Rewolucyjny Kulturkampf: procesje minione i obecne

Obraz Julesa Bretona – Błogosławieństwo w Artois

Jak podkreśla historyk Paul d’Hollander (Paul d’Hollander: The Church in the Street in Nineteenth-Century France, http://quod.lib.umich.edu/w/wsfh/0642292.0032.011/–church-in-the-street-in-nineteenth-century-france?rgn=main;view=fulltext ) we Francji następująca „forma uobecnienia Kościoła w przestrzeni miejskiej była znacząca w XIX wieku, nawet aż do lat 60-tych XX wieku: procesja religijna.” Zanim przyjrzymy się bliżej owemu odrodzeniu praktyk procesji po latach rewolucji, zauważmy, iż ocena świeckiego profesora historii współczesnej z uniwersytetu w Limoges, pokrywa się z diagnozą opisaną przez znanego francuskiego duchownego 2 połowy XX wieku – abp Marcela Lefebvre, który w „Liście otwartym do zagubionych katolików” tak pisał o powszechnej na drogach Francji tradycji, która zanikła w latach 60-tych XX wieku:

„Czytelnicy, którzy pamiętają lata przedwojenne, z pewnością przypomną sobie żarliwość procesji Bożego Ciała z ich licznymi ołtarzami, pieśniami, kadzielnicami, lśniącą w słońcu monstrancją niesioną przez kapłana pod złocistym baldachimem. Sztandary, kwiaty, dzwonki. (…) Czy słyszę jak ktoś mówi o koniecznej ewolucji i nowym stylu życia? Jednak problemy z ruchem drogowym nie powstrzymują ulicznych demonstracji, zaś demonstrujący nie powstrzymują się przed wyrażaniem ich politycznych opinii czy żądań, słusznych czy nie. (…) Prawie całkowity zanik procesji we Francji nie jest spowodowany brakiem zainteresowania ze strony wiernych. Jest wpisany w nową teorię duszpasterstwa, która jednakże bezustannie wzywa do ‚aktywnego uczestnictwa ludu Bożego’. W roku 1969 proboszcz w departamencie Oise został usunięty przez swojego biskupa, który zakazał organizacji tradycyjnej procesji Bożego Ciała. Procesja mimo to miała miejsce i przyciągnęła dziesięć razy więcej ludzi niż liczba mieszkańców wioski.”

Jednak, wróćmy do początku XIX wieku, kiedy to konkordat zawarty w lipcu Roku Pańskiego 1801 (26 messidora Roku Rewolucji 9) między Stolicą Apostolską a Republiką otworzył ponownie możliwość publicznego kultu religii katolickiej we Francji. Kodeks karny z roku 1810 nakładał sankcje na osoby, które zakłócały kult czy to w kościele czy w innym miejscu używanym do tego celu, choćby tymczasowo. Przepisy zastrzegały też możliwość wprowadzenia ograniczeń ze strony państwa z uwagi na „porządek publiczny”, zaś w roku 1802 – poza konkordatem – dodano ograniczenie z uwagi na istnienie w danej miejscowości świątyń innej religii. Następujący okres konfliktu między Napoleonem, który najechał w roku 1808 ziemie Państwa Papieskiego oraz Piusem VII, który rok później ekskomunikował „cesarza Francuzów” i został przez niego uwięziony, doprowadził w roku 1811 do jednostronnego zerwania przez Napoleona konkordatu, nie sprzyjając rozwojowi kultu katolickiego. Upadek Napoleona i restauracja lat 1814-1830 przywróciła Kościołowi katolickiemu swobody i status głównej religii w państwie. Stan ten skończyła rewolucja lipcowa. W okresie monarchii lipcowej przestali się pojawiać na procesjach urzędnicy – merowie, prefekci, sędziowie, wiara katolicka utraciła status religii państwowej, pojawiały się również coraz częściej próby blokowania czy ataków na procesje przez radykałów. Idąc z flagami republiki i śpiewając rewolucyjne pieśni, stawali oni na drodze procesji, zatrzymując ją, lub organizowali własne „rewolucyjne” procesje. Powodowało to, zwłaszcza na początku lat 30-tych XIX wieku, ograniczanie procesji, zwłaszcza na terenie miast.

Powyższe zmieniło się ponownie za rządów Napoleona III. Ilość procesji się zwiększyła, jak również ich charakter stał się znów bardziej oficjalny, m.in. poprzez udział wspomnianych funkcjonariuszy publicznych, a także uroczysty udział wojska, jak również okazałe dekorowanie ulic. Jak podaje wspomniany już Paul d’Hollander, w Limoges w roku 1784, w okresie sześciomiesięcznym około 100 procesji przemierzyło miasto, podczas, gdy prawie 100 lat później liczba ta wynosiła zaledwie 22 w takim samym okresie czasu, co miało związek m.in. ze zmniejszeniem ilości parafii. Trasy procesji religijnych stały się jednak dłuższe, a uroczystości przyciągały coraz więcej uczestników, między innymi z uwagi na powstające i rozwijające się katolickie szkoły, grupy świeckich, kongregacje czy konfraternie. Jak podaje Paul d’Hollander w roku 1869 procesja w Limoges, na której tradycyjnie niesiono relikwie świętych przyciągnęła 80 tysięcy uczestników.

Opisane wyżej odrodzenie publicznych ceremonii religijnych we Francji spotkało się z krytyką rewolucjonistów, którzy szydzili ze splendoru „chorej religii” (E. Zola) oraz z… kolegów liberałów, którzy w jej uroczystościach uczestniczyli. Pojawiły się oczywiście i dziś liczne głosy protestujące przeciw narzucaniu ateistom czy też masonom konieczności oglądania katolickich procesji przemieszczających się przez ulice miast. Prasa republikańska pisała: „obecnie, skoro wolnomyślicielstwo jest rozpowszechnione w społeczeństwie, istnieje jeden podstawowy obowiązek, który się narzuca: obowiązek szanowania wolności sumienia. Jest słusznym by każda religia była praktykowana za zamkniętymi drzwiami, zaś manifestacje zewnętrzne zostały zakazane aby się nie narzucać sumieniom innych.”

Krytyka przeciwników procesji wybuchła otwarcie po upadku Napoleona III. Wtedy też bardziej aktywni, sprzyjający rewolucji merowie rozpoczęli wprowadzanie zakazów procesji, pod pozorem zapewniania porządku publicznego. Wykorzystywano do tego pojawiające się prowokacje. D’Hollander pisze o procesji Bożego Ciała w czerwcu 1882 roku, w Perigeux, którą mer zakazał po prowokacji na terenie jednej z parafii. Gdy procesja zatrzymała się przy jednym z ołtarzy, błogosławieństwo przerwali rewolucyjni „muzycy”, grając na operetkową nutę. Wywiązało się zamieszanie i kłótnia między uczestnikami procesji a ich przeciwnikami, którzy wznosili okrzyki „precz z klerykałami, niech żyje Republika!”. Prowokacje rewolucyjne działały jednak determinująco na drugą stronę – procesje stały się okazją do wyrażenia poparcia dla uwięzionego w Watykanie przez rewolucjonistów włoskich, którzy wkroczyli do Rzymu po upadku Napoleona III, papieża Piusa IX. Odzywała się w nich stara tradycja kraju Franków jako „najstarszej córy Kościoła”, która, począwszy od Karola Wielkiego, spieszyła na pomoc, znajdującym się w opresji następcom Piotrowym, a z nią sentyment za monarchią, który objawiał się królewskimi liliami na procesyjnych chorągwiach. Zakazywano też procesji coraz częściej – jak wskazuje d’Hollander – miało to miejsce również w Limoges, gdzie zakazano wzmiankowanej wyżej, tradycyjnej procesji z relikwiami. W roku 1897 ówczesny mer Limoges, będący socjalistą, odpowiedział na petycję w sprawie zniesienia zakazu, iż uczyni to, gdy władze centralne pozwolą socjalistom na marsze pod ich sztandarami. Na zarzuty naruszania porządku publicznego przez procesję, katolicy argumentowali, że konkordat zapewnia im prawo do kultu publicznego i nie oni naruszają porządek publiczny, lecz ci którzy procesjom przeszkadzają, zaś władze powinny przed powyższym chronić. W odpowiedzi władze Trzeciej Republiki zmieniły interpretację postanowień konkordatu. W roku 1879 minister do spraw wewnętrznych i religii Karol Filip Lepère, wspierając merów, którzy zaczęli wprowadzać zakazy procesji, wskazał że zakazy te nie naruszają prawa do publicznego kultu, który katolicy mogą sprawować w swoich świątyniach.

Jak pisze d’Hollander, zintensyfikowanie zakazów procesji miało miejsce w dwóch falach: na początku lat 80-tych XIX wieku, a następnie – w okresie intensywnej, zorganizowanej akcji laicyzacji i likwidacji samodzielności finansowej Kościoła, jaka miała miejsce na początku XX wieku. Podczas tej drugiej fali, nie kłopotano się już uzasadnianiem zakazów procesji porządkiem publicznym, lecz używano wprost retoryki antyklerykalnej. Przykładowo, jak podaje d’Hollander rada miejska w Saint-Denis-les-Murs, w roku 1901 ogłosiła że procesje są „obrazą dla zdrowego rozsądku i rozumu”. Również w innych częściach Francji środowiska wolnomularskie i antyklerykalne organizowały akcje zmierzające do uzyskania od władz lokalnych zakazów katolickich procesji. Jeśli mer odmawiał, „wolnomyśliciele” ogłaszali, że mają takie same prawo do ulicy jak katolicy, zapowiadając prowokacyjne demonstracje na tej samej trasie, którą miała iść procesja, oczywiście w tym samym czasie. Był to oczywiście środek nacisku by mer skłonił się do ich żądań i procesji zakazał, jeśli nie w imię walki z „ciemnotą”, to wspomnianego wyżej „porządku publicznego”. Jeśli nie ustępował, dochodziło do prowokacyjnych pochodów organizowanych przez „wolnomyślicieli” wzdłuż trasy procesji, które kończyły się nierzadko wymianą rękoczynów między obiema stronami. Czasami sprawę rozwiązywano poprzez zezwolenie na antykatolicką manifestację, która mogła iść w określonej odległości za procesją.

Ze strony katolików, z kolei próbowano walczyć z zakazami procesji, nie naruszając ich, na przykład organizując procesję wewnątrz kościoła, lecz błogosławieństwo, przed kościołem, na jego stopniach, przed zgromadzonym tłumem, albo też, przeprowadzając procesję, na gruntach prywatnych, po ich granicy, to jest na publicznym widoku. Organizowano też w formie protestu pochody bez symboli i pieśni religijnych, za to podążające tradycyjną drogą procesji. Występowały również sytuacji otwartego występowania przeciw rewolucyjnym zakazom, co kończyło się zwykle starciami z policją i gorliwie ją wspierającymi antyklerykałami.  W Boże Ciało roku 1903 dochodziło do regularnych zaczepek procesji katolickich przez socjalistów śpiewających Międzynarodówkę.

