała się z delfinem. Padła przed nim na kolana oraz wezwała go by jak najszybciej udał się do Reims.  Tam miano go namaścić, a na jego skronie nałożyć koronę, bowiem taka była wola Niebios.

Ostatecznie Karol postanowił  ruszyć do Reims i rozpoczęły się przygotowania do wyprawy. 23 maja Joanna wyruszyła z Loches do Remorantin, gdzie zbierały się wojska. 9 czerwca z oddziałem księcia Alencon dotarła do Orleanu, gdzie dołączyły do niej siły Dunoisa. Cała armia licząca około 5 tysięcy ludzi podeszła 11 czerwca pod trzymaną przez hrabiego Suffolk fortecę Jargeau na południowym brzegu Loary. Tu, widząc wahanie dowódców, którzy ujrzeli umocniony zamek, Joanna zagrzała swoich do boju, wskazując, że sam Bóg sprawował będzie nad swoim dziełem pieczę. Pierwszy atak, podjęty przez niedoświadczonych ochotników, nie powiódł się, rozpoczęto zatem ostrzeliwanie murów z bombardy zwanej na cześć Joanny „Pasterką” przyciągniętej z Orleanu. Po zaledwie kilku strzałach zniszczyła ona największą wieżę, przygotowując w ten sposób szturm, który rozpoczął się następnego dnia rano. Joanna odniosła podczas niego niewielki uszczerbek, trafiona w głowę rzuconym z murów kamieniem, który rozbił się o jej hełm. Powstała, pokazując, że nic się jej nie stało i wołając, że Bóg przeznaczył Anglikom klęskę. Na te słowa Francuzi podjęli na nowo szturm, który zakończył się całkowitym ich zwycięstwem. Następnego dnia Joanna triumfalnie wjechała do Orleanu, by 15 czerwca ponownie wyruszyć z Alenconem w pole. Pod Meung nagłym atakiem zajęto umocniony most, następnego dnia siły Joanny stanęły pod Beaugency, które to miasto 17 czerwca załoga zdecydowała się poddać. Alencon kapitulację przyjął pod warunkiem, że przez następne 10 dni Anglicy nie skierują broni przeciw Francuzom.

Tymczasem, z północy zbliżały się oddziały Johna Fastolfa, który połączył się z Johnem Talbotem. Na wieść o tym Joanna przyjęła pomoc pozostającego w niełasce delfina konstabla Richemonta. Już 17 czerwca obie armie: Joanny i angielska nawiązały kontakt wzrokowy – Fastolf przygotował obronną palisadę i zachęcał przez posłańców Francuzów by wyszli w pole. Otrzymał odpowiedź, że mogą liczyć na to następnego dnia. Joanna była pewna sukcesu i według współczesnej relacji powiedziała, że jej żołnierze będą potrzebować dobrych ostróg by dogonić uciekającego nieprzyjaciela. Odwrót, jaki rozpoczęli następnego dnia Anglicy, przekonał Francuzów o prawdziwości tych słów – ruszono za nieprzyjacielem, dopadając go pod miasteczkiem Patay. Tam jazda francuska rozbiła groźnych angielskich łuczników, którzy próbowali ostrzeliwać się pod osłoną żywopłotów. Jak zanotowano, Francuzom pomógł „przypadek” – konna straż przednia spłoszyła jelenia w pobliskich lasach, który pobiegł prosto ku tyłom angielskim. Anglicy, nieświadomi bliskości wroga zaczęli się okrzykiwać, co zdradziło ich pozycję. Nagła szarża konnicy z niewielkimi stratami po stronie francuskiej zmiotła następnie linie angielskie. Sam Talbot, któremu Fastolf ponoć odradzał przyjęcie bitwy w tych warunkach, dostał się do niewoli i miał zasłynąć kwestią o zmiennych kolejach wojny. Fastolf, który ze swoimi spieszył tymczasem na pomoc awangardzie Talbota, wpadł na uciekających jej żołnierzy, co spotęgowało zamieszanie, a jego właśni ludzie przyłączyli się do odwrotu. Za umykającym przeciwnikiem podążyła jazda francuska, ścigając go aż do Janville, ponad 20 kilometrów na północny wschód od Patay. Tu czekała Anglików niemiła niespodzianka – zastali bramy miasta zamknięte, albowiem w międzyczasie w miasteczku wybuchło powstanie i miejscowy komendant zdecydował się poddać. Resztki sił Fastolfa ścigano do późnej nocy.

