Król i dziewica (III)

część pierwsza

część druga

IX. Już cztery dni po koronacji – 21 lipca 1429 roku Joanna wyruszyła z królem Karolem, przy wsparciu nowo przybyłych ochotników na Paryż. Pod koniec lipca zajęto m.in. Soissons i Chateau Thierry, a 25 sierpnia wojsko stanęło pod murami Paryża. W międzyczasie Burgundczycy zdecydowali się zawrzeć z Karolem najpierw 14-dniowy, a potem 4-miesięczny rozejm, jak się potem okazało – wyłącznie w celu ochłonięcia z zaskoczenia i odbudowy sił własnych. 8 września rozpoczął się szturm na Paryż. Rana od bełtu z kuszy, jaką w udo odniosła Joanna pod jego murami, skłoniła jednak wojsko do odstąpienia spod stolicy. Mimo protestów Joanny, Karol zdecydował wycofać się na z góry upatrzone pozycje w dolinie Loary, rozpuścił też zebraną wcześniej armię. Na początku listopada, widząc bezczynność władcy Joanna wyruszyła z małymi siłami w pole. Odniesiono trochę małych sukcesów, ale oblężenie prawie miesięczne oblężenie położonego niedaleko od Bourges La Charite-sur-Loire nie przyniosło powodzenia.

Karol VII był najwyraźniej zadowolony ze stanu posiadania i nie planował na razie kolejnych kampanii. Joannę i jej rodzinę uszlachcił pod koniec grudnia, ale przeciw planom wojennym oponował. W rezultacie Joanna rozważała nawet opuszczenie Francji – w marcu 1430 roku podyktowała list do husytów, wskazując, iż osobiście stanie na czele krucjaty jeżeli nie powrócą do wiary katolickiej. Po koniec marca opuściła bierny dwór królewski i znalazła się w dolinie Marny, gdzie prowadzono walki z oddziałami najemników wspierających stronę angielską. Zajęto miasto Melun. W tym samym czasie Burgundczycy zakończyli niepotrzebny już im rozejm i przystąpili do oblężenia Compiegne, gdzie Joanna udała się z odsieczą na czele niewielkich sił. Dnia 24 maja brała udział w wycieczce na burgundzki obóz, która została zaskoczona przez przeważające siły przeciwnika. Podczas odwrotu obrońcy podnieśli przedwcześniej most zwodzony i Dziewica została wzięta do niewoli przez kapitana oddziału burgundzkiego hrabiego – Jeana de Luxemburga. Compiegne broniło się dalej.

X. Burgundią rządził wówczas książę Filip zwany Dobrym, władca, dziś byśmy powiedzieli pragmatyczny, który po pojmaniu Joanny oczekiwał, jak się wydaje, na oferty od obu zainteresowanych stron – Karola i księcia Bedford. Król Karol nie zdecydował się na interwencję w jej sprawie. Tymczasem, w pozostającym w rękach angielskich Paryżu zebrali się uczeni Sorbony, występując do księcia Filipa o wydanie dziewczyny celem jej przebadania w procesie inkwizycyjnym pod podejrzeniem herezji. Uznanie Joanny za heretyczkę prowadziłoby do podważenia legalności koronacji Karola VII dokonanej pod jej wpływem, co mogłoby odwrócić losy wojny na korzyść Henryka VI angielskiego. Uczonych paryskich wspierał wyrzucony ze swojej diecezji, sprzyjający Anglikom, biskup Beauvais Pierre Cauchon, który w okresie po zabójstwie w roku 1407 księcia Orleanu, poprzedzającym interwencję Henryka V, stanął po stronie burgundzkiego Jana bez Lęku. Później był wysłannikiem burgundzkim na sobór w Konstancji i jednym z architektów traktatu w Troyes ofiarującego następstwo tronu Francji zwycięzcy spod Agincourt, a także autorem uczonej rozprawy uzasadniającej wyłączenie od dziedziczenia delfina Karola. Pełnił potem funkcję doradcy królewskiego Henryka VI, a za swe zasługi otrzymał biskupstwo Beauvais. Po koronacji Karola VII w Reims Cauchon uciekł pod opiekę angielską do stolicy Normandii – Rouen. Stamtąd słał listy o przekazaniu mu Joanny, pod pretekstem ujęcia jej na terenie jego poprzedniej diecezji. Do osób broniących Joanny należeli natomiast sławny teolog Jean Gerson, arcybiskup Tours Jacques Gelu oraz późniejszy biskup Meaux – Pierre de Versailles. W październiku Joanna próbowała uciec z wieży, gdzie ją więziono, ale spadła z wysokości i ją ponownie schwytano.

XI. Od maja 1630 kiedy pojmano Joannę pod Compiegne Burgundczycy zwlekali z jej przekazaniem Anglikom, sprzedając ją dopiero w listopadzie tego roku za sumę dziesięciu tysięcy funtów. Transakcji dobił Jean de Luxembourg, hrabia de Ligny. 25 grudnia Dziewicę przywieziono do Rouen, gdzie wspomniany biskup Cauchon, liczący na usunięcie Karola VII od władzy, przygotowywał proces, uzyskując od miejscowego biskupa teren kościelny na jego przeprowadzenie. Towarzysze broni Joanny próbowali kilkakrotnie bezskutecznie uderzenia na Rouen – raz zimą, dwa razy na wiosnę, w tym pod koniec maja 1431 roku. Nie odstraszyło to jednak Anglików. Wstępna faza procesu Dziewicy rozpoczęła się w Rouen 9 stycznia 1431 roku – przewodniczył mu Cauchon jako sędzia inkwizycyjny (choć proces, jak i zarzucane Joannie rzekome czyny heretyckie miały miejsce poza jego diecezją), inkwizytor generalny Francji dominikanin Jean Graverent odmówił w nim udziału, przysyłając zastępstwo. Asesorów starannie wybrano z opcji pro-angielskiej. Powołano członków uniwersytetu w Paryżu oraz prawników kościelnych, a nawet kilku duchownych angielskich. Już na początkowym etapie naruszono procedurę – Joannę umieszczono w świeckim więzieniu, pod angielską strażą, nie przyznano jej obrońcy, nie przeprowadzano publicznych przesłuchań. Joanna trzymała się dzielnie – 1 marca zapowiedziała sędziom, że nim siedem lat minie poniosą większą stratę niż Orlean (w roku 1436 Karol VII zdobył Paryż).

Faza dochodzeniowa procesu trwała do 26 marca. Następnego dnia Joannie odczytano zawierający siedemdziesiąt punktów akt oskarżenia. Oskarżano ją między innymi o czary, herezję, bluźnierstwa, apostazję i bałwochwalstwo, a także nawoływanie do wojny. Zasięgnięto opinii biegłych teologów ze sprzyjającej Anglikom Sorbony, którzy uznali, że wizje pochodzą od szatana (na ich orzeczeniu opierał się być może reżyser Luc Besson, pokazując swoją diaboliczną wizję wizji Joanny na początku kręconego filmu). Joanna odpowiadała niewzruszona sędziom, powołując się na swoje wizje. Zagrożono jej torturami i śmiercią, jeżeli nie ich wyrzeknie się wizji. Przebieg procesu, zwłaszcza jego ostatnie dni pokazywał, że Anglicy w porozumieniu z Cauchonem przygotowywali mord sądowy i to z naruszeniem procedur.

24 maja, na terenie cmentarza Saint-Ouen w Rouen Joannie postawiono wybór albo wyparcie się wizji i męskiego odzienia albo stos. Odrzucono jej prośby o apelację do papieża. Wreszcie, gdy zaczęto czytanie wyroku Joanna się poddała i złożyła krzyżyk na oświadczeniu o wyparciu się błędów. W zamian za powyższe Cauchon miał jej obiecać, iż przeniosą ją do kościelnego więzienia. Dokładne okoliczności złożenia powyższego oświadczenia ani jego treść nie są jasne – z zeznań świadków procesu rehabilitacyjnego wynika, że niepiśmienna Joanna postawiła krzyżyk na innym, znacznie krótszym oświadczeniu niż zostało następnie umieszczone w aktach procesu. Ostatecznie przeznaczono Joannie pokutę w więzieniu oraz odprowadzono ponownie pod straż Anglików. Jak wynika z relacji świadków Anglicy nie byli zadowoleni z takiego przebiegu wypadków, a nawet zwrócili się przeciw Cauchonowi, który wydawał się usatysfakcjonowany. I teraz następuje szereg wypadków, z których wynika że nacisk angielski odniósł skutek. 28 maja doniesiono sędziom, że przebywająca w więzieniu Joanna ponownie przybrała męski ubiór, co uznano za znak powrotu do dawnych błędów. Paru słów wyjaśnienia wymaga kwestia tego męskiego ubioru, który Joanna nosiła podczas wypraw, i w angielskim więzieniu, głównie z obawy przed gwałtem. Jak zanotowano w aktach procesu pod datą 28 maja – Joanna skorzystała z męskiego ubioru, gdyż było to właściwe wśród mężczyzn (tj. angielskich strażników) i wyjaśniła, że jeśli znalazłaby się, zgodnie z obietnicą Cauchona, w kościelnym więzieniu nie uczyniłaby tego. Oświadczyła również, że obiecano jej także uczestnictwo w Mszy świętej co naruszono (27 maja była niedziela). Natomiast, jak relacjonował świadek procesu rehabilitacyjnego Jean Massieu, w feralny poniedziałek angielscy strażnicy zmusili Joannę do wdziania męskiego ubioru, zabierając jej niewieście szaty i pozostawiając wybór – albo ubierze się w męski ubiór albo pozostanie naga.