W roku 1905 doszło do sławetnego „rozdziału Kościoła od państwa” czyli ostatecznego zerwania konkordatu z roku 1801. Działania rządu Francji potępił papież Pius X w encyklice Vehementer nos z roku 1906, tak opisując to, co się wydarzyło:

„(…) Rozmiar krzywdy wyrządzonej Stolicy Apostolskiej przez jednostronne zerwanie konkordatu stał się tym gorszy ze względu na sposób, w jaki państwo dokonało tego aktu. Jest zasadą niebudzącą wątpliwości i powszechnie przestrzeganą przez wszystkie narody, że zerwanie traktatu powinno być wcześniej dokładnie zapowiedziane, w sposób jasny i wyraźny, drugiej stronie przez tą, która zamierza położyć kres ugodzie. Lecz w tym przypadku nie tylko że nie przedstawiono Stolicy Apostolskiej żadnego zawiadomienia tego rodzaju, to ponadto nie dano najmniejszego znaku, który mógłby zapowiadać taki czyn. (…) Prawo rozdziału (…) wyznacza administrację i nadzór nad publicznym kultem nie hierarchicznemu ciału w boski sposób ustanowionemu przez naszego Zbawiciela, lecz stowarzyszeniu ustanowionemu przez świeckich. Stowarzyszeniu temu przyznane zostały specjalne formy i osobowość prawna. Uznaje się je wyłącznie za mające prawa i ponoszące odpowiedzialność w oczach prawa we wszystkich kwestiach odnoszących się do kultu religijnego. To stowarzyszenie zarządza kościołami i nieruchomościami, ma w posiadaniu kościelną własność, rzeczywiście i osobowo, ma do swej dyspozycji (choć tylko tymczasowo) rezydencje biskupów i księży, a także seminaria; jest administratorem kościelnego mienia, kontroluje finanse, odbiera daniny i donacje uczynione na rzecz kultu religijnego. (…) Te stowarzyszenia ds. kultu [religijnego] są zatem tak zależne od władz świeckich, że, rzecz oczywista, władze duchowne nie będą miały nad nimi żadnej mocy. (…) Prawo to przypisało władzy państwa najwyższą jurysdykcję nad tymi stowarzyszeniami i poddało je całej serii postanowień nie zawartych w prawie ogólnym, utrudniając tym samym ich tworzenie i czyniąc jeszcze trudniejszym ich istnienie; tak też po ogłoszeniu wolności kultu publicznego przystąpiono do ograniczania ich działalności poprzez niezliczoną liczbę utrudnień; tak też ograbiło Kościół z wewnętrznych regulacji kościelnych, by funkcje te przyznać państwu (…) Na przekór wszelkiej sprawiedliwości, prawo to odebrało Kościołowi wielką część ofiarowanych mu donacji, które należały doń na mocy zarazem licznych, jak i świętych praw; prawo to zakazało i anulowało wszystkie świątobliwe fundacje poświęcone, z doskonałą legalnością, boskiemu kultowi i wstawiennictwu za zmarłych. Dobra doczesne podarowane przez szczodrobliwych katolików dla utrzymania katolickich szkół i dorobek przeróżnych dzieł miłosierdzia związanych z działalnością religijną został przekazany świeckim stowarzyszeniom, w których byłoby rzeczą próżną szukać najmniejszych śladów religii. W kwestii tej naruszono nie tylko prawa Kościoła, lecz także oficjalną i wyraźną wolę donatorów i testatorów. To także jest dla Nas przedmiotem głębokiego żalu, że prawo, w pogardzie dla wszystkich praw, ogłasza jako własność państwa, departamentów i gmin, kościelne budowle pochodzące jeszcze sprzed czasów konkordatu. To prawda, prawo o rozdziale państwa od Kościoła przyznaje łaskawie, na czas nieokreślony, użytkowanie tych budowli przez stowarzyszenia ds. kultu religijnego, lecz obwarowało to ustępstwo tak licznymi i poważnymi obostrzeniami, że w rzeczywistości to władze publiczne dysponują nimi w zupełności. (…)”

Inicjatorem zerwania konkordatu i projektu powyższego prawa był Emile Combes, antykatolicki premier Republiki i mason. Jego następca Maurice Rouvier, również mason, który objął funkcję premiera w styczniu roku 1905 doprowadził proces do końca. Artykuł 27 ustawy, który regulował między innymi procesje i bicie w dzwony dozwalał, na kontynuacje tradycji procesji na zasadach ustalonych w roku 1884, to jest, z utrzymaniem możliwości wprowadzenia ich zakazu przez lokalnych merów. Po przetoczeniu się antyklerykalnej fali tradycja procesji Bożego Ciała wciąż trwała, wspierana zwłaszcza w okresie intensywnej działalności Akcji Katolickiej, choć nie ustały też próby jej powstrzymania.

Jak wskazuje Michelle C. Wing w: Notre-Dame on the Move: Catholic Processions and Politics in Post-Liberation France ( http://quod.lib.umich.edu/w/wsfh/0642292.0037.020/–notre-dame-on-the-move-catholic-processions-and-politics?rgn=main;view=fulltext ) także w okresie po II wojnie światowej dochodziło do sytuacji zakazu publicznych wydarzeń religijnych w poszczególnych miejscowościach. 11 marca 1946 trzy tysiące wiernych przy kościele Notre-Dame de Nazareth w Vitry-sur-Seine, na przedmieściach Paryża, uczestniczyło w przejęciu figury Notre-Dame de Boulogne z rąk sił policyjnych, które pojawiły się tam aby uniemożliwić publiczną, tradycyjną procesję. Uformowaną na nowo procesję prowadził były więzień niemieckiego obozu narodowo-socjalistycznego w Dachau, w swoim obozowym uniformie. Policja próbowała zatrzymać ową procesję blokadami, jednak wiernym udało się je ominąć.  Dziesięć osób po stronie katolickiej zostało zatrzymanych, kilku policjantów w starciach odniosło rany. Zaczynała się kolejna już na drodze rewolucji, czwarta republika, a uwidoczniający się wyraźnie w kwestii publicznych procesji niemożliwy do usunięcia konflikt o istnienie wiary w sferze publicznej, wciąż nie ustawał. Jego elementem była wielka peregrynacja figur Notre-Dame de Boulogne – podobna peregrynacji obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej, z którą tak walczono w Polsce. Peregrynacja owa trwała w latach 1943-1948 i była związana z orędziem fatimskim, którego kolejna przepowiednia – wielka wojna zapowiedziana przez czerwień na niebie zdała się spełnić. Francję przemierzały w publicznych procesjach cztery kopie figury, niosąc wezwanie do nawrócenia się, pokuty i powrotu do Boga oraz Kościoła. Uczestniczyli w owych procesjach także urzędnicy przyznający się do religii katolickiej, czasem nawet uroczyście, składając przed figurą Madonny, klucze do miasteczka. Przyłączały się do nich setki i tysiące wiernych, idąc, często boso, i śpiewając tradycyjne pieśni, czy recytując tradycyjne modlitwy, takie jak Różaniec. Jednym słowem, w oczach „wolnomyślicieli” wypełzły w przestrzeń publiczną mroczne upiory zacofania i przeszłości, fundamentalizm i fanatyzm. Rewolucja i jej zdobycze wymagały obrony.

Rozpoczęta na nowo wojna kulturowa zarzucała członkom hierarchii kościelnej sympatyzowanie z reżimem w Vichy czy wręcz faszyzm, na co katolicy odpowiadali, powołując się na swój udział w ruchu oporu oraz na sytuacje, w których Niemcy rozpędzali procesje podczas okupacji. Peregrynacja figur Notre-Dame napotykała, organizowane przez socjalistów, komunistów i wolnomularzy protesty i prowokacje, które przybierały nierzadko pełny przemocy charakter. Jak pisze Michelle C. Wing „w roku 1947, w Lot-et-Garonne na ulicach rozsypano szkło i gwoździe w tych miejscach, przez które mieli przechodzić bosi pielgrzymi. W Chambéry, w dwóch kaplicach – jednej, która tuż przedtem przyjęła Grand Retour oraz kolejnej, która miała przyjąć następnego dnia – wybuchły bomby”. W manifestacjach antykatolickich brali udział socjalistyczni, komunistyczni i „wolnomyślący” urzędnicy, a pochodzący z takich środowisk merowie zakazywali procesji, pod pozorem zachowania „porządku publicznego” i w obronie świeckości republiki. Obawiano się również, że publiczne procesje mogą przekonać wahających się Francuzów i mieć wpływ na wyniki kolejnych wyborów. Media rewolucyjne grzmiały przeciw „maskaradom, które hańbią swoją epokę”, a Marii Pannie przeciwstawiano alegorię republiki – Mariannę we frygijskiej czapce rewolucji. W październiku 1245 prefektura policji w Paryżu zabroniła procesji Grand Retour na terenie miasta. Figura Notre Dame była ładowana do policyjnej furgonetki i przewożona do kolejnego kościoła. Na początku 1946 katolicy podjęli otwarty protest, którego częścią były opisane wyżej wydarzenia 11 marca w Vitry-sur-Seine. Zaledwie trzy dni wcześniej setka policjantów zablokowała grupę kilku tysięcy katolików próbujących sformować procesję w Ivry-sur-Seine. Media katolickie doniosły że wydarzeniom towarzyszyła manifestacja kilkudziesięciu komunistów śpiewających Międzynarodówkę, którą wierni zagłuszyli gromkim, lurdzkim Ave Maria. 9 marca zebrały się już dwie setki komunistów intonujących Międzynarodówkę i podążających za katolikami, próbując ich sprowokować. Komunistyczny mer Ivry twierdził że śpiewano jedynie „niegroźną”  Marsyliankę. 11 marca doszło do starć w Vitry i sąsiednim Thiais. Na lokalnym zgromadzeniu samorządowym w Paryżu socjaliści i komuniści krytykowali Wielką Pielgrzymkę, powołując się nawet na rzekomą przychylność władz niemieckich dla niej podczas okupacji, co miało być dowodem kolaboracji jej organizatorów oraz zarzucając katolikom próbę rozbicia jedności francuskiego ludu.

„Wiosna” lat 60-tych i „duch” Soboru Watykańskiego II stłumiły zapał katolików w staraniach o procesje i inne ceremonie religijne w miejscach publicznych. Obecnie, gdzieniegdzie Francuzi podejmują próby odświeżenia dawnej, żywej tradycji, o którą latami walczono z komunistami, socjalistami i masonami. Próby te napotykają atmosferę nieco tylko różniącą się od tej, opisanej wyżej. Nieco, bo do czynnika wojującego antykatolicyzmu doszedł do głosu i rośnie w siłę czynnik islamski. Oto opis z roku 2008, z jednego z blogów internetowych na temat procesji Bożego Ciała zorganizowanej w Paryżu:

Staje się coraz trudniejsze podtrzymywanie tych procesji w Paryżu, gdyż niektórzy ludzie ośmielają się pluć z balkonów na procesję i wylewać wodę oraz inne nieznane płyny… Do tego dużo obelg i wieże stereo pogłośnione do maksimum. Ale procesja przeszła, jest takie arabskie powiedzenie: psy szczekają, lecz karawana idzie dalej czy także: deszcz nie zatrzymuje pielgrzyma.” (http://www.newliturgicalmovement.org/2008/05/corpus-christi-in-saint-eugne-paris.html )

Reklamy

Boże Narodzenie we Francji 2016: Paray-le-Monial

Paray-le-Monial – stare miasteczko kluniackie, potem miejsce pielgrzymkowe związane z objawieniami Małgorzaty Marii Alacoque. Dziś miejsce Kulturkampfu toczonego przez miejscowe NGO zwanego szumnie Francuską Ligą Obrony Praw Człowieka i Obywatela, która wystąpiła w obronie ludu i obywateli Francji oraz ich praw w związku z przemianą miejscowego merostwa w „miejsce kultu” poprzez umieszczenie tamże betlejemskiego żłóbka. Żłóbek został na podstawie orzeczenia sądu wydanego z inicjatywy powyższej instytucji usunięty:
Tu stał żłóbek – źródło http://lesalonbeige.blogs.com/