Straty francuskie w bitwie pod Patay były znikome – Anglicy stracili ponad 2000 zabitych i wziętych do niewoli. Efekt psychologiczny był jeszcze większy – załogi niektórych zamków porzuciły swe posterunki i uciekły. Dla Joanny, która wróciła tymczasem do Orleanu, i Karola droga w górę Loary była otwarta. Pojawiły się jednak głosy doradców by porzucić przekazany przez Joannę plan i zająć się rozbiciem sił Bedforda w Normandii. W obozie powstały również niesnaski związane z decyzją Karola o odprawieniu konstabla Richmonta mimo jego zasług pod Patay. Sam Karol zwlekał z przybyciem pod Orlean, wreszcie Joanna wyjechała mu naprzeciw po to by usłyszeć radę by lepiej odpoczęła po wojennych trudach. 22 czerwca delfin odbył jednak ostatecznie radę wojenną ze swoimi dowódcami oraz dał zgodę na wymarsz wojsk z Orleanu. Joanna wyruszyła z miasta rankiem 24 czerwca, Karol czekał na nich w Gien, skąd rozesłano wieści o dalszym pochodzie.

VIII. Marsz na Reims rozpoczął się w święto Apostołów Piotra i Pawła – 29 czerwca. Idąca w przedniej straży Joanna zaraz na jego początku pogoniła idące za żołnierzami prostytutki, płazując je mieczem. Pochodem zainteresowali się oczywiście Burgundczycy, choć część dowódców lekceważyła otwarcie „Armaniaków i ich Dziewicę”, którzy tymczasem stanęli pod murami Auxerre. Do szturmu na miasto ani nawet pokazu determinacji nie doszło, jak wskazywali współcześni kronikarze, z powodu łapówek wręczonych przez mieszkańców jednemu z zauszników delfina. 4 lipca uzgodniono więc, że Auxerre zachowa neutralność i przyjmie takie same warunki, jak pozostające na dalszej drodze Troyes, Chalons i Reims (do czego ostatecznie nie doszło) oraz sprzeda żywność dla wojsk Karola. Z Auxerre wojsko skierowało się pod Saint-Florentin, które z kolei się poddało, wreszcie pod Troyes, do którego mieszkańców 4 lipca Joanna wysłała wezwanie do uznania prawowitego władcy Francji. Miasto obsadzał wtedy około 500-osobowy garnizon angielski, który 5 lipca próbował atakować przednie straże wojsk Karola, ale został przepędzony.

Oblężenie szło jednak słabo. Brakowało machin i artylerii, krucho też było z żywnością – armia żywiła się fasolą, którą w wielkiej ilości posiali ostatniej wiosny mieszkańcy okolic pod wpływem franciszkańskiego kaznodziei, brata Richarda, który nauczał najpierw w Paryżu, skąd wypędzili go Anglicy, a potem zwiastował nadejście ciężkich czasów właśnie w Szampanii. Co ciekawe, Joannę uważał wówczas za zwiedzioną przez szatana, mimo to mimowolnie przyczynił się do przetrwania jej wojsk na wspomnianej fasoli. Sytuacja nie przedstawiała się jednak dobrze i zebrana rada wojenna chciała podjąć decyzję o zdjęciu oblężenia Troyes, nie konsultując się po raz kolejny z Joanną. Dopiero jeden z członków rady – Robert le Macon sprzeciwił się temu i wskazał, że od początku wyprawy wiadome było, że na ludzki rozum nie mają wystarczających środków do oblegania miast. Jednak przecież ruszyli na Reims z wiarą w posłannictwo Joanny – wypadałoby ją zatem spytać czy dalej jest przekonana o swej słuszności. Joanna odparła na to, że jeśli Karol pozostanie pod Troyes – wpadnie ono w jego ręce w ciągu dwóch – trzech dni ku zdumieniu zdradzieckich Burgundczyków. Następnie ruszyła pod mury organizować naprędce narzędzia oblężnicze i stanowiska ostrzału. Obrońcy byli pod takim wrażeniem tych przygotowań, że następnego dnia podjęli układy. Doprowadziły one 8 lipca do porozumienia, na mocy którego załoga angielsko-burgundzka mogła opuścić miasto z bronią i uprzednio wziętymi jeńcami, natomiast mieszkańcom Karol darował winy. Joanna nie chciała się zgodzić na to by Anglicy odeszli z francuskimi więźniami, zmuszając Karola by utargował się o okup za nich.

