Rewolucyjny Kulturkampf: procesje minione i obecne

Obraz Julesa Bretona – Błogosławieństwo w Artois

Jak podkreśla historyk Paul d’Hollander (Paul d’Hollander: The Church in the Street in Nineteenth-Century France, http://quod.lib.umich.edu/w/wsfh/0642292.0032.011/–church-in-the-street-in-nineteenth-century-france?rgn=main;view=fulltext ) we Francji następująca „forma uobecnienia Kościoła w przestrzeni miejskiej była znacząca w XIX wieku, nawet aż do lat 60-tych XX wieku: procesja religijna.” Zanim przyjrzymy się bliżej owemu odrodzeniu praktyk procesji po latach rewolucji, zauważmy, iż ocena świeckiego profesora historii współczesnej z uniwersytetu w Limoges, pokrywa się z diagnozą opisaną przez znanego francuskiego duchownego 2 połowy XX wieku – abp Marcela Lefebvre, który w „Liście otwartym do zagubionych katolików” tak pisał o powszechnej na drogach Francji tradycji, która zanikła w latach 60-tych XX wieku:

„Czytelnicy, którzy pamiętają lata przedwojenne, z pewnością przypomną sobie żarliwość procesji Bożego Ciała z ich licznymi ołtarzami, pieśniami, kadzielnicami, lśniącą w słońcu monstrancją niesioną przez kapłana pod złocistym baldachimem. Sztandary, kwiaty, dzwonki. (…) Czy słyszę jak ktoś mówi o koniecznej ewolucji i nowym stylu życia? Jednak problemy z ruchem drogowym nie powstrzymują ulicznych demonstracji, zaś demonstrujący nie powstrzymują się przed wyrażaniem ich politycznych opinii czy żądań, słusznych czy nie. (…) Prawie całkowity zanik procesji we Francji nie jest spowodowany brakiem zainteresowania ze strony wiernych. Jest wpisany w nową teorię duszpasterstwa, która jednakże bezustannie wzywa do ‚aktywnego uczestnictwa ludu Bożego’. W roku 1969 proboszcz w departamencie Oise został usunięty przez swojego biskupa, który zakazał organizacji tradycyjnej procesji Bożego Ciała. Procesja mimo to miała miejsce i przyciągnęła dziesięć razy więcej ludzi niż liczba mieszkańców wioski.”

Jednak, wróćmy do początku XIX wieku, kiedy to konkordat zawarty w lipcu Roku Pańskiego 1801 (26 messidora Roku Rewolucji 9) między Stolicą Apostolską a Republiką otworzył ponownie możliwość publicznego kultu religii katolickiej we Francji. Kodeks karny z roku 1810 nakładał sankcje na osoby, które zakłócały kult czy to w kościele czy w innym miejscu używanym do tego celu, choćby tymczasowo. Przepisy zastrzegały też możliwość wprowadzenia ograniczeń ze strony państwa z uwagi na „porządek publiczny”, zaś w roku 1802 – poza konkordatem – dodano ograniczenie z uwagi na istnienie w danej miejscowości świątyń innej religii. Następujący okres konfliktu między Napoleonem, który najechał w roku 1808 ziemie Państwa Papieskiego oraz Piusem VII, który rok później ekskomunikował „cesarza Francuzów” i został przez niego uwięziony, doprowadził w roku 1811 do jednostronnego zerwania przez Napoleona konkordatu, nie sprzyjając rozwojowi kultu katolickiego. Upadek Napoleona i restauracja lat 1814-1830 przywróciła Kościołowi katolickiemu swobody i status głównej religii w państwie. Stan ten skończyła rewolucja lipcowa. W okresie monarchii lipcowej przestali się pojawiać na procesjach urzędnicy – merowie, prefekci, sędziowie, wiara katolicka utraciła status religii państwowej, pojawiały się również coraz częściej próby blokowania czy ataków na procesje przez radykałów. Idąc z flagami republiki i śpiewając rewolucyjne pieśni, stawali oni na drodze procesji, zatrzymując ją, lub organizowali własne „rewolucyjne” procesje. Powodowało to, zwłaszcza na początku lat 30-tych XIX wieku, ograniczanie procesji, zwłaszcza na terenie miast.

Powyższe zmieniło się ponownie za rządów Napoleona III. Ilość procesji się zwiększyła, jak również ich charakter stał się znów bardziej oficjalny, m.in. poprzez udział wspomnianych funkcjonariuszy publicznych, a także uroczysty udział wojska, jak również okazałe dekorowanie ulic. Jak podaje wspomniany już Paul d’Hollander, w Limoges w roku 1784, w okresie sześciomiesięcznym około 100 procesji przemierzyło miasto, podczas, gdy prawie 100 lat później liczba ta wynosiła zaledwie 22 w takim samym okresie czasu, co miało związek m.in. ze zmniejszeniem ilości parafii. Trasy procesji religijnych stały się jednak dłuższe, a uroczystości przyciągały coraz więcej uczestników, między innymi z uwagi na powstające i rozwijające się katolickie szkoły, grupy świeckich, kongregacje czy konfraternie. Jak podaje Paul d’Hollander w roku 1869 procesja w Limoges, na której tradycyjnie niesiono relikwie świętych przyciągnęła 80 tysięcy uczestników.

Opisane wyżej odrodzenie publicznych ceremonii religijnych we Francji spotkało się z krytyką rewolucjonistów, którzy szydzili ze splendoru „chorej religii” (E. Zola) oraz z… kolegów liberałów, którzy w jej uroczystościach uczestniczyli. Pojawiły się oczywiście i dziś liczne głosy protestujące przeciw narzucaniu ateistom czy też masonom konieczności oglądania katolickich procesji przemieszczających się przez ulice miast. Prasa republikańska pisała: „obecnie, skoro wolnomyślicielstwo jest rozpowszechnione w społeczeństwie, istnieje jeden podstawowy obowiązek, który się narzuca: obowiązek szanowania wolności sumienia. Jest słusznym by każda religia była praktykowana za zamkniętymi drzwiami, zaś manifestacje zewnętrzne zostały zakazane aby się nie narzucać sumieniom innych.”

Krytyka przeciwników procesji wybuchła otwarcie po upadku Napoleona III. Wtedy też bardziej aktywni, sprzyjający rewolucji merowie rozpoczęli wprowadzanie zakazów procesji, pod pozorem zapewniania porządku publicznego. Wykorzystywano do tego pojawiające się prowokacje. D’Hollander pisze o procesji Bożego Ciała w czerwcu 1882 roku, w Perigeux, którą mer zakazał po prowokacji na terenie jednej z parafii. Gdy procesja zatrzymała się przy jednym z ołtarzy, błogosławieństwo przerwali rewolucyjni „muzycy”, grając na operetkową nutę. Wywiązało się zamieszanie i kłótnia między uczestnikami procesji a ich przeciwnikami, którzy wznosili okrzyki „precz z klerykałami, niech żyje Republika!”. Prowokacje rewolucyjne działały jednak determinująco na drugą stronę – procesje stały się okazją do wyrażenia poparcia dla uwięzionego w Watykanie przez rewolucjonistów włoskich, którzy wkroczyli do Rzymu po upadku Napoleona III, papieża Piusa IX. Odzywała się w nich stara tradycja kraju Franków jako „najstarszej córy Kościoła”, która, począwszy od Karola Wielkiego, spieszyła na pomoc, znajdującym się w opresji następcom Piotrowym, a z nią sentyment za monarchią, który objawiał się królewskimi liliami na procesyjnych chorągwiach. Zakazywano też procesji coraz częściej – jak wskazuje d’Hollander – miało to miejsce również w Limoges, gdzie zakazano wzmiankowanej wyżej, tradycyjnej procesji z relikwiami. W roku 1897 ówczesny mer Limoges, będący socjalistą, odpowiedział na petycję w sprawie zniesienia zakazu, iż uczyni to, gdy władze centralne pozwolą socjalistom na marsze pod ich sztandarami. Na zarzuty naruszania porządku publicznego przez procesję, katolicy argumentowali, że konkordat zapewnia im prawo do kultu publicznego i nie oni naruszają porządek publiczny, lecz ci którzy procesjom przeszkadzają, zaś władze powinny przed powyższym chronić. W odpowiedzi władze Trzeciej Republiki zmieniły interpretację postanowień konkordatu. W roku 1879 minister do spraw wewnętrznych i religii Karol Filip Lepère, wspierając merów, którzy zaczęli wprowadzać zakazy procesji, wskazał że zakazy te nie naruszają prawa do publicznego kultu, który katolicy mogą sprawować w swoich świątyniach.