Sąd w Dijonie, uznając żłóbek za sprzeczny z „zasadą neutralności” światopoglądowej, nakazał również gminie zapłatę kwoty 1000 EUR na rzecz wspomnianej wyżej organizacji stojącej na straży człowieczeństwa i obywatelstwa ludu francuskiego. Merowi Paray-le-Monial, Jeanowi-Markowi Nesme nie pomogło nawet powołanie się na neutralną światopoglądowo umowę o kulturalnej wymianie zawartą z miasteczkiem Betlejem w ziemi judzkiej w roku 2003. Mer zadeklarował że kwotę 1000 EUR wyłoży z własnych pieniędzy. I jeszcze komentarz ze strony christianophobie.fr :

Jest absurdalne że umieszczenie bożonarodzeniowego żłóbka w danym miejscu zamienia je ipso facto w ‚miejsce kultu’! Czy zatem powinniśmy usunąć wszystkie przedstawiające Narodzenie malowidła z naszych publicznych muzeów z tej przyczyny, że obecność owych dzieł może powodować przemianę owych muzeów w miejsca kultu (…) Identyczne żłóbki są sprzedawane z przeznaczeniem zysku na rzecz stowarzyszenia [pomocy] w miejskim muzeum i nikt nie widzi w tym nic zdrożnego”

http://www.christianophobie.fr/breves/scandale-a-paray-monial-creche-quitter-mairie

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Umieszczenie relikwii, relikwiarzy, naczyń liturgicznych, sztuki sakralnej w muzeach zamierzchłej przeszłości jako dzieł sztuki minionej nikomu nie przeszkadza, tak jak, dajmy na to, budowniczym Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, nie przeszkadzali zamknięci w rezerwatach Indianie. Czym innym jest jednak zaistnienie symboli w przestrzeni publicznej związanej z teraźniejszością. Bo jak, już zauważył Konfucjusz, to nie prawa, lecz znaki i symbole rządzą ową przestrzenią. Podchwycili tę jego zasadę rewolucjoniści, czuwając by żadne znaki i symbole minionej cywilizacji nie zakłócały postępów nowoczesności. Choćby tak incydentalne i obecne jedynie przez oznaczony, krótki czas jak betlejemski żłóbek.

A dzisiejszym Francuzom brak choćby werwy tych, którzy w 2 połowie XIX wieku, po okresie triumfów rewolucji, potrafili wprowadzić w przestrzeń publiczną bazylikę Sacre Coeur, lyońską Notre-Dame de Fourvière czy 16-metrową figurę Maryi na wzgórzach Le Puy-en-Velay.

 

Plan podróży: Burgundia – Berze la Ville

Miejscowy klasztor będący przeoratem niedalekiego Cluny został utworzony w 2 połowie XI stulecia przez kluniackiego opata Hugona z Semur. W XVI wieku wzniesiono sąsiedni budynek klasztorny, zwany zamkiem mnichów. W roku 1791 rewolucja wyrzuciła stąd benedyktynów, zaś dawny zespół klasztorny sprzedano i zamieniono na zagrodę i stodołę. Miejscowa kamienna kaplica z 2 połowy XI w., kryta gontem z trzyprzęsłową nawą, zawiera okazałe freski z 1 połowy XII wieku łączące wpływy sztuki bizantyjskiej z ottońską, stanowiące jedną z najlepiej zachowanych pozostałości malarskiej sztuki kluniackiej.

Berze la Ville – widok ogólny (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Chapelle_des_moines_Berz%C3%A9-la-ville.jpg)

W centrum absydy znajduje się Chrystus tronujący w mandorli, w otoczeniu 12 Apostołów. Poniżej przedstawieni zostali dwaj biskupi i diakoni Kościoła – św. Wincenty i św. Wawrzyniec, otaczani szczególną czcią w regionie. Poniżej znajdują się wizerunki sześciu świętych niewiast, w tym św. Agaty i Konsorcji. W jednej ze ślepych arkad umieszczono męczeństwo św. Wawrzyńca oraz śmierć św. Blasa. Kolory malowideł przetrwały dzięki użyciu naturalnych barwników takich jak lapis lazuli i ochra, a także dzięki ich zamalowaniu. Odsłonięto je pod koniec XIX wieku.

Absyda kaplicy w Berze la Ville (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Berz%C3%A9-la-Ville%2C_La_chapelle_aux_Moines_F_019_Be.jpg)

Plan podróży: Lyon

Lyon, mimo że liczy niecałe 500 tysięcy mieszkańców, jest trzecim co do wielkości, po Paryżu i Marsylii, miastem Francji. Jednakże cała aglomeracja lyońska liczy ponad 2 miliony mieszkańców, co daje jej drugie miejsce Ile-de-France. Początki Lyonu łączą się z ekspansją rzymską w Galii w pierwszym półwieczu przed Chrystusem. W roku 43 p. Chr. grupa rzymskich żołnierzy wyrzuconych z Vienne przez miejscową ludność założyła tu osadę Colonia Copia Felix Munatia Lugdunum, która stopniowo rozwinęła się w stolicę rzymskiej Galii – Lugdunum. Swój rozwój zawdzięczała dogodnemu położeniu nad Rodanem i Saoną, w węźle rzymskich dróg wiodących przez prowincję. Ich budowę nadzorował Oktawian August, który odwiedził Lugdunum trzykrotnie. W Lugdunum przyszli na świat późniejszy cesarz Klaudiusz, który podporządkował Rzymowi Brytanię, oraz zapamiętany z powodu okazałych term – Karakala.

Teatr w Lyonie (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Theatre-et-odeon-de-la-vill.jpg)

Miasto na początku II wieku liczyło około 70 tysięcy mieszkańców. Posiadało forum, świątynie, cyrk i teatry. Największy z nich, rozbudowany za czasów Hadriana, mógł pomieścić ponad 10 tysięcy widzów. Dla rozwijającego się chrześcijaństwa silny ośrodek rzymskiej władzy stanowiło tyleż dogodne, zwłaszcza z uwagi na dużą ilość mieszkańców pochodzenia greckiego, co ryzykowne pole misyjne. Za rządów Marka Aureliusza oraz Septyma Sewera Lyon doczekał się szeregu męczenników, do których należeli m.in. pierwszy biskup miasta Potyn, Blandyna, i Epipodiusz. Głównym miejscem egzekucji był miejscowy amfiteatr. Biskupem Lugdunum po śmierci Potyna został, uznawany za jednego z ojców Kościoła, Ireneusz, autor szeregu dzieł patrystycznych, rozprawiających się m.in. z gnostycyzmem, w tym traktatu „Przeciw herezjom”. Według tradycji, poniósł on śmierć męczeńską na początku III wieku, za panowania Septyma Sewera. Po ostatecznym zakończeniu prześladowań chrześcijańskich Lugdunum stało się stolicą jednej z głównych diecezji galijskich. W V wieku innym sławnym teologiem pochodzącym z miasta stał się Sydoniusz Apolinary.

Widok na wzgórze Fourviere (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Three_sights_Lyon.JPG)

W roku 461, podczas, gdy pod naporem Hunów i innych ludów, waliło się Cesarstwo Zachodniorzymskie, Lyon stał się stolicą państwa burgundzkiego. W tzw. wiekach ciemnych istotną rolę ośrodków cywilizacyjnych pełniły klasztory. Zakonne zgromadzenia pojawiły się także w Lyonie W VIII wieku Lyon stał się częścią monarchii karolińskiej. W wyniku jej podziału traktatem w Verdun z roku 843 przypadł Lotarowi, a następnie wszedł w skład królestwa Arles i Burgundii. W roku 1078 przyznał miejscowym arcybiskupom tytuł „prymasa Galii”, zachowywany do dziś. W roku 1157 cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego Fryderyk Barbarossa nadał miejscowemu arcybiskupowi tytuł hrabiego Lyonu. W roku 1245 w Lyonie zebrał się sobór powszechny, zwołany przez papieża Innocentego IV, który, po krótkim procesie, zdetronizował Fryderyka II z rzymskiego tronu cesarskiego. Sobór obradował również nad nieprawościami duchownych i wiernych świeckich. Innocenty IV podjął również wówczas decyzję o wysłaniu poselstwa Giovanniego di Piano Caprini do wielkiego chana Mongołów, w którym uczestniczył zakonnik z Wrocławia – Benedykt Polak.

Katedra św. Jana Chrzciciela nocą (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:La_Cath%C3%A9drale_Saint-Jean_de_nuit.JPG)

Drugi sobór lyoński w roku 1274, zwołany przez Grzegorza X podjął próbę unii z patriarchą Konstantynopola, która, z przyczyn głównie politycznych (m.in. niepowodzenie zorganizowania kolejnej krucjaty), nie dała trwałego rezultatu. Doprecyzowano również zasady papieskiego konklawe i zajęto się problemem symonii w Kościele. W roku 1305 w Lyonie miała miejsce papieska koronacja Klemensa V, jedenaście lat później – koronacja Jana XXII. W międzyczasie skończyła się jednak niezależność miasta – w roku 1312 Filip Piękny przyłączył je do królestwa Francji. Mimo przyłączenia do Francji i położenia na jego pograniczach, Lyon rozwijał się, głównie dzięki handlowi z Italią. Równocześnie, wojna stuletnia powodowała słabość polityczną królestwa, co dawało lyończykom dozę niezależności. Skończyła się ona wraz z sukcesami Karola VII w walce ze stroną angielską i traktatem w Arras roku 1435, który oznaczał przywrócenie królewskich porządków. W roku 1436 wybuchł tu bunt przeciw związanemu z tym opodatkowaniu, który zmusił samego monarchę do pojawienia się w mieście, w grudniu tego roku. Skończyło się wyrokami śmierci lub banicji dla głównych uczestników rebelii. Rządy królewskie przynosiły jednak również miastu profity – za panowania Ludwika XI cztery wielkie jarmarki ściągały kupców z całej Europy, głównie wspomnianej już Italii. Zaangażowanie Francji w wojny włoskie powodowało wzrost wymiany na tym kierunku. Handlowano przyprawami i suknem, głównie jedwabiem. W mieście pojawili się również bankierzy florenccy, stało się również ono pod koniec XV wieku ośrodkiem nowego rodzaju usług – drukarskich.

Dawne opactwo Ainay (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Abbaye_Ainay_Lyon.jpg)

2 połowa XVI wieku przyniosła wojny religijne – w roku 1562 miasto zajęli hugenoci, odciskając na nim piętno ikonoklazmu. Stulecia XVII i XVIII to okres rozwoju przemysłu, głównie tkackiego. Podczas rewolucji francuskiej końca XVIII wieku Lyon stał się jednym z ośrodków wsparcia Żyrondy. W roku 1793 miasto zostało oblężone przez wojska rewolucyjne i po 2 miesiącach skapitulowało. Zdobywcy zaprowadzili terror – wykonano egzekucje na ponad 2000 osobach, niszczono również miejskie budynki. Ich rekonstrukcję zarządził później Napoleon Bonaparte. Napoleon, prowadząc ekspansję poprzez prowadzone wojny, wymuszał również na innych dworach europejskich kupowanie lyońskiego jedwabiu. Dalszy okres XIX wieku przyniósł ugruntowanie pozycji Lyonu jako jednego z głównych ośrodków przemysłowych Francji. Pod koniec tego stulecia w Lyonie istniało 310 zakładów włókienniczych bazujących na jedwabiu, zatrudniających łącznie ponad 200 tysięcy pracowników. Podczas II wojny światowej Lyon znalazł się w strefie kontrolowanej bezpośrednio przez III Rzeszę Niemiecką. Miano rzeźnika Lyonu uzyskał wówczas Klaus Barbie, zwalczający przejawy oporu.