9 lipca Joanna wjechała do Troyes, skąd, po kilkudniowym odpoczynku, pochód ruszył dalej na północ. 14 lipca stanął pod Chalons, które bez walki otworzyło przed Karolem i Joanną swe bramy. Już następnego dnia wojsko skierowało się ku bliskiemu już Reims. Karol jeszcze się wahał, nie mając wystarczającej ilości artylerii i zatrzymał swe wojska przy zamku Sept-Saulx. Joanna zapewniła go, że mieszkańcy Reims wyjdą mu naprzeciw z otwartymi rękoma. Tak się też stało, gdyż na wieść o zbliżaniu się wojsk Karola burgundzcy dowódcy załogi miasta opuścili je wraz z garnizonem. 16 lipca, w sobotę mieszkańcy Reims wręczyli delfinowi klucze do miasta – w samą porę by nazajutrz, w niedzielę mogło dojść do koronacji.

17 lipca 1429 roku, w niedzielę, w wypełnionej ludźmi katedrze w Reims zakończyła się powierzona Joannie misja. Delfin Karol został namaszczony olejem ze świętej ampuły przechowywanej w opactwie Saint-Remi. Opat Jean Canard w eskorcie czwórki rycerzy wysokich rodów wniósł ampułę do katedry. Ceremonia sakry królewskiej trwała kilka godzin – mniej więcej od 9 rano do 2 po południu. Wreszcie arcybiskup Reims włożył koronę na skronie Karola, zabrzmiały fanfary, a tłum zaczął wołać: „Noel!”, które to zawołanie przywodziło pamięć koronacji Wielkiego imiennika delfina z początku IX wieku. Joanna trzymała się tuż przy boku króla, niosąc swój sztandar, a po koronacji upadła na kolana i objęła jego nogi, płacząc ze szczęścia, że nareszcie wypełniła wolę Boga.

c.d.n.

Król i dziewica (I)

I. Historycy określają okres, w którym doszło do wystąpienia Joanny d’Arc, jako czas konfliktu we Francji między stronnictwami Armaniaków i Burgundczyków, którzy sprzymierzyli się z Anglikami. Jest to optyka całkowicie obca bohaterce tej opowieści, dla której istniał tylko jeden władca, wyznaczony przez Boga, którego należało doprowadzić przed ołtarz katedry w Reims by namaścić świętymi olejem jako prawowitego króla Francji. Inny pretendent i interwenienci nie pochodzili od Boga, a jeśli tak – to byli związani z tą drugą stroną. Patrząc na sprawę z szerszej, „ponadpaństwowej” perspektywy historycznej – wielce wymowny jest fakt, iż równo 100 lat po tym jak zwycięska udała się spod Orleanu do Loches by nakłonić ostatecznie delfina Karola do koronacji w Reims, w londyńskim opactwie dominikanów rozpoczął się pewien proces, który miał wyjąć monarchę angielskiego z łona tego Kościoła, do którego całym sercem i duszą Joanna należała.

