Rewolucyjny Kulturkampf: procesje minione i obecne

Obraz Julesa Bretona – Błogosławieństwo w Artois

Jak podkreśla historyk Paul d’Hollander (Paul d’Hollander: The Church in the Street in Nineteenth-Century France, http://quod.lib.umich.edu/w/wsfh/0642292.0032.011/–church-in-the-street-in-nineteenth-century-france?rgn=main;view=fulltext ) we Francji następująca „forma uobecnienia Kościoła w przestrzeni miejskiej była znacząca w XIX wieku, nawet aż do lat 60-tych XX wieku: procesja religijna.” Zanim przyjrzymy się bliżej owemu odrodzeniu praktyk procesji po latach rewolucji, zauważmy, iż ocena świeckiego profesora historii współczesnej z uniwersytetu w Limoges, pokrywa się z diagnozą opisaną przez znanego francuskiego duchownego 2 połowy XX wieku – abp Marcela Lefebvre, który w „Liście otwartym do zagubionych katolików” tak pisał o powszechnej na drogach Francji tradycji, która zanikła w latach 60-tych XX wieku:

„Czytelnicy, którzy pamiętają lata przedwojenne, z pewnością przypomną sobie żarliwość procesji Bożego Ciała z ich licznymi ołtarzami, pieśniami, kadzielnicami, lśniącą w słońcu monstrancją niesioną przez kapłana pod złocistym baldachimem. Sztandary, kwiaty, dzwonki. (…) Czy słyszę jak ktoś mówi o koniecznej ewolucji i nowym stylu życia? Jednak problemy z ruchem drogowym nie powstrzymują ulicznych demonstracji, zaś demonstrujący nie powstrzymują się przed wyrażaniem ich politycznych opinii czy żądań, słusznych czy nie. (…) Prawie całkowity zanik procesji we Francji nie jest spowodowany brakiem zainteresowania ze strony wiernych. Jest wpisany w nową teorię duszpasterstwa, która jednakże bezustannie wzywa do ‚aktywnego uczestnictwa ludu Bożego’. W roku 1969 proboszcz w departamencie Oise został usunięty przez swojego biskupa, który zakazał organizacji tradycyjnej procesji Bożego Ciała. Procesja mimo to miała miejsce i przyciągnęła dziesięć razy więcej ludzi niż liczba mieszkańców wioski.”

Jednak, wróćmy do początku XIX wieku, kiedy to konkordat zawarty w lipcu Roku Pańskiego 1801 (26 messidora Roku Rewolucji 9) między Stolicą Apostolską a Republiką otworzył ponownie możliwość publicznego kultu religii katolickiej we Francji. Kodeks karny z roku 1810 nakładał sankcje na osoby, które zakłócały kult czy to w kościele czy w innym miejscu używanym do tego celu, choćby tymczasowo. Przepisy zastrzegały też możliwość wprowadzenia ograniczeń ze strony państwa z uwagi na „porządek publiczny”, zaś w roku 1802 – poza konkordatem – dodano ograniczenie z uwagi na istnienie w danej miejscowości świątyń innej religii. Następujący okres konfliktu między Napoleonem, który najechał w roku 1808 ziemie Państwa Papieskiego oraz Piusem VII, który rok później ekskomunikował „cesarza Francuzów” i został przez niego uwięziony, doprowadził w roku 1811 do jednostronnego zerwania przez Napoleona konkordatu, nie sprzyjając rozwojowi kultu katolickiego. Upadek Napoleona i restauracja lat 1814-1830 przywróciła Kościołowi katolickiemu swobody i status głównej religii w państwie. Stan ten skończyła rewolucja lipcowa. W okresie monarchii lipcowej przestali się pojawiać na procesjach urzędnicy – merowie, prefekci, sędziowie, wiara katolicka utraciła status religii państwowej, pojawiały się również coraz częściej próby blokowania czy ataków na procesje przez radykałów. Idąc z flagami republiki i śpiewając rewolucyjne pieśni, stawali oni na drodze procesji, zatrzymując ją, lub organizowali własne „rewolucyjne” procesje. Powodowało to, zwłaszcza na początku lat 30-tych XIX wieku, ograniczanie procesji, zwłaszcza na terenie miast.