Bazylika Notre-Dame (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Lyon-Basilique-de-Fourvi%C3%A8res.jpg)

Bogata przeszłość Lyonu pozostawiła po sobie liczne zabytki. Najbardziej imponującą pozostałością czasów antycznych jest dawny teatr, którego budowę rozpoczęto za czasów Oktawiana Augusta, około 15 roku przed Chrystusem, a który rozbudowano za czasów Hadriana, na początku II wieku. Po przebudowie osiągnął średnicę 108 metrów i pojemność ponad 10 000 osób. Do dziś odbywają się tu wydarzenia kulturalne. Katedra prymasowska św. Jana Chrzciciela stoi na miejscu pierwszego kościoła z czasów św. Potyna i św. Ireneusza, który w VI wieku zastąpiono nowym kościołem. Wznoszenie obecnej budowli rozpoczęto w XII wieku, zakończono dopiero w roku 1476. Wnętrze ma 80 metrów długości, szerokość od 20 (prezbiterium) do ponad 32 metrów (nawa). Po obu stronach ołtarza znajdują się krzyże upamiętniającą tzw. unię lyońską między Kościołem rzymskim a Bizancjum. Uwagę zwraca również XV-wieczna kaplica bourbońska oraz zegar astronomiczny z XIV wieku. Przy katedrze, w romańskim budynku mieści się muzeum – skarbiec katedralny.

Katedra św. Jana Chrzciciela – widok ze wzgórza Fourviere (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:007._Photo_prise_depuis_les_toits_de_la_Basilique_Notre-Dame_de_Fourvi%C3%A8re.JPG)

Bazylika św. Marcina w Ainay zachowuje cechy romańskie. Pierwszy kościół według tradycji powstał tu by upamiętnić chrześcijańskich męczenników z II wieku. Wspomina go kronikarz Grzegorz z Tours. W roku 859 powstało tutaj opactwo benedyktyńskie. Obecny kościół był budowany pod koniec XI wieku. Został konsekrowany w roku 1107 przez papieża Paschalisa, a poświęcono go św. Marcinowi z Tours. Podczas I soboru lyońskiego w roku 1245 uznano pierwszeństwo opactwa Ainay przed ponad 70 opactwami i klasztorami w Burgundii i Prowansji. Posiadało ono rozległe włości ziemskie. Nic dziwnego, że nad majątkiem pieczę zapragnął roztoczyć król, wprowadzając w XVI wieku, prawo komendacji, to jest nominacji miejscowych opatów. Powyższe spowodowało, że godność opata była traktowana jako godność rządcy pokaźnych dóbr, co odbiło się niekorzystnie na życiu duchowym. W roku 1562, podczas jednej z odsłon wojen hugenockich, żołnierze barona des Ardets splądrowali budynki klasztorne oraz sam kościół. Odbudowywano go powoli, choć w roku 1600 król Henryk IV zatrzymał się w opactwie z okazji ślubu z Marią Medyceuszką, który miał miejsce w lyońskiej katedrze. Ostatni zakonnicy opuścili opactwo w roku 1685, a klasztorny kościół stał się parafialnym. Rewolucja zaprowadziła swoje porządki – kościół zmieniono w spichlerz, przez co uległ dewastacji, a dawny pałac opacki zburzono. W roku 1802 kościół ponownie konsekrowano, a w ciągu XIX wieku Francuzi odnowili to co zniszczyli. W roku 1905 papież Pius X nadał kościołowi godność bazyliki.

Bazylika św. Marcina (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Abbaye_ainay_Lyon.jpg)

Kościół św. Bonawentury ocalał podczas „porządków” miasta za Napoleona III kiedy to powstała ulica Cesarska (obecnie Republikańska). Jak patron wskazuje należał pierwotnie do franciszkanów, czyli kordelierów, jak nazywają ich Francuzi. Sam św. Bonawentura, doktor Kościoła, zwany Doktorem Serafickim, autor wspaniałego traktatu o Trójcy świętej, gdzie uznawał miłość za podstawę relacji między Boskimi Osobami, dla franciszkanów był tym, kim św. Tomasz z Akwinu dla zakonu kaznodziejskiego. Zmarł w Lyonie, podczas soboru, w lutym roku 1274 i tu też odprawiono mu Requiem. Wznoszenie obecnego kościoła zajęło zaledwie dwa lata – od roku 1325 do roku 1227. Kościół pierwotnie otrzymał wezwanie św. Franciszka z Asyżu. W roku 1482 papież Sykstus IV ogłosił Bonawenturę świętym i powiększany wówczas kościół w Lyonie otrzymał jego imię. W roku 1607 przeprowadzono przebudowę chóru. Rewolucja francuska końca XVIII wieku potraktowała kościół podobnie jak bazylikę św. Marcina, zamieniając go w magazyn zbożowy. W roku 1806 został ponownie konsekrowany, a następnie poddany remontowi. Pod koniec XIX wieku przeprowadzono rozbiórkę budynków przylegających do budowli.

Kościół św. Bonawentury (źródło i licencja: https://fr.wikipedia.org/wiki/%C3%89glise_Saint-Bonaventure_de_Lyon#/media/File:P1090039_L%27eglise_Saint_Bonaventure_a_Lyon.JPG)

Patronem kościoła Saint-Nizier jest św. Nicecjusz, biskup Lyonu i patriarcha Kościoła z VI wieku. Kościół powstał w V wieku, na gruzach rzymskiej świątyni Attysa – bóstwa wegetacji, co ciekawe – przedstawianego w czapce frygijskiej, która stała się później symbolem rewolucji francuskiej. Kościół upamiętniał męczeństwo chrześcijan w Lyonie, w roku 177 i stał się miejscem pochówku lyońskich biskupów. Jednym z nich był Nicecjusz, który zmarł w opinii świętości i którego wstawiennictwu przypisywano liczne cuda. W VII wieku opatem był tutaj św. Austregisilus, późniejszy biskup Bourges. W VIII wieku kościół padł ofiarą kampanii wojennych z udziałem Saracenów i wojsk Karola Młota. Odbudowano go w IX wieku. W roku 1253 kościół podpalili ówcześni komuniści – waldensi, oburzeni jego bogatym wystrojem. Gotycką formę kościół otrzymał podczas przebudowy, która, między innymi wskutek wojny stuletniej, trwała od XIV do 2 połowy XVI wieku. Portal wejściowy ma charakter renesansowy. W roku 1562 stał się obiektem napaści hugenotów, którzy zbezcześcili groby biskupów Lyonu. Kolejni rewolucjoniści – ci z końca XVIII wieku kościół zmienili w spichlerz mąki. Planowano zmienić go w galerię, co spotkało się ze sprzeciwem mieszkańców. W XIX wieku kościołowi przywrócono funkcję sakralną i poddano remontowi oraz rozbudowie.

Kościół St-Nizier (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:%C3%89glise_Saint-Nizier%2C_Lyon.jpg)

Kościół św. Pawła, znajduje się w dzielnicy o tej samej nazwie. Pierwszy kościół na tym miejscu powstał w połowie VI wieku, konsekrowany przez ówczesnego biskupa św. Sacerdosa. Po zniszczeniach w roku 732, został odbudowany na początku IX stulecia. W X wieku stał się kościołem cmentarnym. Rozbudowany w XI i XII wieku, otrzymał romańsko-gotycką formę. W roku 1440 wzniesiono dzwonnicę. W roku 1562, podczas ataku kalwinistów na miasto odniósł uszkodzenia. W roku 1793 rewolucjoniści zamienili go w magazyn saletry. Ponownie konsekrowano go w roku 1801. Wymagał remontu, który stopniowo przeprowadzano – w roku 1818 rozebrano grożącą zawaleniem 24-metrową, kamienną iglicę wieży, w roku 1835 otrzymał romańską w formie latarnię, w roku 1877 neogotycki portal, a pod koniec XIX wieku malowidła w prezbiterium. W roku 1982 zrekonstruowano kamienną iglicę wieży.

Przy lyońskiej katedrze (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:De_saint-%C3%89tienne_%C3%A0_Saint-Jean.JPG)

Na wzgórzu nad miastem znajduje się bazylika mniejsza Notre-Dame de Fourvière. Jej budowę przeprowadzono z prywatnych funduszy w latach 1872-1884 w miejscu rzymskiego forum Trajana. Miała być wotum za ocalenie miasta przed morem w roku 1643, przed cholerą w roku 1832 oraz przed Prusakami w roku 1870. Z tej okazji co roku w święto Niepokalanego Poczęcia Matki Boskiej – 8 grudnia w oknach domów lyońskich zapalają się świece. Podobnie jak paryska bazylika Sacre-Coeur na Montmartre budowa lyońskiej Notre-Dame miała być również aktem ekspiacji za dzieła rewolucji francuskiej. Jej styl odwołuje się do sztuki romańskiej i bizantyńskiej – posiada cztery główne wieże oraz dzwonnicę z pozłacaną statuą Maryi na szczycie. Wewnątrz dwupoziomowego sanktuarium znajdziemy zarówno witraże, jak i mozaiki. Przy bazylice znajduje się muzeum sztuki sakralnej.

Wnętrze bazyliki Notre-Dame (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Lyon-Notre-Dame-de-Fourvi%C3%A8res-int%C3%A9rieur.jpg)

Plan podróży: Owernia – Aurillac

W Aurillac urodził się benedyktyński mnich Gerbert, późniejszy papież Sylwester II, który kanonizował patrona Polski św. Wojciecha i zapewnił utworzenie pierwszej w naszym kraju metropolii. Był on uznawany za osobę niezwyklę uczoną. Samo miasto powstało na miejscu dawnego galijsko-rzymskiego osiedla Aureliacum. W IX wieku istniał tu zamek miejscowej rodziny feudalnej. Hrabia Gerald ufundował w roku 885 benedyktyński klasztor, w którym pierwsze lata życia zakonnego spędził przyszły papież Sylwester II.

Pozostałości zamku św. Szczepana w Aurillac (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File: Aurillac_ChateauSaintEtienne.jpg)

Przy opactwie rozwinęło się miasteczko. Koegzystencja władzy świeckiej i duchownej była czasami trudna – w roku 1255 doszło nawet do starć i podpisania ugody zwanej traktatem z Aurillac, która uregulowała wzajemne stosunki. W XIV do Aurillac zawitała wojna stuletnia – miasto odparło jednak oblężenie Anglików. W XVI wieku doszło do zniszczeń z rąk hugenotów – w roku 1569 miasto poprzez zdradę dostał się w ich ręce, co skończyło się rzezią oraz splądrowaniem opactwa, spłonęła wtedy cała klasztorna biblioteka. Opactwo odbudowano w XVII wieku, który był także stuleciem reformy benedyktyńskich zgromadzeń. Zlikwidowano je podczas rewolucji francuskiej.

Widok na kościół i dzielnicę św. Geralda (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Aurillac_QuartierStGeraud.jpg)

Zachował się kościół św. Geralda z elementami romańskimi (najstarsze z XI. stulecia) i gotyckimi oraz barokowym XVII- i XVIII-wiecznym wyposażeniem. Drugim zabytkowym kościołem jest gotycki kościół Notre-Dame-aux-Neiges z 1 połowy XIV wieku. Gotycki charakter ma też tzw. dom konsula. Nad miastem wznoszą się pozostałości zamku św. Szczepana – w zamku mieści się obecnie muzeum wulkanów. Barok w mieście reprezentują XVII-wieczny ratusz, kaplica z 1 poł. XVII wieku za XVIII-wiecznymi malowidłami, a także dawne kolegium jezuickie.

Kościół Notre-Dame-aux-Neiges (źródło i licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Aurillac_-_Eglise_Notre-Dame-aux-Neiges_-1.jpg)

Czyści katarzy i nieczysty świat

I.