Jehanne d’Arc urodziła się przed świętem Trzech Króli roku 1412, w okresie interludium ciągnącego się konfliktu, nazwanego potem wojną stuletnią, rozpoczętego, jak pisał Maurice Druon w swoim powieściowym cyklu o królach przeklętych przez „wilczycę” Izabelę, a właściwie pretensje Edwarda III do tronu Francji. Konflikt ten wybuchł na nowo trzy lata po narodzeniu Joanny wraz z wyprawą młodego króla Henryka V do Normandii, który postanowił wmieszać się w konflikt domowy wywołany zamordowaniem w roku 1407 księcia Orleanu. W czasie tejże ekspedycji, dość niespodziewanie, okazała armia francuska została zdziesiątkowana przez angielskich łuczników i piechotę na polach pod Agincourt. Zwycięstwo powyższe, które pozbawiło Francuzów większości arystokracji i doświadczonych rycerzy, poparte zostało sukcesami kolejnej wyprawy Henryka z lat 1417-18. Dało w efekcie Lancastrowi rękę córki szalonego króla Karola VI Katarzyny oraz uzyskanie traktatem z Troyes roku 1420 następstwa tronu Francji, kosztem wydziedziczonego tym samym delfina Karola. Aktorzy powyższej sceny zaczęli jednak szybko odchodzić – w roku 1419 został zamordowany Jan bez Lęku – książę burgundzki, który zlecił w roku 1407 zabójstwo księcia Orleanu. Henryk V zmarł w roku 1422, w wieku 35 lat, pozostawiając małoletniego następcę Henryka VI. W tym samym roku zszedł świeżo upieczony teść Lancastra – szalony Karol VI. Sprawa sukcesji francuskiej ponownie stanęła otworem, choć nad Sekwaną rządził twardo w sojuszu z Burgundczykami regent John z Bedfordu. W roku 1423 Anglicy odnieśli kolejne sukcesy, pokonując szkockich sprzymierzeńców delfina Karola. Ten ostatni wycofał się do Bourges, próbując na próżno wyzyskać nieporozumienia między Anglikami a Burgundczykami. Nazywany pogardliwie królem tego miasta nie miał większych widoków na szybkie powodzenie.

Wszystkie te sprawy wielkiej polityki nie zaprzątały głowy kilkuletniej Joanny z Arc, wychowującej się w Lotaryngii nad Mozą, w rodzinnym Domremy. Pełniła ona wówczas rolę pastuszki. Jak zeznawali świadkowie na jej procesie rehabilitacyjnym, bardzo pobożnej, która kiedy słyszała kościelne dzwony, padała na kolana i odmawiała modlitwy po łacinie nauczone przez matkę. Wszystko odmieniło się w lecie 1424 roku, gdy Jehanne doznała wizji świetlistej postaci a w otoczeniu innych aniołów, która przedstawiła się jako św. Michał Archanioł (Joanna odmawiała potem podawania szczegółów oglądanych postaci). Głos św. Michała był głosem wiodącym w otrzymywanych przez Joannę przekazach, pojawiały się też wizje i głosy wielkich patronek epoki średniowiecza, zapowiedzianych przez Archanioła: św. Katarzyny Aleksandryjskiej oraz św. Małgorzaty Antiocheńskiej. Wizje powtarzały się, a przekaz był coraz bardziej wyraźny. Jednym z jego bohaterów był pojmany pod Agincourt Karol, syn zamordowanego w roku 1407 przez Burgundczyków księcia Orleanu. I właśnie Orlean stał się później miejscem, gdzie wizje Joanny spotkały się z ziemską rzeczywistością.

II. Dnia 12 lutego 1429 roku sir John Fastolf, nazwany potem dla pośmiewiska Falstaffem, stoczył zwycięską, przesławną bitwę pod Rouvray – w obronie konwoju około 300 wozów z solonymi, postnymi śledziami, wiezionymi pod oblegany Orlean. Ofensywa angielska na to miasto była efektem odnowienia sojuszy Bedforda z Bretanią oraz Burgundią i miała na celu ostateczne wyeliminowanie delfina Karola nawet z tej części Francji jaka mu pozostała. Naruszała jednocześnie obowiązujące zwyczaje, albowiem, jak wspomniano, władca Orleanu siedział od bitwy pod Agincourt w angielskim lochu, co powodowało, iż nie mógł bronić swojej dziedziny. Anglicy poczynili jednak kolejny kroczek ku wojnie totalnej i w październiku roku 1428 ponad 4-tysięczne wojsko stanęło pod Orleanem. Oblężenie rozpoczęło się niedobrym znakiem – pomysłodawca wyprawy lord Salisbury zmarł na gangrenę tuż po jego rozpoczęciu. Przedłużyło się na zimę, ale Anglicy liczyli że osamotnione miasto wkrótce padnie. Falstaff, walcząc skutecznie w obronie jadących dla oblegających śledzi, nie zdawał sobie jednak sprawy, że równolegle został uruchomiony ciąg wypadków, który miał doprowadzić do końca jego karierę wojskową oraz rządy angielskie we Francji.