Jak pisze d’Hollander, zintensyfikowanie zakazów procesji miało miejsce w dwóch falach: na początku lat 80-tych XIX wieku, a następnie – w okresie intensywnej, zorganizowanej akcji laicyzacji i likwidacji samodzielności finansowej Kościoła, jaka miała miejsce na początku XX wieku. Podczas tej drugiej fali, nie kłopotano się już uzasadnianiem zakazów procesji porządkiem publicznym, lecz używano wprost retoryki antyklerykalnej. Przykładowo, jak podaje d’Hollander rada miejska w Saint-Denis-les-Murs, w roku 1901 ogłosiła że procesje są „obrazą dla zdrowego rozsądku i rozumu”. Również w innych częściach Francji środowiska wolnomularskie i antyklerykalne organizowały akcje zmierzające do uzyskania od władz lokalnych zakazów katolickich procesji. Jeśli mer odmawiał, „wolnomyśliciele” ogłaszali, że mają takie same prawo do ulicy jak katolicy, zapowiadając prowokacyjne demonstracje na tej samej trasie, którą miała iść procesja, oczywiście w tym samym czasie. Był to oczywiście środek nacisku by mer skłonił się do ich żądań i procesji zakazał, jeśli nie w imię walki z „ciemnotą”, to wspomnianego wyżej „porządku publicznego”. Jeśli nie ustępował, dochodziło do prowokacyjnych pochodów organizowanych przez „wolnomyślicieli” wzdłuż trasy procesji, które kończyły się nierzadko wymianą rękoczynów między obiema stronami. Czasami sprawę rozwiązywano poprzez zezwolenie na antykatolicką manifestację, która mogła iść w określonej odległości za procesją.

Ze strony katolików, z kolei próbowano walczyć z zakazami procesji, nie naruszając ich, na przykład organizując procesję wewnątrz kościoła, lecz błogosławieństwo, przed kościołem, na jego stopniach, przed zgromadzonym tłumem, albo też, przeprowadzając procesję, na gruntach prywatnych, po ich granicy, to jest na publicznym widoku. Organizowano też w formie protestu pochody bez symboli i pieśni religijnych, za to podążające tradycyjną drogą procesji. Występowały również sytuacji otwartego występowania przeciw rewolucyjnym zakazom, co kończyło się zwykle starciami z policją i gorliwie ją wspierającymi antyklerykałami.  W Boże Ciało roku 1903 dochodziło do regularnych zaczepek procesji katolickich przez socjalistów śpiewających Międzynarodówkę.

W roku 1905 doszło do sławetnego „rozdziału Kościoła od państwa” czyli ostatecznego zerwania konkordatu z roku 1801. Działania rządu Francji potępił papież Pius X w encyklice Vehementer nos z roku 1906, tak opisując to, co się wydarzyło:

„(…) Rozmiar krzywdy wyrządzonej Stolicy Apostolskiej przez jednostronne zerwanie konkordatu stał się tym gorszy ze względu na sposób, w jaki państwo dokonało tego aktu. Jest zasadą niebudzącą wątpliwości i powszechnie przestrzeganą przez wszystkie narody, że zerwanie traktatu powinno być wcześniej dokładnie zapowiedziane, w sposób jasny i wyraźny, drugiej stronie przez tą, która zamierza położyć kres ugodzie. Lecz w tym przypadku nie tylko że nie przedstawiono Stolicy Apostolskiej żadnego zawiadomienia tego rodzaju, to ponadto nie dano najmniejszego znaku, który mógłby zapowiadać taki czyn. (…) Prawo rozdziału (…) wyznacza administrację i nadzór nad publicznym kultem nie hierarchicznemu ciału w boski sposób ustanowionemu przez naszego Zbawiciela, lecz stowarzyszeniu ustanowionemu przez świeckich. Stowarzyszeniu temu przyznane zostały specjalne formy i osobowość prawna. Uznaje się je wyłącznie za mające prawa i ponoszące odpowiedzialność w oczach prawa we wszystkich kwestiach odnoszących się do kultu religijnego. To stowarzyszenie zarządza kościołami i nieruchomościami, ma w posiadaniu kościelną własność, rzeczywiście i osobowo, ma do swej dyspozycji (choć tylko tymczasowo) rezydencje biskupów i księży, a także seminaria; jest administratorem kościelnego mienia, kontroluje finanse, odbiera daniny i donacje uczynione na rzecz kultu religijnego. (…) Te stowarzyszenia ds. kultu [religijnego] są zatem tak zależne od władz świeckich, że, rzecz oczywista, władze duchowne nie będą miały nad nimi żadnej mocy. (…) Prawo to przypisało władzy państwa najwyższą jurysdykcję nad tymi stowarzyszeniami i poddało je całej serii postanowień nie zawartych w prawie ogólnym, utrudniając tym samym ich tworzenie i czyniąc jeszcze trudniejszym ich istnienie; tak też po ogłoszeniu wolności kultu publicznego przystąpiono do ograniczania ich działalności poprzez niezliczoną liczbę utrudnień; tak też ograbiło Kościół z wewnętrznych regulacji kościelnych, by funkcje te przyznać państwu (…) Na przekór wszelkiej sprawiedliwości, prawo to odebrało Kościołowi wielką część ofiarowanych mu donacji, które należały doń na mocy zarazem licznych, jak i świętych praw; prawo to zakazało i anulowało wszystkie świątobliwe fundacje poświęcone, z doskonałą legalnością, boskiemu kultowi i wstawiennictwu za zmarłych. Dobra doczesne podarowane przez szczodrobliwych katolików dla utrzymania katolickich szkół i dorobek przeróżnych dzieł miłosierdzia związanych z działalnością religijną został przekazany świeckim stowarzyszeniom, w których byłoby rzeczą próżną szukać najmniejszych śladów religii. W kwestii tej naruszono nie tylko prawa Kościoła, lecz także oficjalną i wyraźną wolę donatorów i testatorów. To także jest dla Nas przedmiotem głębokiego żalu, że prawo, w pogardzie dla wszystkich praw, ogłasza jako własność państwa, departamentów i gmin, kościelne budowle pochodzące jeszcze sprzed czasów konkordatu. To prawda, prawo o rozdziale państwa od Kościoła przyznaje łaskawie, na czas nieokreślony, użytkowanie tych budowli przez stowarzyszenia ds. kultu religijnego, lecz obwarowało to ustępstwo tak licznymi i poważnymi obostrzeniami, że w rzeczywistości to władze publiczne dysponują nimi w zupełności. (…)”

Inicjatorem zerwania konkordatu i projektu powyższego prawa był Emile Combes, antykatolicki premier Republiki i mason. Jego następca Maurice Rouvier, również mason, który objął funkcję premiera w styczniu roku 1905 doprowadził proces do końca. Artykuł 27 ustawy, który regulował między innymi procesje i bicie w dzwony dozwalał, na kontynuacje tradycji procesji na zasadach ustalonych w roku 1884, to jest, z utrzymaniem możliwości wprowadzenia ich zakazu przez lokalnych merów. Po przetoczeniu się antyklerykalnej fali tradycja procesji Bożego Ciała wciąż trwała, wspierana zwłaszcza w okresie intensywnej działalności Akcji Katolickiej, choć nie ustały też próby jej powstrzymania.

Jak wskazuje Michelle C. Wing w: Notre-Dame on the Move: Catholic Processions and Politics in Post-Liberation France ( http://quod.lib.umich.edu/w/wsfh/0642292.0037.020/–notre-dame-on-the-move-catholic-processions-and-politics?rgn=main;view=fulltext ) także w okresie po II wojnie światowej dochodziło do sytuacji zakazu publicznych wydarzeń religijnych w poszczególnych miejscowościach. 11 marca 1946 trzy tysiące wiernych przy kościele Notre-Dame de Nazareth w Vitry-sur-Seine, na przedmieściach Paryża, uczestniczyło w przejęciu figury Notre-Dame de Boulogne z rąk sił policyjnych, które pojawiły się tam aby uniemożliwić publiczną, tradycyjną procesję. Uformowaną na nowo procesję prowadził były więzień niemieckiego obozu narodowo-socjalistycznego w Dachau, w swoim obozowym uniformie. Policja próbowała zatrzymać ową procesję blokadami, jednak wiernym udało się je ominąć.  Dziesięć osób po stronie katolickiej zostało zatrzymanych, kilku policjantów w starciach odniosło rany. Zaczynała się kolejna już na drodze rewolucji, czwarta republika, a uwidoczniający się wyraźnie w kwestii publicznych procesji niemożliwy do usunięcia konflikt o istnienie wiary w sferze publicznej, wciąż nie ustawał. Jego elementem była wielka peregrynacja figur Notre-Dame de Boulogne – podobna peregrynacji obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej, z którą tak walczono w Polsce. Peregrynacja owa trwała w latach 1943-1948 i była związana z orędziem fatimskim, którego kolejna przepowiednia – wielka wojna zapowiedziana przez czerwień na niebie zdała się spełnić. Francję przemierzały w publicznych procesjach cztery kopie figury, niosąc wezwanie do nawrócenia się, pokuty i powrotu do Boga oraz Kościoła. Uczestniczyli w owych procesjach także urzędnicy przyznający się do religii katolickiej, czasem nawet uroczyście, składając przed figurą Madonny, klucze do miasteczka. Przyłączały się do nich setki i tysiące wiernych, idąc, często boso, i śpiewając tradycyjne pieśni, czy recytując tradycyjne modlitwy, takie jak Różaniec. Jednym słowem, w oczach „wolnomyślicieli” wypełzły w przestrzeń publiczną mroczne upiory zacofania i przeszłości, fundamentalizm i fanatyzm. Rewolucja i jej zdobycze wymagały obrony.