Do Prowansji, gdzie rozegrały się główne wydarzenia związane z herezją katarską wprawdzie nie dotarliśmy, ale pragnę przypomnieć że pierwsze wzmianki o naukach pokrewnych bogomiłom we Francji pochodzą z obszaru doliny Loary oraz Szampanii – w grudniu roku 1022 król Robert II skazał na śmierć na stosie w Orleanie 13 osób, częściowo duchownych głoszących nową herezję. Heretycy ci odrzucali małżeństwo, chrzest, Komunię, spowiedź, miłość małżeńską, hierarchię kościelną, a także… istnienie Chrystusa jako Boga-człowieka. Stosowali własny obrzęd nałożenia rąk uwalniający z grzechów, wierząc w bezpośrednie umocowanie przez Ducha Świętego. Skazani nie chcieli się wyprzeć powyższych wierzeń i na śmierć, jak zanotowali kronikarze, podążyli ze śmiechem (co nie dziwi zważywszy na prezentowane poglądy, opisane szerzej poniżej), podobnie jak o 122 lata późniejsi perfecti z Montsegur. Tego samego roku 1022 dotyczą wzmianki o osobach głoszących w Tuluzie tajemne nauki. W tymże okresie wystąpienia heretyckie zanotowano w diecezji Arras we Flandrii, gdzie pojawił się Italczyk imieniem Gandulf odrzucający małżeństwo, chrzest i Eucharystię. W roku 1025 miejscowy biskup Gerard z Cambrai doprowadził do dysputy i nawrócenia heretyków bez stosowania środków przymusu.

Niektórzy historycy uważają jednak, że pierwszym znanym bogomiłem na ziemiach Franków jest działający w rejonie Chalons, we wsi Virtus po roku 1000 „prorok” ludowy Leutard, który przypisywał sobie prorocze wizje i władzę od Ducha Świętego. Głosił ikonoklazm, napadając na okoliczne kościoły. Nie zgromadził wielu zwolenników, a przez miejscowego biskupa Gebuina był traktowany jako szaleniec. Po obnażeniu fałszywości swoich nauk, jak zanotował kronikarz Glaber Radolfus, Leutard pozbawił się życia, rzucając do studni. W tym samym Chalons, w latach 40-tych XI wieku problem ludowych herezji przybrał nasilony charakter i został potępiony na synodzie w Reims roku 1049. W heretyckich naukach przewijały się elementy typowe dla bogomilstwa i kataryzmu m.in. swoisty „sakrament” nakładania rąk, odrzucanie małżeństwa czy odmowa zabijania zwierząt. Kościelne władze nadal odpowiadały  dysputami i cierpliwym nawracaniem heretyków, czego wyrazem są ówczesne listy biskupa Liege do odpowiednika z Chalons. Herezja sięgnęła na ziemie cesarstwa – w roku 1051, w Goslarze cesarz Henryk III skazał na śmierć chłopów, którzy odmówili zabicia kurczaków, co było jawnym dowodem ich ukrytych wierzeń. Z kolei odrzucenie człowieczeństwa Chrystusa i jego ukrzyżowanie pojawiało się w naukach Piotra de Bruys oraz jego ucznia Henryka z Lozanny, potępionych już po śmierci tego ostatniego w wyniku ludowego samosądu przez opata kluniackiego Piotra Czcigodnego.

Powyższe ruchy miały charakter lokalny i szybko przygasały. Sytuacja miała się zmienić w połowie następnego tj. XII. stulecia, kiedy to pod wpływem działań Cesarstwa Bizantyjskiego skierowanych przeciw bogomiłom, ruszyli oni na zachód w poszukiwaniu sposobności do głoszenia rewolucyjnych nauk. Nazwa katarzy, z greckiego katharoi (wolni od nieczystości) dla tych heretyków, świadcząca o pochodzeniu z terenu wpływów bizantyjskich, pojawiła się w 2 połowie XII wieku. Na zachodzie tzw. „nowi heretycy” zyskiwali popularność nie tylko w kręgach chłopskich, ale i wśród rycerstwa oraz duchowieństwa. Pojawiali się tam, gdzie już wcześniej herezja padła na podatny grunt. I tak np. w Szampanii „biskup” katarski rezydował w okolicach Chalons, na wzniesieniach na południe od miejscowości Vertus, skąd pochodził opisany wyżej Leutard. Katarzy przenikali nawet do stolic arcybiskupich takich jak Bordeaux, Bourges czy Narbonne. Pojawiali się w Burgundii (m.in. Nevers, Vezelay i Auxerre) i Szampanii (rejon Chalons, Reims, Soissons i Troyes), a także na północy – we Flandrii (ponownie Arras). Oczywiście różni kaznodzieje głosili różne warianty nauk – w szczególności od dualizmu skrajnego do umiarkowanego. Nic dziwnego że nowa fala herezji spowodowała czujność Rzymu. W 2 połowie XII wieku pojawił się w Lyonie ruch ubogich Piotra Waldo, który spotkał się z przychylnym przyjęciem Rzymu (łącznie z osobistym przyjęciem Walda przez papieża Aleksandra), dopóki nie zaczął rościć sobie prawa do głoszenia własnych, różnych od katolickich nauk. Wówczas został potępiony.

Największe nagromadzenie zwolenników kataryzmu występowało w Langwedocji, gdzie natrafili na wyjątkowo podatny grunt. Składało się na powyższe kilka powodów. Głównym była przychylność feudałów, którzy niechętnym okiem patrzyli na znaczenie Kościoła, a bardziej chętnym na jego posiadłości. Drugim, wymienianym przez współczesne przekazy – stan duchowieństwa na południu Francji, pasie ziem feudalnych o bardzo luźnej i różnej zależności lennej. Wilhelm z Puylaurens opisywał langwedockich księży jako osoby o niskim morale, nie cieszące się zaufaniem i szacunkiem ludności. Jak wskazywał, księża ci mieli wśród ludności podobne poważanie co żydzi. Bernard z Clairvaux po wizycie w Langwedocji napisał w jednym ze swoich listów z roku 1147: „kościoły są uważane za synagogi, sanktuarium Pańskie już nie jest święte”. Jak wskazuje Louis Israel Newmann, powyższe słowa cysterskiego zakonnika, niezależnie od obrazowego potępienia braku pobożności kryły również drugie dno: „obecność żydów w południowej Francji tworzyła silny impuls do rozwoju myśli liberalnej. Tworzyła liberalny charakter umysłu, który próbował umykać ortodoksyjnym doktrynom i formom i angażować się, często na oślep, w systemy myślowe, które nie posiadały żadnej innej wartości poza nowością”. Ta krytyczna ocena kataryzmu („angażowanie się na oślep”) przez badacza żydowskiego nie dziwi, albowiem, jak zobaczymy, ideologia katarska zawierała silne elementy antyżydowskie. Jak pisze dalej Newmann „uprzywilejowany status prowansalskiego żydostwa nie tylko dał ogólny bodziec do rozwoju herezji, ale również otworzył drzwi do ważnego wkładu żydów i judaizmu w sukcesy różnych heterodoksyjnych ruchów”. Jak się wskazuje, w żadnym kraju chrześcijańskim żydzi Europy nie cieszyli się w 2 połowie XII wieku takimi przywilejami jak w Prowansji. Mieli analogiczne uprawnienia do ziemi co chrześcijanie, mogli piastować publiczne urzędy, synagogi działały w sposób niezakłócony, w Narbonne funkcjonowała znana na cały świat szkoła żydowska. Izydor Loeb w „Kontrowersji religijnej” rozwija powyższy wątek „to właśnie w południowej Francji pojawiły się pierwsze polemiczne traktaty pisane przez Żydów. Langwedocja w wiekach średnich, przynajmniej przez pewien ich okres, była krainą wolności i religijnego fermentu. Chrześcijańskie herezje, które były szybko tłumione na północy znajdowały tam sprzyjający teren i znacznie większą tolerancję.”

Wracając do Newmanna – jak konkluduje „jest ewidentne, że istniało w Langwedocji pośrednie i bezpośrednie powiązanie między Żydami i heretykami.” Dalej, cytując książkę C. Schmidta „Historia i doktryna sekt katarów i albigensów”, Newmann podnosi: „indyferentyzm panów feudalnych posunął się tak daleko, że często otaczali się oni Żydami, którym powierzali urzędy świeckie, lub których zatrudniali jako medyków, przyjmując do grupy zaufanych; Prowansja była pełna także żydowskich poetów i filozofów”. Jak pisze Schmidt, Jan, hrabia Soissons „wróg Kościoła, otaczający się Żydami, faworyzował sektę [katarską], która miała wielu zwolenników w jego dobrach.” Na południu Żydzi znajdowali się pod szczególną opieką w ziemiach wicehrabiów Beziers i Carcassonne, sprzyjających herezji albigenskiej, zwłaszcza za rządów wicehrabiego – Rogera II. Głównym protektorem katarów był jednak Rajmund VI, z rodu Saint-Gilles, wsławionego na I krucjacie, od roku 1194 hrabia Tuluzy, który jako lennik kilku europejskich władców, tak naprawdę nikomu realnie nie podlegał. Gustaw Saige w „Żydach langwedockich” pisze o Rajmundzie VI tak: „kiedy krucjata antyalbigenska została skierowana przeciw panom feudalnym południowej Francji jednym z głównych oskarżeń podnoszonych przeciw Rajmundowi VI i jego wasalom było powierzanie Żydom urzędów publicznych „na pośmiewisko religii [chrześcijańskiej] (…) Uporczywość z jaką kolejne synody podtrzymywały ten zarzut wskazuje na wpływ jaki na herezję albigenską mogły mieć nauki pewnych rabinów ” (kwestia obsadzania żydami urzędów była poruszana na poszczególnych zjazdach, począwszy od roku 1208 aż po ustalenia paryskie roku 1229). Nic dziwnego, że późniejszy biskup Tuy w królestwie Leonu Łukasz wskazywał w swoim traktacie przeciw błędom albigensów o „siejących herezje żydach”, z którymi przywódcy heretyccy utrzymywali bliskie kontakty „w celu zniekształcania wiary chrześcijańskiej”. Jak konkluduje Newmann „kontakty i związki między chrześcijańskimi książętami a ich żydowskimi urzędnikami wprowadzały ten stan umysłu, który zakładał odrzucenie ortodoksji, uprzątnięcie gruzowiska teologii katolickiej. Nie chcąc jednak przyjmować nauk żydowskich, książęta i świeccy zwrócili się ku kataryzmowi, głoszonemu wówczas w ich dobrach.” Takie podejście umożliwiało m.in. znalezienie ideologicznej podstawy do uderzenia w majątki kościelne.

Paradoksalnie, takie podejście oznaczało również koniec dobrych czasów dla prowansalskiego żydostwa, przynajmniej w warstwie życia religijnego. Ojciec Rajmunda VI, jak podaje Newmann, zatrudniał wśród swoich urzędników, Abbę Mari – ojca talmudysty Izaaka. Po jego śmierci wystąpiły jednak działania przeciw żydom. Z kolei Rajmund VI znalazł się z jednej strony pod naciskiem Kościoła by nie powierzał żydom urzędów, z drugiej strony – kataryzm głosił że Bóg Izraela i Starego Testamentu jest Bogiem złym, szatanem. Prawo Mojżeszowe – było zatem dziełem diabła, a katolicy, którzy w polemice z katarami bronili Starego Testamentu, „czyści” uważali za judaizantów. Zgodnie z przekazami Rajmund VI pozwalał sobie w rozmowach na kpiny z „Boga Mojżesza”. Żydów wszakże, jako źródło finansowania, tolerował. Jak pisze Newmann „feudałowie, którzy ochraniali albigensów posiadali żydowskich pożyczkodawców i urzędników”.

II.