Już w maju 1428 roku dziewczyna z Domremy, zwana Jehanne, postanowiła opowiedzieć o swoich wizjach panu Robertowi de Baudricourt, dowódcy załogi miasteczka Vaucouleurs, położonego ok. 20 kilometrów na północ od Domremy. Rycerza Roberta wskazały Joannie głosy jako osobę, która udzieli jej wsparcia na trudną podróż do oddalonego o 500 kilometrów miasta, gdzie przebywał Karol. Robert nie był skłonny do wiary w opowieść dziewczyny – kazał wręcz swoim przybocznym odprowadzić ją do ojca by sprawił jej porządne lanie. Niepokoiła go jednocześnie aktywność burgundzka – w lipcu wojska tego księstwa przeszły doliną Mozy, zmuszając mieszkańców Domremy do schronienia się w niedalekim Neufchateau. Wieści spod Orleanu wieszczyły rychły upadek króla z Bourges. Nastała zima i Joanna ponownie, pod koniec stycznia roku 1429 udała się do Vaucouleurs. Postaci z wizji wskazywały, iż sam Bóg wszechmogący oczekuje by ruszyła z odsieczą pod oblężony Orlean i doprowadziła delfina Karola do Reims na sakrę i koronację. Rycerz Robert ponownie nie chciał jej wysłuchać, choć ludzie przypominali sobie o dawnej przepowiedni, iż Francja znajdzie się w ruinie przez niewiastę i podniesie się przez dziewicę z pogranicza Lotaryngii. Wieści o wystąpieniu niezwykłej 17-letniej dziewczyny, która, choć niepiśmienna, przemawiała w imieniu Króla Niebios, dotarły tymczasem na drugą stronę Mozy, do Nancy w Lotaryngii, gdzie rezydował miejscowy książę Karol II. Książę sympatyzował z Anglikami, a osobę wizjonerki, o której usłyszał, chciał wykorzystać do własnych, prozaicznych celów – wyleczenia się z choroby. Joanna skarciła go za naganny tryb życia i widząc, że Karol jej nie wesprze pomocą, choć dał jej kilka franków, wróciła do Vaulcouleurs. 12 lutego 1429 roku, to jest wtedy, gdy John Falstoff siedział okrakiem ze swoimi łucznikami na beczkach z postnymi śledziami, podjęła trzecią, ostatnią, jak się okazało, próbę rozmowy z Robertem de Baudricourt.

Wieść głosi, że przekonała rycerza Roberta wieścią właśnie o „śledziowej” klęsce pod Rouvray zanim dotarła ona jeszcze w naturalny sposób nad Mozę. Robert przydał Joannie sześcioosobową eskortę pod wodzą Bertranda de Poulengy i Jeana de Metz, z którą ruszyła w niebezpieczną, 11-dniową drogę do Chinon, gdzie tymczasem wobec oblężenia Orleanu przeniósł się Karol. Dał jej także list polecający do delfina. Joanna przywdziała na podróż strój męski. Przedzierając się przez obszar kontrolowany przez Burgundczyków grupka znajdowała schronienie w przyjaznych opactwach. Joanna dbała przy tym by nie zaniedbywać uczestnictwa w Mszach świętych oraz postnych – weszła nawet do zajętego przez stronnictwo burgundzkie Auxerre by uczestniczyć w Mszy św. w miejscowej katedrze. Przez kolejne rzeki kierowała się na południowy-zachód, aż do miasta Gien nad Loarą znajdującego się już w posiadaniu delfina. Wieści o przybyciu Dziewicy i powierzonej jej przez Boga misji rozeszły się szeroko, docierając do oddalonego o nieco ponad 50 km Orleanu. Jego obrońcy, pod wodzą Dunoisa – bękarta zamordowanego w roku 1407 księcia, wdali się tymczasem w negocjacje z Burgundczykami odnośnie poddania miasta zwierzchnictwu Filipa Dobrego, ale wyłącznie do czasu uwolnienia z angielskiej niewoli Karola Orleańskiego. Takiemu rozwiązaniu sprzeciwili się jednak Anglicy, którzy nie po to z narażeniem życia śledzie nad Loarę zwozili, by niepewny sojusznik zebrał spadłe owoce oblężenia. W rewanżu wspierające Anglików oddziały burgundzkie wycofały się spod miasta. Joanna tymczasem ruszyła z Gien w dalszą, bezpieczną już drogę  do Chinon, zatrzymując się m.in. w Sainte-Catherine-de-Fierbois aby wysłuchać trzech Mszy św. i wysłać listy do swojego króla.