Rozpoczęta na nowo wojna kulturowa zarzucała członkom hierarchii kościelnej sympatyzowanie z reżimem w Vichy czy wręcz faszyzm, na co katolicy odpowiadali, powołując się na swój udział w ruchu oporu oraz na sytuacje, w których Niemcy rozpędzali procesje podczas okupacji. Peregrynacja figur Notre-Dame napotykała, organizowane przez socjalistów, komunistów i wolnomularzy protesty i prowokacje, które przybierały nierzadko pełny przemocy charakter. Jak pisze Michelle C. Wing „w roku 1947, w Lot-et-Garonne na ulicach rozsypano szkło i gwoździe w tych miejscach, przez które mieli przechodzić bosi pielgrzymi. W Chambéry, w dwóch kaplicach – jednej, która tuż przedtem przyjęła Grand Retour oraz kolejnej, która miała przyjąć następnego dnia – wybuchły bomby”. W manifestacjach antykatolickich brali udział socjalistyczni, komunistyczni i „wolnomyślący” urzędnicy, a pochodzący z takich środowisk merowie zakazywali procesji, pod pozorem zachowania „porządku publicznego” i w obronie świeckości republiki. Obawiano się również, że publiczne procesje mogą przekonać wahających się Francuzów i mieć wpływ na wyniki kolejnych wyborów. Media rewolucyjne grzmiały przeciw „maskaradom, które hańbią swoją epokę”, a Marii Pannie przeciwstawiano alegorię republiki – Mariannę we frygijskiej czapce rewolucji. W październiku 1245 prefektura policji w Paryżu zabroniła procesji Grand Retour na terenie miasta. Figura Notre Dame była ładowana do policyjnej furgonetki i przewożona do kolejnego kościoła. Na początku 1946 katolicy podjęli otwarty protest, którego częścią były opisane wyżej wydarzenia 11 marca w Vitry-sur-Seine. Zaledwie trzy dni wcześniej setka policjantów zablokowała grupę kilku tysięcy katolików próbujących sformować procesję w Ivry-sur-Seine. Media katolickie doniosły że wydarzeniom towarzyszyła manifestacja kilkudziesięciu komunistów śpiewających Międzynarodówkę, którą wierni zagłuszyli gromkim, lurdzkim Ave Maria. 9 marca zebrały się już dwie setki komunistów intonujących Międzynarodówkę i podążających za katolikami, próbując ich sprowokować. Komunistyczny mer Ivry twierdził że śpiewano jedynie „niegroźną”  Marsyliankę. 11 marca doszło do starć w Vitry i sąsiednim Thiais. Na lokalnym zgromadzeniu samorządowym w Paryżu socjaliści i komuniści krytykowali Wielką Pielgrzymkę, powołując się nawet na rzekomą przychylność władz niemieckich dla niej podczas okupacji, co miało być dowodem kolaboracji jej organizatorów oraz zarzucając katolikom próbę rozbicia jedności francuskiego ludu.

„Wiosna” lat 60-tych i „duch” Soboru Watykańskiego II stłumiły zapał katolików w staraniach o procesje i inne ceremonie religijne w miejscach publicznych. Obecnie, gdzieniegdzie Francuzi podejmują próby odświeżenia dawnej, żywej tradycji, o którą latami walczono z komunistami, socjalistami i masonami. Próby te napotykają atmosferę nieco tylko różniącą się od tej, opisanej wyżej. Nieco, bo do czynnika wojującego antykatolicyzmu doszedł do głosu i rośnie w siłę czynnik islamski. Oto opis z roku 2008, z jednego z blogów internetowych na temat procesji Bożego Ciała zorganizowanej w Paryżu:

Staje się coraz trudniejsze podtrzymywanie tych procesji w Paryżu, gdyż niektórzy ludzie ośmielają się pluć z balkonów na procesję i wylewać wodę oraz inne nieznane płyny… Do tego dużo obelg i wieże stereo pogłośnione do maksimum. Ale procesja przeszła, jest takie arabskie powiedzenie: psy szczekają, lecz karawana idzie dalej czy także: deszcz nie zatrzymuje pielgrzyma.” (http://www.newliturgicalmovement.org/2008/05/corpus-christi-in-saint-eugne-paris.html )

Boże Narodzenie we Francji 2016: Paray-le-Monial

Paray-le-Monial – stare miasteczko kluniackie, potem miejsce pielgrzymkowe związane z objawieniami Małgorzaty Marii Alacoque. Dziś miejsce Kulturkampfu toczonego przez miejscowe NGO zwanego szumnie Francuską Ligą Obrony Praw Człowieka i Obywatela, która wystąpiła w obronie ludu i obywateli Francji oraz ich praw w związku z przemianą miejscowego merostwa w „miejsce kultu” poprzez umieszczenie tamże betlejemskiego żłóbka. Żłóbek został na podstawie orzeczenia sądu wydanego z inicjatywy powyższej instytucji usunięty:
Tu stał żłóbek – źródło http://lesalonbeige.blogs.com/

Sąd w Dijonie, uznając żłóbek za sprzeczny z „zasadą neutralności” światopoglądowej, nakazał również gminie zapłatę kwoty 1000 EUR na rzecz wspomnianej wyżej organizacji stojącej na straży człowieczeństwa i obywatelstwa ludu francuskiego. Merowi Paray-le-Monial, Jeanowi-Markowi Nesme nie pomogło nawet powołanie się na neutralną światopoglądowo umowę o kulturalnej wymianie zawartą z miasteczkiem Betlejem w ziemi judzkiej w roku 2003. Mer zadeklarował że kwotę 1000 EUR wyłoży z własnych pieniędzy. I jeszcze komentarz ze strony christianophobie.fr :

Jest absurdalne że umieszczenie bożonarodzeniowego żłóbka w danym miejscu zamienia je ipso facto w ‚miejsce kultu’! Czy zatem powinniśmy usunąć wszystkie przedstawiające Narodzenie malowidła z naszych publicznych muzeów z tej przyczyny, że obecność owych dzieł może powodować przemianę owych muzeów w miejsca kultu (…) Identyczne żłóbki są sprzedawane z przeznaczeniem zysku na rzecz stowarzyszenia [pomocy] w miejskim muzeum i nikt nie widzi w tym nic zdrożnego”

http://www.christianophobie.fr/breves/scandale-a-paray-monial-creche-quitter-mairie

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Umieszczenie relikwii, relikwiarzy, naczyń liturgicznych, sztuki sakralnej w muzeach zamierzchłej przeszłości jako dzieł sztuki minionej nikomu nie przeszkadza, tak jak, dajmy na to, budowniczym Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, nie przeszkadzali zamknięci w rezerwatach Indianie. Czym innym jest jednak zaistnienie symboli w przestrzeni publicznej związanej z teraźniejszością. Bo jak, już zauważył Konfucjusz, to nie prawa, lecz znaki i symbole rządzą ową przestrzenią. Podchwycili tę jego zasadę rewolucjoniści, czuwając by żadne znaki i symbole minionej cywilizacji nie zakłócały postępów nowoczesności. Choćby tak incydentalne i obecne jedynie przez oznaczony, krótki czas jak betlejemski żłóbek.

A dzisiejszym Francuzom brak choćby werwy tych, którzy w 2 połowie XIX wieku, po okresie triumfów rewolucji, potrafili wprowadzić w przestrzeń publiczną bazylikę Sacre Coeur, lyońską Notre-Dame de Fourvière czy 16-metrową figurę Maryi na wzgórzach Le Puy-en-Velay.