Przesłuchiwana 28 maja Joanna miała oświadczyć, zgodnie z aktami procesu, że jej oświadczenie z 24 maja zostało złożone pod wpływem strachu przed ogniem i głosy pochodzące od Boga (tu sporządzający protokół zanotował na marginesie: responsio mortifera czyli niosąca śmierć odpowiedź) czyniły jej z tego powodu wyrzuty, że skazała się na potępienie by ocalić życie, że nie zrozumiała do końca podpisywanego oświadczenia, wreszcie, że może przywdziać szaty niewieście, ale nic więcej. 29 maja sędziowie i asesorzy zebrali się w kaplicy pałacu biskupiego w Rouen aby podjąć decyzję. Opat klasztoru św. Trójcy w Fecamp w imieniu asesorów przekazał sugestię by Joannie przeczytać jeszcze raz jej błędy tak by zrozumiała i skłaniać do wyrzeczenia się ich, na co sędziowie się nie zgodzili. Cauchon i Jean Lemaitre, zastępujący głównego inkwizytora Francji Graverenda, odczytali nakaz by Joanna stawiła się nazajutrz na rynku w Rouen celem ogłoszenia jej heretyczką, która powróciła do błędu i obłożoną ekskomuniką. Mimo nakazu tej treści Cauchon zgodził się by Joanna wyspowiadała się i…. przyjęła Komunię świętą. Według świadków – podczas ostatniego widzenia w więzieniu miała wprost obwinić biskupa Cauchona za to, że umiera, gdyż nie przeniósł jej do kościelnego więzienia i wydał na pastwę Anglików. Odwołała się przy tym do Najwyższego Sędziego.

Dnia 30 maja 1429 roku, w wigilię święta Bożego Ciała na rynku w Rouen miała miejsce egzekucja Joanny. Przed spaleniem, na głowę wsadzono Joannie zwyczajową papierową mitrę herezjarchy i odczytano wyrok ogłaszający ją heretyczką i ekskomunikowaną, co stało w jaskrawej sprzeczności z udzieleniem jej tego samego ranka Komunii. Ani Anglicy ani Cauchon nie zadbali również o formalny wyrok „świeckiego ramienia” Ostatnimi słowami Joanny było kilkakrotnie powtórzone imię Jezus. 8 dni po egzekucji, w czwartek w oktawie Bożego Ciała Cauchon mimo, że proces i jego akta zostały zamknięte, dodał do niego dokument niepodpisany przez nieobecnych już notariuszy procesowych stwierdzający rzekome wypowiedzi Joanny z dnia jej egzekucji o tym, że głosy, które słyszała mogły pochodzić od złego oraz dotyczący wizji korony przyniesionej przez anioła Karolowi, której podania szczegółów Joanna się wcześniej podczas procesu wzbraniała. Zdania co do tego dokumentu są podzielone – jedni widzą w nim wobec okoliczności w jakich powstał (post factum bez udziału notariuszy procesowych) i braku podpisów rzekomych uczestników fałszywkę stworzoną przez Cauchona na żądanie Anglików (który zrozumiał że się zagalopował i stworzył męczennika) by wesprzeć tezę o szatańskim pochodzeniu tytułu królewskiego Karola, inni uważają go za prawdopodobny – z uwagi na zgodę Cauchona na udzielenie Joannie ostatnich sakramentów, choć stojący w sprzeczności z oświadczeniami Joanny z 28 maja.

XII. W grudniu roku 1431, w katedrze Notre-Dame, w trzymanym przez Anglików Paryżu, odbyła się wymarzona przez biskupa Cauchona koronacja 10-letniego Henryka VI na króla Francji. Henryk nie zdążył jednak nawet osiągnąć pełnoletniości, liczonej jako wiek 16 lat, gdy Filip Dobry burgundzki postanowił zmienić strony i w roku 1435 zawarł porozumienie z Karolem VII. W roku 1436 Anglicy musieli opuścić Paryż. Henryk okazał się zresztą słabym królem, któremu przypisywano okresy szaleństwa. W roku 1445 zgodził się na oddanie Karolowi VII Akwitanii i prowincji Maine w zamian za małżeństwo z kuzynką Karola Małgorzatą Andegaweńską. W roku 1440 wrócił z niewoli pod Agincourt Karol, książę Orleanu. W roku 1442 zmarł w Rouen, wykrwawiony przez swojego balwierza, bez szans na przyjęcie ostatniego namaszczenia biskup Cauchon, który mimo zasług nie doczekał się arcybiskupstwa Rouen i musiał się zadowolić infułą w Lisieux. W tym samym roku zmarł przypuszczalnie autor zarzutów przeciw Joannie i ostatniego skierowanego do niej kazania – Nicolas Midi, który od roku 1434 chorował na trąd. W listopadzie roku 1449, wykorzystując niesnaski w Anglii, Karol VII wkroczył do Normandii i zajął Rouen, podejmując w lutym następnego roku inicjatywę celem wszczęcia procesu rehabilitacyjnego Joanny. Czy król kierował się własnym sumieniem, czy jedynie chęcią usunięcia jakiegokolwiek cienia ze swojej koronacji – do końca nie wiemy. Proces ten prowadzony przez władze kościelne ruszył za zgodą papieża Kaliksta III w roku 1455 trwał do lipca roku 1456. Zakończył się uznaniem męczeństwa Joanny oraz nieważności poprzedniego procesu i oświadczenia Joanny z 24 maja 1429. 7 lipca w pałacu arcybiskupim w Rouen, w obecności rodziny Joanny, ogłoszono werdykt wskazujący, iż biskup Cauchon oraz inni uczestnicy procesu działali w niegodziwym zamiarze, formułując fałszywe oskarżenia. W kwietniu roku 1909 papież św. Pius X beatyfikował Dziewicę Orleańską, w maju roku 1920 została kanonizowana przez papieża Benedykta XV.

Reklamy

Król i dziewica (II)

część pierwsza tu

V. O zmierzchu dnia 29 kwietnia Roku Pańskiego 1429, w piątek Joanna wjechała do otoczonego z trzech stron miasta Orlean ze swoim sztandarem przedstawiającym Chrystusa i lilie. Towarzyszyli jej bękart po księciu Orleanu – Dunois, bracia Joanny Jean i Pierre oraz nieodłączny La Hire. Dziewicę witały tłumy mieszkańców, którzy uważali ją za posłańca rzeczywiście zesłanego przez Boga by ocalić miasto przed Anglikacmi. Orlean był wówczas otoczony z trzech stron siecią okopów i fortyfikacji utworzonych przez Anglików, z wykorzystaniem  istniejących kościołów oraz wież obronnych: począwszy od kościoła Saint-Loup na wschodzie przez Saint-Jean-le-Blanc, wieże Tourelles i dalsze umocnienia aż po Saint-Pouair. Joanna chciała natychmiast rozpocząć ich zdobywanie, lecz Dunois zwlekał, czekając aż reszta wojsk przez Blois dotrze pod Orlean. Pod miastem toczono tymczasem zwyczajowe harce, zaś Joanna posłała listy do dowodzącego Anglikami Johna Talbota z wezwaniem by się wycofał. Anglicy po raz kolejny pokazali, że nie interesują ich cywilizowane zwyczaje wojenne (m.in. pod Agincourt Henryk V kazał wyrżnąć francuskich jeńców) – jednego z posłańców uwięziono, zagrażając że zostanie spalony na stosie. Drugiego odesłano, obrzucając go obelgami, z odpowiedzią by czarownica wracała do swych krów.

Nie zniechęcona Joanna podjęła 30 kwietnia osobistą próbę kontaktu z Anglikami, udając się na wysepkę La Belle Croix przy zniszczonym moście na Loarze, na odległość głosu od trzymanego przez Anglików bastionu Les Tourelles. Wezwała jego dowódcę Wilhelma Glasdale do poddania, na co spotkała się ponownie z ripostą by udała się do swych krów oraz groźbą spalenia na stosie. W pierwszomajową niedzielę obowiązywał rozejm Boży (Treuga Dei) i Dunois wyruszył do Blois by spotkać się z resztą wojska, w którym, pod nieobecność Joanny, upadło morale i rozpoczęły się dezercje. Joanna, której tymczasem przydano eskortę by chroniła ją od rozentuzjazmowanego tłumu orleańczyków, udała się ponownie ku angielskim liniom na rozmowy – ponownie bez rezultatu. 2 maja, pod nieobecność Dunoisa, zaraz po Mszy św. udała się na przegląd umocnień angielskich na zachód od miasta, by powrócić na popołudniowe nieszpory. Dnia 3 maja dostrzeżono z miasta wreszcie przednią straż wojsk zbliżających się od Blois i pod wieczór odbyto uroczystą procesję. Następnego dnia Joanna na czele kilkuset żołnierzy wyruszyła z Orleanu na spotkanie z siłami Dunoisa, wprowadzając je do miasta wraz z zaopatrzeniem – bez ataków ze strony angielskiej. Wkrótce okazało się, iż ta bezczynność wiązała się z faktem, że dowodzący Anglikami Talbot czekał na własne posiłki – pod wodzą Johna Fastolfa.