Powyższe zmieniło się ponownie za rządów Napoleona III. Ilość procesji się zwiększyła, jak również ich charakter stał się znów bardziej oficjalny, m.in. poprzez udział wspomnianych funkcjonariuszy publicznych, a także uroczysty udział wojska, jak również okazałe dekorowanie ulic. Jak podaje wspomniany już Paul d’Hollander, w Limoges w roku 1784, w okresie sześciomiesięcznym około 100 procesji przemierzyło miasto, podczas, gdy prawie 100 lat później liczba ta wynosiła zaledwie 22 w takim samym okresie czasu, co miało związek m.in. ze zmniejszeniem ilości parafii. Trasy procesji religijnych stały się jednak dłuższe, a uroczystości przyciągały coraz więcej uczestników, między innymi z uwagi na powstające i rozwijające się katolickie szkoły, grupy świeckich, kongregacje czy konfraternie. Jak podaje Paul d’Hollander w roku 1869 procesja w Limoges, na której tradycyjnie niesiono relikwie świętych przyciągnęła 80 tysięcy uczestników.

Opisane wyżej odrodzenie publicznych ceremonii religijnych we Francji spotkało się z krytyką rewolucjonistów, którzy szydzili ze splendoru „chorej religii” (E. Zola) oraz z… kolegów liberałów, którzy w jej uroczystościach uczestniczyli. Pojawiły się oczywiście i dziś liczne głosy protestujące przeciw narzucaniu ateistom czy też masonom konieczności oglądania katolickich procesji przemieszczających się przez ulice miast. Prasa republikańska pisała: „obecnie, skoro wolnomyślicielstwo jest rozpowszechnione w społeczeństwie, istnieje jeden podstawowy obowiązek, który się narzuca: obowiązek szanowania wolności sumienia. Jest słusznym by każda religia była praktykowana za zamkniętymi drzwiami, zaś manifestacje zewnętrzne zostały zakazane aby się nie narzucać sumieniom innych.”

Krytyka przeciwników procesji wybuchła otwarcie po upadku Napoleona III. Wtedy też bardziej aktywni, sprzyjający rewolucji merowie rozpoczęli wprowadzanie zakazów procesji, pod pozorem zapewniania porządku publicznego. Wykorzystywano do tego pojawiające się prowokacje. D’Hollander pisze o procesji Bożego Ciała w czerwcu 1882 roku, w Perigeux, którą mer zakazał po prowokacji na terenie jednej z parafii. Gdy procesja zatrzymała się przy jednym z ołtarzy, błogosławieństwo przerwali rewolucyjni „muzycy”, grając na operetkową nutę. Wywiązało się zamieszanie i kłótnia między uczestnikami procesji a ich przeciwnikami, którzy wznosili okrzyki „precz z klerykałami, niech żyje Republika!”. Prowokacje rewolucyjne działały jednak determinująco na drugą stronę – procesje stały się okazją do wyrażenia poparcia dla uwięzionego w Watykanie przez rewolucjonistów włoskich, którzy wkroczyli do Rzymu po upadku Napoleona III, papieża Piusa IX. Odzywała się w nich stara tradycja kraju Franków jako „najstarszej córy Kościoła”, która, począwszy od Karola Wielkiego, spieszyła na pomoc, znajdującym się w opresji następcom Piotrowym, a z nią sentyment za monarchią, który objawiał się królewskimi liliami na procesyjnych chorągwiach. Zakazywano też procesji coraz częściej – jak wskazuje d’Hollander – miało to miejsce również w Limoges, gdzie zakazano wzmiankowanej wyżej, tradycyjnej procesji z relikwiami. W roku 1897 ówczesny mer Limoges, będący socjalistą, odpowiedział na petycję w sprawie zniesienia zakazu, iż uczyni to, gdy władze centralne pozwolą socjalistom na marsze pod ich sztandarami. Na zarzuty naruszania porządku publicznego przez procesję, katolicy argumentowali, że konkordat zapewnia im prawo do kultu publicznego i nie oni naruszają porządek publiczny, lecz ci którzy procesjom przeszkadzają, zaś władze powinny przed powyższym chronić. W odpowiedzi władze Trzeciej Republiki zmieniły interpretację postanowień konkordatu. W roku 1879 minister do spraw wewnętrznych i religii Karol Filip Lepère, wspierając merów, którzy zaczęli wprowadzać zakazy procesji, wskazał że zakazy te nie naruszają prawa do publicznego kultu, który katolicy mogą sprawować w swoich świątyniach.