 

Rewolucja w Rouen – mądrość etapu 2016

W ostatnim tygodniu opinią publiczną wstrząsnęła wieść o zamordowaniu pod Rouen, w Normandii, osiemdziesięciokilkuletniego księdza w kościele, przy ołtarzu, podczas odprawianej Mszy, przez dwójkę muzułmanów. Sprawcy, którzy wg relacji wzywali przy tym imię Allacha i wygłosili jakiś rodzaj okolicznościowego kazania, zadbali zatem o najwyższy stopień dramaturgii. Kolejne wiadomości z Francji przyniosły coś w rodzaju pewnego tragicznego humoru: wedle tych wiadomości parafia owego księdza miała przekazać kilkanaście lat temu grunt pod miejscowy meczet, a kapłan miał brać aktywny udział w tzw. „dialogu międzyreligijnym”. W minioną niedzielę (wczoraj) zadbano o to by owa groteska przeważyła: w katedrze w Rouen ok. 2000 wiernych i miejscowy arcybiskup Lebrun powitało na niedzielnej Mszy św. grupę 100 muzułmanów jako „budowniczych pokoju”. Gest ten, polegający w istocie na urządzeniu z religijnego nabożeństwa wiecu w duchu rewolucyjnego humanizmu, jak skomentował jeden z islamskich gości: „komunii między Francuzami”, wg arcybiskupa Lebruna stanowi odpowiedź na bliżej nieokreślone „barbarzyństwo”. Podobne wydarzenia miały miejsce także w innych kościołach we Francji, w tym, co jest niezwykle symboliczne, w katedrze Saint-Denis, nekropolii francuskich królów, a także w katedrach i kościołach Italii. Na historyczny, nie bójmy się powiedzieć, mord na księdzu nie odpowiedziano nawet zatem plastyczną akcją społeczną”Je suis Charlie”, a raczej odpowiedziano „Je suis Mohammed”. Rozkład resztek dawnej cywilizacji postępuje. Tylko, jak w myśli przewodniej niniejszego bloga, kamienie wołają.

relacje prasowe m.in.

http://www.lemonde.fr/societe/article/2016/07/31/apres-l-assassinat-du-pere-hamel-forte-affluence-de-catholiques-et-musulmans-a-la-cathedrale-de-rouen_4976741_3224.html

http://www.huffingtonpost.com/entry/muslims-catholic-mass-france_us_579e3c67e4b0e2e15eb63576

16 listopada 1793

Dziś mija 221 rocznica rozpoczęcia na „rewolucyjnej” Loarze w rejonie Nantes tzw. „deportacji pionowych” – masowych morderstw przez zatopienie na barkach. Pierwszymi ofiarami stali się „oporni” księża. Zostali oni aresztowani i byli przetrzymywani w zlikwidowanym konwencie św. Klemensa, a potem – od lata 1793 w pomieszczeniach karmelitów, zamienionych w więzienie. 5 lipca 160 księży zostało wysłanych do Chantenay koło Nantes i upchniętych na barkę La Thérèse, gdzie cierpieli ciężkie warunki z powodu upałów i braku wody. Na przełomie lipca i sierpnia część z nich przemieszczono do klasztoru kapucynów, również zamienionego na więzienie. 25 października rewolucyjni komisarze z Nantes przenieśli księży z powrotem na barkę zwaną La Gloire (Chwała).

Generał adiutant Gullaume Lamberty rozkazał przygotować inną barkę w taki sposób by można było ją łatwo zatopić. W nocy 26 brumaira drugiego roku francuskiej republiki, to jest według kalendarza liczonego od narodzenia Chrystusa 16 listopada roku 1793, 90 księży zaokrętowano na wspomnianą barkę i związano. Barkę wyprowadzono na środek rzeki i zatopiono. Trzech z księży wyłowiła wojenna jednostka L’Imposant, jednak na rozkaz władz rewolucyjnych kapitan Lafloury wydał ich z powrotem w ręce katów. Zostali zatopieni w kolejnej grupie – następnej nocy. Rzeź przeżył jedynie ojciec Landeau, któremu udało się zeskoczyć z łodzi do rzeki i uciec.

W sumie do końca stycznia 1794 zatopiono w ten sposób do 5000 osób, a wśród mordowanych znalazła się 300-osobowa grupa kobiet i 400- osobowa grupa dzieci. Jak pisał P. Jasienica w „Rozważaniach o wojnie domowej”: „Doświadczenie skłoniło wykonawców do stosowania ulepszeń technicznych. Zabezpieczono luki tak, aby uniemożliwić wypływanie ciał z puszczonego na dno galaru. Loara wyrzucała je bowiem na suszę, przypływ pobliskiego oceanu pchał pod prąd. (…) Ostatecznie zrezygnowano z zachowania tajemnicy. Przyszło wydać urzędowy zakaz picia wody z zakażonej rzeki, władze zaś centralne w Paryżu otrzymywały takie na przykład raporty: „Pięćdziesięciu ośmiu osobników, rozpoznanych jako oporni księża, przybyło z Angers do Nantes. Zostali natychmiast zamknięci na statku i ostatniej nocy utopieni. Cóż za rewolucyjny potok z tej Loary!”

 

Ks. biskup Józef Sebastian Pelczar o rewolucji francuskiej

za: J. S. Pelczar: Pius IX i Jego Pontyfikat na tle dziejów Kościoła w XIX wieku, Przemyśl 1908

O genezie „wielkiej” rewolucji

„Po srogich burzach reformacyi i po krwawych walkach religijnych wieku XVI i XVII, nastała w wieku XVIII zgniła obojętność w wierze, smutny płód protestantyzmu, a rodzicielka jawnej bezbożności. Wprawdzie nie brakowało nigdy głupców, „mówiących w sercu swojem: Niemasz Boga“: lecz w wiekach rozumu i wiary musieli oni siedzieć w ukryciu i przywdziewać maskę; dopiero w wieku Voltaire’a wystąpiło niedowiarstwo z otwartą przyłbicą, rozzuchwalone poparciem możnych, ubrane w płaszcz filozofii i mające na skroni kłamliwy nimbus nauki. Wrzekomi filozofowie owego wieku wyruszyli z ogromnym rynsztunkiem i nieubłaganą nienawiścią do walki z religią, mając złowrogie hasło: Ećrasez l’infame, a główną ich bronią sarkazm i sofizmat. W sojuszu z nimi była sekta wolnomurarska, która zrodzona na ziemi angielskiej, już w pierszej połowie XVIII wieku pozakładała swe łoże po większych miastach Europy i zaraz z początku okazała się zaciekłą nieprzyjaciółką religii katolickiej. (…)

Co do zasad i dążności, sekta wolnomularska manifestowała się na zewnątrz jako, stowarzyszenie humanitarne i cywilizacyjne, mające prawdziwych przyjaciół ludzkości bez różnicy religii lub narodowości skupić do wspólnej pracy nad rozwojem oświaty, filantropii i postępu; i temi to hasłami, jak niemniej sutemi biesiadami, urokiem tajemniczości i obrzędami wrzekomo religijnymi wabiła łatwowiernych. Atoli po za masoneryą trzech stopni, czyli symboliczną lub błękitną, stała masonerya czerwona, czyli wyższych stopni, świadoma swoich celów i dążąca skrycie a wytrwale do zagłady religii i monarchii. Słusznie też Klemens XI! w bulli In eminenti (1738), a Benedykt XIV w bulli Providas (1751) rzucili na nią duchowne gromy. Acz podzielona na kilka obrządków (szkocki, francuzki, egipski (Mizraim), szwedzki), tworzyła jednak wspólne ogniska w t. z. „Wielkich lożach” i „Wielkich Wschodach” a w walce z Kościołem występowała zawsze jako jedna falanga.
Według świadectwa wielu pisarzy, masonerya wraz z llluminatami przygotowała straszny kataklizm we Francyi (zjazd w Wilhelmsbad 1781 i w Paryżu 1785); i nie było to wcale rzeczą przypadkową, że koryfeusze rewolucyi wyszli z lóż masońskich. „W ośmnastym wieku — oświadczył jawnie jeden z masonów, br.\ Malapert w r. 1874 — wolnomularstwo tak było rozszerzone po świecie, że można powiedzieć, iż od tej epoki nic się nie stało bez jego zezwolenia”. Co zaś masonerya zdziałała w wieku XIX, zobaczymy w ciągu tego dzieła.
Sektę llluminatów założył ł-go maja 1776 Adam Weishaupt, profesor prawa w Ingolstadzie, i rozszerzył ją po Niemczech przy pomocy bar. Knigge, profesorów mogunckich Beckera i Nimisa, exbenedyktyna Ben. Werkmeistera, proboszcza Fil. Brunnera i innych. Masonerya była niejako jej przedsionkiem, a walka przeciw religii, rządom i własności jej zadaniem. Wypowiedziano to na zjezdzie w Wilhelmsbad r. 1781. „Zakon llluminatów” miał również ścisłą organizacyę, a mianowicie obejmował trzy klasy i kilka stopni (nowicyusza, minerwala, illuminata niższego, illuminata większego, kawalera szkockiego, kapłana, regenta, maga i króla). W r. 1785 został on odkryty i przez rząd bawarski proskrybowany; ale lluminaci nie przestali działać w ukryciu. Saint Martiniści to illuminaci francuscy. Ojcem ich był hr. Saint Martin (ur. 1743), uczeń Martineza Paschalisa, żyda hiszpańskiego, który w połowie wieku XVIII zakładał loże we Francyi. Saint Martin, zwany „le philosophe inconnu”, wyłożył w dziele „Des erreurs et de la verite“ swój system, przypominający dawne błędy neoplatoników, manicheuszów i pseudomistyków. Z pism jego wiele skorzystali St. Germain i Cagliostro, szerzyciele tnasoneryi kabalistycznej. (…)

Nieprzyjaciele religii podali sobie dłonie, by zgnieść Towarzystwo Jezusowe, zohydzić duchowieństwo i Stolicę Apostolską, w śmiech podać tajemnice wiary, osłabić powagę prawa i władzy, a tym sposobem przygotować ogólny przewrót w świecie. Niecnej ich robocie przyklaskiwały klasy wyższe, zgangrenowane w wielkiej części niedowiarstwem i rozpustą, nie przeczuwając wcale, że na swe głowy ostrzą same topór; pomagali zaś ówcześni królowie i ministrowie królewscy, snadź niewidzący w swem zaślepieniu, że w ślad za upadkiem religii idzie upadek wszelkiej powagi, że gdy walą się ołtarze, nie mogą także ostać się trony.