Joanna nie przejęła się powyższym i czekała na sygnał do ataku. Dunois tymczasem postanowił rozpocząć jeszcze tego samego dnia bez niej, wraz z częścią sił uderzając na fortyfikacje Saint-Loup. Gdy Joanna dowiedziała się o tym, zrugała swego pazia Ludwika de Coutes, że nie powiadomił jej o rozlaniu krwi francuskiej, chwyciła sztandar, wsiadła na konia i runęła ku wschodniej bramie Orleanu. Zobaczyła tam rannych znoszonych z placu boju oraz pozostawione przy drodze trupy. Miała wtedy powiedzieć, że zawsze gdy ogląda rozlaną krew francuską włosy jeżą się jej na głowie. Dotarła na czas. Gdy żołnierze bezskutecznie od prawie trzech godzin próbujący zdobyć Saint-Loup zobaczyli Joannę, ruszyli na wroga, a obrona angielska nagle załamała się. Talbot próbował wysłać jej odsiecz, ale została zatrzymana. Resztka obrońców, w tym niektórzy w strojach duchownych, wycofała się na dzwonnicę kościoła Saint-Loup, a Joanna powstrzymała ich rzeź. Litowała się też nad zabitymi wrogami, zwłaszcza z tego powodu, że nie mogli przed śmiercią się wyspowiadać.

Tego samego dnia zapowiedziała, że w ciągu pięciu następnych dni oblężenie Orleanu zostanie zakończone – właściwie w grę wchodziły trzy dni walki, albowiem 5 maja, w czwartek było święto Wniebowstąpienia Pańskiego i ponownie rozejm Boży, zaś 8 maja wypadała niedziela. Mimo święta Joanna nie próżnowała i przesłała Anglikom pocztą „strzelniczą” jeszcze jedno wezwanie do odstąpienia od miasta. Nie przyniosło ono ponownie skutku i spotkało się wyłącznie z szyderstwami. Tymczasem, dowódcy francuscy zebrali się ponownie bez Joanny, na naradzie – powiadamiając ją jedynie częściowo o podjętych decyzjach. Przyjęty plan przewidywał atak nazajutrz na umocnienia św. Wawrzyńca, który miał odciągnąć Anglików od kierunku południowego i umożliwić właściwy szturm przez Loarę na bastion St. Jean-le-Blanc. Joannie powiedziano  o pierwszej części zamiarów, jednak zorientowała się, że właściwy cel ataku jest inny.

6 maja rano uderzono przez rzekę na umocniony przez Anglików klasztor augustianów, broniący podejścia do bastionu Tourelles oraz wspomniany kościół St. Jean-le-Blanc na brzegu Loary, skąd Anglicy ostrzeliwali Orlean kamiennymi kulami z bombardy. Zaatakowano go z przybrzeżnej łachy przez coś w rodzaju mostu pontonowego – Anglicy, widząc zaciekłość przeciwnika, wycofali się do klasztoru. Ten niespodziewany sukces wywołał… zakłopotanie Francuzów. Dopiero, gdy Joanna i La Hire znaleźli się na południowym brzegu Loary zdołali zachęcić żołnierzy by poszli za ciosem i ścigali Anglików do klasztoru.  Ten po krótkiej walce padł, niedobitki obrońców wycofały się do Les Tourelles, zaś Joanna została z wojskiem na noc pod tym ostatnim bastionem mimo, iż rada wojenna oczekiwała, że wycofają się do miasta. Poprosiła również spowiednika ojca Pasquerela by został przy niej, zapowiadając, że rano poleje się jej krew.

7 maja, podczas trwającego cały dzień od świtu szturmu na umocnienia Tourelles, Joanna odniosła ranę od strzały, która utkwiła jej między szyją a ramieniem. Towarzyszący jej Pasquerel relacjonował później, że niektórzy żołnierze oferowali jej „zamówienie” rany, czemu Joanna sprzeciwiła się, woląc umrzeć niż dokonać czegoś przeciw woli Bożej. Jak później powiedziała – pojawiła się jej św. Katarzyna, która asystowała jej w cierpieniu. Rana Joanny wpłynęła oczywiście na morale Francuzów, których atak załamał się i przed zmierzchem postanowiono odwołać szturm. Joanna zasmucona tą decyzją udała się do pobliskiej winnicy na krótką modlitwę, po czym wróciła ze swoim sztandarem do szeregów, zachęcając żołnierzy do boju. Ci podjęli wezwanie i bez większego oporu zajęli Les Tourelles, zwłaszcza że od północy uderzył na umocnienia angielskie równolegle przez zniszczony most i drewniane kładki oddział pod wodzą joannity ojca Nicholasa de Giresmes. Połączenie między tymi umocnieniami a Tourelles przerwał odważny rybak, który podpalił swoją łódź i doprowadził do pożaru zwodzonego mostu fortu. Resztki załogi, w tym dowódca Wilhelm Glasdale, który wcześniej znieważył Joannę, próbowali wydostać się z warowni, na co Joanna miała wezwać dowódcę by poddał się Królowi Nieba, a ten mimo bluźnierstw okaże mu łaskę. Most się załamał a uciekający Anglicy utonęli w wodach rzeki.

Upadek Les Tourelles, świętowany dzwonami kościołów i uroczystym Te Deum, oznaczał koniec oblężenia Orleanu. Anglicy wycofali się następnego dnia, w niedzielę 8 maja. Przed odwrotem ustawili się w bojowym szyku – było to posunięcie, które miało przypuszczalnie na celu sprowokowanie Francuzów do naruszenia rozejmu Bożego. Joanna zabroniła jednak surowo swoim by ulegli powyższemu, a po godzinie ostatecznie przeciwnik odtrąbił odwrót. Anglików nie ścigano z uwagi na dzień święty, choć, jak zanotowano w kronice miejskiej, były pojedyncze przypadki samowolnych ataków na angielską straż tylną. W ocalałym mieście odprawiono tymczasem procesję dziękczynną. Wyzwolenie od Anglików uważano za cud, co potwierdzali znawcy sztuki wojennej, w tym książę Alencon, oglądający zdobyte umocnienia.

VII. Wieści o zwycięstwie nad Anglikami rozniosły się szybko po Francji. Książę Bretanii Jan V wysłał pod Orlean swojego spowiednika ojca Milbeau, który miał zapytać Joannę czy działa z rozkazu Bożego. Po otrzymaniu odpowiedzi twierdzącej książę postanowił wycofać się z sojuszu z Anglikami. 14 maja wygnany z Paryża teolog Jan Gerson wydał traktat „De Mirabili Victoria Cujusdam Puellae”, wskazujący iż misja Joanny stanowi dzieło Boże. Sojusznicy napływali do obozu Joanny, zbroili się jednak i przeciwnicy – książę Bedford w Normandii zbierał żołnierzy, książę Burgundii, licząc na zwycięstwo Anglików i związane z tym profity, ponownie aktywnie włączał się do sojuszu. Wyzwolenie Orleanu nie wyczerpywało zadania Joanny i nie mogła poprzestać na tym sukcesie. Dnia 9 maja udała się do Loches, gdzie 11 maja spotkała się z delfinem. Padła przed nim na kolana oraz wezwała go by jak najszybciej udał się do Reims.  Tam miano go namaścić, a na jego skronie nałożyć koronę, bowiem taka była wola Niebios.

Ostatecznie Karol postanowił  ruszyć do Reims i rozpoczęły się przygotowania do wyprawy. 23 maja Joanna wyruszyła z Loches do Remorantin, gdzie zbierały się wojska. 9 czerwca z oddziałem księcia Alencon dotarła do Orleanu, gdzie dołączyły do niej siły Dunoisa. Cała armia licząca około 5 tysięcy ludzi podeszła 11 czerwca pod trzymaną przez hrabiego Suffolk fortecę Jargeau na południowym brzegu Loary. Tu, widząc wahanie dowódców, którzy ujrzeli umocniony zamek, Joanna zagrzała swoich do boju, wskazując, że sam Bóg sprawował będzie nad swoim dziełem pieczę. Pierwszy atak, podjęty przez niedoświadczonych ochotników, nie powiódł się, rozpoczęto zatem ostrzeliwanie murów z bombardy zwanej na cześć Joanny „Pasterką” przyciągniętej z Orleanu. Po zaledwie kilku strzałach zniszczyła ona największą wieżę, przygotowując w ten sposób szturm, który rozpoczął się następnego dnia rano. Joanna odniosła podczas niego niewielki uszczerbek, trafiona w głowę rzuconym z murów kamieniem, który rozbił się o jej hełm. Powstała, pokazując, że nic się jej nie stało i wołając, że Bóg przeznaczył Anglikom klęskę. Na te słowa Francuzi podjęli na nowo szturm, który zakończył się całkowitym ich zwycięstwem. Następnego dnia Joanna triumfalnie wjechała do Orleanu, by 15 czerwca ponownie wyruszyć z Alenconem w pole. Pod Meung nagłym atakiem zajęto umocniony most, następnego dnia siły Joanny stanęły pod Beaugency, które to miasto 17 czerwca załoga zdecydowała się poddać. Alencon kapitulację przyjął pod warunkiem, że przez następne 10 dni Anglicy nie skierują broni przeciw Francuzom.