III. Do Chinon wjechała ostatecznie 4 marca roku 1429 i tu spędziła dwa dni w oczekiwaniu na audiencję, podczas których była przepytywana przez urzędników oraz duchownych wysłanych przez delfina. Nikomu nie znana wcześniej dziewczyna z dalekiej Lotaryngii, o której wieść gminna już zaczęła roznosić legendy. Gdy uzyskała posłuchanie w sali zamku Milieu w Chinon, wypełnionej ciekawymi Dziewicy dworzanami i rycerzami, nastąpiła sławetna scena, podczas której Joanna rozpoznała zamaskowanego delfina, którego wskazał jej głos. Przedstawiła się Karolowi jako Joanna Dziewica, z której Król Niebieski uczynił posłańca aby poprowadziła delfina do Reims, gdzie zostanie namaszczony świętym olejem, koronowany i konsekrowany na króla Francji. Gdy Karol się wahał Joanna powiedziała mu o wydarzeniu, które tylko on znał, co miało go przekonać o prawdziwości jej słów. Według szambelana delfina – pana na Boisy tajemnica ta dotyczyła modlitwy jaką Karol odmówił 1 listopada poprzedniego roku, na wieść o oblężeniu Orleanu, w której poprosił Boga by pozwolił mu wstąpić na tron jeśli był prawowitym jego dziedzicem bądź ukarał go za jego zuchwałe wystąpienie jeśli nie był.

Delfin był, jak wspomniano, pod wrażeniem wystąpienia Dziewicy, jednak postanowił ją poddać dalszemu przepytywaniu w Poitiers przez komisję złożoną z duchownych i uczonych teologów paryskich. Tam też, w Wielkim Tygodniu, podyktowała słynny list do króla Anglii wzywający go by oddał posłanej przez Boga Dziewicy klucze do wszystkich dobrych miast, które zajął. W razie nie posłuchania wezwania Dziewica oświadczała, że ona i jej żołnierze z woli Króla Niebios usuną Anglików siłą. Tych ostatnich, oblegających Orlean, wzywała (tłum. z wersji ang. za: http://www.fordham.edu/halsall/source/joanofarc.asp) „Wy, łucznicy, szlachetni towarzysze broni i wszyscy ludzie zgromadzeni pod Orleanem, powiadam wam w imię Boga, wracajcie do swojego kraju; jeśli tego nie uczynicie, strzeżcie się Dziewicy i szkód jakie poniesiecie. Nie próbujcie tu zostawać, bo nie macie żadnych praw we Francji ani przyznanych przez Boga, Króla Nieba, ani przez Syna z Maryi Dziewicy. To Karolowi, prawowitemu dziedzicowi, Bóg powierzył Francj, i niebawem wkroczy on do Paryża z wielką siłą. Jeśli nie uwierzycie tym wieściom pochodzącym od Boga i Dziewicy, gdziekolwiek się spotkamy, obaczymy kto ma słuszność – Bóg czy wy”.