Niebawem przyszła rewolucya i rozpoczęła straszny swój taniec. Gdy bowiem w wielu umysłach zagładzono wiarę w Boga i cześć dla władzy, gdy urok majestatu królewskiego zniweczyły bezwstydne orgie Ludwika XV, cyniczna polityka Fryderyka II, i krzyczące bezprawia Katarzyny II, gdy klasy wyższe, nadużywając swoich przywilejów, nieznośne jarzmo wtłoczyły na karki warstw niższych: powstała w tychże warstwach gwałtowna żądza obalenia ówczesnego porządku. Rewolucya francuska, podobna do wezbranej rzeki, poniosła na swych lalach nietylko ołtarze i klasztory, nietylko tron nieszczęśliwego Ludwika XVI, ale także zamki i głowy tych samych wolnomyślicieli, co niedawno przedtem (1778) wprowadzili do Paryża w tryumfie patryarchę bezbożności Voltaire’a, i co entuzyastycznie unosili się nad rewolucyjnemi ideami filozofa genewskiego Jana Jakóba Rousseau’a. W imię tychże idei zniwelowano wszystkie stany, zagrabiono dobra kościelne, zniesiono klasztory, narzucono duchowieństwu konstytucyę cywilną, wreszcie proklamowano rzeczpospolitą i poprowadzono króla na rusztowanie, za królem zaś wielką liczbę duchownych, uczonych i możnych. Gilotyna dzień i noc pracowała, a kiedy stępiły się topory, topiono nieszczęśliwych setkami w Sekwanie lub Loarze. W imię idei Vol- taire’a i Rousseau’a ogłoszono jawnie ateizm, zburzono lub zbezczeszczono pięćdziesiąt tysięcy kościołów, a na ołtarzu kościoła Notre-Dame postawiono ohydną nierządnicę, mającą wyobrażać rozum, jedyne bóstwo Francyi. (…)

Rewolucya, niezadowolniona zwycięstwem we Francyi, chciała drzewo wolności zatknąć na Kapitolu i wysłała tamże swoich emisaryuszów; a gdy jeden z nich — Hugo Basseville — został zabity wśród zaburzenia na Corso rzymskiem 13 stycznia 1793 r., poprzysięgła zemstę papieżowi i papiestwu. Pius VI, chcąc ratować swe posiadłości, przystąpił do koalicyi przeciw republice fuancuskiej; lecz orzeł korsykański, Napoleon Bonaparte, rozgromił koalicyę, a wojska republiki wkroczyły do państwa kościelnego. (…)

W Rzymie samym, pod opieką Józefa Bonapartego, rozsiewano doktryny rewolucyjne i tworzono kluby, na których czele stał rzeźbiarz Cerachi; a gdy w krwawym rozruchu jenerał francuski Duphot utracił życie (28 grudnia 1797), zajął jen. Berthier Rzym i ogłosił rzeczpospolitą (15 lutego 1798). Powtórzyły się, acz na mniejszą skalę, sceny paryskie, — przed mostem św. Anioła wzniesiono posąg bogini wolności, depcącej tyarę, znieważono wśród orgii naczynia święte, splądrowano Watykan, i do tego aż przyszło, że brutalny komisarz dyrektoryatu Haller zdarł z ręki papieża pierścień rybaka. Gdy cierpliwy ale przytem nieustraszony Pius VI nie chciał zrzec się praw swoich, a lud rzymski począł się burzyć, oświadczono mu (19 lutego 1798), że nazajutrz musi Rzym opuścić. Daremnie wymawiał się wiekiem i chorobą, — dziki republikanin Haller odpowiedział szorstko: „Możesz tak samo umierać gdzieindziej, a jeżeli nie wyjedziesz dobrowolnie, użyję innych środków”.

Jakoż 20 lutego o świcie porwali żołdacy papieża i wywieźli go najprzód do Sieny, potem do klasztoru Kartuzów obok Florencyi (30 maja), w końcu do Valence we Francyi 3), gdzie 29 sierpnia 1799 zakończył ciernisty swój żywot, istny „peregrinus apostolicns moriens in exilio“ (pielgrzym apostolski, umierający na wygnaniu) (…)

Była to wówczas godzina ciemności, i zdawało się, że bezbożność ostateczny tryumf odniesie, a z Piusem VI zstąpi Kościół do grobu. Już mu nawet wrogowie śpiewali „requiescat“; tymczasem Bóg, opiekujący się po wszystkie wieki Kościołem, w jednej chwili dziwne zmiany sprawił. Oto kwiat wojska francuskiego, ze zwycięskim wodzem Bonapartem, zawiódł aż pod piramidy egipskie, spalił jego flotę pod Abukir, ściągnął z dalekiej północy hordy Suworowa, a wyrzuciwszy republikanów za Alpy, zebrał rozprószonych kardynałów na konklawe w Wenecyi (1 grud. 1799). (…)

O Napoleonie Bonaparte

Pius VII, wróciwszy do Rzymu (3 lipca 1800), starał się przy pomocy Consalvi’ego, zamianowanego 11 sierp. 1800 kardynałem i sekretarzem stanu, usunąć choć w części nieład w administracyi i sądownictwie, a przytem przyjść w pomoc zubożałej ludności, zaprowadzając wolny handel zbożem (11 mar. 1801) i ustalając kurs monety (13 stycz. 1802). Równocześnie zwrócił baczną uwagę na stan Kościoła w Niemczech i nawiązał stosunki z pierwszym konsulem Napoleonem, których owocem był konkordat z 15 lip. 1801. (…)

Po raz wtóry arcychrześciańska córka Kościoła, Francya, miała na Ojca chrześciaństwa wyciągnąć świętokradzką rękę. Dumny autokrata Napoleon, upokorzywszy całą prawie Europę, zapragnął obok innych książąt także Piusa VII wprzągnąć do tryumfalnego wozu i uczynić go służalcem swej ambitnej polityki. Nie dosyć, że papież w konkordacie z 15 lip. 1801 poczynił niewidziane dotąd ustępstwa, — że 17 stycz. 1803 czterech Francuzów ozdobił purpurą, — że 2 grud. 1804 pierwszego konsula namaścił na cesarza: zażądano nadto więcej jeszcze kapeluszy kardynalskich dla kreatur cesarza, rozerwania ważnych związków małżeńskich Hieronima Bonaparte z amerykanką Patterson (1805), wypędzenia z państwa kościelnego wszystkich „kacerzy”, to jest, Anglików i Rosyan (1806), uznania Józefa Bonapartego królem neapolitańskim (1806) itd. Kiedy Pius VII, acz zresztą „łagodny jak baranek i dobry jak anioł“, nie mógł i nie chciał tego spełnić, kazał cesarz zająć Ankonę (1805), a w piśmie z 13 lut. 1806 wręcz oświadczył, że papież jest wprawdzie władcą Rzymu, lecz żę on — to jest, Napoleon — jest jego cesarzem, że nadto cesarz lepiej służy sprawie religii, niżeli papież. Na protestacyę sekretarza stanu z 13 list. 1905. i list papiezki z marca 1806 odpowiedział nowym gwałtem, bo zajęciem Civita-vecchii i zagrabieniem posiadłości papieskich Benewentu i Pontecorvo, co wywołało nową protestacyę i dy- misyę Consalviego (17 czerw. 1806). Nowy sekretarz stanu, Filip Casoni, jakoteż następcy jego, kardynałowie Józef Doria i Ga- brielli (od 27 mar. 1808), byli bezsilnymi w obec potężnego despoty, który w liście z 22 lip. 1807 do wicekróla włoskiego Eugeniusza zagroził zdegradowaniem papieża na zwykłego biskupa, zwołaniem soboru bez niego i zerwaniem stosunków ze Stolicą św.
Nowe i dzikie postulała stawił imieniem jego poseł Aląuier, brutalny jakobin (od r. 1806), n. p. by papież ukoronował Józefa na króla Neapolu, wprowadził kodeks francuski, uznał swobody gallikańskie i artykuły organiczne, zniósł celibat i zakony; a po odpowiedzi odmownej szły szybko dalsze zamachy, jak zajęcie Rzymu przez jen. Miollis, (2 lut. 1808), przyłączenie czterech prowincyj (Urbino, Macerata, Camerino, Ankona) do królestwa włoskiego (2 kwiet.), obsadzenie wojskiem pałacu papieskiego (7 kwiet.), banicya wielu kardynałów i prałatów, uwięzienie sekretarza stanu Gabriellego (16 czer.) i zabór aktów z kancelaryi stanu. Protestacye Piusa VII w allokucyach z 16 mar. i 11 lip. 1808 pozostały bez skutku; owszem, usiłowano od jego boku oderwać nowego sekretarza stanu kard. Pacca, ale papież nadbiegłszy na czas, wyrwał go z rąk siepaczy i do własnych komnat zaprowadził (1 wrześ. 1808).