Tymczasem, z północy zbliżały się oddziały Johna Fastolfa, który połączył się z Johnem Talbotem. Na wieść o tym Joanna przyjęła pomoc pozostającego w niełasce delfina konstabla Richemonta. Już 17 czerwca obie armie: Joanny i angielska nawiązały kontakt wzrokowy – Fastolf przygotował obronną palisadę i zachęcał przez posłańców Francuzów by wyszli w pole. Otrzymał odpowiedź, że mogą liczyć na to następnego dnia. Joanna była pewna sukcesu i według współczesnej relacji powiedziała, że jej żołnierze będą potrzebować dobrych ostróg by dogonić uciekającego nieprzyjaciela. Odwrót, jaki rozpoczęli następnego dnia Anglicy, przekonał Francuzów o prawdziwości tych słów – ruszono za nieprzyjacielem, dopadając go pod miasteczkiem Patay. Tam jazda francuska rozbiła groźnych angielskich łuczników, którzy próbowali ostrzeliwać się pod osłoną żywopłotów. Jak zanotowano, Francuzom pomógł „przypadek” – konna straż przednia spłoszyła jelenia w pobliskich lasach, który pobiegł prosto ku tyłom angielskim. Anglicy, nieświadomi bliskości wroga zaczęli się okrzykiwać, co zdradziło ich pozycję. Nagła szarża konnicy z niewielkimi stratami po stronie francuskiej zmiotła następnie linie angielskie. Sam Talbot, któremu Fastolf ponoć odradzał przyjęcie bitwy w tych warunkach, dostał się do niewoli i miał zasłynąć kwestią o zmiennych kolejach wojny. Fastolf, który ze swoimi spieszył tymczasem na pomoc awangardzie Talbota, wpadł na uciekających jej żołnierzy, co spotęgowało zamieszanie, a jego właśni ludzie przyłączyli się do odwrotu. Za umykającym przeciwnikiem podążyła jazda francuska, ścigając go aż do Janville, ponad 20 kilometrów na północny wschód od Patay. Tu czekała Anglików niemiła niespodzianka – zastali bramy miasta zamknięte, albowiem w międzyczasie w miasteczku wybuchło powstanie i miejscowy komendant zdecydował się poddać. Resztki sił Fastolfa ścigano do późnej nocy.

Straty francuskie w bitwie pod Patay były znikome – Anglicy stracili ponad 2000 zabitych i wziętych do niewoli. Efekt psychologiczny był jeszcze większy – załogi niektórych zamków porzuciły swe posterunki i uciekły. Dla Joanny, która wróciła tymczasem do Orleanu, i Karola droga w górę Loary była otwarta. Pojawiły się jednak głosy doradców by porzucić przekazany przez Joannę plan i zająć się rozbiciem sił Bedforda w Normandii. W obozie powstały również niesnaski związane z decyzją Karola o odprawieniu konstabla Richmonta mimo jego zasług pod Patay. Sam Karol zwlekał z przybyciem pod Orlean, wreszcie Joanna wyjechała mu naprzeciw po to by usłyszeć radę by lepiej odpoczęła po wojennych trudach. 22 czerwca delfin odbył jednak ostatecznie radę wojenną ze swoimi dowódcami oraz dał zgodę na wymarsz wojsk z Orleanu. Joanna wyruszyła z miasta rankiem 24 czerwca, Karol czekał na nich w Gien, skąd rozesłano wieści o dalszym pochodzie.

VIII. Marsz na Reims rozpoczął się w święto Apostołów Piotra i Pawła – 29 czerwca. Idąca w przedniej straży Joanna zaraz na jego początku pogoniła idące za żołnierzami prostytutki, płazując je mieczem. Pochodem zainteresowali się oczywiście Burgundczycy, choć część dowódców lekceważyła otwarcie „Armaniaków i ich Dziewicę”, którzy tymczasem stanęli pod murami Auxerre. Do szturmu na miasto ani nawet pokazu determinacji nie doszło, jak wskazywali współcześni kronikarze, z powodu łapówek wręczonych przez mieszkańców jednemu z zauszników delfina. 4 lipca uzgodniono więc, że Auxerre zachowa neutralność i przyjmie takie same warunki, jak pozostające na dalszej drodze Troyes, Chalons i Reims (do czego ostatecznie nie doszło) oraz sprzeda żywność dla wojsk Karola. Z Auxerre wojsko skierowało się pod Saint-Florentin, które z kolei się poddało, wreszcie pod Troyes, do którego mieszkańców 4 lipca Joanna wysłała wezwanie do uznania prawowitego władcy Francji. Miasto obsadzał wtedy około 500-osobowy garnizon angielski, który 5 lipca próbował atakować przednie straże wojsk Karola, ale został przepędzony.

Oblężenie szło jednak słabo. Brakowało machin i artylerii, krucho też było z żywnością – armia żywiła się fasolą, którą w wielkiej ilości posiali ostatniej wiosny mieszkańcy okolic pod wpływem franciszkańskiego kaznodziei, brata Richarda, który nauczał najpierw w Paryżu, skąd wypędzili go Anglicy, a potem zwiastował nadejście ciężkich czasów właśnie w Szampanii. Co ciekawe, Joannę uważał wówczas za zwiedzioną przez szatana, mimo to mimowolnie przyczynił się do przetrwania jej wojsk na wspomnianej fasoli. Sytuacja nie przedstawiała się jednak dobrze i zebrana rada wojenna chciała podjąć decyzję o zdjęciu oblężenia Troyes, nie konsultując się po raz kolejny z Joanną. Dopiero jeden z członków rady – Robert le Macon sprzeciwił się temu i wskazał, że od początku wyprawy wiadome było, że na ludzki rozum nie mają wystarczających środków do oblegania miast. Jednak przecież ruszyli na Reims z wiarą w posłannictwo Joanny – wypadałoby ją zatem spytać czy dalej jest przekonana o swej słuszności. Joanna odparła na to, że jeśli Karol pozostanie pod Troyes – wpadnie ono w jego ręce w ciągu dwóch – trzech dni ku zdumieniu zdradzieckich Burgundczyków. Następnie ruszyła pod mury organizować naprędce narzędzia oblężnicze i stanowiska ostrzału. Obrońcy byli pod takim wrażeniem tych przygotowań, że następnego dnia podjęli układy. Doprowadziły one 8 lipca do porozumienia, na mocy którego załoga angielsko-burgundzka mogła opuścić miasto z bronią i uprzednio wziętymi jeńcami, natomiast mieszkańcom Karol darował winy. Joanna nie chciała się zgodzić na to by Anglicy odeszli z francuskimi więźniami, zmuszając Karola by utargował się o okup za nich.

9 lipca Joanna wjechała do Troyes, skąd, po kilkudniowym odpoczynku, pochód ruszył dalej na północ. 14 lipca stanął pod Chalons, które bez walki otworzyło przed Karolem i Joanną swe bramy. Już następnego dnia wojsko skierowało się ku bliskiemu już Reims. Karol jeszcze się wahał, nie mając wystarczającej ilości artylerii i zatrzymał swe wojska przy zamku Sept-Saulx. Joanna zapewniła go, że mieszkańcy Reims wyjdą mu naprzeciw z otwartymi rękoma. Tak się też stało, gdyż na wieść o zbliżaniu się wojsk Karola burgundzcy dowódcy załogi miasta opuścili je wraz z garnizonem. 16 lipca, w sobotę mieszkańcy Reims wręczyli delfinowi klucze do miasta – w samą porę by nazajutrz, w niedzielę mogło dojść do koronacji.

17 lipca 1429 roku, w niedzielę, w wypełnionej ludźmi katedrze w Reims zakończyła się powierzona Joannie misja. Delfin Karol został namaszczony olejem ze świętej ampuły przechowywanej w opactwie Saint-Remi. Opat Jean Canard w eskorcie czwórki rycerzy wysokich rodów wniósł ampułę do katedry. Ceremonia sakry królewskiej trwała kilka godzin – mniej więcej od 9 rano do 2 po południu. Wreszcie arcybiskup Reims włożył koronę na skronie Karola, zabrzmiały fanfary, a tłum zaczął wołać: „Noel!”, które to zawołanie przywodziło pamięć koronacji Wielkiego imiennika delfina z początku IX wieku. Joanna trzymała się tuż przy boku króla, niosąc swój sztandar, a po koronacji upadła na kolana i objęła jego nogi, płacząc ze szczęścia, że nareszcie wypełniła wolę Boga.

c.d.n.