Jak pisze d’Hollander, zintensyfikowanie zakazów procesji miało miejsce w dwóch falach: na początku lat 80-tych XIX wieku, a następnie – w okresie intensywnej, zorganizowanej akcji laicyzacji i likwidacji samodzielności finansowej Kościoła, jaka miała miejsce na początku XX wieku. Podczas tej drugiej fali, nie kłopotano się już uzasadnianiem zakazów procesji porządkiem publicznym, lecz używano wprost retoryki antyklerykalnej. Przykładowo, jak podaje d’Hollander rada miejska w Saint-Denis-les-Murs, w roku 1901 ogłosiła że procesje są „obrazą dla zdrowego rozsądku i rozumu”. Również w innych częściach Francji środowiska wolnomularskie i antyklerykalne organizowały akcje zmierzające do uzyskania od władz lokalnych zakazów katolickich procesji. Jeśli mer odmawiał, „wolnomyśliciele” ogłaszali, że mają takie same prawo do ulicy jak katolicy, zapowiadając prowokacyjne demonstracje na tej samej trasie, którą miała iść procesja, oczywiście w tym samym czasie. Był to oczywiście środek nacisku by mer skłonił się do ich żądań i procesji zakazał, jeśli nie w imię walki z „ciemnotą”, to wspomnianego wyżej „porządku publicznego”. Jeśli nie ustępował, dochodziło do prowokacyjnych pochodów organizowanych przez „wolnomyślicieli” wzdłuż trasy procesji, które kończyły się nierzadko wymianą rękoczynów między obiema stronami. Czasami sprawę rozwiązywano poprzez zezwolenie na antykatolicką manifestację, która mogła iść w określonej odległości za procesją.

Ze strony katolików, z kolei próbowano walczyć z zakazami procesji, nie naruszając ich, na przykład organizując procesję wewnątrz kościoła, lecz błogosławieństwo, przed kościołem, na jego stopniach, przed zgromadzonym tłumem, albo też, przeprowadzając procesję, na gruntach prywatnych, po ich granicy, to jest na publicznym widoku. Organizowano też w formie protestu pochody bez symboli i pieśni religijnych, za to podążające tradycyjną drogą procesji. Występowały również sytuacji otwartego występowania przeciw rewolucyjnym zakazom, co kończyło się zwykle starciami z policją i gorliwie ją wspierającymi antyklerykałami.  W Boże Ciało roku 1903 dochodziło do regularnych zaczepek procesji katolickich przez socjalistów śpiewających Międzynarodówkę.

W roku 1905 doszło do sławetnego „rozdziału Kościoła od państwa” czyli ostatecznego zerwania konkordatu z roku 1801. Działania rządu Francji potępił papież Pius X w encyklice Vehementer nos z roku 1906, tak opisując to, co się wydarzyło:

„(…) Rozmiar krzywdy wyrządzonej Stolicy Apostolskiej przez jednostronne zerwanie konkordatu stał się tym gorszy ze względu na sposób, w jaki państwo dokonało tego aktu. Jest zasadą niebudzącą wątpliwości i powszechnie przestrzeganą przez wszystkie narody, że zerwanie traktatu powinno być wcześniej dokładnie zapowiedziane, w sposób jasny i wyraźny, drugiej stronie przez tą, która zamierza położyć kres ugodzie. Lecz w tym przypadku nie tylko że nie przedstawiono Stolicy Apostolskiej żadnego zawiadomienia tego rodzaju, to ponadto nie dano najmniejszego znaku, który mógłby zapowiadać taki czyn. (…) Prawo rozdziału (…) wyznacza administrację i nadzór nad publicznym kultem nie hierarchicznemu ciału w boski sposób ustanowionemu przez naszego Zbawiciela, lecz stowarzyszeniu ustanowionemu przez świeckich. Stowarzyszeniu temu przyznane zostały specjalne formy i osobowość prawna. Uznaje się je wyłącznie za mające prawa i ponoszące odpowiedzialność w oczach prawa we wszystkich kwestiach odnoszących się do kultu religijnego. To stowarzyszenie zarządza kościołami i nieruchomościami, ma w posiadaniu kościelną własność, rzeczywiście i osobowo, ma do swej dyspozycji (choć tylko tymczasowo) rezydencje biskupów i księży, a także seminaria; jest administratorem kościelnego mienia, kontroluje finanse, odbiera daniny i donacje uczynione na rzecz kultu religijnego. (…) Te stowarzyszenia ds. kultu [religijnego] są zatem tak zależne od władz świeckich, że, rzecz oczywista, władze duchowne nie będą miały nad nimi żadnej mocy. (…) Prawo to przypisało władzy państwa najwyższą jurysdykcję nad tymi stowarzyszeniami i poddało je całej serii postanowień nie zawartych w prawie ogólnym, utrudniając tym samym ich tworzenie i czyniąc jeszcze trudniejszym ich istnienie; tak też po ogłoszeniu wolności kultu publicznego przystąpiono do ograniczania ich działalności poprzez niezliczoną liczbę utrudnień; tak też ograbiło Kościół z wewnętrznych regulacji kościelnych, by funkcje te przyznać państwu (…) Na przekór wszelkiej sprawiedliwości, prawo to odebrało Kościołowi wielką część ofiarowanych mu donacji, które należały doń na mocy zarazem licznych, jak i świętych praw; prawo to zakazało i anulowało wszystkie świątobliwe fundacje poświęcone, z doskonałą legalnością, boskiemu kultowi i wstawiennictwu za zmarłych. Dobra doczesne podarowane przez szczodrobliwych katolików dla utrzymania katolickich szkół i dorobek przeróżnych dzieł miłosierdzia związanych z działalnością religijną został przekazany świeckim stowarzyszeniom, w których byłoby rzeczą próżną szukać najmniejszych śladów religii. W kwestii tej naruszono nie tylko prawa Kościoła, lecz także oficjalną i wyraźną wolę donatorów i testatorów. To także jest dla Nas przedmiotem głębokiego żalu, że prawo, w pogardzie dla wszystkich praw, ogłasza jako własność państwa, departamentów i gmin, kościelne budowle pochodzące jeszcze sprzed czasów konkordatu. To prawda, prawo o rozdziale państwa od Kościoła przyznaje łaskawie, na czas nieokreślony, użytkowanie tych budowli przez stowarzyszenia ds. kultu religijnego, lecz obwarowało to ustępstwo tak licznymi i poważnymi obostrzeniami, że w rzeczywistości to władze publiczne dysponują nimi w zupełności. (…)”