Wreszcie 17 maja 1809 podpisał Napoleon w Schoenbrun- nie dekret, mocą którego państwo kościelne wcielił do cesarstwa francuskiego (art. I), papieżowi zaś zapewnił roczny datek dwóch milionów franków (art. V), a jego dobra i pałace uwolnił od wszelkich ciężarów i wszelkiej juryzdykcyi (art. VI). Zaledwie tę wieść ogłoszono Rzymianom (10 czerwca), aliści mimo najściślejszego nadzoru policyi ukazała się na murach głównych kościołów rzymskich bulla „Quum memoranda“ (z 10 czerw. 1809) z protestacyą przeciw bezprawiu i z ekskomuniką na uzurpatora, ale bez wymienienia jego nazwiska. Wówczas Joachim Murat, posłuszny woli Napoleona, przesłał z Neapolu rozkaz uwięzienia papieża.

W nocy z piątego na szósty lipca, o godzinie wpół do trzeciej, wtargnął jenerał Radet na czele oddziału żandarmów francuskich do Kwirynału, a rozbroiwszy straż szwajcarską, oznajmił papieżowi, że z rozkazu Napoleona ma się zrzec władzy świeckiej, inaczej będzie odprowadzony do jenerała Miollis. Wielkoduszny papież, otoczony orszakiem wiernych dworzan, wśród których byli dwaj kardynałowie, Pacca i Despuig, wyrzekł spokojnie ale stanowczo: „Jeżeli sądzisz, ‚jenerale, że przysięga wierności, złożona cesarzowi, każe ci spełniać jego rozkazy, tedy wiedz, że i nas obowiązuje przysięga do utrzymania praw Stolicy Apostolskiej. Nie możemy odstąpić i zrzec się tego, co nie jest naszem. Władza świecka należy do Kościoła rzymskiego, my zaś jesteśmy tylko zarządcami tejże. Może nas cesarz porąbać w kawały, ale tego od nas nie uzyska“. Tedy Radet uwięził papieża i w zamkniętym powozie, w towarzystwie jednego kardynała Pacca, bez sług, bez bielizny, bez grosza —bo papież miał tylko jednego papetto, a Pacca trzy bajocchi — uprowadził go czemprędzej z Rzymu. Jedyną osłodą i siłą wygnańca był Najśw. Sakrament, który w srebrnej puszce nosił na szyi. Ósmego lipca przybył on strudzony i chory, ale nie złamany na duchu, do kartuzyi florenckiej, gdzie mu dano tą samą celę, jaką niegdyś zajmował Pius VI. Po trzechdniowym zaledwie wypoczynku, zawieziono go przez Genuę do Grenobli (15 sierpnia
1809), stąd napowrót do włoskiego miasta Savony (15 sierp.), gdzie pozbawiony światłego i wiernego towarzysza, w pałacu biskupim pod strażą zamieszkał.

Wówczas stał Napoleon na szczycie sławy i marzył o panowaniu nad światem. Następca św. Piotra miał do tego dopo- módz orężem duchownym, lecz trzeba było pierw osadzić go w Paryżu lub w Awinionie, gdzieby jako poddany francuski spełniał rozkazy swego suwerena. W tej też myśli przy końcu r. 1809 sprowadzono kardynałów do Francyi i wyznaczono im 30.000 franków rocznej płacy: gdy jednak trzynastu odważniejszych nie stawiło się podczas ślubu cesarza z Maryą Ludwika (2 kwiet. 1810) — bo rozerwanie małżeństwa z Józefiną uważali za nieprawne — wzbronił im cesarz noszenia purpury i rozrzucił ich po różnych miastach Francyi.
Ponieważ Paryż miał być odtąd stolicą świata chrześciańskiego, przeto przewieziono tamże archiwa rzymskie i tam też miało się na przyszłość odbywać konklawe. Niebawem poczęto naciskać na więźnia w Savonie, by prawo instytuowania biskupów przyznał metropolitom, czyli by kościół we Francyi wydał na pastwę gallikanizmu i władzy cesarskiej, a nadto by za cenę dwóch milionów franków wyrzekł się na zawsze panowania doczesnego i zamieszkał w Paryżu lub w Awinionie. Pomagali Napoleonowi w tej sprawie nietylko biskupi dworacy, ale także niektórzy z „czerwonych“ kardynałów; jaki zaś skutek odniosły ich zabiegi, powiemy gdzieindziej: Pius VII, anielskiej iście cierpliwości, był skorym do zgody, lecz nie chciał przyjąć roli dawnych patryarchów carogrodzkich; otoczono go tedy ścisłą strażą, oddalono od niego wszystkich dworzan, przetrząśnięto jego biórko i suknie, zabrano przyrządy do pisania (stycz. 1811); a kiedy to nie pomogło, kazano mu, mimo ciężkiej słabości, jechać do Fontainebleau (9 czerw. 1812), gdzie miał być przedmiotem nowych ze strony cesarza zamachów i świadkiem wielkich jego poniżeń.

Kiedy Napoleon dowiedział się o klątwie, którą Pius VII w Rzymie był ogłosił, pisał szyderczo do wicekróla włoskiego Eugeniusza: „Croitil, que ses excomumnications feront tomber les armes de mains de mes soldats“ (czy papież sądzi, że jego klątwy wytrącą broń z rąk moich żołnierzy?) Śmiał nawet twierdzić, że Opatrzność pochwaliła jego postępowanie z papieżem, przechylając w bitwie pod-Wagram, 6 lipca, więc w dzień uwięzienia papieża, szalę zwycięstwa na jego stronę. Ale Opatrzność przemówiła inaczej. Zaledwie orły francuskie stanęły u bram „świętej Moskwy”, aliście wśród niezwyciężonych zastępów zjawiają się dwaj słudzy Najwyższej Sprawiedliwości — mróz i głód, wytrącają żołnierzom broń z ręki i powalają całe szeregi na śnieżne stopy, tak że na wiosnę r. 1813 do 300.000 szkieletów bielało na tej drodze, którą szła „wielka armia“. Cała prawie Europa powstała przeciw despocie, co nie umiał uszanować praw ludów, ni wolności Kościoła; on zaś, gotując się do walki na zabój, postanowił najpierw rozprawić się z papieżem, i jużto przez służalczego biskupa Duvoisin, jużto sam osobiście (19 stycz. 1813) podsunął nowy konkordat, dla Kościoła i Stolicy św. wielce niekorzystny. Pius VII w chwili słabości podpisał takowy, jako podstawę dalszej ugody (25.stycz. 1813); ale natychmiast pożałował swego kroku i w liście do Napoleona (z 24 mar.), jakoteż w alło- kucyi, udzielonej kardynałom na piśmie, odwołał cały układ; poczem zawezwał pomocy cesarza Franciszka I. do odzyskania praw swoich (24 lip.)

Po klęsce pod Lipskiem nie wypuścił drapieżny orzeł swej ofiary, ale ją umieścił w bezpiecznem gnieździe — w Savonie (11 lut. 1814); dopiero po nowych klęskach wydał dekret (10 mar.), by papieża puszczono wolno i odstawiono do najbliższych straży nieprzyjacielskich. Wśród niesłychanych uniesień ludu, a pod honorową eskortą neapolitańskiego wojska, które jeszcze 24 stycz. 1814 Rzym było zajęło, wrócił Pius VII na swoją stolicę (24 maja), podczas gdy jego ciemięzca musiał z niesławą opuścić Francyę, żegnany w wielu miejscach złorzeczeniem. (…)

Raz jeszcze zerwała się burza, ale tylko na chwilę. Kiedy Napoleon porzucił Elbę (26 lut. 1815), by odebrać tron Ludwikowi XVIII, król neapolitański Joachim Murat, który w r. 1814 połączył się ze sprzymierzonymi, w celu utrzymania i powiększenia swego państwa, stanął teraz po stronie Napoleona, w nadziei, że w ten sposób pozyska łacniej Marchie i Benevent, a może nawet połączy całe Włochy pod swojem berłem. Wsparty przez część Karbonaryuszów, popchnął swe wojska ku północy i zażądał wolnego przejścia przez terrytoryum kościelne. Kiedy zaś od kardynała Pacca otrzymał odpowiedź odmowną, powziął szaloną myśl uprowadzenia papieża do Gaety. Pius VII schronił się do Genuy (22 mar.), skąd już po 78 dniach wrócił do Rzymu (7 czer.), ukoronowawszy pierw obraz N. Panny w Savonie. Tymczasem Murat, pobity przez austryaków, schronił się do Francyi, a kiedy po upadku swego szwagra wylądował w Neapolitańskiem z garstką żołnierzy, został z rozkazu Ferdynanda I rozstrzelany (13 paźdz. 1815). Prześladowca Piusa VII, przegrawszy bitwę pod WaWloo (18 czer. 1815), zakończył swój meteorowy żywot jako więzień na dalekiej wyspie (5 maja 1821), a tak do książki Laktancyusza „De mortibas persecutomm“ przybyła nowa karta. Kościół zemścił się po swojemu, bo Murata przygotował do chrze- ściańskiej śmierci, i pochował jego zwłoki w kościele w Pizzo, Napoleona zaś pojednał z Bogiem, a jego rodzinie zewsząd rugowanej, dał w Rzymie przytułek. (…)

O rewolucji lipcowej 1830 r.