Król i dziewica (I)

I. Historycy określają okres, w którym doszło do wystąpienia Joanny d’Arc, jako czas konfliktu we Francji między stronnictwami Armaniaków i Burgundczyków, którzy sprzymierzyli się z Anglikami. Jest to optyka całkowicie obca bohaterce tej opowieści, dla której istniał tylko jeden władca, wyznaczony przez Boga, którego należało doprowadzić przed ołtarz katedry w Reims by namaścić świętymi olejem jako prawowitego króla Francji. Inny pretendent i interwenienci nie pochodzili od Boga, a jeśli tak – to byli związani z tą drugą stroną. Patrząc na sprawę z szerszej, „ponadpaństwowej” perspektywy historycznej – wielce wymowny jest fakt, iż równo 100 lat po tym jak zwycięska udała się spod Orleanu do Loches by nakłonić ostatecznie delfina Karola do koronacji w Reims, w londyńskim opactwie dominikanów rozpoczął się pewien proces, który miał wyjąć monarchę angielskiego z łona tego Kościoła, do którego całym sercem i duszą Joanna należała.

Jehanne d’Arc urodziła się przed świętem Trzech Króli roku 1412, w okresie interludium ciągnącego się konfliktu, nazwanego potem wojną stuletnią, rozpoczętego, jak pisał Maurice Druon w swoim powieściowym cyklu o królach przeklętych przez „wilczycę” Izabelę, a właściwie pretensje Edwarda III do tronu Francji. Konflikt ten wybuchł na nowo trzy lata po narodzeniu Joanny wraz z wyprawą młodego króla Henryka V do Normandii, który postanowił wmieszać się w konflikt domowy wywołany zamordowaniem w roku 1407 księcia Orleanu. W czasie tejże ekspedycji, dość niespodziewanie, okazała armia francuska została zdziesiątkowana przez angielskich łuczników i piechotę na polach pod Agincourt. Zwycięstwo powyższe, które pozbawiło Francuzów większości arystokracji i doświadczonych rycerzy, poparte zostało sukcesami kolejnej wyprawy Henryka z lat 1417-18. Dało w efekcie Lancastrowi rękę córki szalonego króla Karola VI Katarzyny oraz uzyskanie traktatem z Troyes roku 1420 następstwa tronu Francji, kosztem wydziedziczonego tym samym delfina Karola. Aktorzy powyższej sceny zaczęli jednak szybko odchodzić – w roku 1419 został zamordowany Jan bez Lęku – książę burgundzki, który zlecił w roku 1407 zabójstwo księcia Orleanu. Henryk V zmarł w roku 1422, w wieku 35 lat, pozostawiając małoletniego następcę Henryka VI. W tym samym roku zszedł świeżo upieczony teść Lancastra – szalony Karol VI. Sprawa sukcesji francuskiej ponownie stanęła otworem, choć nad Sekwaną rządził twardo w sojuszu z Burgundczykami regent John z Bedfordu. W roku 1423 Anglicy odnieśli kolejne sukcesy, pokonując szkockich sprzymierzeńców delfina Karola. Ten ostatni wycofał się do Bourges, próbując na próżno wyzyskać nieporozumienia między Anglikami a Burgundczykami. Nazywany pogardliwie królem tego miasta nie miał większych widoków na szybkie powodzenie.

Wszystkie te sprawy wielkiej polityki nie zaprzątały głowy kilkuletniej Joanny z Arc, wychowującej się w Lotaryngii nad Mozą, w rodzinnym Domremy. Pełniła ona wówczas rolę pastuszki. Jak zeznawali świadkowie na jej procesie rehabilitacyjnym, bardzo pobożnej, która kiedy słyszała kościelne dzwony, padała na kolana i odmawiała modlitwy po łacinie nauczone przez matkę. Wszystko odmieniło się w lecie 1424 roku, gdy Jehanne doznała wizji świetlistej postaci a w otoczeniu innych aniołów, która przedstawiła się jako św. Michał Archanioł (Joanna odmawiała potem podawania szczegółów oglądanych postaci). Głos św. Michała był głosem wiodącym w otrzymywanych przez Joannę przekazach, pojawiały się też wizje i głosy wielkich patronek epoki średniowiecza, zapowiedzianych przez Archanioła: św. Katarzyny Aleksandryjskiej oraz św. Małgorzaty Antiocheńskiej. Wizje powtarzały się, a przekaz był coraz bardziej wyraźny. Jednym z jego bohaterów był pojmany pod Agincourt Karol, syn zamordowanego w roku 1407 przez Burgundczyków księcia Orleanu. I właśnie Orlean stał się później miejscem, gdzie wizje Joanny spotkały się z ziemską rzeczywistością.

II. Dnia 12 lutego 1429 roku sir John Fastolf, nazwany potem dla pośmiewiska Falstaffem, stoczył zwycięską, przesławną bitwę pod Rouvray – w obronie konwoju około 300 wozów z solonymi, postnymi śledziami, wiezionymi pod oblegany Orlean. Ofensywa angielska na to miasto była efektem odnowienia sojuszy Bedforda z Bretanią oraz Burgundią i miała na celu ostateczne wyeliminowanie delfina Karola nawet z tej części Francji jaka mu pozostała. Naruszała jednocześnie obowiązujące zwyczaje, albowiem, jak wspomniano, władca Orleanu siedział od bitwy pod Agincourt w angielskim lochu, co powodowało, iż nie mógł bronić swojej dziedziny. Anglicy poczynili jednak kolejny kroczek ku wojnie totalnej i w październiku roku 1428 ponad 4-tysięczne wojsko stanęło pod Orleanem. Oblężenie rozpoczęło się niedobrym znakiem – pomysłodawca wyprawy lord Salisbury zmarł na gangrenę tuż po jego rozpoczęciu. Przedłużyło się na zimę, ale Anglicy liczyli że osamotnione miasto wkrótce padnie. Falstaff, walcząc skutecznie w obronie jadących dla oblegających śledzi, nie zdawał sobie jednak sprawy, że równolegle został uruchomiony ciąg wypadków, który miał doprowadzić do końca jego karierę wojskową oraz rządy angielskie we Francji.

Już w maju 1428 roku dziewczyna z Domremy, zwana Jehanne, postanowiła opowiedzieć o swoich wizjach panu Robertowi de Baudricourt, dowódcy załogi miasteczka Vaucouleurs, położonego ok. 20 kilometrów na północ od Domremy. Rycerza Roberta wskazały Joannie głosy jako osobę, która udzieli jej wsparcia na trudną podróż do oddalonego o 500 kilometrów miasta, gdzie przebywał Karol. Robert nie był skłonny do wiary w opowieść dziewczyny – kazał wręcz swoim przybocznym odprowadzić ją do ojca by sprawił jej porządne lanie. Niepokoiła go jednocześnie aktywność burgundzka – w lipcu wojska tego księstwa przeszły doliną Mozy, zmuszając mieszkańców Domremy do schronienia się w niedalekim Neufchateau. Wieści spod Orleanu wieszczyły rychły upadek króla z Bourges. Nastała zima i Joanna ponownie, pod koniec stycznia roku 1429 udała się do Vaucouleurs. Postaci z wizji wskazywały, iż sam Bóg wszechmogący oczekuje by ruszyła z odsieczą pod oblężony Orlean i doprowadziła delfina Karola do Reims na sakrę i koronację. Rycerz Robert ponownie nie chciał jej wysłuchać, choć ludzie przypominali sobie o dawnej przepowiedni, iż Francja znajdzie się w ruinie przez niewiastę i podniesie się przez dziewicę z pogranicza Lotaryngii. Wieści o wystąpieniu niezwykłej 17-letniej dziewczyny, która, choć niepiśmienna, przemawiała w imieniu Króla Niebios, dotarły tymczasem na drugą stronę Mozy, do Nancy w Lotaryngii, gdzie rezydował miejscowy książę Karol II. Książę sympatyzował z Anglikami, a osobę wizjonerki, o której usłyszał, chciał wykorzystać do własnych, prozaicznych celów – wyleczenia się z choroby. Joanna skarciła go za naganny tryb życia i widząc, że Karol jej nie wesprze pomocą, choć dał jej kilka franków, wróciła do Vaulcouleurs. 12 lutego 1429 roku, to jest wtedy, gdy John Falstoff siedział okrakiem ze swoimi łucznikami na beczkach z postnymi śledziami, podjęła trzecią, ostatnią, jak się okazało, próbę rozmowy z Robertem de Baudricourt.