Inicjatorem zerwania konkordatu i projektu powyższego prawa był Emile Combes, antykatolicki premier Republiki i mason. Jego następca Maurice Rouvier, również mason, który objął funkcję premiera w styczniu roku 1905 doprowadził proces do końca. Artykuł 27 ustawy, który regulował między innymi procesje i bicie w dzwony dozwalał, na kontynuacje tradycji procesji na zasadach ustalonych w roku 1884, to jest, z utrzymaniem możliwości wprowadzenia ich zakazu przez lokalnych merów. Po przetoczeniu się antyklerykalnej fali tradycja procesji Bożego Ciała wciąż trwała, wspierana zwłaszcza w okresie intensywnej działalności Akcji Katolickiej, choć nie ustały też próby jej powstrzymania.

Jak wskazuje Michelle C. Wing w: Notre-Dame on the Move: Catholic Processions and Politics in Post-Liberation France ( http://quod.lib.umich.edu/w/wsfh/0642292.0037.020/–notre-dame-on-the-move-catholic-processions-and-politics?rgn=main;view=fulltext ) także w okresie po II wojnie światowej dochodziło do sytuacji zakazu publicznych wydarzeń religijnych w poszczególnych miejscowościach. 11 marca 1946 trzy tysiące wiernych przy kościele Notre-Dame de Nazareth w Vitry-sur-Seine, na przedmieściach Paryża, uczestniczyło w przejęciu figury Notre-Dame de Boulogne z rąk sił policyjnych, które pojawiły się tam aby uniemożliwić publiczną, tradycyjną procesję. Uformowaną na nowo procesję prowadził były więzień niemieckiego obozu narodowo-socjalistycznego w Dachau, w swoim obozowym uniformie. Policja próbowała zatrzymać ową procesję blokadami, jednak wiernym udało się je ominąć.  Dziesięć osób po stronie katolickiej zostało zatrzymanych, kilku policjantów w starciach odniosło rany. Zaczynała się kolejna już na drodze rewolucji, czwarta republika, a uwidoczniający się wyraźnie w kwestii publicznych procesji niemożliwy do usunięcia konflikt o istnienie wiary w sferze publicznej, wciąż nie ustawał. Jego elementem była wielka peregrynacja figur Notre-Dame de Boulogne – podobna peregrynacji obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej, z którą tak walczono w Polsce. Peregrynacja owa trwała w latach 1943-1948 i była związana z orędziem fatimskim, którego kolejna przepowiednia – wielka wojna zapowiedziana przez czerwień na niebie zdała się spełnić. Francję przemierzały w publicznych procesjach cztery kopie figury, niosąc wezwanie do nawrócenia się, pokuty i powrotu do Boga oraz Kościoła. Uczestniczyli w owych procesjach także urzędnicy przyznający się do religii katolickiej, czasem nawet uroczyście, składając przed figurą Madonny, klucze do miasteczka. Przyłączały się do nich setki i tysiące wiernych, idąc, często boso, i śpiewając tradycyjne pieśni, czy recytując tradycyjne modlitwy, takie jak Różaniec. Jednym słowem, w oczach „wolnomyślicieli” wypełzły w przestrzeń publiczną mroczne upiory zacofania i przeszłości, fundamentalizm i fanatyzm. Rewolucja i jej zdobycze wymagały obrony.

