Grottes Arcy-Sur-Cure i Saint-More

Przewodniki po Burgundii zachwalają tamtejsze okoliczności przyrody. Dlatego też w celu ich podziwiania udaliśmy się do miejsca, gdzie rzeka Cure, dopływ Yonne, wypływająca ze wzgórz parku krajobrazowego Morvan, by przez Pierre-Perthuis, Saint-Pere, u podnóży Vezelay przełamywać drogę na północ, w okolicy wsi Saint-More napotyka potężną wapienną barierę i jest zmuszona ją ominąć. Nie da się jej nie zauważyć jadąc od strony Auxerre w rejon Vezelay właśnie, albowiem droga i kolej na tym odcinku przebiegają wykutymi w skałach tunelami. Na lewym brzegu Cure masyw ten jest niższy, tworząc spory system jaskiń zwanych od pobliskiej wsi grotami Arcy-sur-Cure. To był właściwy cel naszej wycieczki, gdyż w jaskiniach znajdować się miały bardzo ładne i bardzo prehistoryczne malowidła dawnych zwierzątek (w tym 20 mamutów), które można zobaczyć na zdjęciach w sieci, wpisując Arcy-sur-Cure w wyszukiwarce obrazków. Cel był zatem godny, a zdjęcia z Internetu przyciągały, choć, jak to we Francji, okazało się, że lepiej na widokówkach poprzestać.

Grota Arcy-sur-Cure. Po pierwsze, i to jest okoliczność przez organizatorów absolutnie niezawiniona, trafiliśmy na grupę dziecięcą. Grupa zresztą zachowywała się dość spokojnie, nie licząc pana kaowca jaskiniowego, który prezentował przed nią swoje animatorskie umiejętności. Po angielsku oczywiście nie mówił, choć w informacjach o jaskini znaleźliśmy, że tenże język jest przez miejscowych obsługiwany. Na polski we Francji nie liczyliśmy, w końcu to nie Włochy, gdzie można dostać w jaskini 2-godzinne „audio” w rodzimym języku. Pan przewodnik potrafił jednak wytłumaczyć nam łamanym migowym byśmy wyłączyli małą ledową latarkę, przy której świetle czytaliśmy przekazaną nam ulotkę w języku angielskim. Ale po kolei. Już po kupnie biletu dowiedzieliśmy się z tegoż, iż w jaskini nie można wykonywać zdjęć. Na pytanie dlaczego (pani z kasy była dość uprzejma i komunikatywna) otrzymaliśmy odpowiedź, że jeszcze dwa lata temu można było, ale zdjęcia wyciekły do sieci i archeolodzy zakazali. Głównie dlatego trafiliśmy na tę burgundzką prowincję i zapłaciliśmy za owe bilety, że ktoś owe zdjęcia w Internecie umieścił, ale pomyśleliśmy no dobrze, archeolodzy badają, to i chcą zarobić. Następne pytanie było logiczne – nie będziemy robić zdjęć malowideł, ale czy możemy choć nacieków, nawet bez flesza. Nie, nie możemy padła odpowiedź, bo nam nie ufają, że nie zrobimy zdjęć rysunków. Potem, weszliśmy do jaskini i parę rzeczy stało się zrozumiałych, parę mniej. Przede wszystkim, wbrew zdjęciom internetowym, jaskinia jest bardzo ciemna. Zainstalowane oświetlenie punktowe jest bardzo słabo wykorzystywane, więc właściwie jedynym światłem  była latarka przewodnika, który jeździł nią dowolnie we wszystkie strony, stosownie do swojego, francuskiego komentarza. Było na tyle ciemno, że trudno było odczytać cokolwiek z otrzymanego folderu, a jeszcze trudniej zestawić treść folderu z aktualnie oglądanym elementem.

W świetle wspomnianej latarki, którą też, towarzysząc opisowi, przejechaliśmy parę razy po sklepieniu, co wzbudziło opisaną wyżej reakcję przewodnika, przeczytaliśmy, że ponieważ jaskinia w wiekach minionych była często-gęsto nawiedzana przez prymitywów z pochodniami, uczeni francuscy w latach 70-tych XX w. zaordynowali jej czyszczenie kwasem, co spowodowało „spłynięcie” znacznej części szaty naciekowej. Czy kwas i jego osady po ponad 30 latach przynoszą jeszcze jakieś skutki uboczne – nie wiemy, ale mocno daje do myślenia, że wspomniane malowidła naskalne w jednej z sal, nie są wyeksponowane (brak chodnika), słabo oświetlone (właściwie wyłącznie, gdy przewodnik majtnie je strumieniem światła z latarki mimo zainstalowanych reflektorów) i w ogóle słabo widoczne. Zwiedzanie ciemnej jaskini, w której mało było co widać, wobec czego mało co podziwiać (może poza efektownymi nazwami poszczególnych komór – Sala Taneczna, Komnata Draperii, Salon Morskich Fal i dwoma naciekami – tj. Kalwarią i Madonną z Dzieciątkiem o fantazyjnych kształtach), kosztowało nas 8 EUR od osoby. Stąd też po wyjściu byliśmy nieszczególnie zadowoleni. A ponieważ już wcześniej jadąc do Vezelay wypatrzyliśmy za wspomnianym tunelem od strony wsi Saint-More miejsce do zaparkowania i drogę wzdłuż rzeki Cure, która według wszelkiego prawdopodobieństwa powinna okrążać widoczny, efektowny wapienny masyw – w sam raz na spacer.

Groty Saint-More. Droga sprawiła nam niespodziankę, gdyż tuż za wiaduktem kolejowym wysyłała ku urwiskom ścieżkę, nieśmiało oznaczoną na żółto przez jakiegoś krajoznawcę. Ścieżka ta, łącznej długości ok. 3 kilometry (czas obejścia z bieganiem po grotach wynosi ok. 1,5 godziny), jak się okazało, okrążała cały wapienny masyw, przechodząc najpierw pod kilkudziesięciometrowymi klifami, potem zaś dość łagodnym ramieniem, wyprowadzając na ich szczyt, by zejść po drugiej stronie wspomnianego parkingu. Nad ową ścieżką otwierały się trzewia kilkunastu grot Saint-More z opisami, oczywiście w języku francuskim. Teren ten był znany człowiekowi od bardzo dawna. W czasach rzymskich doliną rzeki Cure biegła Via Agrippa z Boulogne do Lyonu (Lugdunum), przekraczając ją na wysokości St.-More. Znajdował się tu umocniony obóz – Camp Cora. Miejscowe groty służyły za schronienie już w czasach mocno prehistorycznych. Wydobywano tu później ochrę, a pod koniec XIX wieku w grotach żył pustelnik, zwany ojcem Leleu, który utrzymywał się ze sprzedaży znajdowanych przez siebie  „pamiątek”. Został przypuszczalnie zamordowany. Najładniejsza z grot jest położona tuż nad ścieżką (należy skręcić w boczną stromą odnogę) z okazałym wejściem i naturalnym kominem sięgającym szczytu płaskowyżu. Pod koniec wędrówki pod ścianami urwisk mija się oddzieloną od głównego masywu wapienną „maczugę”. Ze szczytu płaskowyżu natomiast rozciąga się ładny widok na dolinę Cure i cały masyw. Niestety, nadchodząca ulewa zmusiła nas do przyspieszenia kroku – do samochodu dotarliśmy przy pierwszych kroplach deszczu.

GALERIA

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s