Wieść głosi, że przekonała rycerza Roberta wieścią właśnie o „śledziowej” klęsce pod Rouvray zanim dotarła ona jeszcze w naturalny sposób nad Mozę. Robert przydał Joannie sześcioosobową eskortę pod wodzą Bertranda de Poulengy i Jeana de Metz, z którą ruszyła w niebezpieczną, 11-dniową drogę do Chinon, gdzie tymczasem wobec oblężenia Orleanu przeniósł się Karol. Dał jej także list polecający do delfina. Joanna przywdziała na podróż strój męski. Przedzierając się przez obszar kontrolowany przez Burgundczyków grupka znajdowała schronienie w przyjaznych opactwach. Joanna dbała przy tym by nie zaniedbywać uczestnictwa w Mszach świętych oraz postnych – weszła nawet do zajętego przez stronnictwo burgundzkie Auxerre by uczestniczyć w Mszy św. w miejscowej katedrze. Przez kolejne rzeki kierowała się na południowy-zachód, aż do miasta Gien nad Loarą znajdującego się już w posiadaniu delfina. Wieści o przybyciu Dziewicy i powierzonej jej przez Boga misji rozeszły się szeroko, docierając do oddalonego o nieco ponad 50 km Orleanu. Jego obrońcy, pod wodzą Dunoisa – bękarta zamordowanego w roku 1407 księcia, wdali się tymczasem w negocjacje z Burgundczykami odnośnie poddania miasta zwierzchnictwu Filipa Dobrego, ale wyłącznie do czasu uwolnienia z angielskiej niewoli Karola Orleańskiego. Takiemu rozwiązaniu sprzeciwili się jednak Anglicy, którzy nie po to z narażeniem życia śledzie nad Loarę zwozili, by niepewny sojusznik zebrał spadłe owoce oblężenia. W rewanżu wspierające Anglików oddziały burgundzkie wycofały się spod miasta. Joanna tymczasem ruszyła z Gien w dalszą, bezpieczną już drogę  do Chinon, zatrzymując się m.in. w Sainte-Catherine-de-Fierbois aby wysłuchać trzech Mszy św. i wysłać listy do swojego króla.

III. Do Chinon wjechała ostatecznie 4 marca roku 1429 i tu spędziła dwa dni w oczekiwaniu na audiencję, podczas których była przepytywana przez urzędników oraz duchownych wysłanych przez delfina. Nikomu nie znana wcześniej dziewczyna z dalekiej Lotaryngii, o której wieść gminna już zaczęła roznosić legendy. Gdy uzyskała posłuchanie w sali zamku Milieu w Chinon, wypełnionej ciekawymi Dziewicy dworzanami i rycerzami, nastąpiła sławetna scena, podczas której Joanna rozpoznała zamaskowanego delfina, którego wskazał jej głos. Przedstawiła się Karolowi jako Joanna Dziewica, z której Król Niebieski uczynił posłańca aby poprowadziła delfina do Reims, gdzie zostanie namaszczony świętym olejem, koronowany i konsekrowany na króla Francji. Gdy Karol się wahał Joanna powiedziała mu o wydarzeniu, które tylko on znał, co miało go przekonać o prawdziwości jej słów. Według szambelana delfina – pana na Boisy tajemnica ta dotyczyła modlitwy jaką Karol odmówił 1 listopada poprzedniego roku, na wieść o oblężeniu Orleanu, w której poprosił Boga by pozwolił mu wstąpić na tron jeśli był prawowitym jego dziedzicem bądź ukarał go za jego zuchwałe wystąpienie jeśli nie był.

Delfin był, jak wspomniano, pod wrażeniem wystąpienia Dziewicy, jednak postanowił ją poddać dalszemu przepytywaniu w Poitiers przez komisję złożoną z duchownych i uczonych teologów paryskich. Tam też, w Wielkim Tygodniu, podyktowała słynny list do króla Anglii wzywający go by oddał posłanej przez Boga Dziewicy klucze do wszystkich dobrych miast, które zajął. W razie nie posłuchania wezwania Dziewica oświadczała, że ona i jej żołnierze z woli Króla Niebios usuną Anglików siłą. Tych ostatnich, oblegających Orlean, wzywała (tłum. z wersji ang. za: http://www.fordham.edu/halsall/source/joanofarc.asp) „Wy, łucznicy, szlachetni towarzysze broni i wszyscy ludzie zgromadzeni pod Orleanem, powiadam wam w imię Boga, wracajcie do swojego kraju; jeśli tego nie uczynicie, strzeżcie się Dziewicy i szkód jakie poniesiecie. Nie próbujcie tu zostawać, bo nie macie żadnych praw we Francji ani przyznanych przez Boga, Króla Nieba, ani przez Syna z Maryi Dziewicy. To Karolowi, prawowitemu dziedzicowi, Bóg powierzył Francj, i niebawem wkroczy on do Paryża z wielką siłą. Jeśli nie uwierzycie tym wieściom pochodzącym od Boga i Dziewicy, gdziekolwiek się spotkamy, obaczymy kto ma słuszność – Bóg czy wy”.

Po ponad trzech tygodniach badań, podczas których stosowano m.in. tzw. pytania krzyżowe, komisja z udziałem arcybiskupa Reims – Regnaulta de Chartres uznała, że Joanna jest zdrowa na umyśle, a jej słowa nie zawierają nic sprzecznego z wiarą katolicką. W rezultacie rekomendowano Karolowi by pozwolił jej wyruszyć pod Orlean. Joanna wyznała później swemu spowiednikowi, że nie była zadowolona z przedłużających się przesłuchań, wstrzymujących wykonanie zadania, z którym została posłana. W międzyczasie zjednała sobie nie tylko członków komisji, ale również m.in. poznała swojego przyszłego dowódcę, zięcia Karola Orleańskiego – Jeana, księcia de Alencon oraz jego małżonkę, również Joannę. Przekonany werdyktem uczonych delfin Karol podjął decyzję o wyprawie pod Orlean i powierzył Joannie jej dowództwo.

Wojska zbierały się w Tours, gdzie przygotowane też sztandary i proporce, w których pojawiały się motywy Chrystusa, pana Świata, oraz dzierżącego lilię anioła. W Tours Joanna poznała też swojego spowiednika augustianina Jeana Pasquerela, który odprawiał potem przy niej Msze święte. Przyjechali również jej bracia Jean i Pierre. Przygotowano też dla Joanny nowy miecz, znaleziony w kościele św. Katarzyny, którą darzyła wielką czcią. Znajdował się on dotychczas w Ste-Catherine-de-Fierbois i wedle tradycji został złożony tam przez Karola Młota jako wotum po zwycięstwie nad muzułmanami pod Poitiers (Tours) w roku 732. Wykonano wreszcie dla Dziewicy zbroję z płyt ze lśniącej, jasnej stali.

IV. Na Orlean droga wiodła doliną Loary – najpierw do Blois, gdzie ściągano zaopatrzenie. Joanna skupiła się tymczasem na utrzymaniu w ryzach wojska: gromiła ciągnące za nim markietanki i kochanki frontowe, zakazała dokonywania grabieży okolicznych posiadłości, wymagała od swoich dowódców by zaprzestali przekleństw oraz by żołnierze uczestniczyli regularnie w Mszach św. i odbywali spowiedź. Jak wskazywała to właśnie grzechy Francuzów pozwalały na dotychczasowe przewagi Anglików. Dowódcy podporządkowali się ponoć, nawet gaskoński najemnik La Hire, znany wcześniej z rozlicznych grabieży udał się do spowiedzi i zaprzestał bluźnierstw. Stał się on potem jednym z największych zwolenników Joanny, wspierając ją w późniejszych trudnych chwilach na dworze. Wojsku w Blois towarzyszył też arcybiskup Reims i szereg duchownych, których Joanna zachęcała do wspólnej modlitwy pod sztandarem Chrystusa.

Pod koniec kwietnia około 4-tysięczne wojsko ruszyło wreszcie spod Blois południowym brzegiem Loary, jak doradził Bastard Orleański – by nie zatrzymywać się na linii trzymanych przez Anglików warowni na brzegu północnym. Według planu dowódców przez rzekę miano po 3-dniowym marszu przeprawić się powyżej Orleanu i podejść do miasta od wschodu, gdzie nie było oblężniczych fortyfikacji angielskich. Wymarsz był uroczysty – ojciec Pasquerel zanotował, że śpiewano „Veni Creator Spiritus” i inne hymny. Wojska prowadziła Joanna w pełnej zbroi z trzymanym w dłoni sztandarem. Według relacji podczas pierwszej nocy spała w owej zbroi, a podczas kolejnych w kompletnym ubraniu. Mimo to dobrze znosiła niewygody. Pod Orleanem Joanna zorientowała się wreszcie, iż wojsko ciągnie do miasta okrężną drogą. Spotkała się z bastardem Dunoisem, czyniąc mu zarzuty, że nie posłuchał woli Bożej nakazującej prostą drogą iść ku miastu. Przeprawiano wtedy żołnierzy przez Loarę, wiatr był niepomyślny, a łodzi – zbyt mało by przeprawić wszystkich. Jak relacjonował potem Dunois, gdy Joanna stwierdziła, że mimo nieposłuszeństwa Bóg okaże mu miłosierdzie, wiatr zmienił kierunek, co umożliwiło postawienie żagli i ominięcie angielskiego posterunku w kościele Saint-Loup. Jednak wobec braku łodzi Dunois przekonał Joannę by zostawiając większość żołnierzy na lewym brzegu Loary z niewielkim oddziałkiem wkroczyła do miasta. Miało to podnieść morale jego obrońców. Joanna zgodziła się jednak dopiero, gdy uzyskała od swoich dowódców zapewnienie, że będą wracać przez Blois bez gwałtów i udadzą się niezwłocznie pod Orlean.

c.d.