Po niezbyt budującej śmierci Ludwika XVIII (16 września 1824), który na krótko przedtem (26 sierpnia) zamianował biskupa Frayssinous ministrem spraw kościelnych odziedziczył koronę brat jego Karol X, monarcha dobry i do Kościoła przywiązany, ale nieco za słaby, w wyborze środków nie dość szczęśliwy i od pewnych uprzedzeń gallikańskich nie wolny. Koronacya, odbyta w Rheims (29 maja 1825), procesye i misye podczas wielkiego jubileuszu w r. 1826, udział w nich króla i dworu, prawo zabezpieczające kościoły od zbezczeszczenia (z 20 kwietnia 1825), wszystko to obudziło wściekłą nienawiść stowarzyszeń tajnych przeciw tronowi i religii, której pierwszą ofiarą padli Jezuici. Wskrzeszeni bullą Piusa VII z r. 1814, pracowali oni jużto na ambonie, już w małych seminaryach, ale zostawali pod juryzdykcyą biskupów i nie tworzyli korporacyj; istniało bowiem jeszcze prawo proskrypcyjne z czasów Ludwika XV. Mimo to w skutek kłamstw rozsianych przez hr. Montlosier, że Jezuici z ultramon- tanami tworzą tajemny rząd, godzący na zagładę monarchii, powstała przeciw nim straszna wrzawa, która z dzienników i ulicy przeniosła się do izby. Podburzony motłoch wołał: Precz z Jezuitami, misyami i jubileuszami, a sama nawet gwardya narodowa powitała króla okrzykiem: Precz z ministrami (29 kwietnia 1827). Nastąpiło rozwiązanie gwardyi i niższej izby, zato związek Aide-toi, le ciel faidera, utworzony przez Guizota i ks. Broglie, zapewnił przy wyborach zwycięstwo lewicy. Już wówczas stronnictwo liberalne, na którego czele stali Dupont de 1’Eure, Jak. Lafitte, Kaz, Perier, Benj. Constant, Lafayette, Thiers, Dupin starszy, postanowiło zdetronizować Karola X na korzyść księcia orleańskiego.

Król chciał się ratować ustępstwami, a chociaż komisya, wyznaczona do zbadania sprawy Jezuitów, stanęła w większości po ich stronie, wydał na wniosek nowego ministerstwa (Martignac- Feutrier) dwa ordonanse (16 czerwca 1828), z których pierwszy usunął Jezuitów z kolegiów biskupich i poddał je nadzorowi uniwersytetu, drugi ograniczył liczbę elewów w małych seminaryach całej Francyi do 20.000 i wykluczył z nich eksternistów. Biskupi zaprotestowali w memoryale, przedłożonym królowi przez kard. de Clermont Tonnere; ale sekretarz stanu Bernetti dał im wskazówkę w liście do kard. de Latil, że co do wykonania onych rozporządzeń mają się spuścić na głęboką pobożność i roztropność króla. Chociaż Jezuitów, jak niegdyś Jonasza, wrzucono w morze, burza jednak nie przestała szaleć. Po ustąpieniu Martignaca, utworzył ks. Polignac t. z. „gabinet niemożebny” (1829) przeciw któremu 221 deputowanych zaniosło skargę do króla. Rozwiązanie izby i nowe wybory wzmocniły jeszcze lewicę; a kiedy król sześciu ordonansami z 26 lipca 1830 r. ścieśnił wolność prasy, rozwiązał ponownie izbę i zaprowadził nową modłę wyborczą, wybuchła rewolucyą (27 lipca), która po trzechdniowej walce pozbawiła go korony. Rząd prowizoryczny ogłosił detronizacyę Karola X (31 lip.) i zamianował księcia orleańskiego Ludwika Filipa namiestnikiem królestwa, izby zaś zmieniwszy konstytucyę, ogłosiły go „dziedzicznym królem Francuzów (7 sierpnia).

Syn jakobina „Egalite11 nie odznaczał się ni zasadami reli- gijnemi ni prawością charakteru, bo wszakże Karolowi X, który go obsypał honorami, odpłacił się intrygą i zdradą. Wyniesiony na tron przez stan mieszczański, masoneryę umiarkowaną i związek Aide toi, le ciel faidera, (pod przewodnictwem br.\ Guizota) musiał rządzić wedle ich woli; lecz z drugiej strony wzgląd na coraz potężniejszą opinię katolicką, chęć utrzymania dobrych stosunków z dworami i obawa przed stronnictwami skrajnemi zapędzały go do obozu konserwatywnego, skąd poszło ciągłe lawirowanie między dwoma prądami, czyli polityka „du juste milieu“ na wewnątrz, a nieinterwencyi i transakcyi na zewnątrz. (…)

W społeczeństwie francuskiem wrzało, jak w kotle, bo cztery stronnictwa walczyły z sobą o władzę; skutkiem tego były częste rozruchy uliczne, wzniecane przez republikanów i socyalistów, chwilowe powstanie w Wandei, wywołane przez księżną Berry (1832), i kilkakrotne porywy bonapartystów, które się skończyły uwięzieniem ks. Ludwika Napoleona w zamku Ham. Motłoch rewolucyjny, uważając Kościół katolicki za jedno z bourbonizmem, spustoszył 28 lipca 1830 pałac arcybiskupi i skarbiec w Notre- Dame, przyczem ogromną bibliotekę zniszczono i siedm osób zabito. Większych jeszcze bezprawi dopuścił się w kościele St. Germain l’Auxerrois, gdzie odprawiano nabożeństwo żałobne za duszę księcia Berry (14 lutego 1831), a następnego dnia zburzył dó szczętu pałac arcybiskupa de Quelen. Za to duchowieństwo zemściło się pielęgnowaniem chorych podczas cholery grasującej w roku 1832. Mimo wysileń ministrów Periera, Soulta, Guizota, trafiały się i później zaburzenia uliczne, wywoływane przez tajne stowarzyszenie Arhis du peuple i związek t.z. Mutuelistes, jak niemniej zamachy na króla, bo dążności radykalne i socyalistyczne budziły coraz silniejsze echo w t. z. stanie czwartym.
Jeszcze przed r, 1830 wystąpiła na widownię szkoła hr. Saint-Simona, ugrupowawszy się około dziennika Producteur (1826) i założonego później Organizateur (1828). Wedle tejże szkoły religię chrześciańską, jako zbyt duchowną, miała zastąpić religia przyszłości, w której Bogiem miała być ludzkość, kultem praca, prawem społecznem zupełna równość i podział własności. Zaczęto nawet urządzać hierarchię nowego kościoła, a po r. 1830 wysyłać „misyonarzy“, zwłaszcza do robotników; kiedy jednak Enfantin, snując dalej myśl mistrza, chciał znieść małżeństwo i rozbić całą rodzinę, rozwiązał sąd całe stowarzyszenie, wielbiciela zaś wspólności kobiet skazał na rok więzienia (1832). Nie udało się też innemu apostołowi socyalizmu, Karolowi Fourrier, utworzyć tak zwanych falansterów komunistycznych; podczas gdy „kościół apostolski francuski założony przez byłego kapelana wojskowego X. Franc. Chatela (1831), po niechlubnym żywocie zamknęła sama policya (1842). (…)