Po ponad trzech tygodniach badań, podczas których stosowano m.in. tzw. pytania krzyżowe, komisja z udziałem arcybiskupa Reims – Regnaulta de Chartres uznała, że Joanna jest zdrowa na umyśle, a jej słowa nie zawierają nic sprzecznego z wiarą katolicką. W rezultacie rekomendowano Karolowi by pozwolił jej wyruszyć pod Orlean. Joanna wyznała później swemu spowiednikowi, że nie była zadowolona z przedłużających się przesłuchań, wstrzymujących wykonanie zadania, z którym została posłana. W międzyczasie zjednała sobie nie tylko członków komisji, ale również m.in. poznała swojego przyszłego dowódcę, zięcia Karola Orleańskiego – Jeana, księcia de Alencon oraz jego małżonkę, również Joannę. Przekonany werdyktem uczonych delfin Karol podjął decyzję o wyprawie pod Orlean i powierzył Joannie jej dowództwo.

Wojska zbierały się w Tours, gdzie przygotowane też sztandary i proporce, w których pojawiały się motywy Chrystusa, pana Świata, oraz dzierżącego lilię anioła. W Tours Joanna poznała też swojego spowiednika augustianina Jeana Pasquerela, który odprawiał potem przy niej Msze święte. Przyjechali również jej bracia Jean i Pierre. Przygotowano też dla Joanny nowy miecz, znaleziony w kościele św. Katarzyny, którą darzyła wielką czcią. Znajdował się on dotychczas w Ste-Catherine-de-Fierbois i wedle tradycji został złożony tam przez Karola Młota jako wotum po zwycięstwie nad muzułmanami pod Poitiers (Tours) w roku 732. Wykonano wreszcie dla Dziewicy zbroję z płyt ze lśniącej, jasnej stali.

IV. Na Orlean droga wiodła doliną Loary – najpierw do Blois, gdzie ściągano zaopatrzenie. Joanna skupiła się tymczasem na utrzymaniu w ryzach wojska: gromiła ciągnące za nim markietanki i kochanki frontowe, zakazała dokonywania grabieży okolicznych posiadłości, wymagała od swoich dowódców by zaprzestali przekleństw oraz by żołnierze uczestniczyli regularnie w Mszach św. i odbywali spowiedź. Jak wskazywała to właśnie grzechy Francuzów pozwalały na dotychczasowe przewagi Anglików. Dowódcy podporządkowali się ponoć, nawet gaskoński najemnik La Hire, znany wcześniej z rozlicznych grabieży udał się do spowiedzi i zaprzestał bluźnierstw. Stał się on potem jednym z największych zwolenników Joanny, wspierając ją w późniejszych trudnych chwilach na dworze. Wojsku w Blois towarzyszył też arcybiskup Reims i szereg duchownych, których Joanna zachęcała do wspólnej modlitwy pod sztandarem Chrystusa.

Pod koniec kwietnia około 4-tysięczne wojsko ruszyło wreszcie spod Blois południowym brzegiem Loary, jak doradził Bastard Orleański – by nie zatrzymywać się na linii trzymanych przez Anglików warowni na brzegu północnym. Według planu dowódców przez rzekę miano po 3-dniowym marszu przeprawić się powyżej Orleanu i podejść do miasta od wschodu, gdzie nie było oblężniczych fortyfikacji angielskich. Wymarsz był uroczysty – ojciec Pasquerel zanotował, że śpiewano „Veni Creator Spiritus” i inne hymny. Wojska prowadziła Joanna w pełnej zbroi z trzymanym w dłoni sztandarem. Według relacji podczas pierwszej nocy spała w owej zbroi, a podczas kolejnych w kompletnym ubraniu. Mimo to dobrze znosiła niewygody. Pod Orleanem Joanna zorientowała się wreszcie, iż wojsko ciągnie do miasta okrężną drogą. Spotkała się z bastardem Dunoisem, czyniąc mu zarzuty, że nie posłuchał woli Bożej nakazującej prostą drogą iść ku miastu. Przeprawiano wtedy żołnierzy przez Loarę, wiatr był niepomyślny, a łodzi – zbyt mało by przeprawić wszystkich. Jak relacjonował potem Dunois, gdy Joanna stwierdziła, że mimo nieposłuszeństwa Bóg okaże mu miłosierdzie, wiatr zmienił kierunek, co umożliwiło postawienie żagli i ominięcie angielskiego posterunku w kościele Saint-Loup. Jednak wobec braku łodzi Dunois przekonał Joannę by zostawiając większość żołnierzy na lewym brzegu Loary z niewielkim oddziałkiem wkroczyła do miasta. Miało to podnieść morale jego obrońców. Joanna zgodziła się jednak dopiero, gdy uzyskała od swoich dowódców zapewnienie, że będą wracać przez Blois bez gwałtów i udadzą się niezwłocznie pod Orlean.