Azay-le-Rideau

Do tego małego miasteczka przyjechaliśmy, żeby obejrzeć kolejną „perłę renesansu”, a mianowicie zamek na wodzie – rzece Indre. Jak uważają archeolodzy teren po lewej stronie rzeki był miejscem osadnictwa już za czasów galijsko-rzymskich. Miasteczko na prawym brzegu wyrosło w wiekach średnich przy przeoracie benedyktyńskim oraz zamku. W 2 połowie XII wieku rycerz Ridel (Rideau) wzniósł tu warownię dla obrony ważnego szlaku z Tours do Chinon. W roku 1189 Azay-le-Rideau wpisało się do historii w związku z konfliktem między Henrykiem II angielskim a jego synem Ryszardem, który sprzymierzył się z królem Francji Filipem Augustem. Stary król przegrał i musiał uznać Ryszarda swoim następcą. W roku 1418 miasteczko zostało spalone podczas starć między oddziałami ustępującego do Bourges delfina Karola (późniejszego Karola VII) a burgundzką załogą zamku. Jej dowódca i żołnierze wzięci do niewoli zostali straceni, zaś miasteczko otrzymało niechlubną nazwę Azay-le-Brule (tj. spalone). Zamek pozostawał w ruinie aż do roku 1518, kiedy to podjęto budowę obecnego założenia z inicjatywy skarbnika króla Franciszka I – Gillesa Berthelota. Berthelot uzyskał zgodę monarchy na jego ufortyfikowanie, tłumacząc ją potrzebą ochrony gościńca między Chinon a Tours.

Zamek budowano do roku 1527 kiedy to Berthelot, na wieść o aresztowaniu i egzekucji jego kuzyna Jacquesa de Beaune zawiadującego królewskimi finansami, uciekł z Francji. Król uznał to za przyznanie się do malwersacji i przejął nieukończoną rezydencję, przekazując ją jednemu ze swoich rycerzy. Jej budowę zakończono w 2 poł. XVI wieku i w roku 1619 gościła ona nawet króla Ludwika XIII. Podupadły potem zamek, opuszczony podczas rewolucji odnowiono po restauracji. Fundamenty zamku stoją na bagnistym terenie rozlewisk Indre, co odbija się na jego stanie technicznym. Styl to wczesny renesans pomieszany z późnym XIX-wiecznym romantyzmem, kiedy to zburzono jedną z wież i usunięto cechy obronne, zastępując je elementami bardziej typowymi dla pałacu. Teren pałacu okazał się placem budowlanym pełnym koparek, miejscowego, błota i innych akcesoriów. Całość można polecić fanatykom klatek schodowych, podobnie jak zamek w Blois i Chambord zresztą.

Niedaleko zamku stoi częściowo romański kościół Saint-Symphorien, pierwotnie z VI wieku. W 1 połowie XI stulecia objęli go opieką benedyktyni z opactwa w Cormery, między Tours a Loches (splądrowanego w roku 1562, od „wielkiej rewolucji” w ruinie) i przebudowali, powiększając w XII wieku. Na początku XVI wieku dodano jego drugą nawę w stylu gotyku „płomienistego”, w roku 1603 powstała kaplica południowa. Dawne witraże zostały zniszczone podczas II wojny światowej. Zachowały się fragmenty zdobienia IX-wiecznej fasady z czasów karolińskich, choć dodane później okno spowodowało zniszczenie części figur.

LINKI

PANORAMA 360-STOPNI ZAMEK

GALERIA

La Charite-sur-Loire

Początki miasteczka nad Loarą i jego nazwa wiążą się z powstałymi tu pod koniec VII wieku kościołem Najświętszej Marii Panny oraz klasztorem reguły św. Bazylego. Ponieważ miejscowi mnisi parali się dobroczynnością, m.in. pomagając podróżnym przeprawić się przez rzekę, miejscowość, która później rozwinęła się przy klasztorze otrzymała wdzięczne miano Charite. W VIII w. osadę dwukrotnie dotknęły najazdy z południa. W połowie XI wieku miejscowy klasztor stał się pierwszym kluniackim przeoratem, a benedyktyni wznieśli w Charite w 2 połowie tegoż stulecia dwa kościoły. Z pierwszego z nich – św. Wawrzyńca pozostały jedynie nikłe resztki, odkryte w roku 1975.

Kolegiata Notre-Dame. Drugi z kościołów – bazylika św. Krzyża i Notre Dame, konsekrowany w roku 1107 przez papieża Paschalisa II, jest typową budowlą romańską. Wzorowany był na największym europejskim założeniu ówczesnej epoki – nieistniejącej już, dzięki wielkiej rewolucji francuskiej, bazylice w Cluny (dlatego m.in. zahaczyliśmy o Charite, nie udało nam się natomiast dotrzeć do Paray le Monial). Przy czym, jak się zaznacza, kościół w La-Charite-sur-Loire był oparty na drugiej bazylice kluniackiej, choć posiadał sklepienia – novum z końca XI stulecia. Był wprawdzie mniejszy od trzeciego kościoła kluniackiego, ale w kategorii wielkości benedyktyńskich założeń romańskich zajmował drugie po nim miejsce.

Do czasów obecnych zachowała się jedynie część kościoła, który sięgał kiedyś do wieży dzwonniczej i wolnostojącej dziś bramy, a mianowicie prezbiterium z absydą, niewielki transept i część nawy. Posiadają one cechy romańskie oraz gotyckie (absyda została przebudowana w 1 połowie XII wieku). W lipcu roku 1559 kościół w znacznej części spłonął, podobnie przyległe budynki klasztorne. Wypadek ów nastąpił tuż przed wybuchem rebelii hugenockich, której przedsmakiem był spisek z Amboise roku 1560. Podczas tych wojen Charite, dotychczas miasto benedyktynów, stanowiło bazę protestancką i jedno z miast przyznanych hugenotom traktatem z Saint-Germain (1570) jako „rękojmia” jego zachowania. Wobec powyższego kościoła po pożarze nie odbudowano, zaś mnisi na pewien czas musieli opuścić miasto. Było ono oblegane w roku 1577, a spokój wrócił tu dopiero po koronacji Henryka IV Burbona i edykcie nantejskim. Klasztor został odbudowany pod koniec XVII w. za przeoratu Jacquesa Nicholasa Colberta. Wcześniej dokonano jedynie prowizorycznych napraw, gdyż miejscowy przeor znalazł się w konflikcie z bratem kardynała Richelieu, zakończonym dopiero po śmierci potężnego kardynała. W XVIII w. nastąpiła dalsza rozbudowa kompleksu. Mnisi zostali z niego wyrzuceni ostatecznie w roku 1791, podczas rewolucji. Ta zamierzyła zespół klasztorny zamienić w fabrykę dział i uzbrojenia. Już po restauracji planowano podupadły kościół i dawny klasztor… wyburzyć pod budowę drogi (układ uliczek w La Charite jest ciasny i dość pogmatwany), wskutek protestów ocalały jednak w obecnym kształcie. Dziś oglądając kościół, a właściwie jego pozostałości, musimy wziąć poprawkę pod powyższe burzliwe dzieje: jeden z tympanonów dawnej zachodniej fasady przedstawiający Przemienienie na górze Tabor znajdziemy w południowej części transeptu, inny, przedstawiający sceny z życia Najświętszej Marii Panny: Zwiastowanie, Nawiedzenie, Pokłon pasterzy i Wniebowzięcie pozostał w dawno zamurowanych drzwiach oderwanej od korpusu dzwonnicy.

Ruiny umocnień miejskich. W La Charite znajdziemy również pozostałości obwarowań miejskich. Mury obronne wzniesiono w XI-XII wieku z inicjatywy króla Filipa Augusta. Zostały one częściowo zburzone podczas wojny stuletniej, kiedy to w roku 1365 szturmowały je wojska króla Francji Karola V w sojuszu z Burgundczykami przeciwko sprzymierzonym wówczas z Anglikami Nawarczykom. Odbudowane, w roku 1429 odparły próbę zdobycia miasta przez wojska Joanny d’Arc. Z ciekawszych epizodów nowszych dziejów miasta można wymienić przejęcie 19 czerwca 1940 przez wkraczających do Charite Niemców pozostawionych tu przez wycofujących się przeciwników tajnych dokumentów sztabu francuskiego. Natomiast, w roku 1986 5-tysięczne dziś miasteczko dotknęło tornado, zrywając dachy domów.