Rozpoczęta na nowo wojna kulturowa zarzucała członkom hierarchii kościelnej sympatyzowanie z reżimem w Vichy czy wręcz faszyzm, na co katolicy odpowiadali, powołując się na swój udział w ruchu oporu oraz na sytuacje, w których Niemcy rozpędzali procesje podczas okupacji. Peregrynacja figur Notre-Dame napotykała, organizowane przez socjalistów, komunistów i wolnomularzy protesty i prowokacje, które przybierały nierzadko pełny przemocy charakter. Jak pisze Michelle C. Wing „w roku 1947, w Lot-et-Garonne na ulicach rozsypano szkło i gwoździe w tych miejscach, przez które mieli przechodzić bosi pielgrzymi. W Chambéry, w dwóch kaplicach – jednej, która tuż przedtem przyjęła Grand Retour oraz kolejnej, która miała przyjąć następnego dnia – wybuchły bomby”. W manifestacjach antykatolickich brali udział socjalistyczni, komunistyczni i „wolnomyślący” urzędnicy, a pochodzący z takich środowisk merowie zakazywali procesji, pod pozorem zachowania „porządku publicznego” i w obronie świeckości republiki. Obawiano się również, że publiczne procesje mogą przekonać wahających się Francuzów i mieć wpływ na wyniki kolejnych wyborów. Media rewolucyjne grzmiały przeciw „maskaradom, które hańbią swoją epokę”, a Marii Pannie przeciwstawiano alegorię republiki – Mariannę we frygijskiej czapce rewolucji. W październiku 1245 prefektura policji w Paryżu zabroniła procesji Grand Retour na terenie miasta. Figura Notre Dame była ładowana do policyjnej furgonetki i przewożona do kolejnego kościoła. Na początku 1946 katolicy podjęli otwarty protest, którego częścią były opisane wyżej wydarzenia 11 marca w Vitry-sur-Seine. Zaledwie trzy dni wcześniej setka policjantów zablokowała grupę kilku tysięcy katolików próbujących sformować procesję w Ivry-sur-Seine. Media katolickie doniosły że wydarzeniom towarzyszyła manifestacja kilkudziesięciu komunistów śpiewających Międzynarodówkę, którą wierni zagłuszyli gromkim, lurdzkim Ave Maria. 9 marca zebrały się już dwie setki komunistów intonujących Międzynarodówkę i podążających za katolikami, próbując ich sprowokować. Komunistyczny mer Ivry twierdził że śpiewano jedynie „niegroźną”  Marsyliankę. 11 marca doszło do starć w Vitry i sąsiednim Thiais. Na lokalnym zgromadzeniu samorządowym w Paryżu socjaliści i komuniści krytykowali Wielką Pielgrzymkę, powołując się nawet na rzekomą przychylność władz niemieckich dla niej podczas okupacji, co miało być dowodem kolaboracji jej organizatorów oraz zarzucając katolikom próbę rozbicia jedności francuskiego ludu.

„Wiosna” lat 60-tych i „duch” Soboru Watykańskiego II stłumiły zapał katolików w staraniach o procesje i inne ceremonie religijne w miejscach publicznych. Obecnie, gdzieniegdzie Francuzi podejmują próby odświeżenia dawnej, żywej tradycji, o którą latami walczono z komunistami, socjalistami i masonami. Próby te napotykają atmosferę nieco tylko różniącą się od tej, opisanej wyżej. Nieco, bo do czynnika wojującego antykatolicyzmu doszedł do głosu i rośnie w siłę czynnik islamski. Oto opis z roku 2008, z jednego z blogów internetowych na temat procesji Bożego Ciała zorganizowanej w Paryżu:

Staje się coraz trudniejsze podtrzymywanie tych procesji w Paryżu, gdyż niektórzy ludzie ośmielają się pluć z balkonów na procesję i wylewać wodę oraz inne nieznane płyny… Do tego dużo obelg i wieże stereo pogłośnione do maksimum. Ale procesja przeszła, jest takie arabskie powiedzenie: psy szczekają, lecz karawana idzie dalej czy także: deszcz nie zatrzymuje pielgrzyma.” (http://www.newliturgicalmovement.org/2008/05/corpus-christi-in-saint-eugne-paris.html )

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s