Jedną z najcięższych plag Francyi był monopol wychowania publicznego, przysługujący od r. 1808 uniwersytetowi paryskiemu. Otóż najprzód katolicy świeccy, następnie zaś biskupi w listach pasterskich i memoryałach, poczęli się domagać wolności nauczania, to jest, zakładania kolegiów i szkół katolickich, co tem było potrzebniejszem, że w uniwersytecie paryskim i zawisłych od niego zakładach panował wówczas eklektycyzm Cou- sina. Zrazu walczono piórem, przyczem ze strony katolickiej rej wodzili biskup Parisis, X. Combalot, X. Des Garets, markiz de Regnon i Lud. Veuillot; kiedy jednak minister Villemain przedłożył izbom projekt ustawy, zatrzymujący dawne więzy, przeniosły się zapasy do parlamentu. Campeadorem katolików był hr. Montalembert, który w jednej ze świetnych mów wyrzekł: „Pośród narodu wolnego nie chcemy być helotami. My jesteśmy potomkami męczenników i nie zadrzemy przed potomkami Juliana Apostaty, my latorośle krzyżowców, nie ulękniemy się nasienia Voltaire’a“. Mimo to projekt rządowy przeszedł z małemi zmianami (24 maja 1844). (…)

17 lipca 1794

Wczoraj, 17 lipca, minęła 220 rocznica męczeństwa szesnastu karmelitanek z Compiegne (w tym jednej nowicjuszki i dwóch świeckich pomocnic), tego samego miasta, gdzie pojmano Joannę d’Arc. Siostry, w wieku od 28 do 80 lat udawały pod rewolucyjną, paryską gilotynę, śpiewając Miserere mei Deus (Psalm 50), Salve Regina i Te Deum. Zostały oskarżone i skazane m.in. za rzekome spiskowanie przeciw Republice oraz… zachowywanie, wbrew jej prawom, fanatycznego stylu życia. Ostatnia, na własną prośbę zginęła przeorysza, 42-letnia matka Teresa, błogosławiąc kolejno wszystkie umierające. W maju roku 1906 męczennice zostały beatyfikowane przez papieża Piusa X.

Dlaczego te figury są bez głów – sequel

W XIX wieku Francja przeżyła kolejne fale rewolucji – lipcową roku 1830, lutową roku 1848, której jedną z ofiar był arcybiskup Paryża, wreszcie Komunę Paryską roku 1871. Każda z nich, wykorzystując dążenie społeczeństwa do dobrobytu, atakowała Kościół i religię katolicką pod pozorem walki z jego bogactwem. Komunardzi ponownie sięgnęli do popularnej retoryki zemsty za noc św. Bartłomieja, zrzucenia Boga z nieboskłonu, kościoły paryskie zaczęto profanować i zamieniać już nie na świątynie Rozumu, lecz kluby dyskusyjne rozumnych, urządzano bluźniercze procesje w szatach liturgicznych i orgie. 4 kwietnia 1871 roku uwięziono arcybiskupa Paryża Georgesa Darboya – został on 24 maja po farsie przed rewolucyjnym trybunałem, rozstrzelany. Podczas „procesu” wytknięto mu, że wprowadza ludzi w błąd, bo nie ma już panów, w tym Pana Jezusa Chrystusa. Zamordowano szereg księży, w tym ponownie znienawidzonych jezuitów.

Otrzeźwienie przyszło po upadku Komuny i haniebnym traktacie z Prusami. Jako akt ekspiacji rozpoczęto wtedy, w roku 1875, wznoszenie słynnej bazyliki Sacre Coeur na wzgórzu męczenników Montmartre. Francja XIX wieku to bowiem także Francja szeregu objawień maryjnych – w Paryżu (Katarzynie Labour), La Salette i Lourdes, Francja odradzających się zgromadzeń zakonnych i odbudowywanych z rewolucyjnych zniszczeń kościołów. Wezwanie bazyliki odpowiadało ustanowionemu w roku 1856 przez Piusa IX świętu Najświętszego Serca Jezusa oraz nawiązywało do XVII-wiecznych objawień, beatyfikowanej w roku 1864 przez tego samego papieża, siostry Małgorzaty Marii Alacoque z Paray-le-Monial. Jednym z ich elementów było posłanie do króla Ludwika XIV by zwrócił się do papieża o Mszę św. o Najświętszym Sercu Jezusa oraz wprowadził we Francji praktyki pobożnościowe ku czci tegoż Serca, jak również ustanowienie w piątek po Oktawie Bożego Ciała wspomnianego święta, które to życzenie wypełnił Pius IX. W świadomości społecznej funkcjonowała również kopia dokumentu poświęcenia Francji Najświętszemu Sercu Jezusa, w którym uwięziony przez lud król Ludwik XVI uroczyście obiecywał m.in., że w razie uwolnienia zniesie konstytucję cywilną dla duchowieństwa oraz w łączności z papieżem ustanowi święto ku czci Najświętszego Serca Jezusa jako zadośćuczynienie za bluźnierstwa i profanacje wyrządzone przez złych katolików, schizmatyków i heretyków. Akt przypisywano inicjatywie spowiednika króla ojca Franciszka Ludwika Heberta, który bywał w pałacu Tulieries w roku 1792 podczas internowania tam króla i zginął podczas fali mordów we wrześniu tegoż roku.

Powołana w roku 1875, równolegle z rozpoczęciem budowy Sacre Coeur, III Republika zarówno w tzw. kołach liberalnych, jak i socjalistycznych przechowała rewolucyjnego bakcyla. W roku 1889 wielką wystawą światową w Paryżu uczczono rocznicę jeszcze większej rewolucji. Przerośniętą bramę na tereny wystawowe stanowiła gigantyczna ażurowa piramida.. Jak wskazywał sam Eiffel, prezentując swój projekt w roku 1885 – wieża miała symbolizować bieżące stulecie przemysłu i nauki, któremu przygotowało drogę oświecenie i rewolucja roku 1789 oraz stanowić pomnik wdzięczności Francji za powyższe dokonania. Wieża Eiffla stanowiła zatem, mówiąc po heglowsku antytezę budowanego wciąż jeszcze kościoła na Wzgórzu Montmartre, który ówcześni propagandyści nazywali bez ogródek – prowokacją zmierzającą do wojny domowej. Jednocześnie, w latach 80-tych przyjęto szereg ustaw dotyczących wolności szkolnictwa (odsunięcie udziału nauczycieli duchownych w szkołach publicznych), równości fiskalnej (wprowadzenie dodatkowego domiaru podatkowego 4 % dla zakonów, a także 25 % podatkiem od dziedziczenia, naliczanym osobno dla każdego klasztoru). W lipcu 1901 zabrano się za braterstwo i po raz kolejny wykonano skok na majątek odradzających się zgromadzeń zakonnych, uzależniając na podstawie nowego Prawa o stowarzyszeniach ich dalsze działanie od zezwolenia urzędników. Jeśli zakon go nie dostał – przejmowano jego mienie. Tak się stało z benedyktynami kongregacji z Solesmes, którzy opuścili cztery niedawno odnowione opactwa, w tym Saint-Wandrille.

W czerwcu 1902 premierem Francji został były kleryk i subdiakon, apostata oraz mason Emil Combes, który zabrał się za przejmowanie szkół zakonnych. Ponownie zawrzały dawne punkty oporu – Wandea i Bretania, gdzie szkoły przejmowano przy użyciu wojska. W lipcu 1904 roku, to jest w drugim roku pontyfikatu papieża Piusa X zerwano zawarty przez Napoleona Bonaparte w roku 1801 konkordat ze Stolicą Apostolską. W grudniu 1905 przyjęto ustawę o rozdziale Kościoła od państwa, przewidującą kolejne przejęcie majątku kościelnego, w tym wszystkich kościołów, w dyspozycję zależnych od państwa „stowarzyszeń kultowych”. Zaczęto nawet dokonywać spis inwentarza kościelnego, choć w wyniku oporu społecznego kościoły pozostały w zarządzie duchownych, ale prawa nie wycofano. Nie przeszkadzało to jednak by w roku 1919, podczas konferencji w Wersalu kończącej I wojnę światową rząd francuski sprzeciwił się udziałowi w niej obserwatorów ze strony papieża. Świadectwo ducha owych czasów zanotowała w przewodniku po francuskich sanktuariach wydanym w roku 1910 w Nowym Jorku „French Cathedrals, Monasteries And Abbeys, And Sacred Sites of France” Elisabeth Robins Pennell, tak pisząc o swoim pobycie w Chartres (op. cit., s. 238): „kiedy tam byłam Welon (tj. relikwia Najświętszej Marii Panny przechowywana w miejscowej katedrze – przyp. wł.) ponownie przebywał w ukryciu i nikt, nawet ksiądz opiekujący się figurą Notre-Dame-du-Pilier nie mógł czy nie chciał powiedzieć gdzie. Złodzieje w departamencie, którzy jej grozili nie posiadali romantyzmu żołnierzy fortuny, którzy przewijali się przez stare kroniki, ani nawet pijanych wolnością sanikulotów, lecz ich ręce były równie gotowe do świętokradztwa”.

SAINT-WANDRILLE - FENIKS SYSTEMATYCZNIE PODPALANY

OPACTWO SAINT-WANDRILLE – FENIKS SYSTEMATYCZNIE PODPALANY