Reszta miasteczka. Warto również przejść się na oddaloną od kościoła o około 200 metrów, szeroką tu Loarę. W roku 1520 miejscowy przeor Jean de la Magdaleine zorganizował budowę okazałego, kamiennego mostu na rzece, który po przebudowie w XVIII stuleciu stoi do dziś. Zaparkować w miasteczku można za darmo np. przy linii dawnego XIV-wiecznego bastionu, który obronił się przed Joanną d’Arc, ok. 200 metrów od kościoła (rue du Clos).

LINKI

KOŚCIÓŁ NOTRE DAME W MAPPINGGOTHIC.ORG

ZDJĘCIA KOŚCIOŁA

GALERIA

Chenonceau

„Zamek jak kaczka na wodzie siedzi” – chciałoby się powiedzieć, za XVI-wiecznym polskim kronikarzem relacjonującym zupełnie inne okoliczności przyrody, o tej fantazji francuskiej arystokracji epoki renesansu, która kazała nadbudować pałac na moście przez rzekę Cher. Paradoksalnie, pomysł ten zapewnił rezydencji przetrwanie w mrocznych czasach rewolucji XVIII wieku, w których tępiący ślady monarchii republikańscy urzędnicy zdecydowali że zamek jest potrzebny jako most, bo innego nie ma w okolicy. Ale po kolei. Pierwszy zamek w Chenonceau istniał w już średniowieczu i należał do rodziny Marques. Został zburzony w 1 połowie XV wieku, na rozkaz Karola VII (tego od Joanny d’Arc) za kolaborację właścicieli z Anglikami. Syn owych „zaprzańców” przeszedł na stronę Walezjuszy, co pozwoliło mu odbudować rodową siedzibę. Z wzniesionej przez niego budowli pozostał donżon – wolnostojąca, jakby nie pasująca do reszty, wieża widoczna przed wejściem do głównego zamku. W roku 1513 posiadłość kupił poborca generalny Normandii Tomasz Bohier, stawiając na miejscu dawnego nadrzecznego młyna nową rezydencję. Przeszła ona na własność  Franciszka I pod pretekstem kolejnego antykrólewskiego spisku.

Ten był jednak zbyt zajęty pobliskimi Blois i Chambordem by brać się jeszcze za Chenonceau. Jego syn – Henryk II również nie bardzo wiedział z tym fantem począć, podarował go zatem swej kochance Dianie z Poitiers. Właściwie zaś dokonał pozornej sprzedaży by uniknąć zarzutów żony – królowej Katarzyny Medycejskiej. Diana założyła w Chenoncau ogród (na lewo od zamku – dziś niezbyt imponujący) i połączyła dwór z przeciwległym brzegiem Cher kamiennym mostem. Po śmierci Henryka II w roku 1559 królowa-wdowa Katarzyna wymogła na Dianie zamianę Chenonceau na pobliski Chaumont-sur-Loire. I to właśnie z inicjatywy Medyceuszki wzniesiono na moście dwie kondygnacje galerii (pierwsza z nich służyła jako sala balowa) oraz rozbudowano pozostałą część. Plany dalszego powiększenia rezydencji były dość ambitne, ale ostatecznie je porzucono, gdyż Francja weszła w okres burz hugenockich. Po śmierci Katarzyny w roku 1589 zamek odziedziczyła jej synowa – Ludwika Lotaryńska, a gdy zmarła pozostał opuszczony przez ponad sto lat. Podczas rewolucji, jak wspomniano zamek ocalał, podobno głównie dzięki perswazjom miejscowego księdza, ocalała też „zamaskowana” pałacowa kaplica.

W XIX w. przeprowadzono gruntowną przebudowę całości, usuwając części dodane przez Katarzynę Medycejską, oprócz części nawodnej. Podczas II wojny światowej zamek był dwukrotnie bombardowany – w czerwcu 1940 roku przez Niemców i również w czerwcu, ale 1944 roku przez aliantów. Obecnie jest jednym z mniejszych, ale bardziej urokliwych zamków rejonu doliny Loary, łączącym elementy gotyckie i renesansowe, a także manierystyczne (część nawodna). Można tu liczyć na przewodnik w języku polskim i ciekawe wnętrza z dekoracjami kwiatowymi z ogrodu, położonego przy budynkach folwarcznych na północ), galerię dzieł sztuki (tzw. medycejską). Spacer po nadrzecznym bulwarze widoki na łodzie spacerowe przepływające pod arkadami rezydencji-mostu. Mniej imponuje widoczna na ścianach zewnętrznych wilgoć oraz niezbyt atrakcyjne ogrody Diany i Katarzyny. W minigalerii figur woskowych można zobaczyć postacie Henryka II, Diany z Poitiers czy Katarzyny Medycejskiej. Wstęp do zamku kosztuje 12 EUR, choć w centrach IT można kupić tańsze bilety. Parking przy wejściu na teren zamku jest bezpłatny.

GALERIA

Chateau du Rivau

Rezydencję, choć leży na uboczu, odwiedziliśmy kierowani wysokimi notami we wszelakich ankietach oraz eleganckim wyglądem z zewnątrz. Zamek, o którym wspomniano na kartach kontrkulturowej, XVI-wiecznej powieści Franciszka Rabelaisa „Gargantua i Pantagruel”, położony jest malowniczo pośród pól, w kępie drzew. Pierwszą forteczkę wzniesiono w tym miejscu w XIII wieku. W roku 1429 zatrzymała się w zamku Joanna d’Arc, w drodze z pobliskiego Chinon pod oblężony przez Anglików Orlean. Chateau Le Rivau należał do rycerskiego rodu Beauvau. Już wówczas zamek słynął z wybornych koni bojowych. W połowie XV stulecia został rozbudowany przez Pierre’a de Beavau, szambelana Karola VII. Na początku XVI wieku przy zamku kapitan i imiennik króla Franciszka I wzniósł nowe, okazałe stajnie, które dostarczały władcom Francji rumaków. W połowie XVI wieku dokonała się, jak to podają, w tonie cukierkowo-marketingowym, francuska i angielska „łajkipidia” renesansowa „humanizacja” zamku ;-)))) Dalszych przeróbek dokonano w XVII w., kiedy to ówczesny właściciel Jean uniknął burzycielskich planów Armanda Duplessisa, kardynała Richelieu, poślubiając jego córkę Francoise. Jego syn Jacques wpędził ród Beauvau w potężne długi i był zmuszony w roku 1697 zbyć rodową siedzibę.

Jako ciekawostkę można podać, że rodzina wstąpiła potem na służbę Stanisława Leszczyńskiego, który po nieudanym epizodzie na tronie polskim, zarządzał Lotaryngią. W 2 połowie XVIII w. właścicielem zamku był markiz Michel-Ange de Castellane. Przebywał w zamku do roku 1796. Rewolucja przyniosła dalszą „humanizację” zamku – w XIX wieku pełnił rolę spichlerza i częściowo został zniszczony (m.in. kaplica). Pod koniec XX wieku został poddany przez nowych, prywatnych właścicieli gruntownej renowacji i to rzeczywiście duży plus na tle innych obiektów doliny Loary – widać, że jest po remoncie (wstęp do zamku to wydatek 8 EUR/os., uczniowie i studenci podobnie, jak w większości innych zamków mają wejście darmowe). Przy zamku leżą okazałe ogrody, gdzie znajdziemy ponad 300 odmian róż. Towarzyszą im post-modernistyczne, współczesne rzeźby (w tym m.in. but wspomnianego na wstępie Gargantui, któremu poświęcono część ogrodów, oczywiście z dyniami i kabaczkami). Wnętrza zamku wypełniono wszelakimi przedmiotami, nawiązującymi, nieraz dość luźno, do jego przeszłości. Możemy tu znaleźć wypchane pawie, liczne poroża, przerobione w duchu totalnego dekadentyzmu (aby dać pełne wyobrażenie – do jednego z nich doczepiono balową suknię). Jest też kącik mordercy oraz sala Joanny d’Arc – w XIX-wiecznym ujęciu. Nad kominkiem w sali jadalnej znajduje się odnowiony fresk Uczta Baltazara artysty flamandzkiego, które, przedstawiając słynną biblijną scenę z tajemniczą ręką z pewnością nie wpływało dobrze na apetyt biesiadników. Mimo to wspomniana „wiki” rzecze o „ciepłym nastroju wnętrz”.

Całość robi wrażenie mocno zmanierowane (nie mylić z manierystycznym) – nawet pracownicy wjeżdżają do zamku wyglądającą na starą i nieużywaną bramą, sterowaną z pilota. Nic dziwnego, że po dojściu na parking (darmowy), zauważyliśmy siedzącego przy samochodzie, na drewnianej barierce pod drzewkiem (oczywiście padało) okazałego pawia, który okazał się dość towarzyski wobec nas, mniej wobec Francuzki, która przyszła z parasolką zaganiać go z powrotem na teren zamku przez spory mur. Gdy zmęczona owocnym wysiłkiem wsiadła do swojego auta, paw już był z powrotem na szczycie muru, a gdy odjechała – zwinnie zeskoczył i znalazł się z powrotem na zewnątrz, przy nas. Pewnie oglądał dekoracje w sali jadalnej i podejrzewał jak może skończyć.

GALERIA