O katarskich wierzeniach informacji dostarczają nam pisma wyznawców sekty. Apokryficzny dokument Interrogatio Johanis, zwany też Tajemną Wieczerzą wpadł w Carcassonne w ręce inkwizytorów. Drugi z dokumentów to pismo katarskiego duchownego Jana z Lugio, hierarchy sekty w północnej Italii tzw. Księga dwóch pierwiastków. Katarzy czerpali z antycznego manicheizmu, z którym zmagał się m.in. św. Augustyn z Hippony, uważając że świat został stworzony przez złego demiurga – szatana (przez znaczną część katarów uznawanego za złego Boga, a nie jedynie upadłego anioła), podobnie jak ludzka natura. W rezultacie świat był złem, a można było się z jego okowów wyzwolić jedynie go opuszczając. Katarzy uważali, że Stary Testament poza Psalmami i księgami prorockimi jest objawieniem szatana. Dobry Bóg nie zachowywałby się bowiem tak jak Jahwe wobec ludu żydowskiego. Chrystus nie był wedle nich człowiekiem. Był aniołem, który nie narodził się z Maryi (wydawało się jej, że się urodził). Treść nie odrzuconych ksiąg Starego oraz Nowy Testament należało rozumieć według klucza gnostycznego – mistycznego tj. przykładowo cuda Chrystusa (np. uzdrowienia) nie dotyczyły ciała ludzkiego jako siedliska zła, lecz duszy. Uważano, że Jezus nie zmarł na krzyżu, niszczono krzyże jako znaki katolickie. Eucharystię odrzucano – Chrystus nie mógł przecież ofiarować wiernym swojego ciała. Nie uznawano chrztu dzieci jako osób nie posiadających rozeznania duchowego ani chrztu katolickiego w ogóle – katarzy sprawowali własny swoisty chrzest będący jednocześnie czymś w rodzaju bierzmowania bądź kapłańskiego namaszczenia (consolamentum), nie używając przy tym wody jako skażonej materii. Adepci kataryzmu, w tym dzieci katarów musieli stosować się do ścisłej diety – bez mięsa ptaków, gadów i zwierząt oraz nabiału. Każde złamanie tego postu było uznawane za apostazję i utratę łaski. Ów post miał podłoże religijne – katarzy wierzyli w wędrówkę dusz, w tym wejście przez dusze niedoskonałe w ciała zwierząt. Wędrówkę kończyła śmierć po consolamentum. Ścisły post jaki stosowano dodatkowo ze względów rytualnych i penitencjarnych tzw. endura prowadził nierzadko do śmierci. Uważano że śmierć w wyniku postu prowadzi do zbawienia. Nie uznawano przysiąg i zakazywano ich stosowania – także w formie umów czy innych zobowiązań. Nie uznawano również przysięgi małżeńskiej. Podważano prawo władzy świeckiej jako pochodzącej od złego Boga do wymierzania sprawiedliwości czy prowadzenia wojny, nawet obronnej.

Zły pierwiastek cielesny stworzony przez diabła i jemu przynależny konkurował zatem z duszą, stworzoną przez dobrego Boga. Ów dobry Bóg był jednocześnie bliski późniejszym wyobrażeniom deistów (pominąwszy brak stworzenia przez niego materii) – dystansował się od świata jako domeny szatana, nie ingerując weń. Przy przyjęciu takiego modelu dochodziło do zabójstw rytualnych – aby wiernych jak najszybciej wyzwolić z niewoli ciała. Kwestionowano również stosowanie medycyny jako oddalające moment uwolnienia duszy z ciała. Zakazywano współżycia seksualnego, zaś ciąża była uważana za stan grzeszny i nieczysty. Kobietom odmawiano zbawienia, lecz nęcono je czymś w rodzaju pośmiertnego „transgender” – miały po śmierci wejść w ciała męskie. Z uwagi na rygory wiary katarów consolamentum tj. pełne przyjęcie wiary katarskiej kwalifikujące przejścia z grupy wyznawców (którym zalecano post i wstrzemięźliwość seksualną, ale stosować ich nie musieli) do grupy doskonałych (perfecti) przyjmowano często tuż przed śmiercią. Consolamentum uprawniało do głoszenia wiary katarskiej.

Jak wiele sekt – katarzy wymagali od swoich zwolenników spieniężenia całego majątku, który deponowano u guru – doskonałych. Spore środki pieniężne były wykorzystywane do pozyskiwania wyznawców, np. w Beziers udzielano ludowi pożyczek. Zbawienie i brak odpowiedzialności za wszelkie grzechy na ziemi miało dawać wspomniane consolamentum, stąd być może popularność herezji wśród ludu południowej Francji. Katarzy tworzyli własną organizację kościelną, która posyłała wędrownych kaznodziejów. Kościół katolicki uważano za synagogę szatana z Apokalipsy św. Jana. Zasady wierzeń katarskich zbiegały się z herezją albigenską na południu Francji, stąd też część historyków (np. T. A. Madden) utożsamia te herezje. W roku 1167 w Saint-Felix-de-Caraman odbył się zjazd albigensów i katarów. Kolejny, w roku 1206, w Mirepoix miał za przedmiot pogodzenie rozbieżności w heretyckich doktrynach.

III.

Na heretycką atmosferę w Langwedocji Rzym odpowiedział początkowo jedynie poprzez wysłanie katolickich kaznodziejów, którzy mieli objaśniać błędy kataryzmu. Organizowano dysputy z katarami – do jednej z nich zaproponowanej przez miejscowego biskupa doszło w roku 1165 w Albi. Wśród publiczności zasiadła żona Rajmunda V Tuluzy – Konstancja oraz wicehrabia Beziers i Carcassonne. Do dysput dochodziło i później w Lombers oraz w roku 1206 w zamku Verfeuil koło Montpellier. W tej ostatniej debacie brali udział papiescy legaci. Pisano traktaty polemiczne – autorem jednego z nich był ówczesny opat Saint-Gilles Ermengaud. Ewangelizację kierowano również do niższych warstw społecznych czemu służyli kaznodzieje wędrowni wysłani w teren. Jednym z posłanych przez Innocentego III zakonników był podróżujący wraz z biskupem Diego z Osmy Dominik Guzman – późniejszy założyciel Zakonu Kaznodziejskiego. Duchowni ci mieli świecić przykładem moralnego i prostego życia, przekonując tym, iż żyją Chrystusową Ewangelią. Jednakże, na początku XIII wieku po stronie katarów stała już, obok Rajmunda, większość langwedockich możnych, zainteresowanych przejęciem dóbr kościelnych. Jedyna polityczna siła, która mogła skłonić hrabiego Tuluzy do uległości – król Francji Filip II August był w tym czasie zaangażowany w konflikt w Normandii z Janem bez Ziemi.

W narastającej, wobec szerzącej się katarskiej propagandy atmosferze wrogości wobec Rzymu, legat papieski Piotr z Castelanau na wieść o spisku na własne życie zdecydował się w roku 1206 opuścił na pół roku Langwedocję. W maju roku 1207 Innocenty III obłożył ziemie Rajmunda interdyktem i ekskomunikował Rajmunda, zatwierdzając decyzję Piotra z Castelnau. Ten zaś ponownie ruszył do Tuluzy by przedstawić warunki zdjęcia kary. Podczas spotkania rozgniewany Rajmund kazał mu opuścić swoje ziemie. Piotr został zabity 14 stycznia 1208 roku w rejonie Arles przez zwolenników Rajmunda. W odpowiedzi papież Innocenty III listem z 10 marca 1208 skierowanym do króla, duchowieństwa i rycerzy Francji ogłosił Rajmunda zabójcą i heretykiem, wzywając do krucjaty przeciw niemu. Odzew wśród Francuzów był spory, co zaniepokoiło Filipa II Augusta, który priorytet dawał własnym politycznym planom na północy Francji. Sam władca w krucjacie nie zamierzał wziąć udziału. Duchowe przywództwo krucjaty objął cysterski zakonnik Arnaud z Citeaux. Natomiast, na wieść o zbierającej się na północy armii krzyżowców Rajmund z Tuluzy postanowił porozumieć się z papieżem, uznając swoją winę w zakresie wspierania heretyków i walki z katolickim duchowieństwem. 18 czerwca roku 1209 odbył publiczną pokutę w Saint-Gilles i uzyskał rozgrzeszenie. Obiecał również przystąpić do krucjaty, która miała skierować się przeciw albigensom, którzy skruchy nie wyrazili. Należał do nich wspomniany wicehrabia Beziers i Carcassonne – Roger, który odmówił poparcia krucjaty. W odpowiedzi krzyżowcy zwrócili się przeciw Beziers. Jego obrońcy urządzili dość niefortunny wypad na przeciwnika, który w jego wyniku podczas wdarł się do miasta, urządzając rzeź. Na wieść o spustoszeniu Beziers pozostałe miasta Rogera poddały się krzyżowcom, ów zaś zamknął się w Carcassonne. Oblężenie tego miasta trwało dwa tygodnie – 15 sierpnia 1209 zdecydował się skapitulować w zamian za oszczędzenie miasta. Zajęte ziemie zostały powierzone w zarząd Szymonowi z Montfort, uczestnikowi krucjaty roku 1202, który odmówił uczestnictwa w finansowanej przez Wenecjan wyprawie przeciw Bizancjum i podążył walczyć do Palestyny. Tymczasem, zadowoleni z sukcesów krzyżowcy albigenscy wrócili do siebie – papież uznał bowiem za spełnienie przysięgi służbę w rozmiarze 40 dni i Szymon został w Carcassonne z niewielkimi siłami. Król Aragonii – Piotr, feudalny zwierzchnik miasta, odmówił przyjęcia jego hołdu. Sytuacja nieco polepszyła się na wiosnę, gdy wraz z żoną Szymona do Carcassonne dotarł nowy oddział krzyżowców, ale i on po odsłużeniu 40 dni wrócił na północ.

Obserwując powyższy, przerywany charakter krucjaty Rajmund, hrabia Tuluzy postanowił zerwać zawarte porozumienie. W roku 1211 z powodu odmowy dotrzymania zobowiązań został ponownie ekskomunikowany, a jego ziemie obłożono interdyktem. Szymon miał za mało sił by bezpośrednio zagrozić Tuluzie – skoncentrował się zatem na zajmowaniu mniejszych miejscowości w pobliżu. Wywołało to poszukiwanie przez Rajmunda środków finansowych – zapożyczył się wówczas u pewnego Żyda Salomona. Jak pisze Newmann (Jewish Influence on Christian Reform Movements) krucjata albigenska „przysłużyła się otwarciu nowych obszarów działalności komercyjnej żydowskich finansistów z Langwedocji”. Owa działalność sprowadzała się przede wszystkim do udzielania pożyczek na sfinansowanie działań wojennych strony albigenskiej (de Montforta finansowali kahorczycy). Rajmund poszukiwał również protekcji politycznej – u wspomnianego króla Aragonii Piotra. Ten przystał na objęcie Tuluzy swoją sferą wpływów. Jako zwycięzca nad muzułmanami pod Las Navas de Tolosa w roku 1212 znalazł się w dogodnej pozycji do wystąpienia do papieża ze skargą na samowolę de Montforta, co wkrótce uczynił. W liście ze stycznia 1213 Innocenty III napomniał Szymona by nie napadał na ziemie chrześcijańskie i nakazał by na zjeździe szlachty i duchowieństwa wysłuchał żądań Piotra. Papież planował kolejną krucjatę przeciw Saracenom, sytuacja w Iberii i Langwedocji wydawała się opanowana, dlatego też zamierzał cofnąć odpust związany z krucjatą albigenską.