c.d.

Azay-le-Rideau

Do tego małego miasteczka przyjechaliśmy, żeby obejrzeć kolejną „perłę renesansu”, a mianowicie zamek na wodzie – rzece Indre. Jak uważają archeolodzy teren po lewej stronie rzeki był miejscem osadnictwa już za czasów galijsko-rzymskich. Miasteczko na prawym brzegu wyrosło w wiekach średnich przy przeoracie benedyktyńskim oraz zamku. W 2 połowie XII wieku rycerz Ridel (Rideau) wzniósł tu warownię dla obrony ważnego szlaku z Tours do Chinon. W roku 1189 Azay-le-Rideau wpisało się do historii w związku z konfliktem między Henrykiem II angielskim a jego synem Ryszardem, który sprzymierzył się z królem Francji Filipem Augustem. Stary król przegrał i musiał uznać Ryszarda swoim następcą. W roku 1418 miasteczko zostało spalone podczas starć między oddziałami ustępującego do Bourges delfina Karola (późniejszego Karola VII) a burgundzką załogą zamku. Jej dowódca i żołnierze wzięci do niewoli zostali straceni, zaś miasteczko otrzymało niechlubną nazwę Azay-le-Brule (tj. spalone). Zamek pozostawał w ruinie aż do roku 1518, kiedy to podjęto budowę obecnego założenia z inicjatywy skarbnika króla Franciszka I – Gillesa Berthelota. Berthelot uzyskał zgodę monarchy na jego ufortyfikowanie, tłumacząc ją potrzebą ochrony gościńca między Chinon a Tours.

Zamek budowano do roku 1527 kiedy to Berthelot, na wieść o aresztowaniu i egzekucji jego kuzyna Jacquesa de Beaune zawiadującego królewskimi finansami, uciekł z Francji. Król uznał to za przyznanie się do malwersacji i przejął nieukończoną rezydencję, przekazując ją jednemu ze swoich rycerzy. Jej budowę zakończono w 2 poł. XVI wieku i w roku 1619 gościła ona nawet króla Ludwika XIII. Podupadły potem zamek, opuszczony podczas rewolucji odnowiono po restauracji. Fundamenty zamku stoją na bagnistym terenie rozlewisk Indre, co odbija się na jego stanie technicznym. Styl to wczesny renesans pomieszany z późnym XIX-wiecznym romantyzmem, kiedy to zburzono jedną z wież i usunięto cechy obronne, zastępując je elementami bardziej typowymi dla pałacu. Teren pałacu okazał się placem budowlanym pełnym koparek, miejscowego, błota i innych akcesoriów. Całość można polecić fanatykom klatek schodowych, podobnie jak zamek w Blois i Chambord zresztą.

Niedaleko zamku stoi częściowo romański kościół Saint-Symphorien, pierwotnie z VI wieku. W 1 połowie XI stulecia objęli go opieką benedyktyni z opactwa w Cormery, między Tours a Loches (splądrowanego w roku 1562, od „wielkiej rewolucji” w ruinie) i przebudowali, powiększając w XII wieku. Na początku XVI wieku dodano jego drugą nawę w stylu gotyku „płomienistego”, w roku 1603 powstała kaplica południowa. Dawne witraże zostały zniszczone podczas II wojny światowej. Zachowały się fragmenty zdobienia IX-wiecznej fasady z czasów karolińskich, choć dodane później okno spowodowało zniszczenie części figur.

LINKI

PANORAMA 360-STOPNI ZAMEK

GALERIA