Na zjeździe w Lavaur delegaci Piotra zażądali wycofania się Szymona z Comminges, Foix i Bearn oraz zadeklarowali, że Rajmund spełni warunki zwolnienia z nałożonych na niego kar, po czym Szymon powinien mu zwrócić zajęte ziemie. Propozycja alternatywna przewidywała wyruszenie Rajmunda do Hiszpanii lub Lewantu na krucjatę i objęcie rządów przez jego syna. Piotr oferował się jako gwarant układu. Propozycje powyższe zostały odrzucone – uczestnicy zjazdu argumentowali, że panowie trzech miejscowości zajętych przez Szymona popadli w herezję. Piotr odwołał się do Rzymu, ale równie gorliwie w obronie swego stanowiska wystąpiło duchowieństwo Langwedocji. Innocenty dał się przekonać jego argumentom, skarcił Piotra że wprowadził go w błąd co do sytuacji na miejscu, zażądał pokajania się przez panów Comminges, Foix i Bearn oraz porozumienia między Piotrem a de Montfortem dla dobra chrześcijaństwa. Obaj możni nie zamierzali jednak ustępować i 12 września 1213 doszło do bitwy pod Muret, w której mimo przewagi wojska króla Aragonii uległy siłom Szymona de Montfort, a sam zwycięzca spod Las Navas de Tolosa zginął. Oczywiście taki obrót sprawy zaniepokoił Innocentego III, który odmówił zatwierdzenia kolejnych zdobyczy de Montforta, pozostawiając sprawę do rozstrzygnięcia IV Soborowi Laterańskiemu na jesieni roku 1215. Sobór uznał Rajmunda VI z Tuluzy winnym wspierania herezji, pozbawił do ziem, przekazano je jego synowi, jednakże do osiągnięcia przez niego pełnoletniości miał nimi zarządzać arcybiskup Arles. De Montfort uzyskał zatwierdzenie swoich zdobyczy i miał uzyskać inwestyturę z rąk Filipa Augusta. Innocenty III zakończył jednak jednocześnie krucjatę w Langwedocji – zwołując nową, której celem miało być odzyskanie Jerozolimy.

De Montfort, mając do dyspozycji najemników, postanowił rządzić twardą ręką – nakazał zburzenie murów Tuluzy by nie stanowiła zagrożenia. Względny spokój panował przez rok. W roku 1216 Rajmund junior wraz z ojcem podjęli próbę odzyskania utraconych ziem. W maju pojawili pod miasteczkiem Beaucaire, które otworzyło przed nimi bramy, choć garnizon Szymona bronił się w zamku jeszcze trzy miesiące. Rajmund starszy ruszył tymczasem do Tuluzy by wywołać powstanie. Umknął jednak na wieść o wyruszeniu przeciw pozbawionemu umocnień miastu wojsk Szymona. Szymon po walce zajął miasto, zarządzając egzekucje przywódców rebelii oraz nałożenie olbrzymiej kontrybucji – 30 tysięcy marek. Latem roku 1217 Rajmund starszy, który zebrał najemników w Aragonii, przekroczył Pireneje i 13 września zajął Tuluzę, gdzie wkrótce napłynęli przeciwnicy twardych rządów Szymona. Wznoszono pospiesznie prowizoryczne umocnienia. De Montfort wkrótce obległ miasto, ale miał zbyt małe siły by je zdobyć. Mimo potępienia rebelii Rajmunda przez papieża Honoriusza III, Szymon nie otrzymał zdecydowanego wsparcia. Oblężenie wlokło się miesiącami, a 25 czerwca 1218 roku de Montfort zginął podczas jednego ze szturmów trafiony kamieniem z katapulty. Syn Szymona – Amalryk wycofał się z oddziałami do Carcassonne. Rejon Tuluzy dzierżył Rajmund VI. Taka sytuacja utrzymywała się przez kolejne lata, mimo wsparcia krzyżowców przez syna króla Francji – Ludwika. Amalryk próbował uzyskać bezpośrednią opiekę króla Filipa Augusta, lecz ten nie zamierzał angażować się w Langwedocji.

W sierpniu roku 1222 zmarł Rajmund VI, rządy w Langwedocji objął Rajmund VII. Jednak zmianę położenia przyniosła dopiero śmierć w roku 1223 Filipa Augusta. Nowy król – Ludwik VIII, w przeciwieństwie do ojca, znał teren krucjaty albigenskiej z autopsji i postanowił zaangażować tam siły królestwa. W listopadzie roku 1225 zaprosił na synod do Bourges zarówno Amalryka, jak i Rajmunda by przedstawili swoje racje. Rajmund zadeklarował walkę z herezją i posłuszeństwo Kościołowi jeżeli przywrócona mu zostanie całość domeny ojca. Amalryk powoływał się na decyzje laterańskie roku 1215 oraz hołd lenny złożony Filipowi Augustowi. Synod ogłosił Rajmunda poplecznikiem herezji, ekskomunikował go i zarządził przepadek jego ziem. Król Ludwik zaangażował się bezpośrednio w organizację krucjaty. Na wieść o tych przygotowaniach dotychczasowi stronnicy zaczęli opuszczać Rajmunda. W czerwcu roku 1226 Ludwik z armią dotarł pod Awinion. Po trzymiesięcznym oblężeniu, 9 września miasto skapitulowało. Plany dalszej operacji wstrzymała śmierć króla 8 listopada. Jego syn Ludwik miał wówczas 12 lat, więc funkcję regentki objęła królowa Blanka Kastylijska. Rajmund postanowił wykorzystać ten okres oddechu i… wynegocjować jak najlepsze warunki. Układ podpisano ostatecznie w Paryżu 12 kwietnia 1229 roku. Rajmund wyrażał skruchę i jednał się z Kościołem w zamian za co otrzymywał rozgrzeszenie. Zobowiązał się do nie udzielania beneficjów heretykom ani żydom. Największy zysk otrzymywała jednak korona Francji – Rajmund miał zapłacić reparacje wojenne oraz wydać córkę Joannę za brata Ludwika – Alfonsa z Poitiers, który po śmierci Rajmunda miał odziedziczyć Tuluzę i przyległe ziemie.

Zwolennicy katarów wycofali się do górskich twierdz. W miastach Langwedocji rozwijała się działalność kaznodziejska nowoutworzonych zakonów mendykanckich – franciszkanów i dominikanów. Tym ostatnim powierzono funkcje inkwizytorskie. Zabójstwo podczas snu dwóch inkwizytorów – Wilhelma i Szczepana w Avignonet przez katarów z Montsegur w maju roku 1242 nastawiło nieprzychylnie do katarów miejscową ludność oraz skłoniło króla Francji do zorganizowania w maju roku 1243 okazałej wojskowej ekspedycji (ok. 10 tys. żołnierzy) przeciw ostatniej twierdzy katarskiej, pod seneszalem Hugonem des Arcis. Zamku bronił Raymond de Pereille, ostatni z feudałów, który udzielał wsparcia katarom. Oblężenie trwało do marca roku 1244. Po udanej próbie wzniesienia machiny oblężniczej na grzbiecie skalistego wzgórza i zdobyciu barbakanu twierdza wobec braku szans dalszej obrony się poddała. Obrońcom obiecano wolne wyjście za wyjątkiem tych, którzy nie wyrzekną się kataryzmu. 210 „doskonałych” postanowiło wybrać śmierć – sami wznieśli stos, na który wstąpili, wyzwalając się, wedle własnych wierzeń, ze zła ciała. Sam Raymond de Pereille nie zamierzał umierać za wiarę, choć był następnie przesłuchiwany przez Inkwizycję m.in. w sprawie mordu w Avignonet. Wojska króla Francji po zdobyciu zamku zniszczyły jego mury (obecne ruiny pochodzą z XVII w.) Paradoksem historii okazało się to, iż sprzyjająca katarom Prowansja niecały wiek później miała stać się siedzibą papiestwa, które przeniosło się z Rzymu do Awinionu.

Śmierć katedr – M. Proust (I)

Poniżej zamieszczam tłumaczenie obszernych fragmentów artykułu Marcela Prousta zamieszczonego w Le Figaro z 16.08.1904 roku pt. „Śmierć katedr – konsekwencje ustawy Brianda o rozdzieleniu Kościoła i Państwa” to jest głos osoby uważającej się za agnostyka w bliskim temu blogowi temacie:

Załóżmy na moment, że katolicyzm jest od wielu stuleci martwy, zaś tradycja jego kultu zaginęła. Pozostają jedynie nieme i opuszczone katedry, stały się niezrozumiałe, a jednak nadal budzą podziw. Załóżmy następnie, że pewnego dnia uczeni zdołali, na podstawie zachowanych dokumentów, odtworzyć ceremonie, które były w nich kiedyś odprawiane, do których ludzie je zbudowali, które były ich właściwym znaczeniem i życiem, a bez których pozostają jedynie martwą literą. Załóżmy, że artyści, wiedzieni marzeniem przywrócenia na krótko życia tym wielkim, lecz milczącym obecnie naczyniom, zdecydowali się przez godzinę przywrócić tajemnicze przedstawienie, które kiedyś miało tam miejsce pośród śpiewów i zapachów – słowem, że podjęli to co uczyniło stowarzyszenie Félibres w teatrze w Orange, jeśli chodzi o antyczną tragedię.

Czy jakikolwiek rząd, troszczący się choć w minimalnym stopniu o artystyczną przeszłość Francji nie wsparłby hojnie tak wspaniałego przedsięwzięcia? Czy nie uważacie, że odniosłoby ten sam skutek w stosunku do tych katedr, które są prawdopodobnie największym i bez wątpienia najbardziej oryginalnym wyrazem francuskiego geniuszu co wobec rzymskich ruin? Ktoś może wprawdzie przenosić obcą literaturę, obcą muzykę, obce malarstwo i rzeźbę ponad nasze, ale to we Francji gotycka architektura stworzyła pierwsze i najbardziej doskonałe arcydzieła. Wszystkie inne kraje wzorowały się na niej jedynie, nie dorównując pierwowzorowi.

I tak wracam do mojej hipotezy – pojawiają się uczeni, którzy są w stanie odkryć na nowo utracony sens katedr. Rzeźby i witraże odzyskują swoje znaczenie, tajemnicza woń ponownie unosi się w świątyni, odbywa się święty teatr, a katedra znów zaczyna śpiewać. Jeżeli rząd podpisałby się pod tym zmartwychwstaniem miałby więcej racji niż kiedy popiera przedstawienia w teatrach Orange, w Opera-Comique czy operze, albowiem ceremonie katolickie niosą dobro historyczne, społeczne, artystyczne i muzyczne, którego piękno przewyższa wszystko o czym marzyli wszyscy artyści, a do którego, korzystając z naśladownictwa, potrafił jedynie zbliżyć się Wagner w swoim Parsifalu. Tłumy zmierzają do świętego miasta (Amiens, Chartres, Bourges, Laonu, Reims, Rouen, Paryża czy innego – tak wiele mamy wspaniałych katedr!) i raz w roku doświadczają uczucia, którego kiedyś poszukiwały w Bayreuth czy Orange: radowania się dziełem sztuki w miejscu, które zostało dla niego stworzone. A jednak tu, podobnie jak i w Orange, występowaliby jedynie amatorscy dyletanci, w ramach swoich możliwości, nie posiadający w sobie ducha minionych czasów. Artyści, którzy przyszli wykonać pieśni, artyści, którzy grają rolę kapłanów mogli by się nauczyć, mogliby przyswoić ducha tekstów, zaś Ministerstwo Edukacji obsypałoby ich medalami i pochwałami. Jednakże, pomimo tego, każdy pomyślałby „Zaiste! O ile piękniejsze musiały być te uroczystości, gdy kapłani odprawiali liturgię nie po to by dać jakieś wyobrażenie ceremonii wyrobionej widowni, lecz dlatego że wyrażali tę samą wiarę w swoją funkcję, co artyści, którzy wyrzeźbili Sąd Ostateczny na tympanonie zachodniego portyku, lub którzy w absydzie na szkle namalowali żywoty świętych. O ileż bardziej głęboko i prawdziwie wyrazista musiała być cała ceremonia kiedy wszyscy ludzie odpowiadali na głos kapłana, a na odgłos dzwonka upadali na kolana podczas podniesienia, nie jako beznamiętni i stylizowani statyści do historycznej rekonstrukcji, ale dlatego że podobnie jak kapłan, jak rzeźbiarz, wierzyli. Lecz zaiste rzeczy te pozostają wobec nas tak dalekie jak gorliwy entuzjazm Greków w czasie ich przedstawień, a nasze próby odtworzenia nie są w stanie wiernie oddać ich sensu.

Tak właśnie ludzie mówiliby, gdyby katolicka religia już nie istniała, a jakimś uczonym udałoby się odkryć jej obrządki, gdyby artyści próbowali je nam przywrócić. Ale ważne jest to, że religia ta nadal istnieje i nie zmieniła się od wspaniałego stulecia kiedy były budowane katedry. Uświadomienie sobie czym była żyjąca, wspaniale działająca trzynastowieczna katedra nie wymaga od nas czynienia zabiegu takiego jak w teatrze w Orange i zamieniania jej w miejsce dokładnych, a jednak sztucznych rekonstrukcji i retrospektyw. Wystarczy jedynie byśmy do niej poszli o dowolnej godzinie kiedy odprawiana jest liturgia. Tu odtworzenie, psalmodia, śpiew nie są powierzone artystom bez „powołania”. Celebransami są sami kapłani, czyniąc to nie z perspektywy estetycznej, lecz z wiarą – a przez to o ile bardziej estetycznie. Nikt nie mógłby sobie wymarzyć bardziej żywych i bardziej szczerych statystów, albowiem rolę tę pełnią nieświadomie sami wierni.

Ktoś może powiedzieć, że dzięki przetrwaniu tego samego rytu w Kościele katolickim i wiary katolickiej we francuskich sercach, katedry są nie tylko najpiękniejszymi pomnikami naszej sztuki, ale także jedynymi, które nadal żyją pełnią swego życia i pozostały wierne przeznaczeniu, do którego je wzniesiono.

A teraz z powodu zerwania przez rząd francuski rozmów z Rzymem na temat ustawy pana Brianda jej spodziewane przyjęcie jest nieuchronne. Jej postanowienia stanowią, że w ciągu pięciu lat kościoły mogą, i często będą, zamykane. Rząd nie tylko nie będzie gwarantował odprawiania nabożeństw w kościołach, ale będzie również uprawniony do zmiany ich przeznaczenia według swego widzimisię: w muzea, ośrodki konferencyjne czy kasyna. (…)

Dziś każdy socjalista obdarzony smakiem ubolewa nad zniszczeniami jakie poczyniła w naszych katedrach rewolucja: tak wiele rozbitych posągów i witraży! Zaprawdę: gorzej jest zsekularyzować kościół niż go ograbić. Jakkolwiek nie byłby kościół uszkodzony, dopóki odprawiana jest w nim Msza, zachowuje przynajmniej iskrę życia. Kościół zsekularyzowany umiera i choć może być jako zabytek chroniony przed gorszącym użyciem, pozostaje jedynie muzeum. Można odnieść do kościołów to co Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeżeli nie będziecie spożywać Ciała Syna człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6,53). Te tajemnicze a zarazem głębokie słowa stają się wraz z nowym ich użyciem estetycznym i architektonicznym aksjomatem. Jeśli Ofiara Ciała i Krwi Chrystusa, ofiara Mszy świętej, nie będzie już sprawowana w naszych kościołach, nie będą one miały życia w sobie. Katolicka liturgia oraz architektura i rzeźba naszych katedr tworzą całość, albowiem wyrastają z tej samej symboliki. Jest powszechnie wiadome, że nie ma w katedrach rzeźby, nawet drugoplanowej, która nie posiadałaby symbolicznego znaczenia. Jeśli posąg Chrystusa u zachodniego wejścia do katedry w Amiens spoczywa na podstawie z róż, lilii i winorośli, to dlatego że powiedziano: „jestem różą Saronu”, „jestem lilią dolin”, „jestem prawdziwym krzewem winnym”. Jeżeli żmija i bazyliszek, lew i smok są wyrzeźbione pod Jego stopami, to z powodu wersu Psalmu 90: będziesz stąpał po żmijach i bazyliszkach, a lwa i smoka podepczesz. Na lewo, na małej płaskorzeźbie przedstawiony jest człowiek upuszczający miecz na widok zwierzęcia, podczas gdy ptak śpiewa za jego plecami. To dlatego, że „tchórz nie ma nawet odwagi drozda”: zaprawdę celem tego reliefu jest przedstawienie tchórzostwa jako przeciwstawienia męstwa, albowiem umieszczono go pod figurą, która zawsze (przynajmniej we wczesnych założeniach) jest sytuowana po prawicy Chrystusa to jest pod figurą św. Piotra – Apostoła męstwa. I tak dalej, idąc przez tysiące rzeźb zdobiących katedrę.

Ceremonie kultowe dzielą ten sam symbolizm. W zachwycającej książce, której chciałbym w końcu oddać należną pochwałę, Emilie Male analizuje pierwszą część obrzędu Wielkiej Soboty, wedle opisu liturgii godzin Wilhelma Durandusa.

„Ranek rozpoczyna się od zgaszenia wszelkich świateł aby zaznaczyć, że Stare Prawo, które wcześniej rozświetlało świat, zostało zniesione. Następnie celebrans rozpala nowy ogień, przedstawienie Nowego Prawa. Roznieca go z krzemienia, aby przypomnieć, że Jezus Chrystus jest, jak powiada święty Paweł, kamieniem węgielnym świata. Teraz biskup i diakon wchodzą do prezbiterium i zatrzymują się przed paschalną świecą. Wilhelm Durandus mówi nam, że świeca kryje w sobie trzy znaczenia. Zanim zostanie zapalona symbolizuje mroczny słup, którzy prowadził Izraelitów za dnia, Stare Prawo oraz ciało Chrystusowe. Zapalona oznacza słup światła, który Izrael widział nocą, Nowe Prawo i chwalebne ciało zmartwychwstałego Chrystusa. Diakon odnosi się do tej potrójnej symboliki, recytując przed paschałem Exultet. Podkreśla szczególnie podobieństwo między świecą a Ciałem Jezusa Chrystusa. Wskazuje, że pszczoła, stworzenie czyste i pożyteczne zarazem, wydała nieskazitelny wosk, podobnie jak Dziewica Maryja wydała na świat Zbawiciela. Aby ukazać zmysłom podobieństwo między świecą i boskim ciałem, wrzuca do świecy pięć ziaren kadzidła, symbolizujących zarówno pięć ran Jezusa Chrystusa, jak i wonności jakie święte niewiasty kupiły by namaścić ciało. Na koniec zapala świecę od nowego ognia i w kościele zapalają się wszystkie światła, przedstawiając Nowe Przymierze dane światu.”

Ktoś może powiedzieć: ale to tylko wyjątkowa uroczystość. Oto interpretacja codziennej ceremonii – Mszy. Zobaczycie, że jest nie mniej symboliczna.

„Ceremonię otwiera głęboki i poważny śpiew Introitu, oznajmiając oczekiwania patriarchów i proroków. Duchowieństwo stanowi chór, chór świętych Starego Przymierza wyczekujących przyjścia Mesjasza, nie widzących Go. Następnie wchodzi biskup, pojawiając się jako żywy obraz Jezusa Chrystusa. Jego wejście symbolizuje nadejście Pana, którego oczekują wszystkie narody. Podczas ważniejszych świąt, siedem świec płonie przed nim, przypominając, jak powiada prorok, siedem darów Ducha Świętego spoczywających na głowie Syna Bożego. Idzie pod triumfalnym baldachimem, którego czterej niosący mogą być przyrównani do czterech Ewangelistów. Dwóch akolitów idzie – jeden po prawej, drugi po lewej przypominając Mojżesza i Eliasza, którzy pojawili się na górze Tabor po obu stronach Chrystusa. Uczą, że Jezusowi przysługiwał autorytet Prawa i proroków.

Biskup siada na tronie w milczeniu. Wydaje się nie brać udziału w pierwszej części ceremonii. Jego zachowanie zawiera naukę – milczenie przypomina ukryte życie Chrystusa w pierwszych latach. Tymczasem subdiakon odczytuje Lekcję na prawo od ołtarza. Mamy tu przelotne spojrzenie na pierwszy akt dramatu naszego Zbawienia. Czytanie Lekcji jest odpowiednikiem kazań św. Jana Chrzciciela na pustyni. Przemawia zanim Zbawiciel zostanie usłyszany, ale wyłącznie do Żydów. Dlatego subdiakon na wzór swego Poprzednika zwraca się ku południowi – kierunkowi Starego Prawa. Po przeczytaniu Lekcji składa pokłon przed biskupem, podobnie jak jego Poprzednik pokłonił się Jezusowi Chrystusowi.

Po Lekcji następuje śpiew Graduału. Odnosi się również do posłannictwa św. Jana Chrzciciela – symbolizuje głoszenie pokuty jakie kierował do Żydów w przededniu nowej ery. Wreszcie celebrans odczytuje Ewangelię. Jest to moment uroczysty albowiem tu rozpoczyna się działalność Mesjasza – po raz pierwszy Jego głos jest słyszany w świecie. Czytanie Ewangelii uosabia Jego nauczanie.

Po Ewangelii następuje wyznanie wiary, podobnie jak wiara jest konsekwencją głoszenia prawdy. Dwanaście artykułów Credo odnosi się do posłania Apostołów.”

Pani Male dodaje, że także „same szaty jakie kapłan ubiera do ołtarza” i naczynia liturgiczne zawierają tak wiele symboli. „Ornat, noszony jako szata wierzchnia, symbolizuje miłość, która jest najważniejszym przykazaniem i najwyższym prawem. Stuła, którą kapłan zawiesza na szyi jest lekkim brzemieniem Pana, a ponieważ jest napisane, że każdy chrześcijanin powinien przyjąć to jarzmo, kapłan całuje stułę kiedy ją zakłada i zdejmuje. Mitra biskupia z dwoma szczytami symbolizuje wiedzę jaką biskup powinien posiadać o obu Przymierzach, dwie wstążki z niej opadające przypominają, że Pismo Święte powinno być interpretowane zgodnie z literą i duchem. Dzwon jest głosem nauczycielskim, zaś drzewo na jakim jest zawieszony – stanowi figurę Krzyża. Jego sznur złożony z trzech splecionych części wskazuje na trzy stopnie rozumienia Pisma to jest historyczne, alegoryczne i moralne. Kiedy ktoś bierze ten sznur w dłonie aby dzwon zabrzmiał, wyraża symbolicznie fundamentalną prawdę, że znajomość Pisma powinna prowadzić do czynów.”

I tak wszystko aż po najmniejszy z gestów kapłana, stułę, którą nosi, tworzy całość symbolizującą Jego z głębokim uczuciem, które nadaje życie całej katedrze i które tworzy, jak to doskonale ujmuje p. Male, geniusz wieków średnich.

Nigdy ludzkim oczom i rozumieniu nie został przedstawiony widok tak przypominający wielkie zwierciadło wiedzy, duszy i dziejów. Ten sam symbolizm wkracza nawet w muzykę, która wypełnia to ogromne naczynie. Siedem tonów gregoriańskich przedstawia siedem cnót i siedem epok świata. Można powiedzieć, że wagnerowska produkcja w Beyreuth nie umywa się do odprawianej w katedrze w Chartres Mszy uroczystej.

 

tłum własne z wersji ang. za: http://rorate-caeli.blogspot.com/2015/01/the-death-of-cathedrals-and-venerable.html, tłumaczenie na jęz. ang. John Pepino PhD

CHÓR KATEDRY W ROUEN

CHÓR KATEDRY W ROUEN